rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

seafountain_large

Fabergé – najsłynniejsze wielkanocne pisanki

Znana na całym świecie marka wyrobów czekoladowych Ferrero, nie może niestety szczycić się oryginalnością wprowadzając na More »

Category Archives: Ogłoszenia

Komunikat Konsulatu RP w Montrealu

logoKonsulatBig
Konsulat Generalny RP w Montrealu informuje, że w związku ze zmianami organizacyjnymi w placówce, od grudnia interesanci będą przyjmowani tylko w czwartki, w godzinach 11:00-17:00. Oznacza to, że w Konsulat będzie otwarty 4, 11 i 18 grudnia, a następnie 8 stycznia. W sprawach wymagających natychmiastowej interwencji konsula, można kontaktować się pod dotychczasowym numerem telefonu i adresem poczty elektronicznej, które są dostępne na stronie www.montreal.msz.gov.pl.
Obsługa interesantów będzie się odbywać do odwołania w dotychczasowej siedzibie w Montrealu, przy 1500 avenue des Pins Ouest.

Są Wśród Nas – Mariola Nykiel

tytulMariola Nykiel od wielu lat mieszka w Ameryce Północnej w Montrealu, gdzie z powodzeniem realizuje swoje plany życiowe i artystyczne. Urodziła się w mieście Łodzi i tam też ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych. Malowanie obrazów na płótnie jak i również malowanie na tkaninach i ubraniach przyczyniło się do powstania łódzkiej firmy odzieżowej DP Art. Pani Nykiel przyjechała na stałe do Montrealu w roku 1988.  Tu też ukończyla szkołę Lassale College i uzyskała dyplom Projektanta Mody. Swoją pasję do sztuki wyraża w malarstwie i opracowaniu projektów mody.

index Huile sur toile 76cm x 76cm

Od kilku lat w Montrealu pani Mariola prowadzi zajęcia artystyczne z dziećmi i młodzieżą na temat projektowania mody, malarstwa i rysunku. Prace malarskie Marioli Nykiel są w posiadaniu firm adwokackich, szpitali i kolekcjonerów prywatnych w Europie, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych.

Obecnie jej prace można podziwiać w Contemporary Arts Galery, 2140 rue Crescent, Montreal.  www.galerieartscontemporains.ca

“SĄ  WŚRÓD NAS” to cykl spotkań pod patronatem Konsulatu Generalnego RP w Montrealu, który ma na celu przybliżenie działalności niektórych Rodaków z Montrealu.

 Serdecznie zapraszamy na kolejne, 42 spotkanie, które odbędzie się

24 kwietnia 2014 (czwartek) o godz. 19:00 w Konsulacie RP, wstęp wolny.

 Acrilique sure toile 92cm x 122cm Huile sur toile 71cm x 86cm

Gość wieczoru: Mariola Nykiel – malarka, projektantka mody, edukatorka . Strona internetowa: NYKIELART

Ilustracja muzyczna: Patrycja Chmurzyńska – fortepian.

Spotkanie poprowadzi organizator cyklu, Jerzy Adamuszek.

Materiały: nadesłane do redakcji

XIII KONKURS RECYTATORSKI MONTREAL 2014

theatre-masks-hi

Konkurs recytatorski dla dzieci i młodzieży polskich szkół w Montealu może się poszczycić bardzo bogatą historią. Pierwsza edycja konkursu miała miejsce w marcu 2001 z inicjatywy Magdy Chylewskiej- polonistki ze Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy konsulacie RP im. Mikołaja Kopernika. Konsulem generalnym RP w Montrealu był wówczas pan Witold Spirydowicz,który podchwycił pomysł i pomógł go zrealizować. Ideą było stworzenie takiej  imprezy, aby dzieci były bohaterami, żeby wyszły z konsulatu z przekonaniem, iż państwo polskie się nimi interesuje, że warto pięknie mówić po polsku, i że to może być źródłem satysfakcji.

W historii konkursu członkami jury byli m.in konsulowie: Witold Spirydowicz, Włodzimierz Zdunowski oraz Tadeusz Zyliński, aktorzy i ludzie sceny : Liliana Komorowska, Alexander Bisping, Teo Spychalski, Jan Porowski, Justyna Gabzdyl oraz działacze polonijni: Weronika Schab, Maria Brzozowska, śp. Wanda De Roussan, Kazimierz Chrapka (prezes Fundacji im. Reymonta w Toronto) naukowiec Marek Bałaziński  – prof. Politechniki Montrealskiej, dziekan Wydziału Mechaniki,z zamiłowania-humanista oraz zany w montrealskim środowisku polonijnym, adwokat  o polskich korzeniach, Juliusz Grey.

W tym roku do konkursu recytatorskiego zapisało się 40 uczniów z trzech polskich szkół na terenie Montrealu; Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy konsulacie RP, im. Mikołaja Kopernika, Szkoły im. Jana Pawła II oraz ze  Szkoły im. Gen. Sikorskiego. Konkurs odbył się w sobotę 22 marca 2014 w sali konferencyjnej Konsulatu Generalnego Rzeczpospolitej Polskiej  w Montrealu. Organizatorzy konkursu; pani Magdalena Chylewska-polonistka oraz pan Stanisław Chylewski-kierownik SzPK im. Mikołaja Kopernika zasługują na wielkie słowa uznania za wkład i zaangażowanie w to wielkie dzieło.

_DSC0016 Tegoroczni jurorzy zajmowali miejsca wśród publiczności aby jak najmniej tremować młodych uczestników konkursu;Jan Mazur-Fundacja Kulturalna im. Wiesława Dymnego, Anna Piwek-magister romanistyki_DSC0024 Od lewej; Andrzej Szydło-Konsul Generalny RP w Montrealu, goście specjalni : Ewa Juńczyk-Ziomecka-Konsul Generalna RP w Nowym Jorku oraz Agata Tuszyńska-polska pisarka,poetka i reportażystka._DSC0031 Kierownik Szkolnego punktu Konsultacyjnego im. Mikołaja Kopernika przy konsulacie RP w Montrealu, pan Stanisław Chylewski_DSC0032 _DSC0040 Słowo powitalne Konsula Generalnego RP w Montrealu p. Andrzeja Szydlo_DSC0043 _DSC0050 Konsul Generalna RP w Nowym Jorku_DSC0061 _DSC0074 _DSC0075 Juror,Zbigniew Wasilewski-Kronika Montrealska_DSC0083 _DSC0132_DSC0090 _DSC0091 _DSC0092 _DSC0095 _DSC0097 _DSC0108 _DSC0109 _DSC0110 _DSC0114 _DSC0115 _DSC0117 _DSC0122 Pani Lidia Pacak-przewodnicząca Polskiej Rady Szkolnej w Montrealu,przemøwienie z ramienia komisji konkursowej oraz gratulacje wszystkim uczestnikom konkursu przed rozdaniem dyplomów i nagród.

_DSC0128LAUREACI XIII EDYCJI KONKURSU RECYTATORSKIEGO:

I kategoria wiekowa:

I miejsce-Szydło Emilia,wiersz “Wiosna idzie” Ewy Szelburg-Zarembiny

II miejsce-Paruzel Thomas,wiersz “Imieninowy prezent” Tadeusza Śliwiaka

III miejsce-Kuźnik Alicja,wiersz “Do domu,do domu” Ewy Szelburg-Zarembiny
_DSC0139 _DSC0141 II kategoria wiekowa:

I miejsce-Królikowska Amelia, wiersz “Daktyle” Danuty Wawiłow

II miejsce-Nikolaev Antonina,wiersz “Wilk u dentysty” Tadeusza Śliwiaka

III miejsce-Kowalczyk Catherine, wiersz “Na wystawie” Danuty Wawiłow_DSC0143 III kategoria wiekowa:

I miejsce-Kowalczyk Julia, wiersz “Wspomnienie z Ravensbruck” Marii Zientary-Malewskiej

II miejsce-Ludera Patryk, wiersz “Gdy broń  dymiąca” Krzysztofa-Kamila Baczyńskiego

III miejsce-Kowalska Julia,wiersz “Hej z drogi precz” Krzysztofa-Kamila Baczyńskiego_DSC0152 _DSC0157 IV kategoria wiekowa:

I miejsce-Kiczka Magdalena,wiersz fragm. “Widzenie ks.Piotra”, “Dziady”  Adama Mickiewicza

II miejsce-Sikorski Daniel,wiersz “Domysły na temat Barabasza” Zbigniewa Herberta

III miejsce-Kowalówka Dominika,wiersz “O maluchach” Jana Twardowskiego

Nagrody publiczności w XIII edycji zdobyły:
 w kat I i II Melissa Pitselis Szkoła im. Jana Pawła II
w kat III i IV Magdalena Kiczka z SPK im.M. Kopernika

_DSC0158

Jury XIII edycji konkursu recytatorskiego w Montrealu;

Lidia Pacak,przewodnicząca Polskiej Rady Szkolnej w Montrealu

Anna Piwek,magister romanistyki,koordynatorka kultury

Janusz Mazur,Fundacja Kulturalna im. Wiesława Dymnego

Zbigniew Wasilewski,redakcja Kroniki Montrealskiej

Stanisław Chylewski,kierownik SzPK im. Mikołaja Kopernika

Sponsorzy konkursu recytatorskiego:

Konsulat Generalny RP w Montrealu

Jane Skoryna

Związek Weteranów Polskich im. Marszałka J. Piłsudskiego

Polska Fundacja Społeczno-Kulturalna

Polska Rada Szkolna w Montrealu

Fundacja Kulturalna im. Wiesława Dymnego

Rada Rodziców SPK im. Mikołaja Kopernika

Cukiernia Wawel

_DSC0129

Od 2009 roku wszyscy montrealscy laureaci biorą udział w ogólnokanadyjskim konkursie  recytatorskim im. Władysława Reymonta w Toronto. Praktycznie co roku montrealscy uczestnicy zdobywają w Toronto główne miejsca i wyjeżdżają w nagrodę do Polski . Warto wymienić kilku laureatów montrealskiego konkursu z ubiegłych lat;Agata,Dominik, Patryk Luderowie,Aleksander Chodak, Oliwia Kowalska, Zuzanna Władysiuk, Izabela i Michał Sokolniccy. Przy okazji należy podkreślić,że uczniowie Szkolnego Punktu Konsultacyjnego im. Mikołaja Kopernika od 5-ciu lat uczestniczą w międzynarodowym konkursie literackim “Być Polakiem” organizowanym przez warszawską Fundację “Świat na Tak”. W pięciu edycjach konkursu uczniowie tej szkoły zawsze znajdowali się wśród laureatów i w nagrodę wyjeżdżali do Polski. Kierownik SPK im. Mikołaja Kopernika pan Stanisław Chylewski od chwili założenia tego międzynarodowego konkursu jest jego jurorem. Najbliższe obrady Fundacji “Świat na Tak” odbędą się w Warszawie tego roku w dniach 9-10 maja.

Opracował: Zbigniew Wasilewski

Foto: Zbigniew Wasilewski

List otwarty w sprawie zamknięcia Konsulatu RP w Montrealu

plume

Parę słów w sprawie zamknięcia Konsulatu Generalnego RP w Montrealu i protestów naszej Polonii z tym związanych.

Z docierających do szerokiego ogółu Polonii informacji można wnioskować,że protestujemy przeciwko, nie tyle likwidacji konsulatu (bo miałby być „tylko” przeniesiony), co zmianie jego siedziby, ale realia są takie, że działalność konsulatu zostaje zakończona. Rzecz w tym, że komunikat dla Polonii został bardzo zręcznie  sformułowany, w taki sposób, by o ile to możliwe, uspokoić Polonię i zneutralizować protesty. (MSZ ma już doświadczenie po innych konsulatach,  które chciał zamykać). Konsulat nie przenosi się na Avenue du Musée, do Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji, jak wielu z nas to zrozumiało. Rzecz jest w niuansach pomiędzy terminami „Konsulat Generalny” i „Konsulat”, określającymi stopień obecności dyplomatycznej, które osobom postronnym niewiele mówią i w zwiazku z tym nie przywiązują one do takiego rozróżnienia wagi. To WPHiI dostanie rangę konsulatu, którą de facto ma, (i to jest cały ten majstersztyk), bo każdy z jego urzędników ma stopień konsularny. Ale to jest zupełnie inne ministerstwo. WPHiI należy do Ministerstwa Gospodarki i ich budynek też. Oni nie podlegają bezpośrednio MSZ-towi.

  Więc Minister MSZ, w tej chwili, wszedł w swojej decyzji,  w buty swojego kolegi i ustami swych wysokich urzędników składa deklarację za niego a nawet dysponuje salą recepcyjną gościnnego budynku WPHiI, udostępniając go potrzebom polonijnym. Należy sobie uzmysłowić, że WPHiI  nie ma nic wspólnego z działalnością stricte konsularną. Instytucja ta działa w zakresie promocji gospodarczej Polski. Dlatego nie skłamano w komunikacie, że powstały nowy konsulat będzie miał rangę konsulatu zwykłego i będzie się zajmował  sprawami ekonomicznymi, bo de facto do tego jest
i to właśnie cały czas robi. To jest tylko nowy szyld na starą działalność. Przemilczano, że nie jest to instytucja podlegająca merytorycznie Ministerstwu Spraw Zagranicznych.

   A sprawy kultury, polonijne, paszportowe, wizowe i obywatelskie – wszystkie te, do tej pory wykonywane w Konsulacie Generalnym i należące do kompetencji MSZ, przejmie Wydział Konsularny w Ottawie. Czyli wszystko. Obietnice, że pracownicy tamtejsi z uśmiechem na ustach dadzą sobie dołożyć każdy po dodatkowym etacie i będą pracować zarówno dla Ottawy i dla Montrealu są baaaaaaardzo optymistyczne. Tak samo jak uspokajanie montrealskiej Polonii,że fundusze będą niezmienione. Może i tak, ale dysponent owszem, i do jego decyzji będzie należał ich podział a ten odbędzie się w Ottawie.

plume

  Nie łudźmy się, z odległości 200 km nie da się organizować imprez i załatwiać spraw we francuskojęzycznej prowincji. Likwidacja konsulatu oznacza zniknięcie niskobudżetowych imprez na dobrym poziomie i dezintegrację aktywistów polonijnych oraz koniec organizacji imprez promocyjnych skierowanych do szerokiej publiczności, które już zdobyły sobie markę. W Montrealu miałby powstać zatem „konsulat” – bez rezydującego konsula, bo ten pojawiałby się tu jedynie raz na jakiś czas na dyżurach konsularnych z przenośnym stanowiskiem komputerowym by przyjąć dokumenty paszportowe lub wizowe i powracał do Ottawy. Przy tej liczbie Polaków zamieszkujących naszą Prowincję a zwłaszcza  Montreal (63 tys.i 52 tys.) oraz posuwającej się w latach, niedołężniejącej Polonii, z kolejnych fal emigracji powojennej, przechodzącej na emerytury Polonii fali emigracyjnej lat osiemdziesiątych, oraz wachlarzu spraw cywilno-prawnych do pozałatwiania z urzędami w Kraju, które każdy z nas miał, ma lub może mieć w przyszłości, takie rozwiązanie gwarantuje brak możliwości załatwienia wielu naszych żywotnych spraw. Bo ileż osób będzie w stanie jeździć częstokroć wielokrotnie, do Ottawy by uporać się z pilącymi sprawami do załatwienia poprzez konsulat, które wymagają jego pośrednictwa. Komunikat zamieszczony na stronie konsulatu oraz ambasady został bardzo zręcznie sformułowany, i jest w naszej ocenie po prostu próbą zmanipulowania Polonii.  Taka postawa ze strony instytucji głoszącej hasła wsparcia i opieki nad Polonią jest cyniczna. Sposób podania wiadomości o ustaniu pracy placówki w wąskim kręgu zaproszonych, bez dopuszczenia do wypowiedzenia się szerszemu gronu zainteresowanych, bardzo krótki, jak na likwidację urzędu, bo kilkumiesięczny okres wykonania decyzji, wszystko to są działania mające na celu uniemożliwienie skutecznego protestu. Dla mnie jest to zlekceważeniem społeczności polskiej korzystającej z działalności konsulatu i kompletne nieliczenie się z jej zdaniem. A gdy Polonia się zorientuje, jak naprawdę jest, konsulatu już nie będzie i nie będzie także  konsula, który przyrzekł pieniądze z Ottawy. Tam zaś,  po pewnym czasie mogą o tym nie pamiętać lub argumentować, że sytuacja uległa zmianie. Konsul jest urzędnikiem, oczywistym jest, że jest zobowiązany do podporzadkowania się swojemu pracodawcy w ramach wykonywanej pracy. Istotnym niuansem jest, iż w licznych wypowiedziach skierowanych do Polonii, Pan Konsul daje wyraz bardziej swojemu przekonaniu niż oficjalnemu, ustalonemu i pisemnemu stanowisku MSZ – używa bowiem w wypowiedziach wyrażeń „ jestem przekonany” lub „wierzę, że”.

list-otwarty-99135

 Z całym szacunkiem dla wysiłków Konsula by przekonać nas do racji Ministerstwa, w dwa miesiące po przekazaniu nam ustnie wiadomości o zamknięciu konsulatu, oprócz lakonicznego i niewiele mówiącego komunikatu, nadal nie poszły za tym oficjalne pisemne MSZ-towskie, podane do ogólnej wiadomości gwarancje co do szczegółowego programu, jaki powinien powstać, by otoczyć należytą opieką Polonię na obszarze okręgu należącego do właściwości likwidującego się konsulatu.
Tak by nasza społeczność czuła się brana pod uwagę i by odczuwalne było nastawienie na realizację jej potrzeb. W chwili obecnej, pracownicy konsulatu nie są w stanie udzielić nawet wiążącej informacji do kiedy najpóźniej można jeszcze składać podania o paszporty, by można by je było odebrać jeszcze w montrealskim urzędzie, bo sami tego nie wiedzą.

Mamy tu szereg instytucji społecznych, kulturalnych i oświatowych coraz bardziej wymagających pomocy merytorycznej lub/i finansowej z Polski. W tej rozgrywce Polonia straci reprezentacyjne miejsce spotkań, możliwość wsparcia w razie potrzeby wobec władz, możliwość nawiązania dobrze rokujących kontaktów zewnętrznych. Przestaniemy być widzialni, zostaniemy przesunięci na margines. Zabraknie też miejsca, które ogniskuje aktywności i kreatywność ludzi chcących coś zrobić, miejsca integrującego jakim jest ten urząd. Bo zabraknie jednocześnie miejsca spotkań ponad podziałami politycznymi, religijnymi, światopoglądowymi itp.
Nie mówiąc o zniknięciu polskiej oferty kulturalnej w Montrealu (średnio ok. 40-50 imprez rocznie w budynku konsulatu i na zewnątrz organizowanych czy współorganizowanych lub też sponsorowanych – min. koncerty, odczyty, spotkania, wystawy itp.).·Piszę to wszystko, bo wydaje mi się, że dobrze by było coś z tych rzeczy zasygnalizować w petycjach wykazać więcej zaangażowania i wykazać wysiłek w obronie naszego wspólnego interesu. Trzeba pamiętać, że są one adresowane do najwyższych rangą osób w Kraju. Ci, którzy będą je czytać w Polsce, nie poznają i nie zrozumieją tutejszej sytuacji, jeśli nie będą mieli takiego sygnału który dla nich jest czytelny, nie zrozumieją istoty protestu albo uznają go za bezzasadny. Obawiam się, że mogą odnieść wrażenie, że nic istotnego się nie dzieje, bo, Drodzy Państwo, z naszych petycji można wnioskować ,że konsulat będzie tylko przeniesiony. A takie przeniesienie jest w pełni uprawnione, jeśli się szuka oszczędności. Szermowanie argumentem ekonomicznym także jest nadużyciem, bo, koszty utrzymania Konsulatu Generalnego w Montrealu nie są takie duże, zważywszy nakłady ponoszone na reprezentowanie państwa poza granicami. Jest wiele innych miejsc gdzie nie jest uzasadnione posiadanie aż tak dużych kompleksów konsularnych i nikt nie proponuje ich likwidacji. Podnoszenie argumentu malejących ilości czynności konsularnych także nie daje się obronić. W kraju, gdzie uznaje się podwójne obywatelstwa, ilość wydawanych paszportów musi się zmniejszyć, bo część osób rezygnuje z posiadania dwóch różnych paszportów. Pomiędzy Unią Europejską a Kanadą obowiązuje ruch bezwizowy, zatem musi się zmniejszyć także ilość wiz wydawanych w tym kraju. Z pewnością ilości te zmniejszyły się także i w innych konsulatach polskich oraz konsulatach należących do pozostałych państw Unii Europejskiej mających swoje siedziby w Kanadzie. Gdyby nakłady ponoszone na przedstawicielstwa były argumentem dostatecznym, inne, demokracje pozamykałyby także  swoje konsulaty czy instytuty kulturalne; a tak nie jest – przeciwnie, raczej otwiera sie tu nowe. Wystarczy wejść na przeszukiwarkę internetową by przekonać się, ile jest w samym Montrealu konsulatów państw należących do Unii w stosunku do ilości wszystkich państw unijnych. I to nawet pomimo faktu, że ich diaspory są mniej liczne niż polska. Nie wspominając już o placówkach pozaunijnych. Trudno mi zrozumieć, dlaczego państwo o aspiracjach lidera w swoim regionie chce zlikwidować swoją placówkę i wyłączyć się z grona państw promujących się zarówno w Kanadzie, kraju członkowskim G7, jak i w naszej Prowincji. W dodatku Prowincji o ambicjach separatystycznych, różniącej się kulturowo od pozostałych. Skuteczne reprezentowanie kraju na poziomie lokalnym również kosztuje i państwa o tym wiedza i z tym się godzą.

Po to są ministerstwa spraw zagranicznych.

 Nazwisko i imię autorki jest znane redakcji.

 

Komunikat kierownika Szkolnego Punktu Konsultacyjnego w Montrealu

Capture d’écran 2014-03-11 à 12.56.04Informacja o Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym (SPK) im.M.Kopernika przy Konsulacie Generalnym RP w Montrealu

Szanowni Państwo,

W związku z pojawiającymi się wśród Polonii wątpliwościami, dotyczącymi funkcjonowania Szkolnego Punktu Konsultacyjnego im.Mikołaja Kopernika, niniejszym informuję, że planowane na 31 lipca zamknięcie Konsulatu Generalnego przy 1500 Ave. des Pins , nie oznacza likwidacji naszej naszej szkoły, ani zmiany jej statusu. W przyszłym roku szkolnym SPK nadal będzie podlegał Ośrodkowi Polskiej Edukacji za Granicą w Warszawie i nadal będzie realizował uzupełniający program nauczania, zgodny z wymogami Ministerstwa Edukacji Narodowej. Nową siedzibą naszej szkoły stanie się aktualny Wydział Promocji Handlu i Inwestycji, mieszczący się przy 3501 Avenue du Musée.

Korzystając z okazji informuję, że już teraz przyjmujemy zapisy na rok szkolny 2014-2015 do klasy pierwszej oraz do pozostałych klas szkoły podstawowej, a także gimnazjum i liceum ogólnokształcącego. Serdecznie zapraszamy!

Więcej o nas na stronie: http://szpkmontreal.wordpress.com/

Z poważaniem,

Stanisław Chylewski

kierownik Szkolnego Punktu Konsultacyjnego im.Mikołaja Kopernika

tel.(514) 523-8423, (514) 743-8423

montreal@orpeg.pl

kopernik_013

Fot: Jacek Żabicki.  Uczniowie oraz nauczyciele Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przed pomnikiem Kopernika w Montrealu.

IV Polskie Targi Uniwersyteckie

416840_315364688527343_1767359834_n

W tym roku odbędą się kolejne,IV Polskie Targi Uniwersyteckie. Na kontynencie północno-amerykańskim Targi będą zorganizowane w trzech miastach kanadyjskich;Montrealu, Mississauga i Ottawie. W stanach zjednoczonych będą to Chicago w stanie Ilinois oraz Clearwater na Florydzie.  Honorowy Patronat nad IV Polskimi Targami Uniwersyteckimi objęła Pani Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego prof. dr hab. Lena Kolarska – Bobińska. Fahrenheit Center for Study Abroad ( Centrum Studiów Za Granicą Fahrenheit) jest niedochodową organizacją, która promuje polskie uczelnie wyższe na terenie Ameryki Północnej i w Europie. IV Polskie Targi Uniwersyteckie obędą się w dniach 03-10 marca 2014. Młodzież montrealska zainteresowana studiami w Polsce jest mile widziana w siedzibie Towarzystwa Białego Orła,przy 1956 rue Frontenac dnia 03 marca 2014 w godzinach 5:30 PM-8:00 PM.2689987_orig

fahrenheitcenter

416840_315364688527343_1767359834_n

 

Opracował: Zbigniew Wasilewski

Komunikat-Lato z Angielskim w Krakowie

PCECPolsko-Kanadyjskie Centrum Edukacji ( PCEC) zaprasza polonijną młodzież w wieku 16-22 lata do udziału w wakacyjnym programie wolontaryjnym; Lato z Angielskim w Krakowie. Program powstał przy współpracy PCEC, Konsulatu Generalnego RP w Toronto oraz Urzędu Miasta Krakowa. Lato z Angielskim to trwający 2 tygodnie (5-19 lipca 2014 r.) program szkoleniowy, podczas którego grupa młodych ludzi polskiego pochodzenia z Ontario, będzie prowadzić codzienne lekcje języka angielskiego w miejskich domach kultury w Krakowie.

Przed wylotem do Polski młodzież będzie uczestniczyć w kursie pedagogicznym, przygotowującym ich do roli nauczycieli. Po zakończeniu programu uczestnicy otrzymają certyfikat potwierdzający odbycie praktyki w Krakowie. Podczas pobytu w Polsce młodzi ludzie z Kanady będą, wraz z krakowską młodzieżą, zwiedzać zabytki, muzea, miejsca historycznie i kulturowo ważne w Krakowie i Małopolsce, w tym stolicę Tatr, Zakopane.

Celem programu jest przede wszystkim integracja polonijnej młodzieży z rówieśnikami z Krakowa, uczenie wzajemnej pomocy poprzez wolontariat, budowanie potencjału intelektualnego młodych ludzi. Aktywny pobyt w Polsce będzie sprzyjał rozwijaniu wiedzy.

Zgłoszenia (przyjmowane do 20 lutego 2014 r.) oraz wszelkie pytania prosimy kierować do pani Iwony Malinowskiej (PCEC) telefonicznie 905-379-4625 lub via imalinowski@p-cec.org

W Krakowie projekt koordynuje pani Natalia Łabuz (PCEC), dostępna pod tel. +48 723-728582 lub nlabuz@polishcanadianeducationcentre.org

PCEC będzie wdzięczne za przekazanie tej informacji Państwa znajomym.

Z szacunkiem

Zarząd PCEC

more info. na stronie http://www.polishcanadianeducationcentre.org

 

Beata Gołembiowska Nawrocka, spotkanie autorskie

beata-golembiowska

Beata Gołembiowska Nawrocka urodziła się w Poznaniu, w 1957 roku. W 1961 roku rodzice Beaty, pracownicy naukowi Akademi Rolniczej postanowili się przenieść do Puław, gdyż w Poznaniu nie mieli szans na zdobycie mieszkania. W Puławach znaleźli zatrudnienie w Instytucie Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa, mającego siedzibę w pałacu książąt Czartoryskich. Zamieszkali w jego prawym skrzydle, w bardzo obszernym mieszkaniu służbowym. W tak pięknej scenerii jakim był pałac i jego otoczenie Beata spędziła dzieciństwo i lata licealne. W latach 1976 – 1981 studiowała biologię środowiskową na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W tym okresie zaczęła również działać w Ruchu Młodej Polski, a potem w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Po ukończeniu studiów w stopniu magistra, ze specjalizacją w ornitologii, wraz z mężem Przemysławem Nawrockim, również biologiem osiedliła się w Radomiu, obejmując posadę w Muzeum Okręgowym w Dziale Przyrody. Do czasu Stanu Wojennego działała w Solidarności Radomskiej prowadząc bibliotekę związkową i wszechnicę, a po jego wybuchu włączyła się w ruch podziemny, roznosząc ulotki oraz paczki dla internowanych i więzionych. W 1984 i 1985 przyszły na świat jej dwie córki, Iwa i Tina. Razem z nimi i z mężem wyemigrowała w 1989 roku do Kanady.

W Montrealu, przez pierwsze dwa lata pracowała jako pomoc domowa. Po uzyskaniu stałego pobytu założyła wraz z mężem przedszkole edukacyjne o profilu biologicznym. Dwa lata później, w Dawson College zaczęła 3 – letnie studia fotografii i po ich ukończeniu pracowała przez kilka lat jako fotograf mody, wystawiając równocześnie swoje prace na wystawach indywidualnych i zbiorowych. Wiele z nich zostało zakupionych przez; Galerię Muzeum Sztuk Pięknych, City of Verdun, Lotto Quebec, Regards du Québec, Groupe SM oraz prywatnych kolekcjonerów. W ramach konkursu zorganizowanego przez Regards du Québec trzy fotografie Beaty zostały włączone do albumu “La famille”. Już w okresie studiów fotograficznych Beata zaczęła pisać artykuły do czasopism polskich i kanadyjskich o tematyce przyrodniczej i fotografii.

W latach 2002 – 2006 Beata Gołembiowska Nawrocka pracowała jako malarka dekoracyjna i dekoratorka dla programu telewizyjnego Debbie Travis. Od 2006 roku aż do chwili obecnej pracuje dla Fundacji Liliany Komorowskiej dla Sztuki oraz QueenArt Films, gdzie zadebiutowała jako reżyser filmem “Raj utracony, raj odzyskany” ( TV Polonia 2012), opowiadającym o ziemiaństwie i arystokracji w Rawdon. Tuż po realizacji filmu zaczęła zbierać materiały do książki – albumu o polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie. W grudniu 2011 roku album pt. “W jednej walizce” został wydany w Polsce przez wydawnictwo Poligraf. W tym samym czasie została również wydana jej powieść “Żółta sukienka” przez wydawnictwo Novaeres. Następna powieść, “Malowanki na szkle” jest w trakcie procesu wydawniczego.

Źródło: http://www.beatagolembiowska.studiobim.ca/o_mnie.htm

w-jednej-walizce-polska-arystokracja-na-emigracji-w-kanadzie-cd-o19109„O meandrach swojego życia, arystokracji, i Polsce z perspektywy życia w Kanadzie opowiada Beata Gołembiowska w rozmowie z Łukaszem Musielakiem”.

Łukasz Musielak: Zanim wydała Pani pierwszą książkę, w szufladzie zgromadziło się już trochę opowiadań, także scenariusze. Kiedy właściwie rozpoczęła się Pani przygoda z pisaniem i co zadecydowało o wyjściu z prozą na zewnątrz?

Beata Gołembiowska: Już w szkole podstawowej uwielbiałam tworzyć długie wypracowania, wzbudzając tym podziw u swoich rówieśników i u nauczycielki, przyzwyczajonej do krótkich prac uczniów. W szkole średniej miałam szczęście do wspaniałych nauczycieli z polskiego, w odróżnieniu od tych z przedmiotów ścisłych. Nadal byłam chwalona za łatwość przelewania słów na papier, a jednak nie wybrałam polonistyki jako kierunku studiów. Na emigracji pisanie i fotografia stały się dla mnie odskocznią od rzeczywistości, która często przygniatała mnie swoim ciężarem. Zaczęłam tworzyć opowiadania, przybierające formę pamiętnika. Nie myślałam wtedy o ich opublikowaniu, wydawały mi się zbyt osobiste. Jedno z nich przesłałam swojemu przyjacielowi z lat szkolnych, który skończył w Nowym Jorku reżyserię. Jego opinia była wręcz entuzjastyczna i zachęcił mnie do napisania scenariusza. Niestety, po nieudanych próbach zainteresowania nim ludzi ze świata filmu odłożyłam go „do szuflady”. Może kiedyś ujrzy światło dzienne? Praca nad scenariuszem wciągnęła mnie tak dalece w pisanie, że pokusiłam się o stworzenie powieści poruszającej ten sam temat. W tym samym czasie zaczęłam pracować nad “W jednej walizce”, książce -albumie o polskich arystokratach na emigracji w Kanadzie. Pisanie „Żółtej sukienki” zajęło mi dwa lata, praca nad albumem cztery. Poświęcałam tym dwóm projektom każdą wolną chwilę, których nie mam zbyt wiele, pracując zawodowo, często powyżej przepisowych ośmiu godzin. W grudniu 2011 obie książki zostały wydane, a ja byłam w połowie pisania drugiej swojej powieści – “Malowanki na szkle”. Powinna ukazać sie pod koniec tego roku, albo na początku 2013. I oczywiście jestem w trakcie pracy nad następną. Pisanie stało sie dla mnie nieodzowną częścią życia.

ŁM: Wcześniej publikowała Pani teksty o malarstwie, fotografii, przyrodzie. Gdzie można zapoznać się z tymi tekstami?

BG: W latach dziewięćdziesiątych powstał miesięcznik „Zwierzaki”, wydawany przez Prószyńskich. Do współpracy z nim namówił mnie znajomy fotografik, Artur Tabor, który w zeszłym roku zginął tragicznie w Mongolii. Niestety czasopismo już nie istnieje, a artykuły, które napisałam i zilustrowałam swoimi fotografiami chcę zamieścić na stronie internetowej, jak również te o malarstwie i fotografii. O fotografii pisałam do „Photo Life”, kanadyjskiego czasopisma, a o malarstwie – a właściwie o jednej malarce, czyli mojej córce, do „Konia Polskiego” i „Horse Magazine”. Tina jako dwunastoletnia zaczęła jeździć konno i dosyć drogie lekcje opłacała funduszami pochodzącymi ze sprzedaży obrazów. Nauczyła się malować, początkowo kopiując takich polskich mistrzów jak Józef Brandt, a z czasem odważyła się na własne kompozycje. Wygrała kilkakrotne stypendium do Kentucky, gdzie studiowała anatomię konia i malowała konie arabskie. Jej obrazy były wystawione na kilkunastu indywidualnych i zbiorowych wystawach.

ŁM: W Polsce ukończyła Pani biologię środowiskową. Czy w jakiejś formie kontynuowała Pani później to zainteresowanie?

BG: Po studiach, wraz z moim byłym mężem, Przemysławem Nawrockim, podjęłam pracę w Radomiu, w Muzeum Okręgowym w Dziale Przyrody. Oprócz organizowania wystaw prowadziliśmy badania ptaków na Wiśle. Po przyjeździe do Kanady stworzyliśmy przedszkole przyrodnicze i w tym samym czasie rozpoczęła się moja przygoda z fotografią, której głównym tematem stała się przyroda.

ŁM: W Montrealu ukończyła Pani studia fotograficzne…

BG: Jeszcze przed studiami, a potem w ich trakcie fotografowałam wiele impresji przyrodniczych – tak można nazwać moje zbliżenia roślin, kwiatów, kropli rosy, pajęczyn. Przez pewien czas tworzyłam w technice malowania farbami olejnymi na czarno-białych zdjęciach. Poświęciłam jej jeden z artykułów do „Photo Life”. Był to okres mojej intensywnej pracy artystycznej, uwiecznionej wystawami i publikacjami. Szykuję się do stworzenia strony internetowej o sobie jako fotografce, chociaż odeszłam już od tej dziedziny i coraz rzadziej sięgam po aparat, zamieniając go ostatnio na kamerę. Może kiedyś uda mi się wydać album ze swoimi pracami?

ŁM: „Żółta sukienka” – pierwsza książka – jest powieścią autobiograficzną. Opisuje w niej Pani trudną historię swojego życia, m.in. traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, emigrację do Kanady, niespełnienie zawodowe, trudną miłość… Napisanie takiej książki wymagało dużej odwagi…

BG: Trudne przeżycia z dzieciństwa, z pozoru zapomniane, potrafią nagle dać o sobie znać ze wzmożoną siłą. Moje odezwały się z chwilą przyjścia na świat córek. Zaczęłam się o nie bać i był to jeden z kilku powodów emigracji, chociaż od zagrożenia gwałtem nie można uciec do innego kraju, zdarza się to wszędzie. Początki emigracji były rzeczywiście ciężkie. Przez dwa lata, czekając na pobyt stały zarabialiśmy – ja opiekując się dziećmi i sprzątaniem, a mój mąż pracując na budowie. W międzyczasie zaczęłam fotografować, a Przemek kontynuował swój doktorat, czyli ten okres nie był pozbawiony swoich plusów. Ponadto prawie wszyscy emigranci zaczynają podobnie i nie dlatego określiłam ten okres jako ciężki. Tuż po przyjeździe zaczęliśmy przeżywać wielkie rozterki związane z naszą decyzją, gdyż jeden z powodów emigracji, reżim komunistyczny, runął tuż po przybyciu do Kanady. Przyjechaliśmy w październiku 1989 roku, a miesiąc później zburzono Mur Berliński. Ponadto mój mąż był przeciwny emigracji i doświadczał szczególnie dotkliwie zmianę statusu socjalnego. Pochłonięta dziećmi i swoją nową pasją do fotografii początkowo tak tego nie odczułam, lecz z czasem frustracja narastała. Pisanie „Żółtej sukienki” było istną drogą przez mękę. Podobnie czują się osoby po sesjach u psychologa.

ŁM: Dlaczego zdecydowała się pani podzielić z innymi swoją historią?

BG: W Polsce od niedawna zaczyna poruszać się temat gwałtu dzieci. Kara za tę zbrodnię jest nadal zbyt mała, zbyt często kończy się jedynie na zawieszeniu. Przez wiele lat nikomu nie wspomniałam o swoich przeżyciach, wręcz wstydziłam się, że „to” mnie spotkało. Nie potrafiłam powiedzieć o tym rodzicom. Ile jest takich dzieci? Jak często boją się do tego przyznać? Ilu bezkarnych pedofilów cieszy się ogólnym szacunkiem z powodu milczenia ich ofiar? Ludzie często nie zdają sobie sprawy, jakie spustoszenia może uczynić gwałt. Mam nadzieję, że moja powieść wyostrzy czujność rodziców, którzy tak często zaganiani w pogoni za dobrami materialnymi znajdą jednak czas, aby wyrobić sobie zaufanie u dziecka. Przecież to dzieci są naszą największą wartością i powinny móc zawsze znaleźć oparcie u najbliższych.

ŁM: Za tę książkę zebrała Pani świetne opinie. Głęboka, prawdziwa do bólu, przejmująca, pozostająca w sercu i umyśle na długo po odstawieniu na półkę… Jest Pani zadowolona z rezonansu wśród czytelników?

BG: Przyznaję, że czytam opinie czytelników z wielkim wzruszeniem. Mam nadzieję, że ich krąg będzie coraz szerszy.

ŁM: Czego symbolem jest żółta sukienka?

BG: Ciosu zadanego niewinności? Kolor żółty kojarzy się tak radośnie, słonecznie. Czyż dziewczynka ubrana w żółtą sukienkę nie jest najpiękniejszym, najbardziej niewinnym stworzeniem? A jednak i kolor żółty i sukienka mogą przybrać tak inne znaczenie.

ŁM: Ma Pani dwie zdolne, świetnie wykształcone córki, które zaczynają odnosić swoje pierwsze poważne sukcesy zawodowe. Włożyła Pani w ich wychowanie dużo zaangażowania…

BG: Moje córy są „moim błogosławieństwem”. Każdy z okresów ich życia, nawet ten nastoletni był dla mnie odkryciem. Dzieci były zawsze dla mnie najważniejsze i nigdy jakakolwiek moja pasja nie zepchnęła je na drugi plan. Odwzajemniły mi się miłością, przyjaźnią, pomocą w trudnych chwilach i to mnie najbardziej cieszy, chociaż jestem też dumna z ich sukcesów zawodowych. Mam poczucie, że zrobiliśmy „dobrą robotę” wychowując je na szlachetnych ludzi. Muszę tu wspomnieć Przemka, mojego eks męża, który był najwspanialszym ojcem. Oboje poświęcaliśmy dzieciom ogrom naszego czasu i to teraz owocuje. Obie dziewczyny, a właściwie już kobiety, nie mają do nas pretensji o ciuchy z Armii Zbawienia i o notoryczny brak pieniędzy. Zarabiały same na swoje marzenia jak podróże czy sporty, od najmłodszych lat uczestniczyły w życiu rodziny wykonując obowiązki, nie buntując się, że inne dzieci z bogatszych rodzin mają „lepsze życie”. Po latach wspominają swoje dzieciństwo jak niemalże bajkę.

Iwa, starsza, robi doktorat z historii na Princeton. Na tym słynnym uniwersytecie zdobyła pięcioletnie stypendium dzięki publikacji „Trójkąt – Solidarność, polski rząd i Kościół”. Moje godzinne czytanie „Trylogii”, „Pana Tadeusza” i „Nad Niemnem” zaowocowało, gdyż znajomość polskiego niezmiernie jej się przydała w zbieraninach materiałów do publikacji. Iwa, w temacie pracy doktorskiej – „ Porównanie podejścia Watykanu do Kościoła Europy Wschodniej i do Kościoła Ameryki Południowej” również częściowo porusza zagadnienia związane z Polską. Kilkakrotnie przyjechała do ojczyzny przesiadując w archiwach, podobnie jak w Brazylii i Nikaragui. W badaniach bardzo pomocna jest znajomość języków; oprócz polskiego Iwa włada biegle angielskim, francuskim, hiszpańskim i portugalskim. Zapamiętałam szczególnie jeden epizod z jej pierwszego wyjazdu do Polski w celu zebrania materiałów w warszawskim archiwum. Początkowo Iwa była przyjęta niezbyt miło przez personel i dopiero po kilku dniach zdobyła jego zaufanie. Z czasem przekształciło się ono w przyjaźń, do tego stopnia, że ostatniego dnia jej pobytu, przy pożegnaniu, strażnik archiwum podszedł do mojej córki, uściskał ją i niemalże ze łzami w oczach wyznał – „Ja to kurwa będę za panią tęsknił”. Młodsza, Tina, bardzo dobrze zapowiadająca się malarka, jest obecnie spełnionym animatorem, pracującym dla dużej firmy produkującej edukacyjne gry komputerowe. Dodatkowo zajmuje się własnymi projektami, z których ostatnim jest gra o amerykańskich lotnikach zrzucających na małych spadochronach cukierki dla dzieci w okupowanym Berlinie.

ŁM: Zapewne cieszy się Pani z decyzji o wyjeździe z Kraju. W Polsce o wiele trudniej zapewnić najbliższym możliwość rozwoju i realną szansę na życiowy sukces…

BG: Często zadaję sobie pytanie, „co by było, gdybym została w kraju?” i nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Znam wielu młodych ludzi, którzy w Polsce odnieśli sukcesy, chociaż zdaję sobie sprawę, że w Kanadzie jest o wiele łatwiej pod wieloma względami. Jestem ciągle rozdarta między Polską, a Kanadą i najidealniejszym rozwiązaniem byłoby życie w dwóch krajach. Moje córki uwielbiają pobyty w Polsce, którą odwiedzają co roku. Oczywiście są to wakacyjne wypady, kiedy widzi się same zalety ojczyzny.

ŁM: Co sądzi Pani o Polsce? Z perspektywy życia w Kanadzie to musi być kraj trudny do życia.

BG: „Kanada pachnąca żywicą” – na takim sloganie zostaliśmy wychowani dzięki książkom Fidlera. W wielu aspektach spełniła moje oczekiwania, nawet żywica pachnie, gdyż od kilku lat jestem (wraz z Mariuszem, moim partnerem życiowym) właścicielką małego domku w lesie. Współczesną Polskę znam z codziennie oglądanych wiadomości na TV Polonia, z artykułów i z wizyt, niestety niezbyt częstych. Obserwuję życie ludzi w Polsce i w Kanadzie. Polacy są bardzo ambitni, starają się „dogonić stracone lata” często wieloma wyrzeczeniami i ciężką pracą. Są bardzo zaangażowani w politykę, krytykują rząd, winiąc go za wszelkie niedociągnięcia. Zapominają, że i inne kraje mają swoje problemy, a ich politycy są często o wiele bardziej groteskowi w swoich zachowaniach i poczynaniach. Podczas pobytów w ojczyźnie widzę świetnie ubranych ludzi (Kanadyjczycy ze swoimi odwiecznymi dżinsami i podkoszulkami mogą się schować), coraz więcej pięknych domów, odnowione miasta, no i te cudowne zabytki, a nie jakieś dziewiętnastowieczne neogotyki. Różnorodne sklepiki, kawiarnie, restauracje to jest to, co rzuca mi się w oczy, szczególnie, gdy przypomnę sobie ojczyznę za czasów komuny. Dokonaliśmy pod tym względem ogromnej przemiany. Oczywiście nie choruję w tym kraju i nie jestem świeżo upieczoną studentką bez widoków na pracę. Nie stoję w korkach na drogach, na których tak łatwo stracić życie. W wielu aspektach Kanada jest łatwiejszym krajem do życia. Tyko nie ma w niej Sukiennic, kościółka w Jaszczurówce, bocianów na łące no i polskiej mowy, czasami może wulgarnej, ale w przeważającej mierze swojskiej, pięknej. Zdaję sobie sprawę, że są to nieobiektywne wynurzenia emigrantki, ale czy w tej kwestii można być obiektywnym?

ŁM: Pierwszą Pani książką były wydane w formie albumu dzieje polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie. Skąd ten temat?

BG: Sześć lat temu, w ramach pracy dla QueenArt Films wyreżyserowałam film dokumentalny ”Raj utracony, raj odzyskany” o polskiej szlachcie w Rawdon, małym miasteczku leżącym koło Montrealu. Film został zakupiony przez TV Polonia. Jeszcze przed jego realizacją nosiłam się z zamiarem napisania książki o polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie. Temat arystokracji i ziemiaństwa nie był mi obcy. Moja babcia, Jadwiga z Maring’ów Gołembiowska opowiadała mi o życiu w majątku Straszków, w którym mieścił się ponad stuletni dwór. Jej bracia, Witold i Tadeusz Maring’owie byli znanymi przedwojennymi ziemianami, a po wojnie, w procesie „rozprawiania się z obszarnikami” Witold otrzymał karę śmierci, zamienioną na dożywocie. Wyszedł w 1956 roku. O latach okupacji spędzonych w zamku hrabiów Tarnowskich w Dzikowie opowiedziała mi moja matka (Janina z Krynickich Gołembiowska). Wysiedlona wraz z rodziną z poznańskiego znalazła bezpieczne schronienie dzięki gościnności Róży hrabiny Tarnowskiej.

Nie tylko wspomnienia bliskich, ale również atmosfera miejsca, w którym spędziłam dzieciństwo, wpłynęły na decyzję opisania przynajmniej cząstki polskiego „przeminęło z wiatrem”. Moi rodzice, pracownicy Instytutu Uprawy i Gleboznawstwa otrzymali mieszkanie służbowe w pałacu książąt Czartoryskich w Puławach. Terenem moich zabaw był rozległy, przypałacowy park, którego budynki, pomniki i rzeźby przypominały dawną świetność arystokratycznego rodu.

Nurtował mnie temat całkowitej utraty wielkich majątków. Jak zachowują się ludzie, którym wszystko się odbiera – mienie, rodzinne, wielopokoleniowe domy, dobre nazwisko i skazuje się na wykpiwaną przez władzę egzystencję w kraju, albo na emigrację, gdzie trzeba wszystko zacząć od zera? Któż z nas nie czytał powieści Margaret Mitchell? Dla mnie losy arystokracji po wojnie stały się polskim „Przeminęło z wiatrem”. Przeprowadzając wywiady z osiemnastoma arystokratami z takich rodzin jak: Czartoryscy, Czetwertyńscy, Komorowscy, Platerowie, Popielowie, Potoccy, Sapiehowie, Siemieńscy, Tarnowscy, Tyszkiewicze i Zamoyscy, spodziewałam się usłyszeć narzekania i nostalgiczne wspomnienia. Tymczasem spotkałam dzielnych, pełnych humoru i pogody ducha Polaków, dla których życie przedwojenne było jednym z epizodów, ważnym, ale nie na tyle istotnym, żeby z powodu jego utraty rozpaczać.

ŁM: Komunizm zrównał arystokrację z resztą społeczeństwa. Może dobrze się stało…

BG: Na pewno źle się stało, że zabrano im wszystko, zresztą nie tylko im. Podobny los spotkał małych i dużych przedsiębiorców, zamożnych chłopów. Jestem za wysokim opodatkowaniem ludzi majętnych, ale nie za bezprawnym pozbawianiem własności. W wyniku poczynań komunistów dobrze prosperujące majątki rolne przestały istnieć, czego efektem był brak żywności i drożyzna. Gdyby jeszcze wykorzystano mądrze przejęte dobra. Tymczasem 80% zniszczeń polskich zabytków – w tym były dwory i pałace, dokonano tuż po wojnie. Oczywiście nie gloryfikuje arystokracji i ziemian. Wśród nich byli i szubrawcy i głupcy no i oczywiście zdrajcy, ale to zdarzało się w każdej warstwie społecznej – wystarczy przeczytać „Chłopów” Reymonta. Wielkie bogactwa nikogo nie uszlachetniają. Odziedziczone, czy nabyte własną pracą powinny służyć nie tylko nam, ale i innym. I w takim duchu byli wychowywani bohaterowie książki „W jednej walizce”. Dzięki posiadanym niegdyś majątkom mogli dać ludziom zatrudnienie, otoczyć ich opieką, zbudować szpitale, kościoły, sierocińce, a w okresie zagrożenia ojczyzny ufundować oddziały wojskowe. Po wojnie wszystkich zamożnych wrzucili do jednego worka obdarzając ich mianem „wroga ludu”. Rzeczywiście społeczeństwo się wyrównało. Wszyscy stali się jednakowo biedni. Czy jest w tym „sprawiedliwość”? Została zbudowana na zbyt wielu krzywdach, zbyt wielu ludzi okupiło to krwią. A jeśli chodzi o zasługi arystokracji, to aktorka Beata Tyszkiewicz podsumowała je bardzo trafnym zdaniem, wpisanym na okładce „W jednej walizce”:

„Tak jak inne narody, powinniśmy być dumni ze swojej arystokracji, z której dziedzictwa materialnego i duchowego korzystamy po dzień dzisiejszy” – książkę tę gorąco polecam. Ten wpis był dla mnie wielką nagrodą za cztery lata mozolnej pracy.

ŁM: Co oznacza dzisiaj „być arystokratą”?

BG: Niestety, to określenie dużo straciło na znaczeniu. Niegdyś, szczególnie w Polsce, było bardziej związane z utytułowanym nazwiskiem, niż z majątkiem, gdyż wielu arystokratów traciło fortuny biorąc udział w powstaniach, czy poprzez wojny. Pozbawieni mienia nie tracili nazwiska, które nadal było rozpoznawane przez elity kraju, pozwalało na korzystne związki małżeńskie i zajęcie wysokich stanowisk. Dlatego ważne było niesplamienie dobrego imienia rodziny. Niekiedy, na zmazanie na nim skazy, pracowało kilka następnych pokoleń. Byłoby pięknie, gdyby obecnie ludzie postępowali podobnie, czując pokoleniową odpowiedzialność za swoje czyny. Może wtedy politycy mieli by bardziej na uwadze dobro obywateli. Niestety już się nie spotyka w Polsce takich gestów, jak zakupienie Morskiego Oka i podarowanie go Narodowi Polskiemu, jak to uczynił Władysław hrabia Zamoyski.

Mam nadzieję, że wartości związane z określeniem „arystokracja ducha” zyskają na znaczeniu i naszym dzieciom od najmłodszych lat będziemy wpajać, że nie tylko liczą się kariera i pieniądze, lecz prawdziwe szczęście leży w dzieleniu się z innymi swoim dorobkiem.

ŁM: Czy młodzi arystokraci jeszcze kultywują swoją „stanową” odrębność? A może urodzenie przestało mieć już dla nich znacznie i stało się po prostu rodzinną tradycją, do której wraca się od święta?

BG: Młodzi arystokraci zachowali pewne cechy swoich dziadków i rodziców. Jedną z nich jest poczucie więzi rodzinnej. I tu nie chodzi o przechwalanie się herbami, chociaż pewnie i to się zdarza, ale bardziej o świadomość posiadania tak wielu kuzynów, bliskich i dalekich. Byłam uczestniczką spotkań arystokracji, na które przychodziło kilkadziesiąt spokrewnionych ze sobą osób. Ci ludzie widzą się czasami po raz pierwszy, ale doskonale wiedzą, kto jest kogo babką, wujkiem czy ciotką, z jakiej rodziny, z jakiej linii i to niekiedy potrafią określić na kilka pokoleń wstecz. Od niedawna powstające związki rodzinne rodów arystokratycznych są często prowadzone przez ludzi młodych. Jak duża jest przyciągająca siła poczucia takiej więzi, świadczy przypadek Krzysztofa i Stefana książąt Czetwertyńskich, którzy urodzeni w Kanadzie przyjechali na pierwszy zjazd rodzinny do Polski i postanowili w niej zostać. Do tej pory mieszkają w Warszawie. Nasz Prezydent, jeszcze jako Marszałek Sejmu wybrał się na zjazd Rodziny Komorowskich, w czasie którego zwiedzano budowle wzniesione przez ród na Litwie. Dawniej arystokracja wchodziła w związki małżeńskie w obrębie swojego kręgu. Miało to znaczenie polityczne i majątkowe. Jest to nadal kultywowane, lecz już nie w takim wymiarze i jest pozbawione wydźwięku z okresu przedwojennego.

ŁM: O czym są „Malowanki na szkle” – kolejna Pani książka, która niebawem ukaże się na rynku?

BG: Jest to osadzona w czasach współczesnych powieść, której akcja toczy się w Poznaniu, w Zakopanem i Murzasichlu. Opowiada o losach ludzi z różnych grup społecznych i wiekowych. Samotni lub w związkach, przeżywający tragedie i chwile szczęścia, szukają zawiłymi drogami miłości, odnajdując ją lub świadomie odrzucając. Jedna z bohaterek, góralka z Murzasichla, tworzy obrazki na szkle. Nie są one takimi zwykłymi, prymitywnymi malunkami. Jest w nich ukryta tajemnica…. Więcej już nie napiszę, mam nadzieję, że niedługo czytelnik będzie mógł sam zapoznać się z losami postaci „Malowanek na szkle”.

ŁM: Gdzie jest większe zainteresowanie Pani książkami, w Polsce czy w Kanadzie?

BG: „W jednej walizce” sprzedaje się dobrze w obu krajach, natomiast „Żółta sukienka” powoli zaczyna być odkrywana w Kanadzie. Dużo osób namawia mnie na przetłumaczenie na język angielski obu książek i w najbliższym czasie postaram się tym zająć. Więcej informacji o mnie i moich książkach można znaleźć na stronie internetowej, która jeszcze nie jest całkowicie skończona: www.beatagolembiowska.studiobim.ca

978-83-7722-198-3

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Beatą Gołembiowską Nawrocką w Polskiej księgarni Quo Vadis

W najbliższą sobotę, 7 grudnia, w godzinach od 10 rano do 4 –tej po południu  atrakcją polskiej księgarni Quo Vadis stanie się obecność pisarki, Beaty Gołembiowskiej Nawrockiej, która będzie podpisywać swoje ostanie książki:  książkę – album „W jednej walizce” i powieść „Żółta sukienka.”

O „W jednej walizce” rozpisywała się polska prasa, a ja, żeby zachęcić państwo do kupienia tego przepięknie wydanego albumu, przytoczę fragment z polskiego Newsweeka:    Pięknie wydana książka „W jednej walizce” jest jak stary rodzinny kufer pełen nieznanych zdjęć i pamiątek, które prowokują do wspomnień i anegdot, a tym samym otwierają przed nami świat wielopokoleniowej tradycji polskiej arystokracji i ziemiaństwa. Beata Gołembiowska dotarła do przedstawicieli polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie. Krótkie historie rodów, opisy majątków, pełne humoru i wyczuwalnego smaku opowieści bohaterów przypominają czasy ich świetności.

Powieść „Żółta sukienka” podbiła serca czytelników i zabrało by mi zbyt wiele czasu, aby przytoczyć wiele entuzjastycznych opinii na jej temat, przeczytam tylko tę z ostatniej chwili: „Czytałam jednym tchem, z przerażeniem myśląc o nieprzygotowanych do piątkowej wystawy obrazach. Książka jest fascynująca, uwielbiam rytm i wrażliwość tekstu. Czyta sie łatwo i z ogromnym zaciekawieniem. Z takim samym zapałem i uwielbieniem czytałam wszystkie książki Nurowskiej. Już tęsknie za następną książką.”

Więcej informacji o książkach znajdziecie państwo na stronie internetowej autorki

www.beatagolembiowska.studiobim.ca

Spotkanie z autorką, Beatą Gołembiowską Nawrocką , 7 grudnia, w sobotę , w godzinach od 10-siątej do 4- tej po południu,  do księgarni Quo Vadis, mieszczącej się na  6335 Boul.Monk ,  numer telefonu 514 762 9669

Materiały nadesłane do redakcji: Beata Gołembiowska Nawrocka