Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

turkey

Thanksgiving Day

Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day) obchodzone jest na pamiątkę pierwszego dziękczynienia założycieli angielskiej kolonii w Plymouth, którzy More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

seafountain_large

Fabergé – najsłynniejsze wielkanocne pisanki

Znana na całym świecie marka wyrobów czekoladowych Ferrero, nie może niestety szczycić się oryginalnością wprowadzając na More »

DSC_4693

Montreal – Pomnik Jana Pawła II

Zwyczaj stawiania pomników papieżom datuje się od czasów średniowiecza , większą skalę przyjął w czasach nowożytnych. Pomniki zazwyczaj More »

J-P II

Dzień Jana Pawła II obchodzony w Kanadzie

Parlament Kanady ustanowił  drugi dzień kwietnia Dniem Papieża Jana Pawła II. Przyjęta w obu izbach kanadyjskiego More »

DSC_0077

Mój kraj nie jest krajem,to jest zima

Poemat “Mój kraj” został skomponowany w 1964 roku przez Gilles Vigneault (muzyka i teksty), utwór został More »

DSC_4548

NA SZCZUPAKA DO PRZERĘBLA

Łowienie ryb spod lodu jest kanadyjskim zwyczajem odziedziczonym od Indian. Wędkowanie pod lodem inaczej zwane też More »

70653612

Anioł był…

Anioł był wczoraj bardzo wczesnym rankiem Nazywał się Jan lub Joanna… nie pamiętam dokładnie Tomek z More »

Bałwan

Bałwan ze śniegu

Bolesław Leśmian ( 1877-1937) najbardziej skrajna indywidualność twórcza literatury polskiej XX wieku. Leśmian postrzega świat w More »

El-Che_3

Mauzoleum terroryzmu

Komunistyczny rząd Kuby nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedykolwiek zostaną odkryte zwłoki Ernesto Che More »

_DSC0079

Pola chwały

Pole Chwały (fr;Champ d’honneur) znajduje się w Pointe-Claire na obrzeżach Montrealu. Jest to miejsce spoczynku zarezerwowane More »

Puste Miejsca

Puste miejsca Do przeszłości często powracam. Przybywam. I jak gość nieproszony, pokornie O jałmużnę wyciągam rękę… More »

_DSC0511

Jesień  w dolinie  łagodności

Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalistycznych, która rozwijała się począwszy od V w. p.n.e., a jej punkt More »

atom_bomb_nuclear_weapon_nuke_sticker-p217734592870808075envb3_400

Bunkier premiera Diefenbakera

W odległości 35 kilometrów od stolicy Kanady; Ottawy w miejscowości Carp, 30 metrów pod ziemią znajduje More »

mont saint- sauveur 2008 011

United colors of quebec

Na północ od Montrealu, jakieś 45 minut jazdy samochodem zaczyna się masyw Gór Laurentyńskich. Są to More »

DSC_0920

Kurtuazyjna wizyta Ambasadora Honorowego Polonii Quebeckiej w Montrealu

W dniach 3-4 września gościł w Montrealu Ambasador Honorowy Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg Quebek, Pan Bogusław More »

192312

JAN KIEPURA, 1902-1966 – NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI TENOR

Z Martą Eggerth, żoną artysty rozmawia Piotr Wiesław Grajda, czerwiec  1989 W sierpniu tego roku przypada More »

DSC_0349

Robert Pludowski-malarz. Największy mistrz sztuki współczesnej, wierny kontynuator ekspresjonizmu abstrakcyjnego.

Robert Pludowski jest Polakiem mieszkającym w Montrealu. Jest artystą malarzem. Jest właścicielem galerii sztuki Christo Stefanoff More »

Capture d’écran 2016-08-17 à 15.58.38

Pokaz filmu pt. Ojcu

Polonia montrealska będzie miał okazję obejrzeć długo oczekiwany film pt. “Ojcu” polonijnych producentek filmowych Liliany Komorowskiej More »

1023x682_o0vyd8

Niewinne

Oparty na prawdziwej historii najnowszy film Anne Fontaine, autorki pamiętnych „Coco Chanel” i „Dziewczyny z Monaco”. More »

DSC_0007

Zdeptane Buty Felixa

Felix Leclerc urodził się 2 sierpnia 1914 roku w małej górskiej miejscowości La Tuque w kanadyjskiej More »

Mynarski

Andrew Mynarski, polsko-kanadyjski heros

06 czerwca tego roku minęła 72 rocznica alianckiej inwazji we Francji, znanej pod nazwą Lądowania w Normandii More »

corrida_de_juillet

Milczenie byków

Aria torreadora, po polsku bardziej znana jako „Zabiłem byka”, pochodzi z opery „Carmen” Georges’a Bizeta. Jest toastem na cześć More »

Sonety Emigranta : 1

Sonet Ta kraina powraca w moich snach intymnych Porzucona ,powiedziałbyś… zdradzona Ta kraina, których jezior nie More »

ralph_modjeski_1

Ralph Modjeski-największy budowniczy mostów w Ameryce

Rudolf Modrzejewski urodził się w Bochni (Salzberg) 27 stycznia 1861 r.w  ówczesnej Galicji pod zaborem austriackim.  Rodzicami Ralpha More »

canadian art

Dzieła rozczochrane. Jean-Paul Riopelle

Jean-Paul Riopelle,malarz,rzeźbiarz kanadyjski urodzony w Montrealu 07 października 1926,zmarł 12 marca 2002 r. w Saint-Antoine-de-l’Isle-aux-Grues. Już More »

st-jea10

Św Jan Chrzciciel w kolorze blue

Każdego roku w kanadyjskiej prowincji Quebec, dzień 24 czerwca jest niezwykle ważnym dniem ,kiedy to jest More »

DSC_1344

Ostatni dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Prezydent Andrzej Duda w środę 11 maja w Ottawie podczas spotkania z Gubernatorem Generalnym Kanady Davidem More »

Category Archives: Sport

NA SZCZUPAKA DO PRZERĘBLA

DSC_4548

Łowienie ryb spod lodu jest kanadyjskim zwyczajem odziedziczonym od Indian. Wędkowanie pod lodem inaczej zwane też białymi połowami, jest praktykowane prawie wszędzie w Quebecu, od momentu gdy tylko lód o wystarczającej grubości pokryje jeziora i rzeki.  Aby się uchronić przed mroźnym powietrzem i móc pozostać dłużej na zamarzniętym jeziorze, wędkarze stawiają maleńkie domki, w których jest piecyk do ogrzewania. Innym sposobem służącym do rozgrzewania, zauważonym przeze mnie, była bardzo gorąca herbata spożywana często i ochoczo przez wędkarzy. Mam podstawy twierdzić, że była to z pewnością tak zwana gorąca “herbata z młotkiem”, gdzie rolę młotka spełnia rum, gin lub whisky :) . Herbata z młotkiem sprawia, że wędkarz jest wesoły i towarzyski – pomimo nawet pustego wiaderka na ryby i po 6-cio godzinnym wyczekiwaniu na branie.

Na polach lodowych montowane są na okres zimy całe osady wędkarskie, z toaletami, restauracją, punktem sprzedaży sprzętu wędkarskiego oraz pozwoleń na wędkarstwo.

Bardzo dużą popularnością cieszą się całodniowe rodzinne wypady na połów pod lodem:

Poruszanie się samochodami po zamarzniętym jeziorze jest bardzo mocno sugerowane po wyznaczonych trasach, które są regularnie testowane. Nie należy przekraczać 30km/godz. a zatrzymywać się przed znakiem Stop.

W dzisiejszych czasach już się przerębla siekierą nie rąbie, do tego służą świdry spalinowe:

Domek można wynająć na jeden dzień, weekend lub na cały sezon:

Zmiana przynęty lub upewnienie się, że założona mała rybka nie straciła nic na wigorze, oraz oczyszczenie zamarzającego przerębla z gromadzącego się lodu:

Wyczekiwanie… aż do momentu gdy nagle jedna z tych specjalnie do tego celu przystosowanych wędek przechyli się raptownie ku przeręblowi.

Warunki atmosferyczne tego dnia +1 ºC, słonecznie, lekkie zachmurzenia, chwilami silny wiatr.

Łowisko lodowe znajduje się 45 min. samochodem od Montrealu w Vaudreuil-Dorion.

Ryby, które można złowić na rzece w Vaudreui-Dorion to sandacze,  szczupaki, okonie i miętusy.

Autor: Zbigniew Wasilewski

Foto: Zbigniew Wasilewski

Mistrzyni ze szpadą w dłoni. Wywiad z Moniką Lubczyńską.

IMG_4882 2

Monica Lubczyński, Montrealka polskiego pochodzenia, 16 lat. Jest absolwentką  Polskiej Szkoly im. Jana Pawła II i Kursów Licealnych im. Adama Mickiewicza w Montrealu. Od 6 lat jej pasją jest szermierka, w której odnosi coraz większe sukcesy. Od lat zdobywa medale i zaszczytne nagrody. Na początku tego roku w zawodach PanAm Championship w Toronto zajęła 2 miejsce w kategorii juniorów, dzięki czemu została zakwalifikowana do reprezentacji Kanady i wyjazdu na Mistrzostwa Świata w Uzbekistanie. Monika była mistrzynią  Kanady w kategorii kadetów, a obecnie zajmuje pierwsze miejsce w kategorii juniorów.  W rankingu światowym jest obecnie czternasta w tej samej grupie wiekowej. Najważniejsze międzynarodowe osiągnięcia w minionym sezonie to 17 miejsce na MŚ w kategorii juniorów, 2 miejsce – Puchar Europy w kategorii kadetów oraz 2 miejsce w kategorii kadetów  i  5 miejsce w kategorii juniorów w Pucharze Ameryki Północnej (NAC).   Pomimo wielu zajęć, treningów, spotkań i wyjazdów Monika jest również od wielu lat harcerką i bierze udział w wydarzeniach harcerskich, biwakach, obozach. Rodzicami Moniki są znani w środowisku Polonii montrealskiej pani Lidia Pacak-Przewodnicząca Polskiej Rady Szkolnej w Montrealu oraz Mariusz Lubczyński-biznesmen, członek zarządu Polskiej Izby Handlowej Quebek oraz Koła Przyjaciół Harcerstwa.

DSC_0633

Zbigniew Wasilewski : Witaj Moniko, szermierka należy raczej do elitarnych sportów  i nie należy do popularyzowanych i promowanych dziedzin.  Jak się zaczęła twoja przygoda z szermierką ? Co zapoczątkowało twoje zainteresowanie tym sportem oraz dlaczego według ciebie tak mało się mówi o tym sporcie.

M.L : Na moje 10 urodziny dostałam od koleżanki książkę, w której mowa była o tym sporcie. Bardzo mnie to zaciekawiło, szczególnie dlatego, że był on dla mnie zupełnie nieznany. Chciałam koniecznie dowiedzieć się na czym on polega i postanowiłam zapisać się do klubu aby spróbować. Już po kilku pierwszych treningach, pomimo wielkiego zmęczenia, zaczął mnie ten sport coraz bardziej interesować.

IMG_4898

Z.W : W szermierce istnieją trzy konkurencje : szabla, szpada i floret, w której ty najlepiej się czujesz  ?  Czy technika się  zmienia z każdą odmianą konkurencji i czy ty równie dobrze możesz władać szablą, floretem i szpadą ?

M.L : Od samego początku walczę tylko szpadą. Rodzaj broni wybiera się biorąc pod uwagę budowę ciała (np. wzrost), szybkość lub to, co oferuje dany klub.  W klubie gdzie zaczynałam naukę była do wyboru szpada lub szabla,  a ponieważ jestem wysoka i mam duży zasięg ręki to najodpowiedniejszym wyborem była szpada. Sprzęt i niektóre reguły walki oraz punktacji są różne dla każdej z tych kategorii.

IMG_4903

Z.W : Co najbardziej pociąga cię w tym sporcie, czy jest to tylko chęć bycia najlepszą? Podróże w różne części świata na turnieje ? Chęć walki ?  Czy może zaczęłaś już marzyć o największym trofeum sportsmenki jakim jest medal olimpijski ???

M.L : Prawda jest taka, że szermierka stała się tak jakby moim stylem życia. Podoba mi się to, że mogę dać z siebie wszystko, zrelaksować się i uczyć się nowych rzeczy. Oczywiście wygrane dają mi wiele satysfakcji, lecz nie o to tylko zawsze chodzi, muszę potrafić też przegrywać i uczyć się na błędach.  Wchodzi również w grę podróżowanie, bo mam okazję zobaczyć ciekawe miasta, do których pewnie nigdy bym się sama nie wybrała (np. Taszkent w Uzbekistanie), ale ważny jest też  aspekt socjalny, mam okazję poznać wielu niesamowitych ludzi pochodzących z różnych, najdalszych zakątków świata! Na planszy jesteśmy przeciwnikami, lecz po zdjęciu maski stajemy się bliskimi znajomymi. Dodatkowo dużą satysfakcję sprawia mi to, że moja rodzina i przyjaciele mogą się cieszyć i być ze mnie dumni.

IMG_4882

Z. W : Czy szermierka wymaga dużo czasu na treningi, czy to nie koliduje z twoją szkołą ? Jak sobie radzisz z nadrabianiem zaległości w szkole po dłuższej nieobecności związane z wyjazdami na turnieje lub mistrzostwa ?

M.L : Tak, wymaga to wielu godzin pracy! Mam treningi szermiercze cztery razy w tygoniu: trzy razy w moim klubie w Brébeuf, a raz na stadionie olimpijskim w Institut National du Sport , gdzie mogę się spotkać z zawodnikami z innych klubów w Montrealu. Do tego trzeba dodać treningi fizyczne (gym) i zawody w weekendy. Czasami nie jest łatwo wszytko pogodzić,  szczególnie kiedy mam dłuższe wyjazdy, ale jakoś daję sobie radę. Na szczęście istnieje też internet J i moi przyjaciele chętnie mi pomagają przesyłając aktualne wiadomości z lekcji. Nauczyciele też w większości rozumieją moją sytuację i nie robią mi z tego powodu większych problemów, oczywiście pod warunkiem, że  wszystko systematycznie nadrobię! Pomaga mi w tym oczywiście samodyscyplina. Najczęściej mam w ciągu dnia maksymalnie 2-3 godziny czasu żeby wszystko odrobić, więc muszę się bardzo koncentrować i motywować, aby skończyć wszystko w tym określonym czasie.

IMG_4813

Z.W : Które ze zdobytych trofeów ty uważasz za najcenniejsze ?

M.L : Bardzo mile wspominam turniej w Krakowie (Puchar Europy), gdzie zajęłam drugie miejsce przegrywając tylko z zawodniczką z Francji. W nagrodę dostałam statuetkę smoka wawelkiego, piękny album o sporcie(po polsku) i kilka innych drobnych nagród! Te nagrody są dla mnie bardzo cenne! W Polsce miałam też okazję spotkać się z moją wspaniałą rodzinką, która przyjechała specjalnie do Krakowa aby mi kibicować. Czułam się też bardzo dobrze, bo mogłam rozmawiać ze wszystkimi po polsku. Poza tym miałam okazję powalczyć z wieloma Europejkami. Był to dla mnie ważny i ciekawy turniej.

1926041_912866312077689_3119566695435320685_o Z.W : Mistrzyni sportu to oczywiści ciężka praca, pasja do danej dyscypliny ale również poza tym pozostaje w cieniu  trener. Czy możesz nam przybliżyć sylwetkę twojego trenera ?

M.L : Moim trenerem jest Iulian Badea, były zawodnik i reprezentant Rumunii. Od wielu lat jest trenerem kadry kanadyjskiej w szpadzie oraz kadry zawodników niepełnosprawnych. Jest bardzo wyrozumiały, cierpliwy i umie mnie motywować do dalszych, trudniejszych osiągnięć. Nasza współpraca układa się bardzo dobrze.

10904564_914144535283200_6937161605777619693_o

Z.W : Niedawno media podały do wiadomości, że otrzymałaś stypendium od Petro Canada.  Jest to ogromne wyróżnienie, ale także bardzo ważna rzecz, a mianowicie spory zastrzyk gotówki. Czy 10 000 $ to jest duża kwota dla ciebie i na co masz zamiar ją przeznaczyć ?

M.L : Z tej kwoty 10 000$ tylko połowa jest przeznaczona dla mnie, a połowa dla mojego  trenera. Oczywiście 5 000$ to nie jest mała kwota, ale biorąc pod uwagę moje częste wyjazdy zagraniczne, pokryje to tylko cześć moich wydatków.  Na to też zostały przeznaczone te pieniążki – koszty biletów lotniczych i pobytu na moje ostatnie jesienne wyjazdy do Vancouver,  Kansas (US) i Helsinek (Finlandia) J.  Dlatego każda suma jaką czasami mogę dostać bardzo pomaga.

Z.W : Moniko, dziękuję ci za podzielenie się twoją pasją z czytelnikami Kroniki Montrealskiej oraz życzę ci wyróżnienia najwyższego jakim może być dla sportsmenki : Złotego Medalu Olimpijskiego.

M.L :  Dziękuję! Tak, to wielkie marzenie każdego sportowca, ale przecież marzenia trzeba mieć! Chciałabym oczywiście kiedyś pojechać na Igrzyska Olimpijskie, chociaż wiem, że jest to bardzo, bardzo trudne do osiągnięcia. Na razie jednak chciałabym pozostać w kadrze kanadyjskiej i robić cały czas postępy.

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: Devin Manky

Regaty, Polonia Rendez-Vous 2014

tableau2

To był bardzo udany weekend ( 29 sierpień- 01 wrzesień 2014)w naszym Klubie Żeglarskim na brooklyńskiej, morskiej rubieży, choć tym razem spędziliśmy go na gościnnych występach w malowniczym miasteczku Essex, w stanie Connecticut. Właśnie w Essex Marcin Malicki zorganizował największą, doroczną polonijną imprezę żeglarską pod zawsze intrygującą nazwą: Polonia RendezVous, która odbyła się już po raz dwudziesty pierwszy. Polonijną żeglarską randkę wymyślił ponad dwadzieścia lat temu Jurek Kołakowski – legendarny żeglarz i jeden z pierwszych członków naszego młodego wówczas klubu. Jurek z perwersyjną pieczołowitością zadbał o to, aby zlot Polonia RendezVous był wolny od wszelkich organizacyjnych i politycznych nacisków i stał się wyłącznym świętem polonijnego żeglarstwa. Oznacza to, że ta powtarzana każdego roku impreza nie tylko nie posiada żadnej wpływowej afiliacji, ale jednocześnie sama także nie tworzy osobnej organizacji. Każdego roku spośród polskich armatorów (właścicieli jachtów) wybierany jest komodor, który własnym sumptem, wysiłkiem i zdolnościami organizuje zlot polskich żeglarzy w wybranym przez siebie zakątku Wschodniego Wybrzeża. Dzięki temu randka zachowała specyficzny, niesiony falą entuzjazmu charakter, bo nie podlega żadnym zewnętrznym wpływom i interesom. Jest ona czymś w rodzaju randki w ciemno, bo do ostatniej chwili nie bardzo wiadomo nie tylko ile osób zamierza wziąć w niej udział, ale też jaki charakter i energię będzie posiadała impreza.

Jurek Kołakowski zorganizował swoją pierwszą, historyczną Polonia RendezVous w Mystic – także w Connecticut – w przepięknym wiktoriańskim miasteczku o długich związkach z morzem. Do dziś wielu uczestników tamtej imprezy uważa, że ta pierwsza – jak pierwszy pocałunek na randce – smakowała im najbardziej. Potem było już różnie. Niektóre zloty były okazałe i efektowne, jak choćby ten w Greenport, w Baltimore czy na lotniskowcu¨”Intrepid”. Inne były skromniejsze, co nie znaczy wcale, że gorsze – jednak za każdym razem swoją skalą i rozmachem precyzyjnie wskazywały poziom entuzjazmu wśród polskich żeglarzy. A z entuzjazmem różnie bywa i np. w zeszłym roku XX, rocznicowa RVP odbyła się niemalże cudem, w Port Jefferson kiedy to w ostatniej chwili jej honorowym komodorem został nieżyjący już nasz kolega klubowy – Arek Ziółkowski. Pokazało to wyraźnie kryzys w naszym polonijnym środowisku żeglarskim i zapewne istnieje wiele przyczyn takiej właśnie sytuacji, która jak w konradowskiej “Smudze cienia”, ewoluuje i dojrzewa szukając własnej definicji.

Dlatego z ciekawością i niepokojem patrzono jak poradzi sobie z organizacją PRV Marcin Malicki, polski żeglarz z Connecticut, który wybrał na miejsce spotkania urokliwe Essex, przytulone do rozlewającej się w tym miejscu szeroko rzeki Connecticut.To, co dla Jurka Kołakowskiego stanowiło o sile i niezależnym charakterze tej imprezy ma – jak chyba wszystko w życiu – także swoją słabą stronę. Cała odpowiedzialność spada tak naprawdę na barki jednej osoby, która także ponosi ryzyko finansowe, pokrywając wszelkie koszty organizacji zlotu z własnej kieszeni. Jest wspaniale jeśli impreza zwróci się i jej komodor wyjdzie na przysłowiowe zero (PRV nie zarabia ani też nie akumuluje pieniędzy, nie posiada także konta w banku), ale w przeszłości zdarzały się już przypadki, gdy trzeba było przełknąć gorzką pigułkę organizacyjnej porażki i dołożyć do imprezy z własnej kieszeni. Tak więc długi Labor Day weekend miał pokazać nie tylko sprawność Komodora XXI RVP, ale także stan ducha polonijnego żeglarstwa na Wschodnim Wybrzeżu USA.

W sobotę z naszego klubu dotarły do Essex cztery jachty: “Aqua Sound” Mirka Popławskiego, “Czarna Inessa” Leszka Szczepkowskiego, “V&P” Marka Kurka i “Lady” pod Anzelmem Krysą. Znacznie więcej osób dojechało wieczorem samochodami – w tym nasz komandor Sierant ze świtą instruktorek obozu żeglarskiego dla dzieci, z sukcesem zakończonego kilka godzin wcześniej. Essex – senne zazwyczaj – zatętniło intensywnym życiem i polską mową, którą słychać było we wszystkich tawernach miasta. Niestety tylko kilka jachtów z całej polskiej flotylli znalazło miejsce w marinie przy pomoście i większość z nich zakotwiczyla na boi, zdana na łaskę obsługi portu. Z pewnością nie sprzyjało to kontaktom pomiędzy załogami, które są przecież integralną częścią polonijnej randki. Niewielka łódeczka launch service dwoiła się i troiła wożąc polskich żeglarzy z jachtów na brzeg i z powrotem. Serwis działał do 11 wieczorem, ale do pierwszej nad ranem woził wszystkich swoim pontonem niezawodny Andrzej Gruszka.

_DSC0002 _DSC0004 _DSC0012 _DSC0022 _DSC0025 _DSC0028 _DSC0029 _DSC0032 _DSC0037 _DSC0041 _DSC0042 _DSC0063 _DSC0081 _DSC0092 _DSC0097 _DSC0103 _DSC0108 _DSC0110 _DSC0112 _DSC0113 _DSC0114 _DSC0118 _DSC0119 _DSC0127 _DSC0139 _DSC0162 _DSC0172 _DSC0179 _DSC0181 _DSC0202 _DSC0206 _DSC0210

Być może te kłopoty komunikacyjne z brzegiem sprawiły, że przewidziane na drugi dzień, rozpoczynające zlot regaty wystartowały z dużym opóźnieniem. Essex nie leży nad samym morzem i trzeba płynąć w dół rzeki conajmniej godzinę aby dotrzeć do Long Island Sound. Minęło zatem sporo czasu zanim wszyscy regatowcy spotkali się w wyznaczonym punkcie na morzu i można było wystartować wyścig. Początkowo wszystko szło dobrze, bo wiatr wiał rześki, zapowiadając interesującą walkę. Jednak wraz z upływem czasu wiatr gwałtownie osłabł aż wreszcie rozpłynął się w powietrzu nasiąkniętym jak gąbka tropikalną wilgocią. Atmosfera sauny była tak dojmująca, że miało się wrażenie, że żółte od upału powietrze da się pokroić nożem… Jachty ze sflaczałymi żaglami kołysały się żałośnie zdane na łaskę palącego słońca. Widmowe emblematy apatii i zniechęcenia zaczęły pojawiać się w głowach znużonych żeglarzy. Wzmagał się za to ruch w eterze. Komisja Regatowa w akcie rozpaczy próbowała skrócić regaty do minimum, aby tylko wyłonić zwycięzcę i przyznać nagrody. Pogoda była jednak nieubłagana i w końcu podjęto decyzję o rozwiązaniu regat i powrocie na silnikach do portu. Dla niektórych było to wybawienie od udręki morskiej flauty, ale byli też tacy, którzy zdecydowani byli walczyć do końca – niezależnie od pogody. Tymczasem słońce coraz szybciej kryło się za horyzontem a na wieczór zapowiedziano opady deszczu.

Na wspólnym obiedzie w lewiatanowym wnętrzu Dauntless Shipyard nie było więc zwycięzców ani pokonanych. Aby nagrody nie poszły na marne organizatorzy postanowili rozdać je drogą losowania. Uczestnicy zlotu usiedli do obiadu, dodając do wylosowanych nagród oklaski dla tych, którzy do końca opierali się kaprysom pogody. W części oficjalnej przemówili wszyscy, którzy powinni w takiej sytuacji przemowy wygłosić i podziękowano przybyłym za udział w zlocie. Do pulpeta z fasolką zagrała grupa “Gipsy Dream”, którą jednak od innych sławnych Cyganów: tych z “Gipsy Kings” dzielił cały ocean . “Dziś – niestety – prawdziwych Cyganów już nie ma……” Z czasem jednak ruch na parkiecie wzrastał, zaczęły się tańce i nocne Polaków rozmowy – nie tylko o żeglarstwie. A noc była gorąca i duszna. Wilgotność powietrza nie spadała nawet po kilku rundach rzęsistego deszczu. Niż baryczny i zmęczenie powoli zaczęło brać górę a ostatni dzwonek na wodną taksówkę przyspieszył koniec imprezy. Niektórzy czuli z tego powodu niedosyt, dla innych był to właściwy moment aby wrócić na jacht lub do hotelu i odpocząć po trudach dnia. Każda randka ma swój koniec i XXI Polonia RendezVous przeszła tym samym do historii. Jeszcze na koniec Komodor Malicki rozdał na drogę pozostałe po imprezie jedzenie i dzbanki z kawą jeśli ktoś miał takie życzenie. Mógł też wreszcie odetchnąć z ulgą, bo impreza mimo wszystko była udana. Wzięło w niej udział kilkanaście jachtów i niewątpliwie mogło być ich więcej bo mimo, że armatorów z polskim pochodzeniem przybywa, to nie garną się oni do zrzeszania się w polskich klubach żeglarskich, wybierając żeglowanie w pojedynkę lub we własnym gronie – czego oczywiście nie można mieć im za złe. Jurek Kołakowski wiele lat temu przytomnie zauważył, że kiedyś na drewnianych łódkach żeglowali ludzie ze stali a w dzisiejszych czasach jest odwrotnie. Nie znaczy to jednak że jest źle. Cieszy, że kolejna Polonia RendezVous w ogóle sie odbyła i fakt, że przyciagnęła ponad sto osób trzeba uznać za niewątpliwy sukces. Chwała Marcinowi Malickiemu za to, że wziął na siebie odpowiedzialność za powodzenie zlotu. Jest on z pewnością dobrym przykładem dla następnych komodorów tej pięknej i chyba wciąż potrzebnej imprezy. Randka już dawno przekroczyła symboliczną smugę cienia i dojrzalsza jest o doświadczenia tych co organizowali ją wcześniej.

Nie dla wszystkich powrót do Gateway Marina był łatwy. W “Czarnej Inessie” nie tylko zepsuł się silnik, ale i urwało się koło sterowe. Wspaniale i po żeglarsku zachował się Mirek Popławski, który ze swojego “Aqua Sound” rzucił pechowcom cumę i zaholował aż do Port Jefferson, gdzie mogli naprawić łódkę i już o własnych siłach – sterując śrubokrętem – popłynąć w dalszą drogę do domu

XXII Polonia RendezVous już za rok i mam nadzieję spotkać tam nie tylko tych, którzy w zeszły weekend dotarli do Essex, ale także tych, którzy nigdy na takim zlocie nie byli, bo nigdy nie jest za późno aby rozpocząć swoją żeglarską przygodę.

Od redakcji. Notka o autorze : Chris Miekina jest utalentowanym grafikiem i erudytą, od ponad 20-tu lat mieszkającym w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo dobrze znanym i cenionym blogerem , redaktor naczelny portalu Nowa Atlantyda. Żeglarz, podróżnik, odkrywca. Chris Miekina jest sekretarzem Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku. Zaprzyjaźniony redaktor Kroniki Montrealskiej, oraz prywatnie wielki przyjaciel  redaktora naczelnego tejże.

Autor: Krzysztof Miękina

Fot: Zbigniew Wasilewski

Ski Montcalm – ośrodek narciarski w Rawdon

montcalm-pub1

Stacja narciarska w Rawdon, Ski Montcalm została założona w 1969 roku przez Tadka Barnowskiego. Marzeniem tego mistrza narciarskiego z Polski było założenie stacji narciarskiej w Kanadzie. Zawód inżyniera specjalizującego się w strukturach wyciągów narciarskich przywiódł go do prowincji Quebec w Kanadzie. Nieopodal małego miasteczka Rawdon, w regionie Lanaudierem p. Barnowski znalazł nadająca się górę na zrealizowanie swojego marzenia i rozpoczyna prace przy oczyszczaniu zboczy górskich gdzie wkrótce zostają zainstalowane pierwsze wyciągi narciarskie. Stacja bardzo dobrze znana w regionie, znana dzisiaj jest pod nazwą Ski Montcalm. Ten wielki pasjonat narciarstwa oraz pionier przemysłu narciarskiego, zagospodarował trzy zbocza góry, gdzie można odnaleźć różnorodność tras narciarskich, tworząc ośrodek narciarski jakiego nigdy nie widziano w tym regionie.

Dzisiaj tradycja rodzinna jest kontynuowana przez dzieci p. Barnowskiego: Johna i Joannę, którzy zarządzają ośrodkiem z wielkim entuzjazmem i dynamizmem. Misją obecnych zarządców jest kontynuacja zapewnienia najlepszych warunków do uprawiania narciarstwa, profesjonalizm w obsłudze ruchu turystycznego, wszystko to w ciepłej atmosferze gdzie uprawianie sportów zimowych staje się prawdziwą przyjemnością.

Co roku w ośrodku Ski Montcalm,  już od wielu lat organizowane są Polskie Zawody Międzynarodowe. W 2014  zawody odbędą się w sobotę 22 marca w godzinach 10-17. John Barnowski informuje, że bycie Polakiem nie jest obowiązkowe aby brać udział w tych zawodach. W dniu zawodów będzie można skosztować specjałów polskiej kuchni, niewykluczone są również wódka i piwo. Cały dochód z tej imprezy jest przeznaczony  dla młodzieżowego Klubu Narciarskiego Ski Montcalm Rawdon.

Opracował: Z. P. Wasilewski

na podstawie: www.skimontcalm.com

Zimowisko Zuchowe

ImageProxy.mvc

Dzieci w wieku od 5 do 11 lat są zaproszone do uczestnictwa w Zimowisku Zuchowym “Wikingowie” , które odbędzie się od 2 do 7 marca 2014 r. w Parc-Nature du Cap-Saint-Jacques. Program zimowiska przewiduje rozmaite turnieje, zabawy, gry, śpiew, majsterkowanie i gawędy. Zuchy będą korzystać z uroków zimy i poznawać zjawiska przyrodnicze oraz zdobywać sprawności zuchowe. Udział w Zimowisku jest to wspaniały sposób nauczenia się życia w grupie i głębszego poznawania języka polskiego. W koszt zimowiska jest wliczony nocleg i wyzywienie, wynajem sprzetu,  oraz wszystkie zajęcia.Poniżej kilka migawek z ubiegłorocznego zimowiska zuchów . Zdjęcia pochodzą od harcerek hufca Ogniwo w Montrealu.

12345678

9

10

Ponieważ ilość miejsc jest orgraniczona, prosimy o zgłoszenia do dnia 16 lutego 2014 r.12

Więcej informacji może udzielić Komendantka Zimowiska, Dhna Maya Stawska  (maya.stawska@gmail.com) oraz Hufcowa, Dhna Agatha Czyzykiewicz pod numerem (514) 626-9404.

Formulaż zgłoszenia na zimowisko zuchowe

Do zobaczenia na Zimowisku!

Ogrody zachwycające

_DSC0146

W montrealskim ogrodzie botanicznym trwa obecnie wystawa rzeźb. Niezwykłe są to rzeźby  ponieważ efekt tej sztuki jest wynikiem znajomości wielu dyscyplin nauki,artystycznej wyobraźni,rozmachu,  odwagi artystycznej gdzie cała tematyka skierowana jest na naturę,naturalnymi środkami wykonana oraz w naturalnym rezerwacie natury prezentowana. Wystawa mistrzów ogrodnictwa z całego świata potrwa w Montrealu do 29 września 2013 roku. To co udało się reporterowi Kroniki Montrealskiej ogarnąć okiem fotograficznego obiektywu jest jedynie przystawką do prawdziwej uczty dla ducha i oczu. Należy się wybrać do ogrodu botanicznego w bardzo słoneczny dzień aby w pełni docenić kolorystykę tych przestrzennych kreacji roślinnych. Moja najkrótsza recenzja na temat tej wystawy ?

Za-chwy-ca-ją-ce !!!

Resztę niech dopowiedzą zdjęcia :)
_DSC0010 _DSC0013 _DSC0016 _DSC0021 _DSC0030 _DSC0032 _DSC0035 _DSC0041 Jako dodatek do i tak już zachwycającego spektaklu był ten pokaz chińskiej opery w wykonaniu oryginalnej chińskiej trupy teatralnej…_DSC0043 _DSC0047 _DSC0048 _DSC0050 _DSC0097 _DSC0114 _DSC0116 _DSC0123 _DSC0126 _DSC0131 _DSC0143 _DSC0247 _DSC0255 _DSC0258 _DSC0261

Autor:Zbigniew Wasilewski

Zdjęcia:ZbigniewWasilewski

Siłacz wszechczasów-Louis Cyr

_DSC0019

Louis Cyr urodził się w listopadzie 1863 roku w podmontrealskiej miejscowości Saint-Cyprien-de-Napierville. Jest to sylwetka z historii prowincji Quebec,która jest bardzo popularna wśród frankofońskiej populacji Quebecu oraz powodem jej dumy ze względu na to, że był to człowiek o prawdziwie nie ludzkiej sile. W swoich czasach był nazywany Samsonem. Jego niektóre  wyczyny zostały udokumentowane i do dzisiaj wprawiają w zdumienie a wiele jego rekordów pozostaje nie pokonanych do dzisiaj. Louis Cyr jes uważany za największego siłacza wczechczasów. Quebecki mocarz urodził się w biednej rodzinie rolników, jego ojciec Pierre Cyr aby zapewnić byt swojej rodzinie pracuje również jako drwal przy wyrębie lasów ,ponieważ samo gospodarstwo rolne nie wystarcza na zaspokojenie potrzeb bardzo licznej gromadki dzieci. Według podań, Louis odziedziczył swoją legendarną siłę nie po ojcu lecz po matce Filomenie Berger-Verronneau, która mierzyła 1,83 cm wzrostu i ważyła 109 kg. co jej z pewnością przydawało autorytetu i pomagało zaprowadzić ład i porządek w wśród swojego potomstwa złożonego z siedemnaściorga dzieci z których Louis był najstarszy.

_DSC0011

W grudniu 1878 roku 15-letni Louis emigruje za chlebem wraz z rodziną do stanu Massachusetts osiedlając się w miejscowości Lowell. Szybko znajduje pracę w fabryce tekstylnej,lecz po roku rezygnuje z niej i szuka zajęcia bardziej mu odpowiadającego czyli coś związanego gospodarstwem rolnym. Przechadzając się wśród pól jego uwagę przyciągnęło jedno większe gospodarstwo gdzie poprosił o zatrudnienie. Gospodarz zanim go przyjął do pracy postanowił sprawdzić jego sprawność fizyczną. Zaprowadził go za stodołę i wskazał mu zwałowisko cegieł,które Louis miał załadować na furmankę,zaprzęgnąć do furmanki konia,który miał wrócić z pastwiska przed zachodem słońca ,przewieźć cegły w drugi koniec zagrody,wyładować cegły i odprowadzić konia do stajni. Na to zadanie gospodarz wyznaczył całe popołudnie. Louis ochoczo zabrał się do egzaminu,załadował wszystkie cegły na wóz w bardzo szybkim czasie i nie czekając na powrót konia z pastwiska sam przeciągnął furmankę we wskazane miejsce,wyładował cegły i po godzinie zameldował o wykonaniu zadania zdumionemu gospodarzowi. Louis zdał egzamin i otrzymał nową pracę. :)

7900774420_04275932e2_zRównież przypadek sprawił, że Louis Cyr w bardzo szybki sposób dostąpił sławy i stanął na arenach zmierzając się z największymi siłaczami na świecie. Pewnego dnia wracając z miasteczka do domu,zauważył powóz zapadnięty w bagno aż po same ośki. Mimo tego,że woźnica okładał konia batem ,koń się jedynie szarpał na boki nie dając rady wyciągnąć powozu z dziury z błotem. Widząc to Louis ,zaparł się solidnie i swoim umięśnionym ramieniem wypchnął powóz z uwięzienia. Zdumiony właściciel powozu jego bardziej niż końską siłą zaprosił Louisa do Bostonu na konkurs siłaczy z regionu. Ten konkurs w Bostonie jest prawdziwie pierwszym momentem sławy w biografii Louisa Cyra. Przewidziana była tylko jedna konkurencja;należało na własnych barkach podnieść na wyprostowane nogi konia :) . Spośród trzech konkurentów jedynie Louis zdołał to uczynić.

_DSC0010Montreal,pomnik Louis Cyr

_DSC0017Detal z pomnika Louis Cyr

Po takim sukcesie osiągniętym w Bostonie,Louis Cyr zostaje okrzyknięty  bohaterem w amerykańskim Lowell. W tym też miasteczku poznaje Melinę,dziewczynę pochodzącą również z Quebecu,która poźniej będzie jego żoną. Siłacz zaczyna początkowo przyjmować zakłady o drobne kwoty które zawsze wygrywa. Z czasem jest zaangażowany przez organizatora pokazów siły za 25 dolarów tygodniowo,lecz ten układ nie potrwa długo ponieważ jego agent okazał sie zwykłym oszustem nie dotrzymującym warunków umowy. Louis Cyr po przygodzie z oszustem, który zarobił bardzo dobrze na jego sile postanawia sam organizować spektakle,którego głównym aktorem będzie on sam. Już po powrocie do rodzinnego Quebecu ze swoją żoną Meliną, rozpoczyna organizowanie spektakli. Pierwsze tourne w prowincji Quebec było ogromnym sukcesem i od tej chwili Louis postanawia zarabiać na życie demonstrując jego nieludzką siłę. Po pierwszym tourne,Lois wraz z żoną Meliną osiedlają się w Montrealu. Żona w ciąży stawia warunek Louisowi;musi sobie znaleźć stałą pracę w Montrealu do chwili narodzin dziecka.  Mer Montrealu dowiadując się,że wielki siłacz poszukuje pracy proponuje Louisowi miejsce w policji montrealskiej.  Według podań to właśnie temu siłaczowi zawdzięcza się wprowadzenie porządku w najbardziej niebezpiecznej w tamtych czasach dzielnicy Montrealu,jakim była dzielnica Saint-Cunegonde.  Była to dzielnica, do której nawet uzbrojona policja bała się zaglądać. Louis Cyr oprócz siły był wyposażony również w odwagę. Bardzo często patrolował tą dzielnicę i podobno łapał drobnych rzezimieszków po 3-4 sztuki na raz przyciskając ich do swojej klaty swoimi ramionami ze stali lub co bardziej opornych traktował swoją pięścią tylko raz aby mogli odzyskać przytomność dopiero na komisariacie policji :)  Po kilku miesiącach obecności kolosa w mundurze policyjnym dzielnica odzyskuje względny spokój.

_DSC0019

Wyczyny Louisa odbywały się w czasach kiedy to jeszcze nie było pojęcia konkurencji sportowej znanej nam dzisiaj. Nowoczesne igrzyska Olimpijskie zostały zainaugurowane w 1896 roku Olimpiadą w Atenach.  Niektóre z wyczynów siłacza wszechczasów zostały przesadzone poprzez przekazujących ustnie jego legendę, natomiast istnieją fakty udokumentowane z jego pokazów;

-podniósł platformę na swoich plecach z osiemnastoma osobami ważącymi 1967 kilogramów

-podniósł 250 kg ciężar swoim wskazującym palcem prawej ręki

-popchnął w górę wagon kolejowy na równi pochyłej

-podniósł 124 kg. ciężar powyżej swojej głowy za pomocą prawej ręki.

Podczas demonstracji siły  12 października 1891 roku w Montrealu Louis zdołał przetrzymać dwie pary koni mających rozerwać jego złączone ramiona .

arton35158

W tym roku przypada 150 rocznica urodzin największego siłacza wszechczasów. Kanadyjskie kino podkreśliło ten fakt produkcją filmu fabularnego,który jest wyświetlany od kilku dni we wszystkich salach kinowych Quebecu.

_DSC0015

Pomnik siłacza znajduje się w dzielnicy,w której kiedyś był na służbie w policji montrealskiej w pobliżu parku Des Hommes-Forts (pol: Park Siłaczy )

_DSC0008

_DSC0009

Autor: Zbigniew Wasilewski

zdjęcia: Zbigniew Wasilewski,materiały archiwalne

Wio koniku ! na kolację zajedziemy akurat

DSC_0153

Historia Oberży Parkera w miejscowości Val David w górach Laurentydach rozpoczyna się w 1944 roku. W tym właśnie roku pewien księgowy zakupił kawałek terenu nad małym lecz niezwykle malowniczym jeziorem. Mały początkowo domek letniskowy miał służyć jego rodzinie . Gościnność pana Parkera sprawiła ,że w krótkim czasie w to miejsce zaczęli przyjeżdzać przyjaciele rodziny Parkerów a potem przyjaciele przyjaciół. Mały domek został rozbudowany i w 1948 roku, właściciel przeobraził tą posiadłość w oberżę. Obecni właściciele z dumą podkreślają,że jednym z pierwszych gości w oberży był słynny Jack Rabbit, (Herman Smith-Johanssen,1875-1976) narciarz norweski mieszkający większą część życia w Kanadzie, pionier narciarstwa w krajach Europy i Ameryki. Zyskał popularność pod przydomkiem Jackrabbit, otrzymanym od indian kanadyjskich za to ,że przemieszczał się z dużo większą szybkością na nartach biegowych niż Indianie ,którzy używali rakiet śniegowych . Dodatkową sławę przyniosła mu długowieczność – dożył 111 lat i 204 dni, będąc w chwili śmierci najstarszym żyjącym mężczyzną na świecie. Obecnie właścicielami oberży jest para Polaków. Wśród Polonii montrealskiej to miejsce jest znane jako Oberża u Jasia i Małgosi pochodząca od imion właścicieli. W sobotę 23 lutego 2013 odbył się kulig w Val David zakończony kolacją w Oberży u Jasia i Małgosi. Organizatorowi p. Andrzejowi Czyżykiewiczowi udało się zebrać grupę ponad 70 osób. Całe wydarzenie odbyło się w bajkowej scenerii z wszystkimi urokami kanadyjskiej zimy:

1 fot:Artur Łubniewski2 8 DSC_0083Organizator kuligu,Andrzej Czyżykiewicz
DSC_0086 DSC_0089 DSC_0095 DSC_0101 DSC_0105 DSC_0113 DSC_0118 DSC_0124 DSC_0151 DSC_0153 DSC_0157Oberża u Jasia i Małgosi,widok z zamarzniętego jezioraDSC_0165 DSC_0173 DSC_0176 DSC_0190 DSC_0196 DSC_0199

Autor Zbigniew Wasilewski

foto:Zbigniew Wasilewski