DSC_0077

Mój kraj nie jest krajem,to jest zima

Poemat “Mój kraj” został skomponowany w 1964 roku przez Gilles Vigneault (muzyka i teksty), utwór został More »

DSC_4548

NA SZCZUPAKA DO PRZERĘBLA

Łowienie ryb spod lodu jest kanadyjskim zwyczajem odziedziczonym od Indian. Wędkowanie pod lodem inaczej zwane też More »

70653612

Anioł był…

Anioł był wczoraj bardzo wczesnym rankiem Nazywał się Jan lub Joanna… nie pamiętam dokładnie Tomek z More »

Bałwan

Bałwan ze śniegu

Bolesław Leśmian ( 1877-1937) najbardziej skrajna indywidualność twórcza literatury polskiej XX wieku. Leśmian postrzega świat w More »

El-Che_3

Mauzoleum terroryzmu

Komunistyczny rząd Kuby nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedykolwiek zostaną odkryte zwłoki Ernesto Che More »

_DSC0079

Pola chwały

Pole Chwały (fr;Champ d’honneur) znajduje się w Pointe-Claire na obrzeżach Montrealu. Jest to miejsce spoczynku zarezerwowane More »

Puste Miejsca

Puste miejsca Do przeszłości często powracam. Przybywam. I jak gość nieproszony, pokornie O jałmużnę wyciągam rękę… More »

_DSC0511

Jesień  w dolinie  łagodności

Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalistycznych, która rozwijała się począwszy od V w. p.n.e., a jej punkt More »

atom_bomb_nuclear_weapon_nuke_sticker-p217734592870808075envb3_400

Bunkier premiera Diefenbakera

W odległości 35 kilometrów od stolicy Kanady; Ottawy w miejscowości Carp, 30 metrów pod ziemią znajduje More »

mont saint- sauveur 2008 011

United colors of quebec

Na północ od Montrealu, jakieś 45 minut jazdy samochodem zaczyna się masyw Gór Laurentyńskich. Są to More »

DSC_0920

Kurtuazyjna wizyta Ambasadora Honorowego Polonii Quebeckiej w Montrealu

W dniach 3-4 września gościł w Montrealu Ambasador Honorowy Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg Quebek, Pan Bogusław More »

192312

JAN KIEPURA, 1902-1966 – NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI TENOR

Z Martą Eggerth, żoną artysty rozmawia Piotr Wiesław Grajda, czerwiec  1989 W sierpniu tego roku przypada More »

DSC_0349

Robert Pludowski-malarz. Największy mistrz sztuki współczesnej, wierny kontynuator ekspresjonizmu abstrakcyjnego.

Robert Pludowski jest Polakiem mieszkającym w Montrealu. Jest artystą malarzem. Jest właścicielem galerii sztuki Christo Stefanoff More »

Capture d’écran 2016-08-17 à 15.58.38

Pokaz filmu pt. Ojcu

Polonia montrealska będzie miał okazję obejrzeć długo oczekiwany film pt. “Ojcu” polonijnych producentek filmowych Liliany Komorowskiej More »

1023x682_o0vyd8

Niewinne

Oparty na prawdziwej historii najnowszy film Anne Fontaine, autorki pamiętnych „Coco Chanel” i „Dziewczyny z Monaco”. More »

DSC_0007

Zdeptane Buty Felixa

Felix Leclerc urodził się 2 sierpnia 1914 roku w małej górskiej miejscowości La Tuque w kanadyjskiej More »

Mynarski

Andrew Mynarski, polsko-kanadyjski heros

06 czerwca tego roku minęła 72 rocznica alianckiej inwazji we Francji, znanej pod nazwą Lądowania w Normandii More »

corrida_de_juillet

Milczenie byków

Aria torreadora, po polsku bardziej znana jako „Zabiłem byka”, pochodzi z opery „Carmen” Georges’a Bizeta. Jest toastem na cześć More »

Sonety Emigranta : 1

Sonet Ta kraina powraca w moich snach intymnych Porzucona ,powiedziałbyś… zdradzona Ta kraina, których jezior nie More »

ralph_modjeski_1

Ralph Modjeski-największy budowniczy mostów w Ameryce

Rudolf Modrzejewski urodził się w Bochni (Salzberg) 27 stycznia 1861 r.w  ówczesnej Galicji pod zaborem austriackim.  Rodzicami Ralpha More »

canadian art

Dzieła rozczochrane. Jean-Paul Riopelle

Jean-Paul Riopelle,malarz,rzeźbiarz kanadyjski urodzony w Montrealu 07 października 1926,zmarł 12 marca 2002 r. w Saint-Antoine-de-l’Isle-aux-Grues. Już More »

st-jea10

Św Jan Chrzciciel w kolorze blue

Każdego roku w kanadyjskiej prowincji Quebec, dzień 24 czerwca jest niezwykle ważnym dniem ,kiedy to jest More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

DSC_1344

Ostatni dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Prezydent Andrzej Duda w środę 11 maja w Ottawie podczas spotkania z Gubernatorem Generalnym Kanady Davidem More »

DSC_0061

Srebrny jubileusz kapłaństwa Ojca Darka

W niedzielę, 22 maja 2016 miała miejsce uroczysta msza św. poprzedzająca bankiet z okazji jubileuszu 25 More »

DSC02035

Jakub Muda z trasy. Kierunek: Kosmos. Wywiad

Jakub Muda, ur w 1993 r. w Warszawie, mieszkaniec Montrealu, student Concordia University na kierunku chemia More »

DSC_1234

Drugi dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Podczas drugiego dnia  wizyty Prezydent RP spotkał się w jednostce wojskowej w Petawawie z grupą żołnierzy More »

zolnierze_wykleci-znak

Projekcja filmu o Żołnierzu Niezłomnym ps. Zapora

Klub Gazety Polskiej w Montrealu im. prof. Józefa Lityńskiego we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej w More »

DSC_0916

Prezydent Andrzej Duda w kanadyjskiej jednostce wojskowej

W czasie oficjalnej wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie w dniach 9-11 maja 2016 odbyło się More »

134362_czerwone-maki-zboze

“CZERWONE MAKI” ZAKWITŁY W NOCY…

“CZERWONE MAKI”  ZAKWITŁY W NOCY… Archiwalna Rozmowa z Feliksem Konarskim, Ref-Renem (1907-1991) Autor:Piotr Grajda, Toronto Kolejna More »

Category Archives: Muzyka

JAN KIEPURA, 1902-1966 – NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI TENOR

192312

Z Martą Eggerth, żoną artysty rozmawia Piotr Wiesław Grajda, czerwiec  1989

W sierpniu tego roku przypada 50-ta rocznica śmierci legendarnego polskiego tenora Jana Kiepury. Przez całe życie mieszkał na emigracji – zmarł nagle na atak serca w swoim domu w Rye pod Nowym Jorkiem 15 sierpnia 1966 roku…Przypominamy postać Jana Kiepury w archiwalnym wywiadzie z jego żoną, Martą Eggerth (1912-2013). Rozmowa została przeprowadzona przez naszego współpracownika Piotra Grajdę w 1989 roku, po pamiętnym występie Marty Eggerth w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie. 

JanKiepura_06_1945_MartaEggerth

Fot: Marta Eggerth i Jan Kiepura w 1945 roku po sukcesach w wystawianej na nowojorskim Broadway’u operetki “Wesoła Wdówka”

(…) Takiego koncertu w londyńskim POSK (Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym) nie było dawno. Sala teatralna była wypełniona do ostatniego miejsca. Wszystkie bilety były wyprzedane niemal pierwszego dnia po ukazaniu się zapowiedzi koncertu sławnej śpiewaczki i aktorki węgierskiego pochodzenia Marty Eggerth oraz jej syna, pianisty Marjana Kiepury.

Kto nie widział filmów z Martą Eggerth, która występowała u boku swojego męża Jana Kiepury? Kto nie słyszał ich duetów! Oboje stali się legendą już w pierwszym okresie swojej kariery, w latach 30. Wielka popularność zawdzięczali nie tylko swojemu talentowi wokalnemu, ale także swojej wielkiej hojności i szlachetności. Niejednokrotnie dawali koncerty na cele społeczne i podkreślali przywiązanie do Polski. Tak jest też obecnie. Caly dochód z londyńskiego koncertu został przeznaczony na fundusz pomocy Polakom przebywającym na terenie Związku Sowieckiego.

Koncert przebiegał przede wszystkim pod znakiem muzyki Fryderyka Chopina, którego Marjan Kiepura jest wielkim miłośnikiem. Grał on walce, mazurki, polonezy – tak bardzo przywołujące w świadomości każdego z nas Ojczyznę. Marta Eggerth zaśpiewała kilka chopinowskich pieśni. Były tez trzy pieśni Franciszka Liszta. Nie obyło się oczywiście bez bisów. Po koncercie, w krótkiej rozmowie Marta Eggerth odpowiedziała na kilka pytań…

192312

Fot: Pomnik Kiepury w Krynicy.

Piotr Grajda: Dzisiejszy koncert to wydarzenie szczególne, jak doszło do niego i jak odbiera Pani polską publiczność?

Marta Egerth: Przyjechałam obecnie do Europy na koncerty w Niemczech, Austrii i Polsce, gdzie właśnie uczestniczyłam w Festiwalu Muzyki Operowej im. Jana Kiepury, który za sprawą niezwykle przedsiębiorczego Bogusława Kaczyńskiego, corocznie odbywa się na terenie pięknego zamku w Łańcucie. Będąc tak blisko Londynu nie mogłam ominąć tego miasta i nie wystąpić dla was – tym bardziej ze dochód z koncertu  jest przeznaczony na tak ważny cel. Wy, Polacy, jesteście wspaniałą publicznością i wspaniałym narodem. Wzrusza mnie wasza serdeczność otwartość. Serce moje jest zawsze z wami wszystkimi, gdziekolwiek jesteście!

Wystąpiła Pani dzisiaj razem ze swoim synem Marianem Kiepurą. Czy często macie Państwo wspólne występy i czy drugi syn, Jan, jest również utalentowany muzycznie?

W ostatnim czasie występuję z Marianem często – przede wszystkim w Ameryce, ale nie tylko. Obecnie nasze koncerty w Europie są również wspólne. Obaj synowie poszli w ślady rodziców. Młodszy syn, Marjan, studiował grę na fortepianie, natomiast starszy, Jan, uczył się śpiewu. Występuje on teraz w Stanach jako śpiewak i piosenkarz.

Pani Marto, pisali dla Pani muzykę bardzo znani kompozytorzy jak choćby sam Franz Lehar czy Robert Stoltz. Występowała Pani w filmach z różnymi znakomitymi artystami, między innymi z Judy Garland w filmie “For Me And My Gal” z 1942… Wszystkie Pani role były wspaniałe, jednak najbardziej zapamiętana Pani rola to tytułowa z operetki “Wesola Wdówka” Lehara, w której występowała Pani razem z mężem Janem Kiepurą jako hrabia Daniło. Przedstawienie cieszyło się ogromną popularnością na nowojorskim Broadway’u, a także na wyjazdach. Ogólnie, przedstawienie to grane było ponad 2000 razy! To niebywałe. Na czym polegal sukces Waszej “Wesołej Wdówki”?

Wystawienie tego spektaklu na Broadway’u w latach 40. miało już od początku posmak sensacji, ponieważ było to nasze prywatne przedsięwzięcie… Producentami, a jednocześnie głównymi wykonawcami byliśmy my sami – Jan i ja. Mąż wynajął reprezentacyjny Majestic Theatre na 44 ulicy w samym teatralnym centrum, zebrał obsadę, orkiestrę, sam przeprowadzał próby. Było to przedsięwzięcie dosyć ryzykowne – trzeba było zainwestować duże pieniądze, a konkurencja w Nowym Jorku była, tak jak i teraz, bardzo duża. Wszystko zakonczyćc mogło się klapą i plajtą. Później okazało się, że ten “element ryzyka” sprawił, że nasza publiczność powiększyła się. Ludzie chcieli zobaczyć tych “ryzykantów”.

Poza tym, nazwisko męża, jako śpiewaka operowego było już w tym czasie dosyć znane i niecodziennym było, że właśnie znany śpiewak operowy będzie wystepował w operetce… Były także w naszej “Wesołej Wdówce” elementy specjalne, nie prezentowane w innych wystawieniach. Elementem takim był na przykład bardzo polski accent w ostatniej scenie “U Maxima”, gdzie Janek śpiewał po polsku Kujawiaka Wieniawskiego. Zawsze powodowało to wielkie owacje i bisy. Publiczność była bardzo ciekawa tej naszej “Wesołej Wdówki” i rzeczywiście był to nasz wielki sukces. Po zakończonych występach na Broadway’u przyszły międzynarodowe tournee. Przez wiele lat jeździliśmy z tą operetką po całych Stanach, Kanadzie i Europie.

Wiadomo, że przez pewien czas po osiedleniu się w Stanach nie mieszkała Pani razem z mężem, jako że wasze kariery zawodowe związane były z dwoma odległymi krańcami Ameryki. Nie był to chyba łatwy okres w Pani życiu?

Gdy w 1938 Jan podpisał swój pierwszy kontrakt z Metropolitan Opera w Nowym Jorku, przenieśliśmy się z Europy właśnie tam. Ale potem ja dostałem kontrakt z wytwórnią MGM i musiałam wyjechać do Los Angeles. Zatem Jan mieszkał i śpiewał w Nowym Jorku, a ja grałam w hollywoodzkich filmach muzycznych w Kalifornii. Była tam duża konkurencja. W Europie uchodziłam już wówczas za znaną artystkę, jednak w Ameryce niewielu znało moje nazwisko, moje filmy i możliwości. I choć występowałam w amerykańskich produkcjach filmowych z takimi gwiazdami jak Judy Garland i Gene Kelly, to nigdy nie miałam szansy na zagranie pierwszoplanowej roli, tak jak w Europie… Było to oczywiście powodem ogólnego niezadowolenia i braku artystycznej satysfakcji. Poza tym, oboje z Janem bardzo żle znosiliśmy rozłąkę – ostatecznie zostawiłam więc Hollywood i wróciłam z Los Angeles do Nowego Jorku.

Wkrótce potem, w 1943 narodził się pomysł wystawienia naszej “Wesołej Wdówki”, która nie tylko pozwoliła nam nadal pracować – śpiewać i grać, ale także, a może przede wszystkim pozwoliła nam ponownie zamieszkać i być razem. Wystawienie tej operetki było zatem nie tylko sukcesem artystycznym ale również, na swój sposób, sukcesem osobistym.

Na temat życia Pani męża, Jana Kiepury ukazało się wiele publikacji. Czy uwaza je Pani zawsze za zgodne z prawdą?

Bardzo wielu ludzi interesowało się życiem Jana i interesuje się nim nadal. Każdy patrzy na to życie trochę inaczej i interpretuje pewne fakty na swój sposób. Zdarzają się nieścisłości lub przemilczenia, które mogą mnie drażnić, ale nie lubię o tym mówić…

A może jednak?

Często się słyszy, że Kiepura bardziej od opery pokochał pieniądze… Mąż był śpiewakiem, ale był także wspaniałym organizatorem i biznesmenem. Między innymi, dzięki temu mogliśmy wystawić “Wesołą Wdówkę”. Jak już wspominałam wcześniej, wszystkie koszty pokrywane były przez nas, bo mąż wiedział jak zadbać nie tylko o artystyczną, ale także o finansową stronę przedsięwzięcia. Dzięki temu mieliśmy artystyczną niezależność i nie musieliśmy prosić o dotacje…

Nie chcę się w jakikolwiek sposób teraz chwalić, ale prawda jest taka, że razem z mężem braliśmy zawsze bardzo chętnie udział w charytatywnych i dobroczynnych koncertach i występach, za które nie otrzymywaliśmy ani grosza… Dochody szły na budowę szkół, kościołów, muzeów, pomoc dla emigrantów i potrzebujacych w Polsce. Nigdy się z tym nie obnosiliśmy… i być może, właśnie dlatego czasami nie pamięta się już o tym. Jan był niezwykłym patriotą, mieszkającym z dala od Polski, ale kochającym swoją ojczyznę ogromnie – mimo, że ojczyzna ta zabrała mu po wojnie cały jego dorobek, włącznie ze znanym hotelem Patria w Krynicy, który został upaństwowiony i pozbawiono nas do niego wszelkich praw.

JanKiepura_15_Circa1937_MartaEggerth_KrynicaPatria_2

Fot: Martha Eggerth i Jan Kiepura przed wybudowanym przez siebie, sławnym hotelem Patria w Krynicy, 1937

Gdzie obecnie Pani najczęściej przebywa i co robi, jeżeli chodzi o muzykę?

Najczęściej i najchętniej przebywam obecnie po prostu w swoim domu, który razem z mężem kupiliśmy w 1957. Jest on położony w oddalonym o 50 km na północ od Nowego Jorku miasteczku Rye. Spędziłam w tym domu najwspanialsze lata swojego życia – razem z Janem i później po jego śmierci, gdy wychowywali się tam nasi synowie. Bardzo dużo się w tym domu wydarzyło i jest to dla mnie miejsce bardzo drogie, pełne nostalgii i wspomnień gdzie czuje się najlepiej.

Warto może tu także wspomnieć, że Rye położone jest zaledwie o kilka kilometrów od miejscowości Port Chester, gdzie znajdowało się i nadal działa niewielkie polskie centrum kultury – “Dom Narodowy Polski”. Dzięki “Domowi Polskiemu” mieliśmy stały kontakt z Polakami i polskością. Bywaliśmy tam często przy okazji świat i różnych innych uroczystości – Jan zawsze chętnie śpiewał tam dla Polaków…
Jeżeli natomiast chodzi o teraźniejszość i o to co obecnie robię, to nadal cały czas staram się być aktywna i wciąż występuje. W ostatnim czasie śpiewałam w Stanach Zjednoczonych w dwóch musicalach, “Colette” Harvey Schmidta i Toma Jonesa, który wystawiany był w Denver oraz w “Follies” Stephena Sondheima w Pittsburghu. Brałam także ostatnio udział w kilku telewizyjnych widowiskach zarówno w Ameryce jak i w Europie.

Kiepura_Poster_Warsaw1958_3

Fot: Jan Kiepura podczas wizyty w Polsce w 1958 roku – śpiewa na powitanie na stopniach samolotu

Energii, wigoru, pasji i zapału do pracy, mógłby Pani pozazdrościć nie jeden artysta, że już o wspaniałym wyglądzie nie wspomnę… Co robić, aby być w takiej znakomitej formie, mimo upływu lat?

Przede wszystkim nie należy mówić i myśleć o tych upływających latach! Koniec, nie ma tematu upływu lat i starzenia się! Nie rozmawiam i nie myślę o tym. Poza tym, po prostu zwyczajnie staram się dbać o zdrowie, ale bez zbędnej przesady. Nie palę i nie nadużywam alkoholu – burzliwe życie nocne, wbrew temu co widzi się na scenie w “Wesołej Wdówce”, to też nie moje upodobania. Nie forsuję głosu, zwłaszcza w dzień koncertu. Jestem też ostrożna, co do tak popularnych obecnie, systemów centralnego chłodzenia i klimatyzacji. Nagle zmiany temperatury nie są dobre dla nikogo, zwłaszcza dla kogoś kto śpiewa, gdyż potrafią bardzo radykalnie podrażniać gardło. U siebie w domu nie mam klimatyzacji – otwarte okna i naturalne świeże powietrze służą mi najlepiej…

Pani Marto, bardzo dziękuje za rozmowę, ciepłe słowa pod adresem Polaków i niezapomniany koncert… Życzę nadal tej wspanialej werwy życiowej i wielu kolejnych, udanych występów.

 

Autor: Piotr Grajda z Toronto

Londyn – Anglia, czerwiec 1989

Marta Eggerth zmarła 26 grudnia 2013 w swoim domu w Rye, w wieku 101 lat. Pochowana została na miejscowym cmentarzu Greewood Union Cemetery w Rye, NY. Jan Kiepura zmarł 15 sierpnia 1966, w wieku zaledwie 64 lat. Jego ciało zostało przewiezione do Polski i pochowane na Warszawskim Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych.

Więcej na Stronie Internetowej: http://stefanbatoryoceanliner.weebly.com/celebrities-iv.html

 

Montrealski Salon Poezji. Dobre słowo, muzyka, śpiew i…urodziny

sal-1

Kolejna edycja Montrealskiego Salonu Poezji, miała miejsce w budynku Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji w Montrealu w czwartek, 28 kwietnia 2016 roku. Montrealski Salon Poezji tym razem został poprowadzony w kameralnej atmosferze. Zbiegło się na tą okazję kilka bardzo ważnych wydarzeń w światku kulturalnym Polonii montrealskiej. Po pierwsze: Zbigniew Herbert, którego poezja jest ponadczasowa, jest odrębna, jest jakby wyobcowana, progresywna, awangardowa, prozaiczna, śmieszna, filozoficzna, apostroficzna, inwokacyjna, melancholijna, dojrzała, przemyślana, refleksyjna… i tu odpuszczam z mojego bogactwa przymiotników, którymi można, lub nie można a nawet nie należy opisywać poezji Herberta. Poezja Zbigniewa Herberta najlepiej opisuje siebie samą poprzez własne wersy. Po drugie; była Muzyka przez wielkie M w wykonaniu Justyny Gabzdyl, wirtuoza fortepianu i pani pedagog. Po trzecie; były skrzypce szlochające, zabłąkane, trafiające w polską melancholię w wykonaniu Katarzyny Fraj i śpiew barytona, poligloty Igora Mostovoia, który śpiewał w czterech językach. Lecz bardzo ważnym, najważniejszym należy podkreślić elementem tego wieczoru były urodziny Liliany Komorowskiej, gwiazdy filmowej, członkini zarządu Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręg Quebek ,Przewodniczącej Komisji ds. Kultury (polonijnej Minister Kultury prowincji Quebek) i równorzędnie, podkreślono to nad wyraz rodzinnie i ciepło; urodziny polonijnego mecenasa sztuki Par Excellence, pana Andy Chelminski, który również świętował swój okrągły jubileusz. Poniższe zdjęcia wprowadzą Szanownych czytelników w atmosferę tego wydarzenia.

DSC_0224 Liliana Komorowska, uroczyste otwarcie Montrealskiego Salonu Poezji.

DSC_0230 Słowo wygłoszone przed publicznością i poprzedzające spektakl przez prof. Latek, Prezesa Polskiego Instytutu Naukowego

DSC_0236 Od lewej: prof.Adam Skorek, Prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej Okręg Quebek, pani Konsul Aleksandra Kucy

DSC_0244 Przemówienie Michała Faleńczyka, Konsula RP w Montrealu

DSC_0248 Prezes KPKOQ mówi w towarzystwie swojego najlepszego ministra kultury

DSC_0254 Justyna Gabzdyl

DSC_0261 DSC_0265 W centrum, prof. Włodzimierz Krysiński,znawca poezji, ekspert poezji Herberta i Miłosza. Wybitny znawca nurtu Polskiej Szkoły Poezji. Zbigniew Herbert był nominowany do poetyckiej Nagrody Nobla. Prof. Krysiński złożył serdeczne gratulacje Lilianie Komorowskiej i podziękowania za doskonałą interpretację jego wierszy. Prof. Krysiński uznał, że Liliana Komorowska jest najlepszą NA ŚWIECIE interpretatorką poezji Herberta.DSC_0274 Liliana Komorowska, w swojej najlepszej formie aktorskiej, interpretującej nieokiełznanego Herberta, z lekkością ważki lub motyla…

DSC_0277 Kasia Fraj

DSC_0284 Sala WPHI , ozdobiona dziełami Marka Żółtaka.

DSC_0304 Liliana z plakatem wielkiego polskiego poety-filozofa Z. Herberta

DSC_0309 DSC_0311 Igor Mostovoi, baryton

DSC_0323 DSC_0334 Igor w apogeum swoich wokalnych możliwości

DSC_0336 Justyna skupiona

DSC_0341 Na koniec kwiaty

DSC_0345 DSC_0348 DSC_0352 Prezes KPKOQ, przekazał dla Andy Chelminski, tę oto butelkę, żubrówkę, która jest dobra na dobre i złe chwile :)

DSC_0359 Prof. Adam Skorek & Andy Chelminski

DSC_0362 Sto lat, sto lat zawtórował Skorek i dopomogła mu w  tym pani doktor fortepianu, Justyna Gabzdyl na cztery ręce przy akompaniamencie Kasi Fraj z jej nieodłącznymi skrzypcami.

DSC_0370 Przedstawicielka młodzieży polonijnej, Diana Skaya o polsko-armeńskim temperamencie, która  złożyła  w imieniu najmłodszej polonijnej generacji życzenia Andy’emu Chelminski z okazji jego XX okrągłego jubileuszu.

DSC_0376 DSC_0387

Koniec repotrażu. Wieczór był niezwykle budujący. Jest siła i pasja w narodzie, ponieważ ludzie się śmieją, wzruszają i się złoszczą, się kochają. Wieczór Montrealskiego Salonu Poezji, ten osobliwy, ostatni pozostanie w pamięci jako doskonały. A Liliana Komorowska i jej okrągłe XX lat ???, oraz Andy Chelminski i jego XX lat ???? Jest OK.  Jak ćwierkają w konarach drzew,moje ulubione  ptaszki-świergolaszki, ludzie o młodych i pięknych sercach są postrzegani przez mijający czas przychylnym bardzo okiem. :)

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: Zbigniew Wasilewski

Ambicje Patrycji – Wywiad z Patrycją Chmurzyńską

Patrycja

Patrycja-Julia Chmurzyńska, ur, 28 października 1996 r. w Montrealu. Aktualnie kończy ostatni semestr w średniej szkole muzycznej École de Musique Vincent-d’Indy, a jesienią rozpoczyna studia na uniwersytecie Montrealskim na wydziale muzyki z profesorem Paul Stewart. Oprócz muzyki, uwielbia gotować, piec, lubi naukę języków obcych, biegle włada czterema językami: polskim, angielskim, francuskim i hiszpańskim. W przeszłości uczyła sie także języka włoskiego i japońskiego. Rodzice Patrycji przylecieli do Kanady między 1980 a 1982 rokiem i poznali się w Montrealu. Ma również starszego o dwa lata brata Alexandra, który obecnie studiuje i jest żołnierzem Armii Kanadyjskiej.

WYWIAD :

Zbigniew Wasilewski : Witaj Patrycjo w Kronice Montrealskiej. Jest mi ogromnie miło gościć ciebie na łamach Kroniki Montrealskiej, tym bardziej, że jestem od kilku lat świadkiem twojej ewolucji artystycznej. Pamiętam twoje pierwsze odważne, czasami nieporadne kroki w domenie artystycznej i jestem pełen podziwu dla twojej wielkiej siły, talentu i wiary w sukces. Powiedz proszę, po pierwsze skąd u ciebie pojawiło sie to zacięcie artystyczne i dlaczego wybrałaś fortepian ?

Patrycja Chmurzyńska : Witam Pana oraz czytelników Kroniki bardzo serdecznie. Sztuka interesowała mnie od zawsze, lubiłam malować, gotować ale nigdy nie przywiązywałam do tego większej wagi. Długo marzyłam aby zostać chirurgiem, i jeszcze po rozpoczęciu gry na fortepianie 5 ½ roku temu, ciągle o tym marzyłam. Natychmiast to nie przyszło: raczej stopniowo. Myślę że właśnie te występy które miałam w Konsulacie RP w Montrealu czy w szkole średniej budowały we mnie jakąś nową determinację. Pewnego dnia poszłam na “pierwszy koncert klasyczny “ w moim życiu w 2010 r ! Był to koncert Jana Lisieckiego. Podziwiałam tego młodego artystę. A wracając do domu czułam, że się trochę w moim życiu zmieni ponieważ powiedziałam rodzicom że również i ja chcę gra¢ na fortepianie. Jeśli taki młody wirtuoz jak Jan Lisiecki daje sobie radę to dlaczego ja nie miałabym sobie poradzić? Nie umiem Panu odpowiedzieć dlaczego wybrałam fortepian. Wówczas grałam w szkole na flecie, a naszym domu było pianino. No i tak się zaczęła moja przygoda z fortepianem.

Patrycja,Lisiecki

04 maj 2015, z Janem Lisieckim po jego koncercie w Montrealu

Z.W : Masz zaledwie 19 lat i wiesz z całą pewnością, że to jest twoje powołanie ? Muzyka ? Czym jest dla ciebie muzyka ? Jak ty potrafisz określić muzykę ?

P.C : Muzyka jest moją pasją i kocham to co robię. Tyle czasu nad tym poświęcam i chcę jak najbardziej się w tym doskonalić i kształcić. Mam wielkie szczęście że od początku trafiałam na tak doskonałych nauczycieli (m. in: Pana Mikołaja Warszyńskiego a następnie Panią Justynę Gabzdyl) i przy nich mogłam się bardzo dużo nauczyć w tak krótkim czasie. Z pewnością zauważyli  coś we mnie czego ja jeszcze nie wiedziałam ani nie znałam u siebie i wykorzystali to- na lepsze oczywiście. W moim przypadku, muzyka definiuje to kim jestem. Muzyka określa właśnie to czego słowa nie potrafią określić. Jest uniwersalnym językiem, dociera do WSZYSTKICH ludzi i to właśnie jest piękne.

 

10999767_832421436831463_4539740008274864824_o

13-02-2015, dwa dni przed pierwszym koncertem w słynnej Carnegie Hall w Nowym Jorku

Capture d’écran 2016-04-08 à 10.50.26

Ćwiczenia i koncerty w szkole muzycznej École de musique Vincent d’Indy (w sali im. Cécile-Romaine)

Z.W : Od kiedy postanowiłaś, że poświęcisz się całkowicie muzyce. W jaki sposób objawiło się w twoim przypadku to powołanie dla sztuki ?

P.C : Przychodziło to bardzo stopniowo na co nawet nie zwróciłam uwagi. Ale nigdy się dwa razy nad tym nie zastanawiałam. Jak sobie coś postanowiłam, robiłam wszystko aby osiągać swoje cele. Nie było to łatwe, jak to już Pan wspominał. Były potknięcia, porażki, ale nigdy się nie poddawałam. To były tylko początki, nie mogłam się przy tym załamywać! Wiadomo że łatwo nic nie przychodzi. Więc godzinami pracowałam, dwie godziny przed szkołą, a po powrocie dalej grałam. Potrafiłam od sześciu do ośmiu godzin dziennie ćwiczyć (szczególnie w wakacje). Teraz w wyższej szkole nauka mi na tyle nie pozwala, niemniej uczę się metodycznie i analizuję utwory co mi dużo pomaga w szybkim zapoznaniu się i odczytywaniu danych utworów. Im więcej się uczę tym bardziej moja pasja do muzyki wzrasta. Motywuje mnie i sprawia, że pragnę grać. Dostałam się do średniej szkoły muzycznej a teraz na uniwersytet-osiągając kolejny cel.

Z.W : W twoich pierwszych zetknięciach z fortepianem miałaś doskonałych nauczycieli, wirtuozów tego instrumentu w Montrealu, to jest; dr. Mikołaj Warszyński oraz wspaniała pianistka montrealska, pedagog oraz wirtuoz fortepianu dr. Justyna Gabzdyl. Co możesz powiedzieć o tych swoich pierwszych nauczycielach ?  Czy uważasz, że mistrzowie fortepianu są potrzebni aby zachęcić lub odkryć w sobie talent, który ty posiadasz… zostało to przecież potwierdzone wysokim wyróżnieniem jakim jest złoty medal konkursu Crescendo International Music Competition.

12651372_10208568026224923_3403822210648737522_n

Styczeń 2016, po koncercie w Carnegie Hall

P.C : Dziękuję bardzo ! Uważam,  że każda osoba może zachęcić ucznia do gry. Ale nie każdy wie jak wzbudzić motywację u ucznia. Miałam szczęście, że od początku spotkałam i mam tak doskonałych nauczycieli. Jestem bardzo cierpliwa, a oni jeszcze bardziej. I za to jestem im bardzo wdzięczna! Na pewno bez dobrych nauczycieli bym się tak daleko nie dostała. Od początku się angażowali i widzieli moje możliwości. Obowiązek ucznia to jest uczenie się od mistrza. A nie ma lepszego przykładu niż chodzenie na ich koncerty aby utrwalać wiedzę.

Z.W : Oprócz złotego medalu w tym konkursie nagrodą była również możność zagrania na twoim instrumencie w Carnegie Hall…. Oprócz moich wyrazów uznania za ten wyczyn, którego niestety nie dostąpią wszyscy marzący o karierze pianisty, chciałbym się dowiedzieć jak ty zareagowałaś na taką możliwość. Carnegie Hall marzy się przecież wszystkim pianistom na całym świecie a ty występowałaś tam już dwa razy. Powiedz proszę troszkę więcej na ten temat.

P.C : Bardzo dziękuję! Samo zagranie było wielkim zaszczytem. Przeżyłam dużo wrażeń! Sala koncertowa jest bardzo piękna i była wypełniona tego wieczoru. Wówczas grałam dopiero 4 lata, i nigdy mi przez myśl nie przeszło że mogłabym tam w ciągu najbliższych  dziesięciu lat zagrać.  Więc jak się dowiedziałam że zdobyłam pierwsze miejsce z wrażenia zaniemówiłam jak również nie przypuszczałam że znowu za rok tam się pojawię. Tak wiele osób o tej sali marzy, a ja miałam okazję już drugi raz tam zagrać! Oczywiście za drugim razem byłam już o wiele mniej stremowana. ale mimo wszystko, nie brakowało wrażeń z udanego koncertu!

1501718_10206941375039660_6795572106880450821_n

Marzec 2015. Filharmonia montrealska na Place des Arts przed koncertem Orchestre Metropolitain

Z.W : Patrycjo, kiedy Polonia montrealska będzie mogła usłyszeć ciebie na żywo ? Czy masz jakiś przewidziany koncert w tym sezonie w Montrealu ?

P.C : Na żywo w Montrealu ? Niestety nie. Na razie nic wielkiego się nie szykuje. Mam w szkole czy nawet poza szkołą różne mniejsze występy i koncerty. Obecnie skupiam się przede wszystkim nad rozszerzeniem repertuaru. Przecież gram dopiero  od ponad pięciu lat… A to co się szykuje na ten sezon to wyjazd do Polski  jako wolontariuszka  podczas Światowych Dni Młodzieży. To wydarzenie również  będzie dla mnie wielkiem przeżyciem !

Z. W : Zdradź, proszę czytelnikom Kroniki Montralskiej jakie są twoje marzenia związane z twoją karierą i pasją.

P.C : Grać, grać i tylko grać. Na małych jak i na wielkich koncertach, kto wie, może jeszcze kiedyś w Polsce zagram (co jest również moim wielkim marzeniem)… Chcę brać udział w coraz bardziej imponujących konkursach oraz rozszerzać swój repertuar. A moim NAJWIĘKSZYM marzeniem jest zagranie koncertu fortepianowego e moll Fryderyka Chopina z orkiestrą. Ale to jeszcze trochę czasu może zająć. ;)

Patrycja,Kargula

Wywiad w Radio 1280AM CFMB, Radio Montreal, z Krystianem Kargulą

Patrycja,radio

Podczas wywiadu w studio radiowym CFMB 1280 Radio Montreal

Z.W : Dziękuję serdecznie za udzielenie mi tego wywiadu. Życzę ci z całego serca aby twoja pasja stała się najwspanialszą receptą na całe twoje życie oraz abyś będąc szczęsliwa obdarowywała szczęsciem innych melomanów.  Wszystkiego dobrego J

P.C :Cała przyjemność po mojej stronie! Bardzo dziękuję Panu za miłe słowa, za czas i za ten wywiad.  Pozdrawiam Pana oraz czytelników Kroniki Montrealskiej bardzo serdecznie ! :)

Patrycja-Julia Chmurzyńska

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: nadesłane do redakcji

Katarzyna Musiał – pianistka, założycielka festiwalu Stella Musica. Wywiad

Capture d’écran 2016-03-10 à 20.05.17

Polska pianistka Katarzyna Musiał, obecnie rezydująca w Kanadzie to – zdaniem Chicago Classical Review -„wielki talent obdarzony zdumiewającą techniką i interpretacyjną błyskotliwością”, koncertuje jako solistka, kameralistka, a także z orkiestrami w Ameryce Północnej, Europie i Azji. New York Concert Review określił jej grę jako „czystą rozkosz… cudownie przedstawioną… przejrzyście precyzyjną… interpretację, która sięgała emocjonalnej głębi przy harmonijnej kolorystyce”. Według Beijing Press Katarzyna Musiał to „pianistka, która oczarowuje swoich słuchaczy olśniewającą grą”. Dyrygent orkiestry New York Camerata Richard Owen uważa ją za jedną z najznakomitszych pianistów, jakich kiedykolwiek miał zaszczyt usłyszeć.

Katarzyna Musiał, należąca do elitarnego grona Artystów Steinway zdobyła pierwszą nagrodę na Bradshaw & Buono International Piano Competition (Nowy Jork, 2011), ponadto jest laureatką III Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. Krzysztofa Pendereckiego (Kraków), Kay Meek Competition (Vancouver), Nagrody im. Albana Berga przyznanej za najlepsze wykonanie jego utworów (Wiedeń) oraz Nagrody im. Philipa Cohena dla wyróżniającego się instrumentalisty (Montreal).

Ostatnie ważniejsze wydarzenia w karierze pianistki to: debiut w Carnegie Hall, trasa koncertowa po siedmiu największych chińskich miastach, występy na Olimpiadzie Zimowej w Vancouver, Międzynarodowym Festiwalu Beethovenowskim w Chicago, Festiwalu Tempietto w Rzymie i Festiwalu Music in the Mountains w Kalifornii; jako solistka koncertowała także z New York Camerata, Chicago Prometheus Chamber Orchestra, Toronto Sinfonietta, Orchestre Symphonique de L’Isle, McGill Chamber Orchestra, Ensemble Arkea oraz z Bielską Orkiestrą Kameralną na Inauguracji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Jana Sebastiana Bacha. Jej nowy album “Come dance with me” wydany przez wytwórnię Meridian Records otrzymuje bardzo pochlebne recenzje i jest grany w ponad stu stacjach radiowych, w tym w BBC (Wielka Brytania), CBC (Kanada), WQXR, WFMT (USA). Ponadto płyta została wybrana “CD of the week” WGBH w Bostonie i “Download of the week” KDFC w San Francisco.

Capture d’écran 2016-03-10 à 20.05.17

Lynn Rene Bayley w recenzji dla Fanfare Magazine pisze: „To niezwykła, zaskakująca i zachwycająca płyta… zagrana z niezwykle rzadko występującym połączeniem energii i elegancji. Ten rodzaj pianistyki, jaki prezentuje artystka stał się rzadkością w dzisiejszym szablonowym i napędzanym konkurencja świecie… to niezwykle fascynujący i przyjemny album bez wątpienia znakomitej artystki.” A Jerry Dubins podkreśla: „Katarzyna Musiał udawadnia, że artysta ma możliwość przekazania charyzmy poprzez swoją grę. Potrafiła dokonać tego, że każdy z utworów na płycie od początku do końca wciągał mnie, lub, jeśli wolicie, zniewalał – dzięki magicznemu, magnetycznemu sposobowi gry …Polecam nowy album Katarzyny Musiał z z wielkim entuzjazmem.”

Katarzyna Musiał zachwyca publiczność repertuarem, który obejmuje wiele różnych stylów od baroku do współczesności. W ramach zainteresowań muzyką komponowaną obecnie wykonywała utwory awangardowego kompozytora Jay Sydemana i miała światową premierę dedykowanej jej 35 minutowej suity fortepianowej “Nevada County Epitaphs” skomponowanej przez Marka Vance na festiwalu Music in the Mountains w Kalifornii.

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył się 13 marca 2015 r. w Montrealu.

WYWIAD :

Zbigniew Wasilewski : Witaj Kasiu, pozostały już tylko dwa dni do uroczystego koncertu drugiej już edycji Festialu Stella Musica. Czy tym razem towarzy ci mniejsza trema niż za pierwszym  razem?  Minął rok od pierwszego festiwalu, który był niezwykłym wydarzeniem. Czy ten rok potrafiłas wykorzystać aby rozbudować twój festiwal ?

Katarzyna Musiał : Ten rok był dla mnie szczególny, bo moja córeczka Victoria Anna skończyła  właśnie 3 miesiące i jej pojawienie się na tym świecie ma pewien czasowy związek z zeszłorocznym festiwalem,  ale i z obecnym,  z powodu nowych obowiązków, jakie zna każda mama. Do tegorocznych osiągnięć należy miedzy innymi nawiązanie współpracy z Universite de Montreal.

A trema? Ona towarzyszy artystom niemal jak cień, ale też ustawia właściwe proporcje między możliwościami a osiągnięciami, mobilizuje i dodaje napędu, jeśli nie jest oczywiście tak silna, że działa destrukcyjnie.

12800123_10153795845505218_397653272951552192_n

Z.W : Miałem przyjemność bycia na tym historycznym koncercie w ubiegłym roku i byłem oczarowany kreatywnością, wielorakim doborem dzieł z muzyki klasycznej. Sama prezentacja koncertu była nietuzinkowa ponieważ rozmieszczenie czasami wykonawców na balkonach jak to było w ubiegłym roku dodało dynamiki koncertowi. Dla mnie również w ubiegłym roku niespodzianką i odkryciem zarazem był mini recital na nieznanym dotychczas dla mnie instrumencie, na marimbie. Czy w tym roku będzie podobnie, czy szykujesz również jakąś niespodziankę ?

 K.M : Jest ich kilka, ale nie chcę wszystkich już teraz zdradzić. Powiem więc tylko, że będzie niespodzianka, jeśli chodzi o nieznane lub mało znane instrumenty, różnorodność programu i nietypowy dobór wykonawców, w tym kilku kobiet dyrygentów. Promujemy kobiety w muzyce, ale również młodych jeszcze studiujących muzyków  z Uniwersytetu Montreal. Jestem przekonana, że każdy słuchacz, nawet bywalec koncertów muzyki klasycznej odkryje coś nowego dla siebie i zapamięta koncert jako unikalny. Zapraszam więc  serdecznie w sobotę do Theatre Outremont o godz. 20.00

Z.W :  Tytuł festiwalu Stella Musica jest bardzo trafiony, jest przyjemny dla ucha, łatwy do zapamiętania i dobrze się kojarzy melomanom. Proszę nam przybliżyć źródło tej koncepcji. Czy jest to całkowicie twój oryginalny pomysł o wyeksponowaniu i promowaniu kobiet w świecie muzyki. Oczywiście będzie nam miło gdy nam zdradzisz co sie kryje za tytułem festiwalu Stella Musica. Czy to jest ta gwiazda, która ci przyświeca i dodaje sił :)

K.M : Myślałam od dawna, co zrobić, by młodzież muzyczna, w tym oczywiście przede wszystkim kobiety, których w muzyce klasycznej na czołowych pozycjach nie jest tak  wiele, mogły mieć swoje święto,  zaprezentować  swoje muzyczne osiągnięcia i talenty w widoczny dla wszystkich sposób.  Świętu, jakim jest Międzynarodowy Dzień Kobiet chciałam nadać w pewnym sensie nowy wymiar, artystyczny, konkretnie poprzez muzykę, by nie kojarzył się pejoratywnie, szczególnie, że był tak w wielu krajach wykorzystywany.

12698347_10153743116030218_5373638375013869643_o

Stella Musica – to nazwa, którą można rozumieć właśnie tak, jak sugerujesz, gwiazda (przewodnia) po świecie muzyki i nie tylko, ale i jako gwiazda, osoba wybitna w dziedzinie muzyki, tak jak gwiazda na przykład, ekranu czy sceny teatralnej.  Musica – to imię muzy, sztuki, która, jak żadna inna porusza nasze wnętrza, której jezyk jest zrozumiały dla wszystkich, niezależnie jakim językiem narodowym się posługujemy, jest obecna tu i teraz, rozwija się w czasie i znika, ale czyni nas lepszymi, bo przekazuje cos  wyższego.

Z.W : Organizacja, przygotowania, prace nad programem , kontaktowanie artystów, techników oraz sponsorów a także wiele wiele innych osób zabiera wiele czasu przed stworzeniem takiego koncertu o których przeciętny widz-słuchacz nie zdaje sobie najmniejszej sprawy. Czy Festiwal Stella Musica posiada stałą ekipę administracyjną, która pracuje nad rozbudową tego wydarzenia ?

K.M : Pracy jest ogrom, jakiej,  to już wymieniłeś, nie tylko organizacyjnej, ale koncepcyjnej i artystycznej. Jesteśmy niewielką grupką, która liczy zaledwie kilka osób. I to jest  nasze największe zadanie na przyszłość, by zebrać więcej osób zainteresowanych naprawdę tą sprawą i chcących wspierać organizację festiwalu; także urzędów działających dla rozwoju  kultury. Nie jest to łatwe,  bo to przecież wolontariat. Jesteśmy organizacją non profit, więc  trzeba ludzi z pasją, którym ta idea jest jakoś bliska.

Chciałabym w tym miejscu podziękować  wszystkim, którzy nam pomogli także w tym roku, a naleza do nich m. in. Andrzej Chelminski, Strudes Consulting Engineers i Fundation Liliana Komorowska pour les arts.

12794640_10153776514435218_1516976301725946075_n

Z.W : Festiwal jako wydarzenie samo w sobie zawiera elementy takie jak wystawy towarzyszące, spotkania z artystami, konferencje prasowe, warsztaty muzyczne i inne. Czy w twoich planach są poczynanie w tym kierunku ?

K.M : Wiele będzie zależało od tego,  kogo pozyskam do współpracy i oczywiście od sponsorów,  szczególnie sponsora strategicznego festiwalu, którym jest obecnie Desjardin Casse des Versant du Mont Royal. W tym roku współpracujemy artystycznie z wydziałem muzyki Uniwersytetu Montreal, a kto będzie naszym partnerem programowym w przyszłym roku , zobaczymy. Wielki wpływ na przyszłoroczny kształt festiwalu będzie miało też  zainteresowanie i udział publiczności w koncercie tej edycji festiwalu.

Z.W : Droga Kasiu, Pani Dyrektor Festiwalu Stella Musica, życzę  w imieniu czytelników udanego koncertu w tym roku. Sam osobiście polecam gorąco i zachęcam Polonię do przyjścia na to niecodzienne wydarzenie artystyczne. Życzę również organizatorom Stella Musica, niekończącego się zapału,  inwencji twórczej oraz samych sukcesów. POWODZENIA !!!

K.M : Dziękuję za życzenia i zapraszam wszystkich do Theatre Outremont w sobotę o godz. 20.00. Naprawdę warto !

kronikamontrealska.com

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: materiały prasowe, Katarzyna Musiał

 

Nieustający w Szukaniu, Burzeniu i Budowaniu

IMG_0340

Gomunice – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie radomszczańskim, w gminie Gomunice. Taka oto sucha notatka z Wikipedii charakteryzuje małą miejscowość rzuconą między Piotrków Trybunalski a Częstochowę. Miejscowość ta nie słynie z niczego. O remoncie niektórych dróg nie myślano tam chyba od dawna, a doba hotelowa w miejscowym, trójgwiazdkowym hotelu nie ma ustalonych godzin. Nie dotarł tam nawet samochód z Google, przez co nie można obejrzeć jej w globalnej usłudze StreetView. Co prawda, na co StreetView, skoro nie ma tam po co jechać? Otóż nie – jest jeden ważny powód. Nosi on nazwę: Club Muzyczny Bogart. Bogart na pierwszy rzut oka wygląda jak setki polskich pubów; jest piwo, pizza i ściana z czerwonej cegły. Ma jednak dwa niepodważalne atuty: kameralną salę koncertową na około dwieście osób i właścicieli zakręconych na punkcie dobrej muzyki. W Bogarcie od kilkunastu lat grają najlepsze kapele muzyki szeroko pojętej jako rockowa, choć nie tylko. Wystąpili tam m.in.: T.Love, KSU, ale też: Jan Ptaszyn Wróblewski, Martyna Jakubowicz i zespół Krzak, żeby nie wymienić licznych przedstawicieli polskiej alternatywy. I w takim właśnie miejscu, w ostatnią sobotę lutego zagrał najlepszy polski zespół rockowy wszech czasów – Silesian Blues Band, czyli po prostu SBB.

10154141_513712218822629_6783833367754331050_n 12512559_513712122155972_4039088890855147442_n

SBB w swych najświetniejszych latach miał oddanych fanów nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech (obydwu), Czechosłowacji, na Węgrzech, w Danii i Finlandii. Świat dowiedział się o nich, gdy byli zespołem towarzyszącym Czesławowi Niemenowi. Po rozstaniu zaopiekował się nimi legendarny menadżer Franciszek Walicki. To on jest autorem ciekawej interpretacji skrótu SBB – „Szukaj, Burz, Buduj”, co równie dobrze pasowało w języku angielskim: „Search, Break, Build”. Dziś, po kilkukrotnych rozstaniach i powrotach na estradę, grają znów w „złotym składzie”: Józef Skrzek, Apostolis Anthimos i Jerzy Piotrowski. Przed koncertem w Gomunicach zjadała mnie ciekawość jak będą brzmieć i jaki dobrali repertuar. Wiadomo, że w kameralnym klubie rozbudowane utwory, z jakich znany jest SBB będą brzmiały zupełnie inaczej niż w monumentalnej hali.

12778712_513712178822633_7456333247634700589_o

Tak jak się spodziewałem, na niewielkiej scenie Bogartu muzycy czuli się się znakomicie. Główną część koncertu stanowiły tytuły, które swego czasu zapewniły im pozycję supergwiazdy w niemal całej Europie. Co prawda nie rozkręcali już ich do półgodzinnych (lub dłuższych!) suit jak dawniej, ale też nie sprawiało to wrażenia muzycznego skąpstwa. Raczej mieliśmy do czynienia ze świetnym gospodarowaniem czasem, który znakomicie został wypełniony co do minuty. Nadal zadziwiają wirtuozerią, z jaką wręcz malują dźwiękiem. Ciągle potrafią intrygować diametralnymi zmianami tempa w dowolnej części utworu. Z których krwi krew moja, Odlot orazsłynne Memento z banalnym tryptykiem, by wymienić tylko część, w dalszym ciągu tchną w słuchacza niebywałą energię, a gdzie trzeba – zadumę. Zasługa to nie tylko wirtuozerii „Lakisa” i Skrzeka, który notabene nieprzerwanie używa swoich oryginalnych moogów, ale też w sporej mierze stylu gry Piotrowskiego. Czołowy polski perkusista nie daje po sobie poznać, że zaliczył dwudziestoletnią przerwę w graniu. W 1994 roku zdecydował się pozostać w Stanach Zjednoczonych po ostatniej trasie koncertowej reaktywowanego SBB. O przygotowaniach do powrotu w 2014 roku opowiada najlepiej on sam w świetnym, godzinnym wywiadzie na kanale Beatit.tv, w Youtube. Podczas jego nieobecności SBB grał kolejno z dwoma perkusistami: Paulem Wertico i Gaborem Nemethem. Ich kunsztu nie sposób przecenić, jednak dopiero powrót „Kety” ukazał, czego brakowało zespołowi do tej pory: żywiołowości, czy wręcz organicznego tętna, które sprawia, że utwór staje się trójwymiarowy. SBB jest – parafrazując słowa pewnego Olgierda – jak palce jednej ręki. I tak powinno pozostać.

DSC_0631 DSC_0634

Słuchając tego koncertu miałem wrażenie, że trzej dżentelmeni polskiego rocka doskonale bawią się muzyką i przebywaniem na scenie w swoim towarzystwie. Widać było to szczególnie podczas słynnego pojedynku Piotrowskiego i Anthimosa na dwie perkusje. Zaczęło się kilkuminutową solówką „Kety”, na którą odpowiedział „Lakis”, po czym obaj panowie zaczęli się przekomarzać w coraz bardziej wymyślnych rytmach. Rywalizacja płynnie przeszła w zgrabną i niebywale energetyczną współpracę dwóch zestawów perkusyjnych. Po krótkim czasie zza kulis wyszedł Skrzek i niemal niepostrzeżenie wpasował się z intrygującymi dźwiękami mooga. Śmiem twierdzić, że utwór miał opracowany jedynie plan ramowy, zaś reszta była mistrzowską improwizacją. Na bis zagrali bluesową wariację nieco podobną do niegdysiejszego Figo-Fago oraz nieznany mi utwór, prawdopodobnie z nowej płyty, którą podczas koncertu zapowiedział Skrzek.

IMG_0340

Osobnym zjawiskiem, wartym odnotowania jest to, co zaobserwowałem przed i po koncercie, a co rzadko zdarza się u innych gwiazd. Zazwyczaj przed koncertem artysta po przebyciu wielu kilometrów i po próbie dźwięku chce odpocząć i na przykład coś zjeść. Wielu z nich zaszywa się w miejscu niedostępnym dla postronnych. Jednak dżentelmeni z SBB nie zabrali swojej pizzy do garderoby, lecz zajęli miejsca przy takich samych, pubowych stolikach, co i my. Bez protestu odkładali kanapki, dawali autografy i pozowali do zdjęć. Oczywiście taktownie poczekałem z moimi płytami aż zakończą koncert, jednak nie uszło to mojej uwadze.  A wszystko to w małym klubie, gdzieś pod Bełchatowem. Wystąpili tu, bo zabłądzili w drodze z występu w Budapeszcie do Poznania na koncert z Michałem Urbaniakiem, a kasa na ulicy nie leży? Nie, wystąpili, zresztą po raz drugi, bo zaprosił ich profesjonalny organizator. Bycie legendą zobowiązuje? Chyba nie w tym przypadku. Oni po prostu tacy są. Najlepsi polscy rockmani czterdziestopięciolecia. Najlepsi muzycy, lecz także niedościgniony wzór dla miliarda sezonowych gwiazdorów i sztucznie, niesłusznie wywindowanych do miana idoli chałturników. Po prostu świetni ludzie. Kto jeszcze nie był – polecam: spieszcie na ich koncerty!

Autor: Marcin Śmigielski

Fot.: Marcin Śmigielski, Artur Popiołek

II Festiwal Stella Musica 2016

stellaMus

W sobotę, 12 marca 2016 w Théâtre Outremont odbędzie się koncert Kobiety w muzyce, którego program zaprezentują kobiety: solistki, kompozytorki i dyrygentki. Zapraszamy Państwa na unikalny i porywający koncert 2-giej edycji Festiwalu Stella Musica w sobotę 12-tego marca 2016, o godzinie 20:00 w Théâtre Outremont (1248 av Bernard). W ten niezwykły wieczór zaprezentują swoje talenty znakomite artystki, które wystąpią razem na jednej scenie z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet.

K.Musiał

To wydarzenie pozwoli Państwu poznać muzyków z Montrealu i z zagranicy, którzy wzbogacają pejzaż muzyki klasycznej. „Najistotniejszą dla nas sprawą jest docenienie roli kobiet w muzyce i działanie, by były coraz bardziej widoczne” – podkreśla dyrektor artystyczna i współzałożycielka Festiwalu Stella Musica, Katarzyna Musiał. „Kompozycje i interpretacje utworów tworzonych i wykonywanych przez kobiety mają swój znaczący udział w bogactwie muzyki klasycznej i w 2-giej edycji Festiwalu zostaną podkreślone właśnie te elementy; równocześnie zabierzemy słuchaczy w muzyczną podróż obejmującą epoki od baroku do współczesności.” W trakcie koncertu bedzie można również usłyszeć i zobaczyć unikatowe instrumenty, takie jak toy piano (fortepian zabawka), wiolonczelę barokową i klawesyn.

Program koncertu zawiera kompoyzcje Grażyny Bacewicz, Isabelle Panneton, Élisabeth Jacquet de la Guerre, Giovanni Gabrieli, J. S. Bacha, Francesco Paolo Supriani, Johna Caga, Manuela de Falli, Benjamina Brittena, Johannesa Brahmsa, Béli Bartóka, Ernesta Blocha i Piotra Czajkowskiego, które wykonają Katarzyna Musiał (fortepian), Katelyn Clark (klawesyn, toy piano), Elinor Frey (wiolonczela) i l’Orchestre de l’Université de Montréal pod batutą Lori Antounian, Nadège Frances Foofat i Véronique Lussier.

smf_promo_flyer_20160207_frontcolor_pl

O Festiwalu Stella Musica:

Celem Festiwalu jest zwrócenie uwagi na twórczy wkład i wybitne osiągnięcia muzyczne kobiet instrumentalistek, kompozytorek, wokalistek,  dyrygentek i zespołów muzcznych. Naszą intencją jest skupienie uwagi na kobietach tworzących w dziedzinie muzyki klasycznej i włączanie ich osiągnięć do historii muzyki.

Dodatkowe informacje znajdą Państwo na stronie Festiwalu www.stellamusica.org    PROMO CODE specjalnie dla montrealskiej Polonii można uzyskać wysyłając email na adres: info@stellamusica.org

Inauguaracja Festiwalu Stella Musica - Kobiety w Muzyce, która miała miejsce 13 marca 2015 była wielkim sukcesem.  Założycielką i dyrektorem artystycznym festiwalu jest znana montrealskiej Polonii pianistka Katarzyna Musiał.

8

Niezapomniane momenty zeszłorocznego Festiwalu Stella Musica to: koncert na marimbę z orkiestrą Emanuela Sejourne’a, w którym swój talent pokazała, wibrując pałeczkami, Krystina Marcoux, kwartet smyczkowy jednej z bardziej znanych kompozytorek  amerykańskich  Amy Beach wykonany przez kobiecy kwartet 4ailes, brawurowe wykonanie koncertu legendarnego polskiego kompozytora Henryka M. Góreckiego przez Katarzynę Musiał wraz z zespołem Arkea pod dyrekcja Diny Gilbert.

Warto również podkreślić, że podczas wieczoru wykonane zostały premiery  dwóch młodych kompozytorek z  Montrealu,  Marie-Claire Saindon i Vani Angelowej. Rozentuzjazmowana publiczność nie opuszczała Teatru Outremont jeszcze długo po koncercie.

Na drugą edycję Festiwalu przygotowaliśmy  dla  Państwa kolejny wspaniały wieczór pełen muzycznych niespodzianek. Serdecznie zapraszamy!

Katarzyna Musial
Autor: Katarzyna Musiał, materiały prasowe
Grafika: materiały prasowe

Jak zagrałem z Leszkiem Cichońskim na jednej scenie, czyli 24 finał WOŚP

6

W tej właśnie chwili setki, jeśli nie tysiące wziętych blogerów w Polsce rozpisują się na temat minionego 24 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jedni odnoszą się do najnowszych w tym temacie wypowiedzi posłanki Pawłowicz, tudzież posła Pięty, którzy przebojowo kreują swój polityczny wizerunek niewyszukanymi opiniami. Inni mądrze (choć niektórzy tylko inteligentnie) ripostują. Jedynie nieliczni piszą o esencji tego unikalnego na światową skalę przedsięwzięcia, nie wdając się w polityczne przepychanki. Dla mnie już kilka lat temu stało się jasne, że oponentów i wrogów WOŚP nie przekona racjonalna rozmowa, podawanie faktów, dowodów, linków do rozliczeń i przetargów. Oni zwyczajnie chcą trwać w swoim przekonaniu, ponieważ oni także w coś wierzą. W związku z tym postanowiłem, wzorem tych nielicznych, również podzielić się moimi przeżyciami i emocjami z 10 stycznia 2016 roku.

1

Wrocław, który od kilku lat jest moim miastem, znajduje się w „wielkoorkiestrowej” czołówce w naszym kraju, jeśli chodzi o zbierane kwoty. Rok w rok na staromiejskim rynku i sąsiadującym Placu Solnym kwestują żołnierze, członkowie grup rekonstrukcyjnych, właściciele zabytkowych pojazdów, kierowcy „driftowozów”, fryzjerzy (ogólnopolska akcja „Fryzjerzy dla WOŚP”) i inni pozytywnie zakręceni ludzie. Oczywiście nie brakuje harcerzy, którzy są z Orkiestrą niezmiennie od 1993 roku. Zresztą kwestują nie tylko ludzie. Od kilku lat na Rynku, w dzień finału spotkać można grupę pociesznych labradorów, które pod okiem swych treserów również zachęcają do zasilania orkiestrowych puszek.

2

Działalność charytatywna pod nazwą „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy” nierozerwalnie związana jest z muzyką. Ba, wywodzi się z niej! Pierwszy, nieoficjalny finał miał przecież miejsce podczas festiwalu w Jarocinie w 1992 roku. Jurek Owsiak jest dziennikarzem muzycznym, pomysłodawcą koncertów Letnia zadyma w środku zimy w 1988 roku i autorem wielu muzycznych programów, telewizyjnych i radiowych – m.in. Róbta co chceta, czyli rokendrolowa jazda bez trzymanki, Brum, czy Się kręci. Nie mówiąc o największym plenerowym festiwalu muzycznym w Europie – Przystanku Woodstock. Dlatego osią finałowych wydarzeń są zawsze koncerty. Nie zabrakło ich również tego roku we Wrocławiu. Zagrali m.in. tacy wykonawcy muzyki alternatywnej jak: Dr Misio, Closterkeller, czy Habakuk. Wystąpił też Leszek Cichoński, jeden z czołowych polskich gitarzystów, wrocławianin i organizator dorocznego Gitarowego Rekordu Guinnessa polegającego na wspólnym graniu utworu Hey Joe. A teraz najlepsze: zagrałem również ja! Mimo, że jeszcze w drodze na finał nie miałem o tym pojęcia. Po prostu: taki jest WOŚP-owy rock and roll!

3

Zaczęło się niewinnie

Cichoński tym razem postanowił przenieść majowe granie w zimowe realia orkiestrowego finału. Nie próbowano bić kolejnego rekordu – to już nierozerwalnie związane jest z wrocławską majówką – jednak wspólne wykonanie Hey Joe miało urozmaicić 24 finał. Stawiłem się więc obowiązkowo na Placu Nowy Targ (tam wyjątkowo w tym roku mieściła się scena muzyczna) na kilkanaście minut przed wydarzeniem. Ku memu zdziwieniu nie zauważyłem nikogo innego, kto dzierżyłby pokrowiec z gitarą. Dopiero po zapowiedzi konferansjera, w wyznaczonym miejscu zebrało się nas około dziesięciu. Nic dziwnego, że nie widziałem ich w tysięcznym tłumie. Gdy zacząłem zastanawiać się, dlaczego kazano stanąć nam tak bardzo w bok od sceny, człowiek odpowiedzialny za harmonogram począł zapraszać nas do kulis. Nie minęło moje zaskoczenie, gdy przed sobą ujrzałem reporterkę Radia Zet, która najnormalniej w świecie podsunęła mi mikrofon i zaczęła wypytywać o szczegóły. Widać było, że Gitarowy Rekord Guinessa cieszy się sporym zainteresowaniem nie tylko w maju. Nie było mi dane w pełni zadowolić panią reporterkę odpowiedziami, ponieważ zaczęto rozdawać… numerki. Były one częścią loterii, która miała odbyć się po naszym występie, a w której nagrodą była wspaniała gitara marki Ibanez. To nie koniec: zaraz po numerkach wyposażono nas w jaskrawych kolorów peruki. Tym razem jednak zaprotestowała moja introwertyczna natura i peruka zamiast mojej głowy przyozdobiła główkę mej gitary. Nie wiadomo skąd znalazł się przy nas sam Leszek Cichoński. Nie krył zadowolenia na nasz widok i nie szczędził nam podziękowań, że przyszliśmy. Zaproponował nawet wspólne zdjęcie (on – nam!), jednak w tej chwili dostaliśmy znak, że nadeszła nasza kolej na scenie.

4

Próba. Na scenie jest jeszcze dość luźno

5

Hej Joe

7

Tak jak podczas Thanks Jimi Festival (w ramach którego odbywa się Gitarowy Rekord Guinessa), najpierw miała miejsce próba. Po niej krótki występ Leszka Cichońskiego i wreszcie WrocLove Guitar Band – bo tak nazywał się nasz, skrzyknięty specjalnie na tę okazję zespół pod kierownictwem Cichońskiego. Prawie trzydzieści gitarzystów i gitarzystek o różnym stopniu zaawansowania, którzy nie znali się wcześniej i akurat w taki sposób zdecydowali się spędzić dzisiejszy wieczór. Grałem Hey Joe wielokrotnie podczas Thanks Jimi Festival, jednak tym razem przypomniał mi się mój debiut w tej imprezie w 2012 roku. To samo drżenie rąk, chociaż – mimo zimy – wcale nie z zimna. Jest nas kilkaset razy mniej niż w maju, za to spod sceny patrzą na nas setki wrocławian. Widzę, że im się podoba, więc niewidzialna siła prostuje mi plecy i trema zaczyna mijać. Kończymy Hey Joe, Cichoński zapowiada drugą żelazną pozycję majowych rekordów – Wild Thing grupy The Troggs. Grając ten dość prosty utwór zastanawiałem się, czy to będzie koniec naszego występu. Trochę szkoda, bo zaczęło mi się podobać. Oczywiście, że nie koniec! Jako następny utwór Leszek Cichoński wymienia perełkę polskiego bluesa: Kiedy byłem małym chłopcem Tadeusza Nalepy. Pan Leszek przed każdym utworem podaje akordy i dorzuca: „No i musicie wyrabiać się na zakrętach”. Na tym polega ewenement majowych rekordów – zagrać może nawet ktoś, kto nie miał z danym utworem do czynienia. Na zakończenie wykonujemy hymn Thanks Jimi Festival, czyli utwór Thanks Jimi. Leszek Cichoński dziękuje nam i publiczności, a następnie przechodzi obok mnie i podaje mi rękę z krótkim, rzeczowym: „Dziękuję!”. Moi koledzy gitarzyści schodzą ze sceny, ale ja czuję, że nie mogę teraz tak po prostu bezczelnie pójść. Momentalnie zwracam się do dźwiękowców z prośbą o marker. Następnie doganiam pana Leszka i proszę o autograf, podsuwając mu swą gitarę. Ten zgadza się bez wahania i rysuje swój słynny podpis w stylistyce gitarowej. Pamiętam jeszcze jego przestrogę, żeby nie pozwolić tuszowi zetrzeć się ze śliskiej politury. Schodzę ze sceny niemal prosto w ramiona mej uśmiechniętej małżonki, która z pokrowcem od gitary na plecach dzielnie przetrwała próby wciągnięcia jej na scenę przez konferansjera. Teraz możemy pójść na coś bardzo niezdrowego do jedzenia, pooglądać zdjęcia i podzielić się wrażeniami.

6Zastanawiam się, czy jeszcze na niej grać :)

A wszystko to na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorów. To jest magia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pomagasz, a równocześnie czujesz się ważny i przeżywasz coś niezapomnianego. Czuję, że i ja… do końca świata i jeden dzień dłużej.

Autor: Marcin Śmigielski

Fot. Angelika Śmigielska, wroclaw.pl, inne

Golec uOrkiestra w Montrealu !!!

Capture d’écran 2016-01-11 à 11.27.44

Polonia montrealska będzie miała niebywałą okazję aby uczestniczyć w koncercie słynnego polskiego zespołu muzycznego Golec uOrkiestra. Koncert odbędzie się w ten czwartek, 14 stycznia w kościele Św. Wojciecha i Św. Maksymiliana w montrealskiej dzielnicy Lachine ,adres 34 , 34-th Avenue o godz. 19:30 Zespół Golec uOrkiestra to wyjątkowe zjawisko na polskim rynku muzycznym. Powstał w 1999 roku, a jego liderami są Łukasz i Paweł Golcowie – „beskidzcy górale XXI wieku”, jak pisał o nich Janusz Stokłosa – jeden z najwybitniejszych polskich pianistów i kompozytorów.

DAR_9395-980x735

Zespół zawojował muzyczną scenę niezwykle przebojową płytą zatytułowaną „Golec uOrkiestra 1” (1999 r.), która w oryginalny sposób połączyła elementy góralskiego folku z charakterystycznymi cechami muzyki pop, rock’n’rolla i jazzu. Jej siłą napędową okazały się wyraziste, pełne zdystansowanego humoru piosenki, min Lornetka, UFO, czy niezwykle elektryzująca Crazy is my live, do dziś rozgrzewające rzesze fanów na każdym z koncertów zespołu.

baner2-983x553

W 2000 roku zespół potwierdził swój sukces kolejną, jeszcze bardziej przebojową płytą, noszącą tytuł „Golec uOrkiestra 2”. Osiągnęła ona status poczwórnej platyny, a jej sztandarowe Ściernisco przez wielu okrzyknięte zostało hymnem pokolenia nowej, odradzającej się po 1989 roku Polski. Żartobliwy, pełen wiary i optymizmu tekst refrenu cytował nawet prezydent USA George W. Bush w swoim przemówieniu podczas oficjalnej wizyty w Polsce w 2002 roku. Z „Dwójki” pochodzą również żartobliwe Słodycze oraz zagrzewająca do walki i dedykowana Adamowi Małyszowi, piosenka Zwycięstwo.

W 2002 przyszła kolej na „Trójkę”, z której pochodzą ogniste Pędzą konie, oraz pełne życiowej mądrości Kto się ceni, za którą zespół otrzymał nagrodę Dragona przyznawaną przez radio RMF FM. Również „Golec uOrkiestra 4” (2004) i „Golec uOrkiestra 5” (2009) udowodniły, że braciom Golec pisanie przebojów przychodzi niezwykle łatwo. To z tych albumów pochodzą takie utwory, jak Nie ma nic, Góralskie tango, Wujek Louis song czy Życie jest muzyką.

082 093

Do najważniejszych osiągnięć zespołu, oprócz sprzedania kilku milionów płyt, należą: otrzymanie w 2000 roku na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu „Superjedynki” w kategorii „Zespół Roku”, zdobycie dwóch „Fryderyków” w kategoriach „Debiut Roku” oraz „Muzyka Tradycji i Źródeł”, zdobycie nagrody TVP i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Genius Loci – Poloniae” za popularyzowanie kultury polskiej w Polsce i za granicą, zdobycie dwóch telewizyjnych „Wiktorów” w kategoriach „Odkrycie Roku, oraz „Najpopularniejszy Artysta”. Zespół otrzymał również „Asa Empiku” za najlepszą sprzedaż płyt, statuetkę „Najpopularniejszy Artysta Roku” wręczoną na festiwalu Top Trendy, Nagrodę Polskiej Estrady „Prometeusz”, nagrodę „Ikar” za wybitne osiągnięcia artystyczne oraz „Ikonę Śląską” będącą ukoronowaniem ogromnej pracy włożonej w promocję własnego regionu.

W  2012 roku bracia otrzymali Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „za propagowanie i działanie na rzecz rozwoju rodzimej kultury”. Tym samym doceniona i  uhonorowana została utworzona przez braci w 2003 roku Fundacja Braci Golec zajmująca się min. kultywowaniem muzyki łuku Karpat poprzez tworzenie na Żywiecczyźnie dziecięcych ognisk twórczości artystycznej (patrz: www.fundacjabracigolec.pl).

Ogromnym sukcesem zakończył się także jubileuszowy 50. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu w 2013 roku. W konkursie Super Premier za piosenkę „Młody maj” zespół otrzymał wszystkie najważniejsze nagrody tego konkursu, w tym nagrodę główną – Super Premierę im. H. Musioła, udowadniając tym samym, że niezmienna od lat wysoka forma artystyczna nie odstępuje zespołu ani o krok.

36 hqdefault S_L0222-551x368

Golec uOrkiestra z okazji swoich 15-tych urodziny wydał nowy, dwupłytowy album zatytułowany „The best of Golec uOrkiestra”, będący podsumowaniem dotychczasowego dorobku oraz „Koncert kolęd i pastorałek w Bazylice Jasnogórskiej” (CD + DVD), będący rejestracją wyprodukowanego z dużym rozmachem i emitowanego przez Telewizję Polsat, bożonarodzeniowego koncertu zespołu na Jasnej Górze. Pierwszy z nich w błyskawicznym tempie osiągnął status platynowej płyty, a drugi podwójnej platyny, co pokazuje, że artystyczne poczynania zespołu cieszą się wciąż niegasnącym zainteresowaniem. Wierność własnym korzeniom, oryginalność w podejściu do  oraz bezkompromisowość w tekstach i muzyce sprawiają, że Golec uOrkiestra jest wciąż jednym z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych zespołów w Polsce.

redakcja: kronikamontrealska.com

Źródło: Golec uOrkiestra

Fot: materiały prasowe