DSC_0077

Mój kraj nie jest krajem,to jest zima

Poemat “Mój kraj” został skomponowany w 1964 roku przez Gilles Vigneault (muzyka i teksty), utwór został More »

DSC_4548

NA SZCZUPAKA DO PRZERĘBLA

Łowienie ryb spod lodu jest kanadyjskim zwyczajem odziedziczonym od Indian. Wędkowanie pod lodem inaczej zwane też More »

70653612

Anioł był…

Anioł był wczoraj bardzo wczesnym rankiem Nazywał się Jan lub Joanna… nie pamiętam dokładnie Tomek z More »

Bałwan

Bałwan ze śniegu

Bolesław Leśmian ( 1877-1937) najbardziej skrajna indywidualność twórcza literatury polskiej XX wieku. Leśmian postrzega świat w More »

El-Che_3

Mauzoleum terroryzmu

Komunistyczny rząd Kuby nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedykolwiek zostaną odkryte zwłoki Ernesto Che More »

_DSC0079

Pola chwały

Pole Chwały (fr;Champ d’honneur) znajduje się w Pointe-Claire na obrzeżach Montrealu. Jest to miejsce spoczynku zarezerwowane More »

Puste Miejsca

Puste miejsca Do przeszłości często powracam. Przybywam. I jak gość nieproszony, pokornie O jałmużnę wyciągam rękę… More »

_DSC0511

Jesień  w dolinie  łagodności

Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalistycznych, która rozwijała się począwszy od V w. p.n.e., a jej punkt More »

atom_bomb_nuclear_weapon_nuke_sticker-p217734592870808075envb3_400

Bunkier premiera Diefenbakera

W odległości 35 kilometrów od stolicy Kanady; Ottawy w miejscowości Carp, 30 metrów pod ziemią znajduje More »

mont saint- sauveur 2008 011

United colors of quebec

Na północ od Montrealu, jakieś 45 minut jazdy samochodem zaczyna się masyw Gór Laurentyńskich. Są to More »

DSC_0920

Kurtuazyjna wizyta Ambasadora Honorowego Polonii Quebeckiej w Montrealu

W dniach 3-4 września gościł w Montrealu Ambasador Honorowy Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg Quebek, Pan Bogusław More »

192312

JAN KIEPURA, 1902-1966 – NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI TENOR

Z Martą Eggerth, żoną artysty rozmawia Piotr Wiesław Grajda, czerwiec  1989 W sierpniu tego roku przypada More »

DSC_0349

Robert Pludowski-malarz. Największy mistrz sztuki współczesnej, wierny kontynuator ekspresjonizmu abstrakcyjnego.

Robert Pludowski jest Polakiem mieszkającym w Montrealu. Jest artystą malarzem. Jest właścicielem galerii sztuki Christo Stefanoff More »

Capture d’écran 2016-08-17 à 15.58.38

Pokaz filmu pt. Ojcu

Polonia montrealska będzie miał okazję obejrzeć długo oczekiwany film pt. “Ojcu” polonijnych producentek filmowych Liliany Komorowskiej More »

1023x682_o0vyd8

Niewinne

Oparty na prawdziwej historii najnowszy film Anne Fontaine, autorki pamiętnych „Coco Chanel” i „Dziewczyny z Monaco”. More »

DSC_0007

Zdeptane Buty Felixa

Felix Leclerc urodził się 2 sierpnia 1914 roku w małej górskiej miejscowości La Tuque w kanadyjskiej More »

Mynarski

Andrew Mynarski, polsko-kanadyjski heros

06 czerwca tego roku minęła 72 rocznica alianckiej inwazji we Francji, znanej pod nazwą Lądowania w Normandii More »

corrida_de_juillet

Milczenie byków

Aria torreadora, po polsku bardziej znana jako „Zabiłem byka”, pochodzi z opery „Carmen” Georges’a Bizeta. Jest toastem na cześć More »

Sonety Emigranta : 1

Sonet Ta kraina powraca w moich snach intymnych Porzucona ,powiedziałbyś… zdradzona Ta kraina, których jezior nie More »

ralph_modjeski_1

Ralph Modjeski-największy budowniczy mostów w Ameryce

Rudolf Modrzejewski urodził się w Bochni (Salzberg) 27 stycznia 1861 r.w  ówczesnej Galicji pod zaborem austriackim.  Rodzicami Ralpha More »

canadian art

Dzieła rozczochrane. Jean-Paul Riopelle

Jean-Paul Riopelle,malarz,rzeźbiarz kanadyjski urodzony w Montrealu 07 października 1926,zmarł 12 marca 2002 r. w Saint-Antoine-de-l’Isle-aux-Grues. Już More »

st-jea10

Św Jan Chrzciciel w kolorze blue

Każdego roku w kanadyjskiej prowincji Quebec, dzień 24 czerwca jest niezwykle ważnym dniem ,kiedy to jest More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

DSC_1344

Ostatni dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Prezydent Andrzej Duda w środę 11 maja w Ottawie podczas spotkania z Gubernatorem Generalnym Kanady Davidem More »

DSC_0061

Srebrny jubileusz kapłaństwa Ojca Darka

W niedzielę, 22 maja 2016 miała miejsce uroczysta msza św. poprzedzająca bankiet z okazji jubileuszu 25 More »

DSC02035

Jakub Muda z trasy. Kierunek: Kosmos. Wywiad

Jakub Muda, ur w 1993 r. w Warszawie, mieszkaniec Montrealu, student Concordia University na kierunku chemia More »

DSC_1234

Drugi dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Podczas drugiego dnia  wizyty Prezydent RP spotkał się w jednostce wojskowej w Petawawie z grupą żołnierzy More »

zolnierze_wykleci-znak

Projekcja filmu o Żołnierzu Niezłomnym ps. Zapora

Klub Gazety Polskiej w Montrealu im. prof. Józefa Lityńskiego we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej w More »

DSC_0916

Prezydent Andrzej Duda w kanadyjskiej jednostce wojskowej

W czasie oficjalnej wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie w dniach 9-11 maja 2016 odbyło się More »

134362_czerwone-maki-zboze

“CZERWONE MAKI” ZAKWITŁY W NOCY…

“CZERWONE MAKI”  ZAKWITŁY W NOCY… Archiwalna Rozmowa z Feliksem Konarskim, Ref-Renem (1907-1991) Autor:Piotr Grajda, Toronto Kolejna More »

Tag Archives: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z. Pamięci Mary…

spiral

Mary uważała że ubiór powinien odzwierciedlać stan duszy. Sama najchetniej nosiła długie, zawijaste, jasne sukienki. W lnianych zwojach nikła filigranowa sylwetka Mary i tylko jej czarne, lśniące jak dwa węgielki oczy, przyciągały uwagę.

Mary napisała dwie ksiażki, jedną o sobie, drugą o Bogu.

O sobie pisała z poczuciem humoru i optymizmem, choć życie nie szczędziło jej trudów. Pochodziła z małej armeńskiej wioski skąd wraz z matką wywędrowała do Indii. Tam wychowywała się w internacie prowadzonym przez siostry zakonne.

armeniaflagimage2

Później los rzucił ją do Birmy. Była samodzielna, pogodna i…zawsze w drodze. Mówiła że przemierza świat w sandałach. Czuła się w nich komfortowo, tak jak komfortowo czuła sie w swej życiowej przygodzie. Nie wierzyła w przeszkody nie do pokonania.

W Birmie, Mary była opiekunką w sierocińcu, a po powrocie do Indii pracowała w jednostce wojsk angielskich. Została nawet „babskim kapitanem”. Aż trudno sobie wyobrazić jej drobną, nikłą postać przyodzianą w wojskowy mundur, jej łagodną twarz wydającą rozkazy z gwizdkiem w zębach.

IMG_3575 2

W wojsku Mary poznała swojego przyszłego męża. Wyjechali do Londynu. Mglisty i szary wydał jej się ten „nowy kontynent”. Przemierzała ulice Londynu szukajac w nim swojego miejsca. Wkrótce na świat przyszły dzieci i Mary zajęła się ich wychowaniem. Sandały zamieniła na ciepłe pantofle. Przywykła do ich szurania po posadzce w kuchni. Kiedy już wydawało jej się, że Londyn jest ostatnim portem jej życiowej żeglugi, jej maż dostał przeniesienie służbowe do Kanady. Mary uparła się wtedy by do Montrealu popłynęli statkiem. Zafascynowała ją nowa przygoda. Z radością zmieniła ciepłe pantofle na sandały i z iskrą w oku opowiadała dzieciom o morskich podróżach.

Kanada zachwyciła Mary przestrzenią, błękitem nieba i kipiącą przyrodą. Tylko z ludźmi trudno jej się czasem było porozumieć. Wracała do wspomnień z Birmy oraz Indii jak do kolorowego świata z marzeń.

„ Postaram się o pracę w jednej z angielskich prowincji, może bedzie nam łatwiej,” obiecywał jej mąż.
Rad nie rad Mary znów wcisnęła stopy w pantofle a iskierki w jej oczach lekko przygasły.

Kiedy zachorowała jej córka i lekarze powiedzieli że wszystko jest w rękach Boga, Mary zaprowadziła rodzinę do kościoła. Tak zaczął się jej związek z Bogiem. Zaczęła wtedy pisać swoją drugą książkę.

Z wielką powagą pisała o swoim nowym powołaniu, o swojej potrzebie poświęcenia się cierpiącym i chorym, o przeznaczeniu. Odnalazła się w kościelnej społeczności i zaangażowała się w jej życie. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania, życie Mary nabierało rozpędu. W tej pogoni Mary rozstała sie z mężem. Potem wtuliła się w zwoje jasnej sukni i założywszy sandały, maszerowała odwiedzając chorych, roznosząc żywność dla najbiedniejszych, organizując spotkania dla samotnych mam z dziećmi. Z uśmiechem i gwizdkiem w ustach kibicowała dzieciakom w zabawach i zawodach. Mowiła swoim podopiecznym o dobroci Boga. Twierdziła że dla Boga nie ma przeszkód nie do pokonania.

IMG_3543

W każdą Wigilię Bożego Narodzenia, Mary zapraszala do  siebie na kolację samotnych. Pragnęła by każdy, choć przez chwilę czuł że ma ciepły, rodzinny dom. Pamiętała o zapomnianych i zaniedbanych.

Z czasem dzieci Mary dorosły i wyruszyły w świat, a ona, wraz z wielką rodziną swoich podopiecznych, została w Montrealu. Energiczna, pogodna i zawsze zajęta.

planets

Mijały lata. Mary zaczęła coraz bardziej oddalać sie od spraw ludzkich i coraz bardziej zbliżać się do spraw boskich.Całymi dniami modliła się za potrzebujących pomocy i polecała niebu zagubione dusze. Swięta spedzała samotnie.

Aż pewnej Wigilii Bożego Narodzenia Mary została zaproszona na ucztę. Poszła tam cicho i niepostrzeżenie.

spiral

Autor: Elżbieta Uher

Szkice ołówkiem: Elżbieta Uher

Grafika: internet

Montrealczycy od A do Z – Lee

china_glossy_round_icon_640

Lee Uang urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. Ojciec Lee był urzędnikiem w ministerstwie w Pekinie, matka i starsza siostra pracowały w fabryce włókienniczej, domem zajmowała sie babka. Mały Lee wyrastał wśród kuchennych obrządków i domowej krzątaniny, wtulony w ciepły domowy kąt i opiekuncze ramiona babki. Od urodzenia był oczkiem w głowie ojca i obiektem wiecznej troski matki, która dostrzegała jego nieśmiałość i wyjątkową wrażliwość.

Juz w szkole podstawowej, nauczyciele zwrócili uwagę na zdolności plastyczne Lee i od tamtego czasu jego losy wydawały się być przesądzone. Cała rodzina wspierała małego Lee, któremu dodatkowe lekcje z rysunku i kaligrafii wypełniały każdą wolną godzinę dnia.

“Dzieci nie powinny tracić czasu na zabawę,” mawiał ojciec.“ Każdą wolną chwilę trzeba poświęcać na naukę, tylko tak można do czegoś w życiu dojść.”

Ojca Lee rozpierała duma z powodu talentu syna, a sam Lee nabrał przekonania że za wytrwałą naukę spotka go nagroda. Toteż nie zdziwił się gdy na ostatnim roku Akademii otrzymał propozycję  kontynuacji nauki w Kanadzie.

Wśród znajomych w Pekinie, Lee został bohaterem i jako takiego przyjęła go chińska społeczność w Montrealu z ktorej to pochodził jego sponsor. Tylko wiecznie zatroskana matka Lee była pełna obaw o jego los.

China-dragon ChineseDragon

„ Przyjechałem do Montrealu latem,” wspominal Lee. „ W czasie gdy gwiazdy na niebie są najbardziej widoczne. Każdej nocy wypatrywałem swojej gwiazdy, ale nieboskłon byl tu inny. Powoli uczyłem się tracić czas. Dużo chodziłem pieszo. Podobały mi się montrealskie kolorowe ulice i styl miasta, tylko tutejszej sztuki  nie mogłem zrozumieć. W czasie studiów w Pekinie miesiącami pracowałem nad techniką. Mój profesor potrafił dostrzec każdy niewłaściwy ruch pędzla, każdą zbędną kreskę. Tutaj mało ceniono te umiejętności. Powoli traciłem zapał do dalszych studiów.  W koncu opuściłem szkołę, a mój sponsor opuścił mnie,” Lee uśmiechnął się ale oczy mu poszarzały.

post-116-0-51774000-1389460888

“ Zaszyłem się w moim domowym kącie. Bywały dni kiedy miałem zupełnie dobry nastrój. Malowałem wtedy ludzi których widziałem przez okno, ale moje obrazy nie sprzedawały się. Przestawiłem się na martwą naturę. Taką z mlekiem w szklance, albo z chlebem przekrojonym nożem…”

Lee spojrzał na niewielki obraz nad łóżkiem.

IMG_3286

“Ze wszystkich moich malowideł z tamtych czasów został mi ten jeden,” podkreślił z dumą.

Obraz przedstawiał łaciatą krowe stojącą na maleńkim skrawku trawnika otoczonego burymi ruinami miasta. Sprawiał przygnębiające wrażenie „ To mój ostatni,” pospieszył z wyjaśnieniem Lee. „Wszystkie inne oddałem właścicielowi lokum, bo nie miałem pieniędzy na czynsz. Poźniej też nie miałem…ani pieniędzy, ani obrazów, ani farb. Właściciel powiedział że mnie wyrzuci na ulicę. Mój strach miał wtedy wielkie oczy,” Lee starał się zażartować.

photodune-222069-sequence-of-hip-hop-dancer-showing-his-crazy-dancing-skills-m

„Kiedys, znajoma podarowała mi trochę farb i poprosiła o namalowanie obrazu “ z uczuciem” więc …namalowałem  ten strach w oczach,” przekornie uniół głowę i zamilkł w oczekiwaniu na komentarz. Przez moment zapanowała cisza.

centaure-lb-nboutros-12_0

“Pewnego dnia zbudziłem się z myślą, że juz czas odnaleźć moją szczęśliwą gwiazdę. Nagłe poczucie że stanąłem u progu ostatecznego rozwiązania mojej sytuacji dodało mi energii. Już wcześniej nabrałem przekonania że źle zrozumiałem  cel mojej podróży, to nie tu, na ziemi czekało na mnie szczęście, tylko tam, wśród gwiazd… Tego dnia planowanie mojej podróży do gwiazd przerwało pukanie do drzwi. Byłem pewien że to właściciel mieszkania więc zacząłem  krzyczeć o moim planie…” żachnął się.

7196845

DSC00577“ A to był listonosz. Nie myślę już o tym co by było, gdyby się wtedy nie pojawił, bo od tamtego czasu dużo się zmieniło. Powiedzieli mi że muszę się leczyć. Poznałem ludzi którzy myślą inaczej i czują więcej. To od nich nauczyłem się innego spojrzenia na siebie i na życie. Świat wydaje mi się teraz ciekawszy. Poznalem jeszcze jeden jego wymiar… Po latach przerwy odnowiłem kontakt z siostrą. Nie planuję powrotu do Chin. Poznałem siebie, nie jestem taki jak dawniej,” Lee wykonał mimowolny ruch ręką jak gdyby starał się odpędzić natrętną muchę. “Wiekszość dni spędzam w montrealskim Old Port. Każdego miesiąca wykupuję tam od miasta specjalne miejsce. Maluję kolorowe ulice albo portrety ciekawskich turystów. O dziwo sprzedają się. Myślę, że już niebawem bedzie mnie stać na moje własne, małe studio, jak przystało na kogoś kto urodził się pod szczęśliwą gwiazdą.”

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z – Karim

palestinian_territory_round_icon_640

Zatrzymał przy oknie, lekko pochylony, oparł rękę na chłodnym, kamiennym parapecie i spojrzał na małą wnękę w głębi korytarza. Przez chwilę przyglądał się jej w zamyśleniu, jak kot poszukujący schronienia w deszczowy dzień. W korytarzu panował półmrok. Przez zakurzoną szybę okna przezierały pojedyńcze promienie słońca. W otoczeniu żółto-szarej mgiełki porannego światła, drobna, nieruchoma sylwetka Karima nabrała odcienia stali. Panująca wokół cisza sprzyjała zadumie.  Dopiero na dźwięk kroków , Karim odwrócił się, a na jego twarzy zajaśniał uśmiech.

„Oh…to ty, zadumałem się trochę.”

„ A nad czymże to?” starała się by ton jej glosu brzmiał żartobliwie.

Zawahał się, „ Mam rodzinę w Gaza a tam teraz giną ludzie…” dodał mimowolnym szeptem.

Skinęła głową i oboje zamilkli. Pierwszy milczenie przerwal Karim. Wskazał ręką na okienny parapet i nienaturalnie głośno powiedział. „ Ładny kamień.”
Parapet był jednolicie szary i chropowaty. Nie mogla dopatrzyć sie w nim żadnego uroku. Zrozumiała że Karim szuka neutralnego tematu do rozmowy.

„Mamy dzisiaj piękny, słoneczny dzień …,”zaczęła niepewnie.
Na  czole Karima pojawiła się nagle głęboka bruzda. Spojrzal na swą rozmówczynię jak zagubione dziecko.

„ Powiedz mi czemu nie ma sprawiedliwości na świecie?”

Tyle już razy, w przeszłosci, zadawała sobie podobne pytanie. Spośród kilku własnych teorii na ten temat wybrała jedną.

„Może dlatego że pojęcie sprawiedliwości wymyślił człowiek.”

Jego dłonie zacisnęły się w pięści. Ta gwałtowna reakcja zaskoczyła ja. Znała go od niedawna. Był cichy,uprzejmy, przyjemnie się z nim rozmawiało. Wiedziała że jest z Bliskiego Wschodu, ale nie wiedziała że pochodzi z Palestyny.

IMG_3259

“Mówisz że sprawiedliwość wymyślił człowiek,”powtórzył za nią jak echo,“A ja sądzę że w głębi duszy każdy człowiek wie co jest sprawiedliwe, a co nie,” dodał z nietypowa dla niego zaciętością.

“Pod warunkiem, że ten człowiek ma wystarczająco dużo właściwych informacji i zimną głowę.” Po chwili  pożałowała własnych słów. Zabrzmiały lodowato racjonalnie, a Karim wrzał z emocji.

„ Kogo ty popierasz?” zapytał drżącym głosem.

„ Nie popieram wojny, żadnej wojny,”odparla. W moim kraju była kiedyś straszna wojna…”

Mięśnie policzków napięły mu sie jak struna a twarz straciła swój łagodny owal. Nie patrząc jej w oczy, wycedził przez zęby:“ „ I był antysemityzm…,   powinniście nas rozumieć.”

palestinian_territory_people_icon_640

Poczuła że robi jej się gorąco.

„ Gdybyś ty wiedzial co ty gadasz…!” Dopiero kilka głębokich oddechow pomogło jej odzyskac równowage.

„Nie teraz ,”pomyślała.” Moze kiedyś wrócimy do tematu. Może będę mogła podzielić się z tobą swoimi myślami o świecie, o wojnach, o sprawiedliwości.Ale nie teraz…Czy wiedziałbyś o czym mówię? Opowiedziałabym ci z jakim wysiłkiem przyszło mi zapoznać się z cieniami historii mojego własnego narodu. Jak zmagałam się z opisem wydarzeń przedstawianych mi przez tych którzy nie mogli zapomnieć krzywd wyrządzonych im przez moich rodaków. Mówiłabym jak złościła mnie czerń i biel niektorych opinii i skłonność do pochopnych oskarżeń. Czy rozumiałbyś co mam na myśli?  Mówiłabym jak mnie wkurzło gdy aspekty narodowe stawiano przed aspekyami ludzkimi.  A przecież sama czesto odwoływałam się do historycznych i narodowych aspektów, gdy  opowiadalam innym o tragediach jakie cierpieli moi rodacy.” W jakim stopniu czyny  innych mogą zmniejszyc nasza odpowiedzialnośc za nasze wlasne czyny ? ‘
Zauważyła że Karim uważnie jej się przygląda.

„ Czy głośno myślę ? ” zapytała.

„Nie wiem, miałaś taką…,”  przez chwilę szukał właściwego słowa i nie znalazłszy dodał,“…trudną do określenia minę.”  Rozluźniła się.

On też się rozluźnił.

Disappearing PalestineL

“Wszyscy boja się mówić głośno co myślą,” dodał zrezygnowanym tonem.

“Bo może nie chcą być źle zrozumiani, albo… sami nie są pewni czy dobrze wszystko rozumieją.”

“Wykręcasz się,”spojrzał z ukosa.

Wiedziała co chciał od niej usłyszeć, miał wzrok lisa z łapą w potrzasku. Coś jej podpowiadało że powinna zachować chłodny racjonalizm.

“ W Gaza toczy się walka i desperacja popycha ludzi dalej niż powinni iść , każe im płacić więcej niż powinni płacić.”

Dotknęła drażliwego tematu i spodziewała się w odpowiedzi potoku gniewnych słów.
Tymczasem Karim był zadziwiająco spokojny.

“Każdy radzi sobie z desperacja jak może. Ja opuściłem Gaza, inni zostali, walczą i giną…Teraz giną też ci co nie walczą…”
Pomyślała o jego rodzinie, o której losy tak się lękał. Czy gdyby ta rodzina była teraz przy nim, to aż tak dotkliwie odczuwałby walki w Gaza, po tylu latach od wyjazdu z tamtych stron? Czy choć przez moment przeszłaby mu przez myśl historia kobiet i dzieci ktore zginęły od bomb samobójczych, albo desperacja ludzi żyjących w nieustannym poczuciu zagrożenia?

Milczał. Jej ostatnie słowa wyraźnie dały mu do myślenia. Patrzył w kierunku okna i mróżył oczy. Słońce było teraz ostrzejsze. Po chwili przeniósł spojrzenie na cienistą, pustą wnękę. Tę samą która już wcześniej przyciągnęła jego uwagę.  Wydawała sie istnieć zupełnie przypadkowo. Z  jej nierównych ścian obłaziła szara farba. Spojrzal na papierowy kubek po kawie  ktorego  z niszy nie wymiotła maszyna do czyszczenia posadzki.

“Powinni ją pomalować i wstawić tam małą ławeczkę, przynajmniej mogłaby komuś dobrze służyć,” wskazał głową na wnękę.

“Powinni,”zgodziła się  chętnie i dodala cicho.

“Czytałam apel norweskiego lekarza który pracuje w Gaza.Gdybym była na jego miejscu też napisałabym taki apel.”

W jego oczach pojawiły sie iskierki. “Ale jesteś tu, w Montrealu. Jesteś w kraju który uchodzi za jeden z najbardziej pokojowych na świecie. I…i ja też tu jestem.”

“ I Aaron i Naomi …,”  pomyślała nagle o ich wspólnych, montrealskich znajomych. Brwi Karima uniosły sie w górę i momentalnie opadły.

“Taaak,”odpowiedział. “To fajni ludzie.”

 

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

 

Montrealczycy od A do Z – Joanna

Great_Britain_flag

Monotonny szum komputera przerwał ledwie słyszalny, rytmiczny  odgłos uderzeń  w klawiaturę.

„Delete”, „ delete”, „del…., ”  ręka Joanny znieruchomiała w powietrzu.  Wpatrzona w ekran Jo, przez dłuższą chwilę nie mogła uwierzć własnym oczom. Czuła że jej oddech staje się coraz szybszy.  “Czy to możliwe, aby coś co odeszło na zawsze, w jednej sekundzie mogło  znowu zaistnieć ?”

Wiele dawnych wspomnień Joanny z czasem utraciło swą barwę.  Powoli zastepowały  je nowe , w bladych jeszcze , ale już słonecznych odcieniach. To z nich powstawały jej nowe marzenia, a z marzeń – nowa rzeczywistość.

IMG_3150

Jo otarła łzę wierzchem  dłoni i głośno  przeczytała  pierwsze słowo… a ono,  w sobie tylko znany sposób, przywołało wszystkie niechciane, zamazane obrazy. Jeden za drugim wyswietlały się na ukrytym  głęboko w pamięci ekranie. Jo pragneła tylko by mijały szybko, by żaden z nich nie zatrzymał się na dłuższą chwilę. W odruchu samoobrony położyła dłoń na klawiaturze komputera i wcisnęła …”Exit”.
Miała teraz czas żeby spokojnie pomysleć … co dalej.

Z Anna znały się od niedawna, ale spotykały się czesto.  Umiały  sobie zaufać. Ich rozmowy były zawsze szczere, choć nie zawsze potrafły się nawzajem  zrozumieć.

“Nie da się pożegnać przeszłosci tak zwyczajnie, bez zmiany stosunku do dawnych zdarzeń,” glośno rozmyslała Jo uważnie śledząc ruchy siedzącej via a vis Anny.
“Wyjechałam z Londynu by zacząć nowe życie. Canada, francuska prowincja, Montreal… wydawały się być idealnym do tego miejscem. Minęło siedem lat.”

“A teraz zrozumiałaś że bez zamknięcia starej sprawy ani rusz. Tymczasem ty niczego nie zamknęłaś, ty po prostu uciekłaś,”  bezemocjonalnie skwitowala Anna.

“Nie myślałam o tym… jak o czymś ciągle jeszcze żywym. Nie myślałam że to imię może się jeszcze kiedyś, gdzieś pojawić.”

“Jo…, przecież nie on jeden nosi to imię.”

“Mylisz się, on jeden je nosi. W jakiś sposób różni się ono od wszystkich innych, nawet jeśli inne tak bardzo podobnie brzmią.”

“Co zamierzasz?”  zniecierpliwilła się Anna.

“Chcę żeby  jego imię zabrzmiało jak tysiące innych,” usta Jo wykrzywiły się  w smutnym uśmiechu.

“Jo, sama wiesz że masz doczynienia z ……. ,” Anna nie mogła znaleźć właściwego słowa. “Obawiam się że to się źle dla ciebie skończy.”

Jo spojrzała przez okno, na szarzejące w mroku drzewa, “ Ale jest szansa że się skończy,” wyszeptała.

couple

Tej nocy, mysli Jo, jak drobniutkie puzzle bezładnie rozrzucone na lustrzanym blacie, z trudem dawały się  ułożyć w całość. Zasnęła dopiero nad ranem. Obudził ją natrętny dzwonek telefonu.

„Nie miałabyś ochoty na Second Cup ?” Ton głosu Anny wykluczał odmowę.

Second Cup café na rue St. Denis była ich małą oazą. Znalazły miejsce przy oknie i przez jakś czas piły kawę w milczeniu.

Ciszę przerwała  Anna.

„ Czy Yves cię rozumie ?”

„ Yves nie ma z tym nic wspólnego i nie chcę żeby kiedykolwiek miał ,” Jo odwróciła głowę w kierunku okna. Patrzyła jak kolorowe, fikuśnie ozdobione dachy domów przezierały między koronami drzew. Ulicą przechodzili ludzie, skupieni i poważni, mijali się w pośpiechu. Czy ktoś jeszcze zauważył te kolorowe fikuśne dachy?

Second cup

“ Cudne są stare, montrealskie ulice,” powiedziała  cicho Jo.

„ Ilekroć patrzę na nie, ogarnia mnie błogi zachwyt. Nie sądziłam że tak pokocham to miasto.”

“Bo ty jesteś kochliwa ,” przypomniała jej  Anna. “ Juz zapomniałaś jakie były początki ?”
“Ale teraz jest  juz dobrze, coraz lepiej… i nic nie powinno tego zaklócić,” Jo zajrzała do wnętrza kubka z kawą. Przez chwilę wydawało jej  się że ciemny brąz kawy nabrał odcienia głębokiej czerni.

cofee

„Trzeba to wypić do końca,” westchnęła.

Anna odwróciła wzrok.

Po powrocie do domu , Jo z ociąganiem zasiadła przed komputerem, powoli przebiegła wzrokiem po klawiaturze i nieśmiło  wcisnęła…  „Enter”.

Keyboard - Enter key replace with a RED HELP Key

 

Autor: Elżbieta Ucher.

Szkic ołówkiem: Elżbieta Ucher

Montrealczycy do A do Z – Irina

russia

‘ Żył na świecie żołnierz,  piękny i odważny ,

lecz pozostał dziecinną zabawką,

bo był bumażny.

Marzył by na świecie szczęśliwym został każdy,

a  tylko wisiał nad łóżkiem,

bo był bumażny.

To za was, w ogniu i w dymie, gotów był polec , lecz każdy

tylko wyśmiewał się z niego,

bo był bumażny.

W ogień chcesz?  Czemu nie, i poszedł nasz odważny,

i zginął za nic. Dlaczego?

Bo był bumażny.’

‘To taka moja ulubiona piosenka,  Okudżawy chyba,’ Irina uśmiechnęła się nieśmiało.’ Każdy z nas jest w jakimś sensie bumażny, łatwopalny. Odważni idą często w ogień ze łzami w oczach, ale łez nigdy nie wystarcza by ugasić pożar.’

Irina zacisnęła dłoń na wysokiej, smukłej szklance z herbatą.  Zebrane na dnie, czarno-brązowe drobinki suchych, herbacianych listków powolutku unosiły się w górę.

15

‘ Herbatę trzeba pić jak jest  gorąca,’ przypomniała Irina. ‘Najlepsza jest taka prosto z samowara. ”

‘ A nie boisz się gardło poparzyć?’

‘ Oj, od czasu jak wyjechałam z Rosji to ciągle się czegoś boję. Odwagi mi tylko na wyjazd wystarczyło, ot co. Rzuciłam się jak w ogień…”

Sięgnęła po kawałek czekolady.

‘ Rosyjska czekolada. Poczęstuj się. Śmiało.”

‘ Kupujesz ją tu, w rosyjskim sklepie?’

‘ W ukraińskim.”

‘ Trudne tam teraz czasy.”

‘Zawsze tam trudne czasy były.”

IMG_3075

‘ Tęsknisz?”

‘ Tęsknię. Ostatni raz byłam u rodziców, w Moskwie, ponad rok temu. Pięknie tam jest, oj pięknie…tylko drogo. Nie wiem na jakie życie stać by mnie tam teraz było. Widzisz tą kurtkę?” Irina wskazała głową na obwieszony ubraniami  ścienny wieszak.

‘ Którą?”

‘ Tą czerwoną. Nie mogłam się oprzeć, chociaż musiałam za nią zaplacić 300, w przeliczeniu na tutejsze dolary.”

00-russian-double-eagle-flag-01-06-06-14

Ukrainę też czasem odwiedzasz?’

‘ Nie, zdecydowanym tonem odparła Irina.

‘ Chciałam, żeby moi rodzice przyjechali do Montrealu, ale oni nie chcą…za boga! Myśleli ze ja tu wielką karierę zrobię, że szczęśliwa będę, a ja tu tylko tak…”

‘ I co mam zrobić?” Irinie łza zakręciła się w oku. ‘ Dzieci wyrosły, jak im o Rosji opowiadam to mówią że ja statystyk nie znam , że dla mnie wszystko co rosyjskie to najlepsze jest. Czekoladę belgijską wolą.”

matrioszka

Herbata w szklance nabrała brunatno-czerwonego koloru. Irina cofnęła dłoń i zacisnęła palce na krawędzi stołu.

‘ To co tutaj mówią o Rosji ,to kłamstwa, co o Ukrainie mówią, to kłamstwa. To tak jakby żar we mnie płonął i płonął, aż wypali się wszystko do końca.”

‘Irina, nie płacz!”

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z. Hugo

Fleur de lys

Hugo (fr: Hugues) wychował się na farmie , w okolicach St-Célestin. W jego rodzinnym domu mówiło się że prawdziwy Quebec  tworzą ludzie ziemi. O Montrealu mawiano że nawet jego najbardziej francuska część jest mało ‘quebecka’. ‘Kiedyś Montrealem rządzili anglos, chętnie  przypominał ojciec Hugona. ‘Anglos popierali tylko swoich.  Franco Canadians, na dobrą pracę nie mieli tam szans. Do dzisiaj Montreal jest pełen anglos.’ ‘Rząd sprowadza coraz wiecej emigrantów żeby zaludnić prowincję, a oni jadą do Montrealu i zamiast francuskiego uczą się angielskiego. Nie chcą być tacy jak my,’ mówiła matka Hugona.

interface_01

‘Pamiętacie jak sąsiednią farmę kupił emigrant z Holandii? Po dwóch latach sprzedał ją i wyjechał. Podobno mówił że czuł się tu obco, a jak miał się czuć jak był obcy?’ opowiadał ojciec.

‘ Obcy nie rozumieją że Quebec  to nasz kraj,’ skwitował Hugo. ‘ Może dobrze że siedzą w Montrealu, a my żyjemy sobie tutaj.’

decision-quebec-web-720x420

Aż pewnego dnia Hugo sam wybrał się do Montrealu. Wyruszył w poszukiwaniu pracy. Pamięta jak wysiadł z autobusu we wschodniej części miasta, przy szeregu małych, barwnych sklepików. To w jednym z nich, na tablicy ogłoszeń,  przeczytał o studencie poszukującym współlokatora. Oferta była interesująca,  choć niebawem okazało się że student jest samoukiem, a żądana opłata ma pokrywać koszt wynajecia całego lokum. Miejsce  było jednak przyjemne, a lokator wydawał się być, generalnie rzecz biorąc,… w porządku.  Jeszcze tego samego wieczoru Hugo rozpakowywał plecak w swoim nowym, maleńkim pokoiku.

Następnego dnia rozpoczął poszukiwanie pracy. Po tygodniu względnie dobrze znał najbliższą okolicę i był gotów wyruszyć na podbój centrum miasta. Wkurzyło go jednak że wiekszość  tamtejszych pracodawców wymaga dodatkowej znajomości angielskiego. Do zachodniej części miasta nawet nie zaglądał. Słyszał, że mieszkają tam sami bogaci i wyniośli anglos.

‘Nous sommes chez nous ( jestesmy wśrod swoich)’ powtarzał buńczucznie współlokatorowi. ‘O co chodzi z tym angielskim?’

bvn

‘Masz wybór,’ mądrzył się współlokator ‘ Szukaj pracy w naszej części miasta i wspieraj ruch separatystów, jak prawdziwy Quebecois, albo… naucz się angielskiego i zacznij mówić że jesteś  dumnym Kanadyjczykiem.’

Hugo znalazł w końcu pracę na sąsiedniej ulicy, w rozległej składnicy złomu. Wkrótce odkrył że pracowali tam głównie nowoprzybyli emigranci z Haiti i z Kongo. Trzymali się razem, a Hugonowi wytykali że mówi Joual. Zaciskał zęby i przysięgał zemstę. Po miesiącu zaczął się rozglądać za inną pracą. Okazja nadarzyła się w tym samym narożnym sklepiku, w którym znalazł ogłoszenie o wynajęciu lokum. Właścicielem sklepiku był Libańczyk. W sklepiku pracowała cała jego rodzina.  Hugo zaczął od układania towaru na półkach.

IMG_2944

‘Dobrej pracy to się tu szuka przez znajomości,’ uświadomił go współlokator.

Wtedy Hugo, nie wiedząc czemu, zaczął dopytywać się o zachodnią część miasta.

‘A więc chcesz zostać  dumnym Kanadyjczykiem,’ żartował współlokator.  ‘Za kurs angielskiego trzeba płacić. Tylko emigranci mają za darmo francuski. Możesz sie uczyć sam, z TV.’

Hugo zaczął od przełączania radia na kanał angielski. Przychodziło mu to z oporem. Dla równowagi  kibicował separatystom i w lokalnych francuskich gazetach przeglądał ogłoszenia o pracę. Pewnego dnia znalazł ogłoszenie o naborze na kurs zawodowy do jednego z dużych, montrealskich szpitali. Szpital miał status dwujęzyczny a to oznaczało, że współrządzili nim anglos.

Duma rozpierała Hugona  gdy na rozmowie wstępnej usłyszał że jego angielski jest wystarczający i że zostaje przyjęty. Tego dnia nawet nie zauważył  kiedy przełączył radio na angielski kanał.

keep-calm-and-love-quebec-4

Kurs był prowadzony po francusku, ale na przerwach często można było usłyszeć angielski. Hugo zauważył że jego radość ze znajomości angielskiego była przedwczesna,  ale przynajmniej już nie wkurzała go obecność tego języka . Wszyscy w grupie dogadywali się dobrze…mieli wspólny cel.

To od kolegi z kursu Hugo dowiedział się o atrakcyjnym mieszkanku do wynajęcia, blisko szpitala, na spokojnej ulicy w zachodniej częsci miasta. Przeprowadził się w dniu rozpoczęcia pracy. Ucieszył sie że sąsiedzi mówią po francusku, tylko jedni, ci z naprzeciwka, to byli typowi anglos chociaż nie byli bogaci, za to dość życzliwi. Pierwszy szef Huguesa był fajny, za to szef szefa, chociaż rodak, okazał się być wyniosłym, zamożnym sknerą.

plaque

‘Czy życie nie jest pełne paradoksów?’, opowiadał  Hugo w swym rodzinnym domu koło St-Célestin. ‘ Zdobyłem  zawód. Nauczyłem się drugiego języka. Poznałem dziewczynę z Armenii. Pracuję z franco-, z anglo- i z takimi z rożnych krańcow świata. Mieszkam w zachodniej części Montrealu. I… czuję się prawdziwym i dumnym Quebekiem , być może bardziej dumnym niż kiedykolwiek przedtem.’

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z-GRZEGORZ I PRZYJACIELE.

Poland

Grzegorz pochylił się lekko do przodu i zmrużył oczy.

“Słyszeliście jak Cugowski wypowiadał sie ostatnio o polonii ? Powiedział że to przegrani ludzie, że są rozdarci wewnętrznie, pozbawieni osobistego sukcesu i pograżeni w porażkach.”

“Bo może nie wszystkim powiodło się poza krajem?” Pośpieszyła z wyjaśnieniem Halinka – drobna, szczupła, o rozmarzonym spojrzeniu.

“ A w Polsce to wszystkim się powiodło?” Grzegorz nie dawał za wygraną.

“ Tęsknota to jedna rzecz, każdy troche tęskni za ojczyzną, ale żeby zaraz… rozdarty?” Grzegorz, w niepewnym geście oparł szeroką dłoń o brzeg stołu.

“Ależ Grzesiu,” rozległ się donośny głos Mariana. “On o sobie mówił. Nie powiodło mu się za granicą więc wrócił do kraju i takie rzeczy opowiada. Nam się tu przecież dobrze wiedzie…no nie jest tak?”

22

Oczy Grzegorza nabrały blasku.

“My też mieliśmy marzenia, każdy kto wyjeżdżał z kraju miał jakieś marzenia, za czymś gonił, albo przed czymś uciekał…Niektórym się lepiej udało, innym gorzej, ale żeby zaraz o porażkach?”

“Kiedyś wybrałam się tu do lasu,” wtrąciła Halinka.

A las był piekny, chociaż inny jak w Polsce. Widziałam tam jakieś grzyby, ale przypomniały mi się nasze polskie rydze. Zaczęłam ich szukać…na prożno,” westchnęła Halinka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 11 111

“Halinko, znam miejsce gdzie bywają taaakie rydze, tylko… do Polski trzeba pojechać,” przypomniał radosnie Marian.

“A po co wam rydze, rude są, mogą być zdradliwe. Prawdziwki, podgrzybki, kozaczki…to są dobre grzybki. Ponoć niedaleko Rawdon jest takie miejsce gdzie maślaków bywa zatrzęsienie,” i na myśl o podsmażanych maślaczkach, Grzegorz przełknął ślinkę.

1111

“ A kurki też tam bywają?” Zainteresowała się Halinka. “Takie złociutkie, kruchutkie. One świetnie nadają sie na marynatę.”

“ Tak szybko z rydzów rezygnujesz? Rude jest piekne,” głośno roześmiał się Marian. “

„A ja się założę że rydze też by się tu znalazło,” upierał się Grzegorz.“Tylko tradycji grzybobrania tu nie ma. Ktoś mi mówił że tutaj grzyby zbieraja tylko Polacy i Chińczycy.”

“Tak?”  Marian zdziwił się. “Mój znajomy, Chorwat, mówił mi kiedyś że należy tu do związku zbieraczy grzybów.”

Grzegorz

“Może mógłbyś go zapytać o ten związek?” zainteresował sie Grzegorz, a Halinka skwapliwie mu przytaknęła.

“ Właściwie dlaczego do tej pory nie dowiadywaliśmy się ?”

2

“ Nie miałam kogo zapytać,” tlumaczyła Halina. “Kupowało się w sklepie pieczarki albo portobellę i wspominało polskie grzybobrania.”

“To co…planujemy wycieczkę na grzyby?”, rozochocił się Grzegorz. “ A jak znajdziesz, Halinko, pierwszego rydza to…”

“ Wystarczy że znajdę złociutką kurkę to ogłoszę wtedy mój osobisty sukces,” szczerze roześmiała się Halinka.

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z – FELIX

greece-flag-button-abd-badge

“ ef-e-el-i-ex, mam na imię Felix, a właściwie Phelix, ale od czasu przyjazdu do Kanady, zmieniłem pisownię. Phelix to imię z greckiej biblii i znaczy tyle co szczęściarz. Mój dziadek miał na imię Phelix i faktycznie wiódł szczęśliwe życie, tyle że przeżył je w Grecji. ”

Po chwili dodał.

“ Ja też nie narzekam.Dobrze nam się tu żyje. Wprawdzie zawsze mogłoby być lepiej, ale też mogłoby być gorzej.Mam pracę, nieźle nam się powodzi. Żona chwali sobie tutejszą emancypację, ale gotuje tradycyjnie i prowadzi dom, więc się nie skarżę.”

IMG_2880

Felix uśmiechnął się i przesuwając dłonią po oparciu krzesła, oznajmił   radosnym tonem.

“Tu, w Montrealu, odkryłem moją nową pasję muzyczną- jazz. Dla mnie muzyka to życie. Zaraz coś wam pokażę…”

Z ropromienioną twarzą pochylił się nad stolikiem komputerowym i  zdecydowanym gestem odgarnął opadające na policzek długie, kręcone włosy.

“Popatrzcie i posłuchajcie,” wskazał na ekran, na którym pojawiła się skąpana w technikolorze jazzująca grupa.

“ To nasz koncert z zeszlego lata. Gralismy wtedy na West Island. Mój dziadek też był muzykiem, nikt nie grał Laiko lepiej od niego. Serio.”

911px-Flag_of_Greece_(parade).svg

Zamyślił się, zakreślił dłonią w powietrzu niewielkie koło i dodał  jakby od niechcenia.

“Czasy w Grecji sie zmienily. Grecy już nie rządzą swoim krajem,” i dostrzegłszy zakłopotanie na twarzach słuchających, szybko zmienił temat.

“A propos czwartkowej imprezy, nie będę mógł przyjść. W tym czasie będę oglądał moją córkę na szkolnym przedstaweniu, w roli…Jona Travolty.”  i  pośpieszył z wyjasnieniem.

“ Córka jest w greckiej szkole, a tam klasy są podzielone na żeńskie i męskie. Któraś z dziewcząt musiała zagrać Johna …”

Wykonał kilka kolejnych, kolistych ruchów dłonią jakby starając się rozwiać zakłopotanie.

GREEK_FEST_10_t607

 “Kiedyś, jeszcze w Grecji odwiedziłem dziadka Phelixa. Był zawsze uśmiechnięty, zadowolony z życia. “Ella!”,  wołał i grał na bouzouki. Twierdził że szczęście mu dopisuje. A teraz… rodzina z Grecji dzwoni i mówi że mi sie w życiu powiodło, bo mieszkam w Montrealu. No… imię mam po dziadku, Felix,czyli szczęściarz.”

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher