<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kronika Montrealska &#187; Jan Borysewicz</title>
	<atom:link href="http://kronikamontrealska.com/tag/jan-borysewicz/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kronikamontrealska.com</link>
	<description>Z. P. Wasilewski</description>
	<lastBuildDate>Mon, 28 Dec 2020 11:01:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
		<item>
		<title>Z Janem Bo przez życie</title>
		<link>http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/</link>
		<comments>http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Feb 2013 15:00:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zbigniew Paweł Wasilewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Borysewicz]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Smigielski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kronikamontrealska.com/?p=7999</guid>
		<description><![CDATA[Tytuł wyszedł mi nieco patetyczno-przaśno-pretensjonalny, ale nie sposób tak nie pomyśleć patrząc na solowy dorobek lidera Lady Pank. Urodzony pięćdziesiąt osiem lat temu we Wrocławiu jako Jan Józef Borysewicz, kojarzony jest powszechnie z jednym z czołowych polskich zespołów rockowych. Jednak jego dokonania solowe, czyli te najbardziej od serca znane są o wiele węższemu gronu. Mimo]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Tytuł wyszedł mi nieco patetyczno-przaśno-pretensjonalny, ale nie sposób tak nie pomyśleć patrząc na solowy dorobek lidera Lady Pank. Urodzony pięćdziesiąt osiem lat temu we Wrocławiu jako Jan Józef Borysewicz, kojarzony jest powszechnie z jednym z czołowych polskich zespołów rockowych. Jednak jego dokonania solowe, czyli te najbardziej od serca znane są o wiele węższemu gronu. Mimo że jego solowa kariera trwa już blisko ćwierć wieku.</p>
<p>Muzyką Borysewicz zajął się dość wcześnie. Idąc w ślady ojca (perkusisty jazzowego), młody Jasio uczęszczał do szkoły muzycznej w klasie perkusji. Szybko jednak zamienił „gary” na „wiosło”. Przez niemal całą dekadę lat 70 grywał w projektach znanych jedynie dociekliwym melomanom: np. w ówczesnej NRD występował z polsko-niemieckim duetem Katja&amp;Roman, a później w Apokalipsie Ireneusza Dudka. W 1978 roku, w wieku dwudziestu trzech lat przyjął propozycję, która padła jeszcze podczas jego pobytu w Niemczech, a pochodziła od Budki Suflera. Wtedy właśnie ujawnił talent kompozytorski. Stworzył m.in. znakomite <i>Nie wierz nigdy kobiecie</i> i nieco gorsze <i>Bez satysfakcji</i>. Zespół uznał jednak, że te utwory nie pasują do muzycznego stylu Budki i nie trafiły na żadną płytę. Okazało się to zalążkiem konfliktu, w efekcie którego Borysewicz opuścił „suflerów”.</p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/budka-suflera1/" rel="attachment wp-att-8007"><img class="aligncenter size-full wp-image-8007" alt="Budka Suflera1" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/Budka-Suflera1.jpg" width="480" height="235" /></a></p>
<p>Na początku lat osiemdziesiątych w karierze gitarzysty rozpoczął się przełomowy okres pod tytułem&#8230; Żużel. Nic Wam ta nazwa nie mówi? Bo i jej żywotność była krótka. Jesienią 1981 roku projekt Żużel złożony z Borysewicza i muzyków sesyjnych nagrał <i>Małą Lady Punk</i>. Po dużym sukcesie tej piosenki formacja zmieniła nazwę. Przyjęła ją od tytułu utworu, przekornie zmieniając pisownię. Tak powstał oficjalnie Lady Pank, a jego oszałamiająca popularność poparta była iście amerykańską strategią marketingową. Za koniec ery wznoszącej przyjęto incydent obyczajowy z udziałem Borysewicza podczas koncertu z okazji Dnia Dziecka w 1986 roku, we Wrocławiu.</p>
<p>Półroczny zakaz koncertowania, jaki narzucono na zespół, a także ostentacyjna cisza w mediach stworzyły atmosferę, w której Borysewicz poczynił pierwsze solowe kroki. Pod wpływem pielgrzymki do Częstochowy pojawił się pomysł na pierwszy solowy krążek. Nagrań dokonano w 1988 roku, a na początku roku 1989 światło dzienne ujrzała <b><i>Królowa ciszy.</i></b></p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/krolowaciszy/" rel="attachment wp-att-8000"><img class="aligncenter size-full wp-image-8000" alt="KrolowaCiszy" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/KrolowaCiszy.jpg" width="480" height="480" /></a></p>
<p>Płyta zawiera dziesięć utworów-pastorałek. Są one utrzymane w typowej dla drugiej połowy lat osiemdziesiątych melodyjnej atmosferze syntezatorów. Słowa napisali: Jacek Skubikowski i Jacek Cygan. Uzewnętrzniając duchowe przeżycia z pielgrzymki, Borysewicz odkrył swoją drugą twarz, całkowicie przeciwną do tej, do której przyzwyczaił publiczność. Z płyty sączą się dźwięki wprawiające słuchacza w łagodny nastrój. Gdzieniegdzie klawisze sprawiają, że można się pobujać; dominuje refleksja i koloryt bożonarodzeniowej zadumy. Krótko po wnowieniu działalności Lady Pank nagrał świąteczne: <i>Gwiazdkowe dzieci</i> i <i>Gwiazdę na wietrze</i>, które wydano jako maxisingiel zespołu. A gdy <i>Królowa ciszy</i> została wydana na płycie kompaktowej w 1991 roku, dołączono je do reszty repertuaru, do którego zresztą znakomicie pasują. Ciekawostką dla fanów gitarzysty może być fakt, że wszystkie ścieżki, z których składa się <i>Królowa ciszy</i> – wokal, gitary, bas, perkusję i syntezatory – Borysewicz nagrał całkowicie samodzielnie. Płyta doczekała się kolejnych wydań: w 1991 r. jako wspomniane CD, reedytowane w 2008 r., a także w 1998 r. pod tytułem <b><i>Pastorałki</i></b>.</p>
<p>Kolejna pauza w działalności Lady Pank przypadła na lata 1991-1994. W tym czasie (1992) ukazało się drugie „solo” Borysewicza – <b><i>Wojna w mieście.</i></b></p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/wojnawmiescie/" rel="attachment wp-att-8001"><img class="aligncenter size-full wp-image-8001" alt="WojnawMiescie" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/WojnawMiescie.jpg" width="480" height="485" /></a></p>
<p>Tym razem „Bo” wykazał się nie tylko jako kompozytor, ale także autor większości tekstów. Tylko do trzech utworów słowa napisał Wojciech Waglewski z Voo Voo. Była to płyta już nie tylko odmienna od stylistyki LP, ale także totalnie różniąca się od <i>Królowej ciszy</i>. Na krążku słychać wyraźnie fascynacje muzyka „korzeniami wszystkiego”, czyli bluesem. Drugą inspiracją z pewnością był kolejny pobyt Borysewicza w Stanach Zjednoczonych. Wskazują na to niektóre tytuły utworów: <i>Texas Road, Chicago, Jaś Wędrowniczek</i> (przewrotna nazwa whisky „Johnny Walker”) oraz ich klimat. Wystarczy zamknąć oczy i muzyka z głośników sama narysuje w naszej głowie obraz niekończącej się amerykańskiej autostrady, będącej synonimem wolności dla tak wielu artystów, czy wnętrz zadymionych chicagowskich klubów bluesowych. Podane w surowej, gitarowej ramce, bluesowe akordy brzmią niesłychanie energicznie i świeżo. Jest to także zasługą zespołu. Od tej pory bowiem Jan Bo stanowi trio: Jan Borysewicz (gitara, wokal), jeden z czołowych polskich basistów Wojciech Pilichowski (znakomite solo w <i>Sto rzek</i>) i znany choćby z Breakoutu Wojciech Morawski (perkusja). Gościnnie na gitarze Dobro zagrał Jacek Wąsowski. Trzeba przyznać, że minimalizm w muzyce czasami jest wielkim atutem. Sekcja rytmiczna i gitara w tym przypadku zupełnie wystarczą. Sama płyta wydana jest w estetyce adekwatnej do okresu młodego, polskiego kapitalizmu początku lat dziewięćdziesiątych. Książeczka-wkładka z tekstami piosenek jest uboga i przypomina bardziej kserokopię, ale to moim zdaniem dodaje płycie uroku i jest świadectwem czasów, w jakich się ukazała.</p>
<p>Kontynuacją tej stylistyki muzycznej jest trzeci solowy album Borysewicza: <b><i>Moja wolność.</i></b></p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/mojawolnosc/" rel="attachment wp-att-8002"><img class="aligncenter size-full wp-image-8002" alt="MojaWolnosc" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/MojaWolnosc.jpeg" width="480" height="479" /></a></p>
<p>Wydany w 1995 roku zawiera jedynie dziesięć utworów, w tym dwa instrumentalne (10/2 na longplayu <i>Królowa ciszy, </i>12/2 na jej kompaktowym wydaniu i 17/6 na <i>Wojnie w mieście</i>). Są one za to dość długie, bo tylko dwa z nich trwają poniżej czterech minut. Mimo że na <i>Mojej wolności</i> nadal słychać fascynację Borysewicza Ameryką i bluesem, to jednak płyta brzmi zdecydowanie ostrzej, przeważnie hardrockowo. Jan Bo gra tu w prawie niezmienionym składzie. Jedynie Morawskiego zmienił na perkusji Kuba Jabłoński, od 1994 roku etatowy bębniarz Lady Pank. Piosenki tym razem są w pełni autorskie. Borysewicz nigdy nie stronił od ballad i znalazły się one nawet tu, w tak ostrym klimacie. M.in. znakomity do zagrania na „pudle” przy ognisku <i>Bezlitosny</i> i romantyczny <i>Smutek duszy</i>. Rzetelne gitarowe dzieło doczekało się reedycji w 2008 roku. W tym samym roku powtórnie wydane zostały także dwie poprzednie osobiste płyty gitarzysty.</p>
<p>Aż piętnaście lat Jan Borysewicz kazał czekać fanom na następny solowy krążek.</p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/myia/" rel="attachment wp-att-8003"><img class="aligncenter size-full wp-image-8003" alt="Myia" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/Myia.jpg" width="480" height="485" /></a></p>
<p><b><i>Miya</i></b> ukazała się na początku 2010 roku. Z jedenastu utworów stworzonych w całości przez Borysewicza (oprócz <i>Masz się bać</i>, do którego słowa napisała Małgorzata Szpitun) trzy są instrumentalne. Jan Bo pojawia się znów w dobrym, sprawdzonym składzie: Borysewicz, Pilichowski, Jabłoński. Na tę płytę, podobnie jak na <i>Wojnę w mieście</i>, gospodarz zaprosił gości. We wspomnianym <i>Masz się bać</i> zaśpiewał Piotr Cugowski, a w <i>Pajacyku</i> – wokalistka The Boogie Town, Ula Rembalska. Płyta brzmi podobnie do <i>Mojej wolności</i>, aczkolwiek wyraźnie słychać, że te utwory gra już nie tylko okrzepły, ale i doświadczony tysiącami koncertów, współpracą z dziesiątkami artystów i ponad trzydziestoma latami grania gitarzysta. Krótko mówiąc: jest ząb (bynajmniej nie czasu), nie ma szału. Jednak i tu potrafił zaskoczyć. Po zadziornych, ale wyważonych utworach i niemal balladowym <i>Miłości żarze</i>, kończącym część wokalną płyty, rozbrzmiewa nagle ciężki, ocierający się wręcz o metal <i>Dla Kuby i Pilicha</i>. I to właściwie mogłoby być świetne zakończenie płyty, bo ostatni utwór, <i>Spacer z lwami</i>, zawierający elementy elektroniki w ogóle nie pasuje do całości.</p>
<p><a href="http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/janbo/" rel="attachment wp-att-8005"><img class="aligncenter size-full wp-image-8005" alt="Jan+Bo" src="http://kronikamontrealska.com/wp-content/uploads/2013/02/Jan+Bo.jpg" width="480" height="665" /></a></p>
<p>A skoro już mowa o gorszych stronach płyty, to wszystkie, począwszy od <i>Królowej ciszy</i> mają jeden wspólny, słaby punkt: wokal Borysewicza. Niestety jego śpiew pozostawia sporo do życzenia. Słychać to także w niektórych szlagierach Lady Pank, gdzie śpiewa gitarzysta. Jednak jego solowe projekty mają taki charakter, że śpiew jest do nich tylko dodatkiem. W tych utworach liczy się przede wszystkim narysowanie obrazu muzyką. I to muzyką, która ma mało wspólnego z łagodnością. Porwanie gitarowymi riffami, masaż płuc basem i zbombardowanie perkusją, ku uciesze słuchacza.</p>
<p>Lady Pank słucha trzecie pokolenie. Jana Bo &#8211; drugie. Choć przez ponad dwadzieścia lat wydał tylko cztery płyty, to do tej pory ma wierne grono fanów. Jeden z czołowych polskich gitarzystów. Muzyk totalny, który odpoczywa w pracy. Warto zapoznać się z jego solową twórczością, bo po tym nikt już nie będzie takim samym człowiekiem. Polecam!</p>
<p>Autor: Marcin Śmigielski</p>
<p>Fot.: Internet</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kronikamontrealska.com/2013/02/05/z-janem-bo-przez-zycie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
