DSC_0077

Mój kraj nie jest krajem,to jest zima

Poemat “Mój kraj” został skomponowany w 1964 roku przez Gilles Vigneault (muzyka i teksty), utwór został More »

DSC_4548

NA SZCZUPAKA DO PRZERĘBLA

Łowienie ryb spod lodu jest kanadyjskim zwyczajem odziedziczonym od Indian. Wędkowanie pod lodem inaczej zwane też More »

70653612

Anioł był…

Anioł był wczoraj bardzo wczesnym rankiem Nazywał się Jan lub Joanna… nie pamiętam dokładnie Tomek z More »

Bałwan

Bałwan ze śniegu

Bolesław Leśmian ( 1877-1937) najbardziej skrajna indywidualność twórcza literatury polskiej XX wieku. Leśmian postrzega świat w More »

El-Che_3

Mauzoleum terroryzmu

Komunistyczny rząd Kuby nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedykolwiek zostaną odkryte zwłoki Ernesto Che More »

_DSC0079

Pola chwały

Pole Chwały (fr;Champ d’honneur) znajduje się w Pointe-Claire na obrzeżach Montrealu. Jest to miejsce spoczynku zarezerwowane More »

Puste Miejsca

Puste miejsca Do przeszłości często powracam. Przybywam. I jak gość nieproszony, pokornie O jałmużnę wyciągam rękę… More »

_DSC0511

Jesień  w dolinie  łagodności

Buddyzm, jedna z wielkich religii uniwersalistycznych, która rozwijała się począwszy od V w. p.n.e., a jej punkt More »

atom_bomb_nuclear_weapon_nuke_sticker-p217734592870808075envb3_400

Bunkier premiera Diefenbakera

W odległości 35 kilometrów od stolicy Kanady; Ottawy w miejscowości Carp, 30 metrów pod ziemią znajduje More »

mont saint- sauveur 2008 011

United colors of quebec

Na północ od Montrealu, jakieś 45 minut jazdy samochodem zaczyna się masyw Gór Laurentyńskich. Są to More »

DSC_0920

Kurtuazyjna wizyta Ambasadora Honorowego Polonii Quebeckiej w Montrealu

W dniach 3-4 września gościł w Montrealu Ambasador Honorowy Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg Quebek, Pan Bogusław More »

192312

JAN KIEPURA, 1902-1966 – NAJSŁAWNIEJSZY POLSKI TENOR

Z Martą Eggerth, żoną artysty rozmawia Piotr Wiesław Grajda, czerwiec  1989 W sierpniu tego roku przypada More »

DSC_0349

Robert Pludowski-malarz. Największy mistrz sztuki współczesnej, wierny kontynuator ekspresjonizmu abstrakcyjnego.

Robert Pludowski jest Polakiem mieszkającym w Montrealu. Jest artystą malarzem. Jest właścicielem galerii sztuki Christo Stefanoff More »

Capture d’écran 2016-08-17 à 15.58.38

Pokaz filmu pt. Ojcu

Polonia montrealska będzie miał okazję obejrzeć długo oczekiwany film pt. “Ojcu” polonijnych producentek filmowych Liliany Komorowskiej More »

1023x682_o0vyd8

Niewinne

Oparty na prawdziwej historii najnowszy film Anne Fontaine, autorki pamiętnych „Coco Chanel” i „Dziewczyny z Monaco”. More »

DSC_0007

Zdeptane Buty Felixa

Felix Leclerc urodził się 2 sierpnia 1914 roku w małej górskiej miejscowości La Tuque w kanadyjskiej More »

Mynarski

Andrew Mynarski, polsko-kanadyjski heros

06 czerwca tego roku minęła 72 rocznica alianckiej inwazji we Francji, znanej pod nazwą Lądowania w Normandii More »

corrida_de_juillet

Milczenie byków

Aria torreadora, po polsku bardziej znana jako „Zabiłem byka”, pochodzi z opery „Carmen” Georges’a Bizeta. Jest toastem na cześć More »

Sonety Emigranta : 1

Sonet Ta kraina powraca w moich snach intymnych Porzucona ,powiedziałbyś… zdradzona Ta kraina, których jezior nie More »

ralph_modjeski_1

Ralph Modjeski-największy budowniczy mostów w Ameryce

Rudolf Modrzejewski urodził się w Bochni (Salzberg) 27 stycznia 1861 r.w  ówczesnej Galicji pod zaborem austriackim.  Rodzicami Ralpha More »

canadian art

Dzieła rozczochrane. Jean-Paul Riopelle

Jean-Paul Riopelle,malarz,rzeźbiarz kanadyjski urodzony w Montrealu 07 października 1926,zmarł 12 marca 2002 r. w Saint-Antoine-de-l’Isle-aux-Grues. Już More »

st-jea10

Św Jan Chrzciciel w kolorze blue

Każdego roku w kanadyjskiej prowincji Quebec, dzień 24 czerwca jest niezwykle ważnym dniem ,kiedy to jest More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

DSC_1344

Ostatni dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Prezydent Andrzej Duda w środę 11 maja w Ottawie podczas spotkania z Gubernatorem Generalnym Kanady Davidem More »

DSC_0061

Srebrny jubileusz kapłaństwa Ojca Darka

W niedzielę, 22 maja 2016 miała miejsce uroczysta msza św. poprzedzająca bankiet z okazji jubileuszu 25 More »

DSC02035

Jakub Muda z trasy. Kierunek: Kosmos. Wywiad

Jakub Muda, ur w 1993 r. w Warszawie, mieszkaniec Montrealu, student Concordia University na kierunku chemia More »

DSC_1234

Drugi dzień wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie

Podczas drugiego dnia  wizyty Prezydent RP spotkał się w jednostce wojskowej w Petawawie z grupą żołnierzy More »

zolnierze_wykleci-znak

Projekcja filmu o Żołnierzu Niezłomnym ps. Zapora

Klub Gazety Polskiej w Montrealu im. prof. Józefa Lityńskiego we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej w More »

DSC_0916

Prezydent Andrzej Duda w kanadyjskiej jednostce wojskowej

W czasie oficjalnej wizyty polskiej Pary Prezydenckiej w Kanadzie w dniach 9-11 maja 2016 odbyło się More »

134362_czerwone-maki-zboze

“CZERWONE MAKI” ZAKWITŁY W NOCY…

“CZERWONE MAKI”  ZAKWITŁY W NOCY… Archiwalna Rozmowa z Feliksem Konarskim, Ref-Renem (1907-1991) Autor:Piotr Grajda, Toronto Kolejna More »

Category Archives: Proza

Kawiarnia Literacka w Montrealu

KAFEJKA LITERACKA
Kanadyjska Fundacja Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Montrealu zaprasza na pierwsze spotkanie z cyklu Kawiarnia Literacka.Temat  wieczoru to: “Polubić różnice – wielokulturowość, imigracja, pogranicza”. Dlaczego taki właśnie temat? Sami jako imigranci i podróżnicy, wzbogacamy się wzajemnie różnicami kulturowymi krajów przez które przeszliśmy, w których się osiedliliśmy, różnicami ludzi, ktorych spotykaliśmy, z którymi się zaprzyjaźniliśmy..
Fundacja

 Zaproszony gość – Krzysztof Czyżewski – twórca Fundacji “Pogranicze” jest eseistą i animatorem działań międzykulturowych, inicjatorem programów dialogu międzykulturowego w Europie Środkowej, na Bałkanach, Kaukazie, Azji Środkowej, Indonezji, Bhutanie i innych pograniczach świata. Otworzył w dworku w Krasnogrudzie (byłej własności rodziny Miłoszów, przekazanej “Pograniczu”) Międzynarodowe Centrum Dialogu. Jest autorem wielu książek, wykładowcą na kilku światowych uniwersytetach i laureatem rozlicznych nagród krajowych i zagranicznych.*

plakat

Ponadto w wieczorze udział wezmą artyści: Magdalena Wolny – fortepian i Janusz Wolny – baryton. Fragmenty prozy Czesława Miłosza zaprezentuje – Jan Porowski, Spotkanie poprowadzi Bożena Szara

Wieczór  “Polubić różnice” otwiera serię spotkań Kawiarni Literackiej, gdzie w towarzystwie specjalnych gości, którzy będą  prezentować swe życiowe pasje i osiągnięcia, publiczność także będzie miała okazję dzielić się swoimi przeżyciami, wspomnieniami i anegdotami.

Każde spotkanie wzbogacone będzie muzyką i fragmentami prozy związanymi z tematem wieczoru. Rozmowy kontynuować będziemy przy kawie i serwowanych słodkościach.

Na kolejny wieczór Kawiarni Literackiej zapraszamy już w grudniu, zaś tematem spotkania będą polskie tradycje świąteczne. Szczegóły wkrótce.

Jolanta Duniewicz, Prezes Kanadyjskiej Fundacji Dziedzictwa Polsko-Żydowskiego w Montrealu

Nadesłane do redakcji

 

Reminiscencje kanadyjsko – galicyjskie, czyli lato u babci Anieli

krowa-elciowa

Lato u babci Anieli było nad wyraz interesujące… po pierwsze ta strzecha na stodole, stolnica na stole pełna mąki i pierogi ruskie lepione z taką wprawą i finezją, że samo patrzenie na to dzieło, oprócz ślinotoku,  wprawiało w osłupienie. Cztery wielkie chleby pieczone w wielkim piecu raz na tydzień, na liściach zielonej  kapusty, ten jego zapach wkręcający się w nozdrza i szklanka świeżego mleka. Kulebiak, przy okazji pieczenia chleba, taki pieróg z ciasta pozostałego, nadziewany tym czym fantazja babci Anieli i artyzm, inwencja kulinarna pozwalała i zasób komórki. Raz były to nadziewańce kartoflano-serowe, innym razem kapuściano-grzybowe, te moje ulubione, najlepsze, tak bardzo wyborne, że do dzisiaj nie uwolniłem się od ich smaku.

Lato u babci Anieli, to także warzywniak, ogródek za parkanem zza którego wyłaziły pędy malin jako zapowiedź grzechu, bo zgrzeszyć koniecznie trzeba było. Zakazane smakuje… i to jeszcze jak!  Do ogrodu można było wejść za pozwoleniem, lub raczej na prośbę babci Anieli, która tak całkiem zwyczajnie potrzebowała kilka marchewek, dwie cebule, cztery ogórki i koszyk opadłych jabłek. I to był obłęd totalny – otwierasz furtkę zakazaną i co widzisz? Maliny!!! Kurcze skurczone w poprzek!!! Takie dojrzałe i pachnące i nawet kilka leżących na ziemi. Toż to rozpusta. No dobrze, tylko jedną malinkę na spróbowanie, czy one dobre są, soczyste, słodkie, tylko jeszcze jedną z troski o to, czy robaki brzydkie nie za bardzo atakują, a może biedronki też malinkami się zbytnio interesują? Zaraz, zaraz… czy maliny nie mają podobnego smaku do poziomek? Maliny? Coś już słyszałem o Balladynie, ale nie byłem pewien… więc, aby się upewnić zerwałem jeszcze kilka i smak mi nic nie mówił ani o Alinie, ani o Balladynie.

I tak jeszcze myślałem chwilę jakoś o baśniach… gdy nagle wołaniem babci Anieli zostałem przywołany do porządku. Ani ogórków, ani marchewki, bez cebuli, bezradny z miną spóźnionego na pociąg wyłażę z tej dżungli i idę pokonany na obiad: misa młodych ziemniaków posypanych lekko koperkiem i spóźniona mizeria z ogórków.

Tego wieczora, tuż przed zaśnięciem zastanawiałem się nad związkiem malin i ludzką głuchotą, wierząc, że żuraw – nie ten od czapli – pochylił głowę i śpi, aby wczesnym rankiem zaczerpnąć ze studni wiadro orzeźwiającej wody..

Autor: Monsieur LaPadite

Magnifique Paris….

0f7651c88da0734692a72210.L

Czy jest jakis przepis na to miasto?

Może tak… szary bruk Montmartre’u należy nasycić czerwienią Moulin Rouge, dodać garść świateł Champs Elysées i wieży Eiffla. Uzupełnić paryskimi dźwiękami, bo dźwieki są najważniejsze, a więc trochę kawiarnianego gwaru, stukot obcasów wytwornych paryżanek, dostojny dźwięk dzwonów Katedry Notre Dame i szczyptę akordeonu z piosenek Edith Piaf. Wszystko to, należy przyprawić tesknotą zawartą w poezji Jacquesa Brela i niepowtarzalnym nastrojem piosenek Charlesa Aznavoura. Gotowe? Chyba jednak nie. Na Paryż nie ma dobrego przepisu. Tu trzeba po prostu być.

1960941_726340420737056_7446905584688695661_o 10631148_726336530737445_7212721103485496622_o

Tydzień, nawet miesiąc spędzony w Paryżu nie wystarczy, by powiedzieć: znam to miasto, niczym mnie nie zaskoczy. Bo ono zaskakuje zawsze. Choć symetryczne, promieniste i uporządkowane – a jednak nieprzewidywalne. Dwieście lat temu pewien urbanista wpadł na pomysł, by Paryż przebudować. Tak, żeby nie mogła tu już stanąć żadna barykada. Wyburzono całe dzielnice, ulice poszerzono. A mimo to Paryż zachował duszę, ciało i wszystkie swoje tajemnice. Jest trochę niepokojący, a przy tym pociągający. Każdy, kto był choć raz w Paryżu, wie o czym mówię.

1888883_726345477403217_8947193906278987519_o 1956911_726355337402231_3240586380701539784_o 1982250_726346234069808_4811993758549137703_n 10375507_726343204070111_7286773547856365921_n
A jeśli ktoś wybiera się po raz pierwszy niech zapomni o tym, co przeczytał
w przewodnikach. Nie radzę wyznaczać sobie tras z obowiązkowymi punktami programu: Wieża Eiffla, Louvre, Centrum Pompidou. To zawsze zdąży się zobaczyć. Najpierw trzeba zanurzć się w miasto. Poznawać je na swój sposób, warto pospacerować bocznymi uliczkami, pozaglądać do klatek schodowych, odkryć ogrody za murami, posiedzieć w kawiarniach. Tylko tak można dotknąć tego wyjątkowego miasta, poczuć jego aurę i powietrze.
To, o którym pisał Wictor Hugo, że nim oddycha dusza.

1053062_726353214069110_3248055804946662003_o 1973887_726342320736866_7022872346302430510_o 10592802_726341057403659_5039502475490153783_n 10668686_726344437403321_8324891960126712302_o 10679689_726345087403256_4619001074144855388_o 10700194_726340864070345_3599901707446955700_o

Gdy przylatuję do Paryża wczesnym rankiem nie odpoczywam po całonocnej podróży, bo nie mogę doczekać się by wyruszyć w miasto.
Zazwyczaj witam się z nim na wzgórzu Montmartre. Można tam dojechać metrem albo kolejką turystyczną, ale ja wolę iść pieszo. Od hotelu, gdzie zwykle zatrzymuję się, to tylko kilka przecznic. Wspinam się zakrętami uliczki Lepic, mijam bar „Pod dwoma wiatrakami”, w którym kręcono „Amelię”. Czy ktoś pamięta ten film? Tuż po świcie Montmartre. jest jeszcze pusty i senny.10258191_726345337403231_5284913922708916168_n
Na górze śnieżnobiała Bazylika Sacré Coeur odbija słońce, a ja, mrużąc oczy, spoglądam w dół. Stokroć wolę ten widok niż panoramę z Wieży Eiffla. Dwa kroki od bazyliki jest Place du Tertre. Powoli zapełnia się ludźmi. Kelnerzy rozstawiają krzesła, sklepikarze towary: pocztówki, pamiątki różnego sortu. Siadam przy kawiarnianym stoliku, twarzą do ulicy i przechodniów – tak jak mają w zwyczaju paryżanie. Obserwuję. Turystów jeszcze niewielu, ale przychodzą już malarze. Stawiają sztalugi, parasole i swoje prace: głównie portrety robione na zamówienie, dla pieniędzy, ale i trochę dla zabawy. Jakoś mnie nie razi, że to czysta komercja. Może dlatego, że wciąż czuje się tu ducha paryskiej bohemy. A może to sprawka Toulouse-Lautreca, który po pijaku odgrażał się, że będzie na Montmartre wracał i po śmierci.

10686952_726344934069938_8707037900470432738_n

10688206_726340637403701_5331538975841335464_o

Piję kawę, kruszę croissanta. Francuskie śniadanie: rogalik lub bagietka z masłem i dżemem w Paryżu smakuje najlepiej. Podobnie jak kawa serwowana do stolika wystawionego na ulicę. Kawa pod chmurką kosztuje znacznie więcej niż ta sama podana w kawiarni albo przy bufecie. Taki jest Paryż. Napój bogów serwowany przy stoliku ustawionym na chodniku i swieżutki croisant to czysta poezja.
Z Placu Tertre niedaleko do innego placu – tego, którego nazwę każdy Polak natychmiast skojarzy z kasztanami i….z serialem telewizyjnym „Stawka większa niż życie”. Hasło: „Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle” Odzew: “Zuzanna lubi je tylko jesienią”. I jeszcze odpowiedz. „Przesyła Ci swieżą partię”. Czy istotnie kasztany na Placu Pigalle są najlepsze? No cóż. Nigdy nie widziałam tam żadnego straganu. Za to stoiska z gorącym przysmakiem w charakterystycznych papierowych torebkach można spotkać w wielu miejscach miasta. Mnie, podobnie jak Zuzannie, kasztany najlepiej smakują jesienią, ale ponoć zimą są smaczniejsze, bo świetnie rozgrzewają….:-)))

Po sąsiedzku Placu Pigalle mieści się sławny Moulin Rouge. Kabaret nie ma już świetności dawnej rewii, ale ciągle szerokim strumieniem leje się tu szampan i pracują najładniejsze dziewczyny w Europie. I można zobaczyć spektakl ten sam od ponad stu lat: „La Nouvelle révue Féerie” – show z udziałem kilkudziesięciu tancerek i tancerzy. Zostawmy jednak klimat bohemy, malarzy, kabaretowych tancerek i bukinistów.

10655412_726342087403556_3385864825117521568_o 10708513_726342697403495_294729740347111755_o

1973887_726342320736866_7022872346302430510_o
Nie można będąc w Paryżu, nie wybrać się do Louvru… Wszyscy wiedzą, że Louvre jest największym muzeum sztuki na świecie, ale mało kto wie, że gdyby nie Florian Trawiński, zostałyby po nim tylko zgliszcza. W 1871 roku miał miejsce rewolucyjny zryw ludności Paryża, która za cel postawiła sobie gruntową przebudowę ustoju Francji. W Komunie Paryskiej brało udział również wielu Polaków, z czego najczęściej przywołuje się postać Jarosława Dąbrowskiego. Często zapomina się o powołanym przez władze rewolucyjne na stanowisko kierownika resortu kultury i sztuki Florianie Trawińskim. A to on, na przekór rozkazom wydanym przez swoich zwierzchników, zamienił beczki z naftą na beczki z wodą, chroniąc w ten sposób Louvre przed całkowitym spaleniem. Po stłumieniu Komuny Paryskiej, Polak w przeciwieństwie do większości rewolucjonistów, którzy trafili do więzień lub zostali skazani na karę śmierci, dzięki swojemu czynowi zdobył wielki szacunek i uznanie. W ramach podziękowania został powołany na stanowisko dyrektora Louvre, które pełnił przez wiele lat.

Wiosną odwiedzam obowiązkowo Ogrody Tuileries, które rozpościerają się na zachód od Louvru. Mówią o nich zielony salon Paryża. A z największego muzeum świata do zielonego salonu tylko kilka kroków. Wychodząc z parku trafiam na majestatyczny Plac de la Concorde. Niegdyś scena krwawych egzekucji, teraz miejsce spotkań turystów i jeden z punków arientacyjnych. Środek tego przestrzennego, brukowanego placu wyznacza gigantyczny obelisk z różowego granitu sprzed 3 tysięcy 300 lat (sprowadzony ze światyni Ramzesa w Luksorze), a w jego czterech narożnikach stoi osiem posągów kobiet, symbolizujących główne miasta Francji.

1234201_726350380736060_7884675892172236183_n 10415703_726347704069661_4627008238604893770_n 10629794_726352520735846_181224002402124769_n

Z Place de la Concorde już niedaleko (kilka przecznic) do muzeum Rodina, zgodnie z nazwą poświęcone temu wybitnemu rzeźbiarzowi. Mam do tego miejsca szczególny sentyment. Piękny pałac pełen rzeźb stoi w ogromnym, cienistym parku. To świątynia rzeźby. Przechadzając się alejkami ogrodu przypominam sobie sceny z filmu o Auguste Rodinie. Ten z Gerardem Depardieu i Isabelle Adjani, która grała Camille Claudel, uczennicę, modelkę i kochankę Rodina. Postać niezwykła i tragiczna. Była mu wierna do obłędu, ale on nigdy nie zgodził się, by była w jego życiu jedyną. Chciała mu dać dziecko, ale została zmuszona do aborcji. Opowiadała swoją rozpacz w kamieniu i w brązie – genialnie! W paryskim światku mówiło się potem, że mistrz wzorował się na jej pracach. A nawet, że to Camille była prawdziwą autorką niektórych dzieł Rodina. Swego czasu spotykali się potajemnie w „Cygańskiej zagrodzie” przy bulwarze d’Italie. Co ciekawe, kiedyś bywał tam też Alfred de Musset z George Sand, nim jeszcze poznała Chopina.

10371455_726352204069211_7534086287580637422_n 10628046_726350490736049_6997999048064251414_n

Paryż to dwadzieścia odrębnych dzielnic. Każda ma swój charakter i klimat. By zobaczyć jak najwięcej, najlepiej jeździć metrem. Sieć podziemnej kolei jest imponująca i tak gęsta, jak w żadnym innym mieście europejskim. Lecz wielkość i rozmach miasta ponoć najlepiej docenić ze statku pływającego po Sekwanie. Ale ja od pływania barką wolę wędrować legendarnymi nadrzecznymi bulwarami.10668933_726341647403600_4233202299287018986_o

Gdy jestem w Paryżu w maju, idę na spacer nad romantyczny kanał Świętego Marcina, który wije się wśród drzew, spięty malowniczymi mostami. Kwitnące szpalery kasztanowców płoną jak pochodnie. A ja przyglądam się statkom czekającym na otwarcie śluzy. Nikt się nie spieszy, spokojna rzeka przekonuje, że na wszystko jest czas…

10689478_726341510736947_182287615979962988_n

Ah Paris…. Magnifique…. Au revoir….. :)

Autor: Bożena Szara

Fot: Bożena Szara

Montrealczycy od A do Z – Karim

palestinian_territory_round_icon_640

Zatrzymał przy oknie, lekko pochylony, oparł rękę na chłodnym, kamiennym parapecie i spojrzał na małą wnękę w głębi korytarza. Przez chwilę przyglądał się jej w zamyśleniu, jak kot poszukujący schronienia w deszczowy dzień. W korytarzu panował półmrok. Przez zakurzoną szybę okna przezierały pojedyńcze promienie słońca. W otoczeniu żółto-szarej mgiełki porannego światła, drobna, nieruchoma sylwetka Karima nabrała odcienia stali. Panująca wokół cisza sprzyjała zadumie.  Dopiero na dźwięk kroków , Karim odwrócił się, a na jego twarzy zajaśniał uśmiech.

„Oh…to ty, zadumałem się trochę.”

„ A nad czymże to?” starała się by ton jej glosu brzmiał żartobliwie.

Zawahał się, „ Mam rodzinę w Gaza a tam teraz giną ludzie…” dodał mimowolnym szeptem.

Skinęła głową i oboje zamilkli. Pierwszy milczenie przerwal Karim. Wskazał ręką na okienny parapet i nienaturalnie głośno powiedział. „ Ładny kamień.”
Parapet był jednolicie szary i chropowaty. Nie mogla dopatrzyć sie w nim żadnego uroku. Zrozumiała że Karim szuka neutralnego tematu do rozmowy.

„Mamy dzisiaj piękny, słoneczny dzień …,”zaczęła niepewnie.
Na  czole Karima pojawiła się nagle głęboka bruzda. Spojrzal na swą rozmówczynię jak zagubione dziecko.

„ Powiedz mi czemu nie ma sprawiedliwości na świecie?”

Tyle już razy, w przeszłosci, zadawała sobie podobne pytanie. Spośród kilku własnych teorii na ten temat wybrała jedną.

„Może dlatego że pojęcie sprawiedliwości wymyślił człowiek.”

Jego dłonie zacisnęły się w pięści. Ta gwałtowna reakcja zaskoczyła ja. Znała go od niedawna. Był cichy,uprzejmy, przyjemnie się z nim rozmawiało. Wiedziała że jest z Bliskiego Wschodu, ale nie wiedziała że pochodzi z Palestyny.

IMG_3259

“Mówisz że sprawiedliwość wymyślił człowiek,”powtórzył za nią jak echo,“A ja sądzę że w głębi duszy każdy człowiek wie co jest sprawiedliwe, a co nie,” dodał z nietypowa dla niego zaciętością.

“Pod warunkiem, że ten człowiek ma wystarczająco dużo właściwych informacji i zimną głowę.” Po chwili  pożałowała własnych słów. Zabrzmiały lodowato racjonalnie, a Karim wrzał z emocji.

„ Kogo ty popierasz?” zapytał drżącym głosem.

„ Nie popieram wojny, żadnej wojny,”odparla. W moim kraju była kiedyś straszna wojna…”

Mięśnie policzków napięły mu sie jak struna a twarz straciła swój łagodny owal. Nie patrząc jej w oczy, wycedził przez zęby:“ „ I był antysemityzm…,   powinniście nas rozumieć.”

palestinian_territory_people_icon_640

Poczuła że robi jej się gorąco.

„ Gdybyś ty wiedzial co ty gadasz…!” Dopiero kilka głębokich oddechow pomogło jej odzyskac równowage.

„Nie teraz ,”pomyślała.” Moze kiedyś wrócimy do tematu. Może będę mogła podzielić się z tobą swoimi myślami o świecie, o wojnach, o sprawiedliwości.Ale nie teraz…Czy wiedziałbyś o czym mówię? Opowiedziałabym ci z jakim wysiłkiem przyszło mi zapoznać się z cieniami historii mojego własnego narodu. Jak zmagałam się z opisem wydarzeń przedstawianych mi przez tych którzy nie mogli zapomnieć krzywd wyrządzonych im przez moich rodaków. Mówiłabym jak złościła mnie czerń i biel niektorych opinii i skłonność do pochopnych oskarżeń. Czy rozumiałbyś co mam na myśli?  Mówiłabym jak mnie wkurzło gdy aspekty narodowe stawiano przed aspekyami ludzkimi.  A przecież sama czesto odwoływałam się do historycznych i narodowych aspektów, gdy  opowiadalam innym o tragediach jakie cierpieli moi rodacy.” W jakim stopniu czyny  innych mogą zmniejszyc nasza odpowiedzialnośc za nasze wlasne czyny ? ‘
Zauważyła że Karim uważnie jej się przygląda.

„ Czy głośno myślę ? ” zapytała.

„Nie wiem, miałaś taką…,”  przez chwilę szukał właściwego słowa i nie znalazłszy dodał,“…trudną do określenia minę.”  Rozluźniła się.

On też się rozluźnił.

Disappearing PalestineL

“Wszyscy boja się mówić głośno co myślą,” dodał zrezygnowanym tonem.

“Bo może nie chcą być źle zrozumiani, albo… sami nie są pewni czy dobrze wszystko rozumieją.”

“Wykręcasz się,”spojrzał z ukosa.

Wiedziała co chciał od niej usłyszeć, miał wzrok lisa z łapą w potrzasku. Coś jej podpowiadało że powinna zachować chłodny racjonalizm.

“ W Gaza toczy się walka i desperacja popycha ludzi dalej niż powinni iść , każe im płacić więcej niż powinni płacić.”

Dotknęła drażliwego tematu i spodziewała się w odpowiedzi potoku gniewnych słów.
Tymczasem Karim był zadziwiająco spokojny.

“Każdy radzi sobie z desperacja jak może. Ja opuściłem Gaza, inni zostali, walczą i giną…Teraz giną też ci co nie walczą…”
Pomyślała o jego rodzinie, o której losy tak się lękał. Czy gdyby ta rodzina była teraz przy nim, to aż tak dotkliwie odczuwałby walki w Gaza, po tylu latach od wyjazdu z tamtych stron? Czy choć przez moment przeszłaby mu przez myśl historia kobiet i dzieci ktore zginęły od bomb samobójczych, albo desperacja ludzi żyjących w nieustannym poczuciu zagrożenia?

Milczał. Jej ostatnie słowa wyraźnie dały mu do myślenia. Patrzył w kierunku okna i mróżył oczy. Słońce było teraz ostrzejsze. Po chwili przeniósł spojrzenie na cienistą, pustą wnękę. Tę samą która już wcześniej przyciągnęła jego uwagę.  Wydawała sie istnieć zupełnie przypadkowo. Z  jej nierównych ścian obłaziła szara farba. Spojrzal na papierowy kubek po kawie  ktorego  z niszy nie wymiotła maszyna do czyszczenia posadzki.

“Powinni ją pomalować i wstawić tam małą ławeczkę, przynajmniej mogłaby komuś dobrze służyć,” wskazał głową na wnękę.

“Powinni,”zgodziła się  chętnie i dodala cicho.

“Czytałam apel norweskiego lekarza który pracuje w Gaza.Gdybym była na jego miejscu też napisałabym taki apel.”

W jego oczach pojawiły sie iskierki. “Ale jesteś tu, w Montrealu. Jesteś w kraju który uchodzi za jeden z najbardziej pokojowych na świecie. I…i ja też tu jestem.”

“ I Aaron i Naomi …,”  pomyślała nagle o ich wspólnych, montrealskich znajomych. Brwi Karima uniosły sie w górę i momentalnie opadły.

“Taaak,”odpowiedział. “To fajni ludzie.”

 

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

 

Montrealczycy od A do Z. Hugo

Fleur de lys

Hugo (fr: Hugues) wychował się na farmie , w okolicach St-Célestin. W jego rodzinnym domu mówiło się że prawdziwy Quebec  tworzą ludzie ziemi. O Montrealu mawiano że nawet jego najbardziej francuska część jest mało ‘quebecka’. ‘Kiedyś Montrealem rządzili anglos, chętnie  przypominał ojciec Hugona. ‘Anglos popierali tylko swoich.  Franco Canadians, na dobrą pracę nie mieli tam szans. Do dzisiaj Montreal jest pełen anglos.’ ‘Rząd sprowadza coraz wiecej emigrantów żeby zaludnić prowincję, a oni jadą do Montrealu i zamiast francuskiego uczą się angielskiego. Nie chcą być tacy jak my,’ mówiła matka Hugona.

interface_01

‘Pamiętacie jak sąsiednią farmę kupił emigrant z Holandii? Po dwóch latach sprzedał ją i wyjechał. Podobno mówił że czuł się tu obco, a jak miał się czuć jak był obcy?’ opowiadał ojciec.

‘ Obcy nie rozumieją że Quebec  to nasz kraj,’ skwitował Hugo. ‘ Może dobrze że siedzą w Montrealu, a my żyjemy sobie tutaj.’

decision-quebec-web-720x420

Aż pewnego dnia Hugo sam wybrał się do Montrealu. Wyruszył w poszukiwaniu pracy. Pamięta jak wysiadł z autobusu we wschodniej części miasta, przy szeregu małych, barwnych sklepików. To w jednym z nich, na tablicy ogłoszeń,  przeczytał o studencie poszukującym współlokatora. Oferta była interesująca,  choć niebawem okazało się że student jest samoukiem, a żądana opłata ma pokrywać koszt wynajecia całego lokum. Miejsce  było jednak przyjemne, a lokator wydawał się być, generalnie rzecz biorąc,… w porządku.  Jeszcze tego samego wieczoru Hugo rozpakowywał plecak w swoim nowym, maleńkim pokoiku.

Następnego dnia rozpoczął poszukiwanie pracy. Po tygodniu względnie dobrze znał najbliższą okolicę i był gotów wyruszyć na podbój centrum miasta. Wkurzyło go jednak że wiekszość  tamtejszych pracodawców wymaga dodatkowej znajomości angielskiego. Do zachodniej części miasta nawet nie zaglądał. Słyszał, że mieszkają tam sami bogaci i wyniośli anglos.

‘Nous sommes chez nous ( jestesmy wśrod swoich)’ powtarzał buńczucznie współlokatorowi. ‘O co chodzi z tym angielskim?’

bvn

‘Masz wybór,’ mądrzył się współlokator ‘ Szukaj pracy w naszej części miasta i wspieraj ruch separatystów, jak prawdziwy Quebecois, albo… naucz się angielskiego i zacznij mówić że jesteś  dumnym Kanadyjczykiem.’

Hugo znalazł w końcu pracę na sąsiedniej ulicy, w rozległej składnicy złomu. Wkrótce odkrył że pracowali tam głównie nowoprzybyli emigranci z Haiti i z Kongo. Trzymali się razem, a Hugonowi wytykali że mówi Joual. Zaciskał zęby i przysięgał zemstę. Po miesiącu zaczął się rozglądać za inną pracą. Okazja nadarzyła się w tym samym narożnym sklepiku, w którym znalazł ogłoszenie o wynajęciu lokum. Właścicielem sklepiku był Libańczyk. W sklepiku pracowała cała jego rodzina.  Hugo zaczął od układania towaru na półkach.

IMG_2944

‘Dobrej pracy to się tu szuka przez znajomości,’ uświadomił go współlokator.

Wtedy Hugo, nie wiedząc czemu, zaczął dopytywać się o zachodnią część miasta.

‘A więc chcesz zostać  dumnym Kanadyjczykiem,’ żartował współlokator.  ‘Za kurs angielskiego trzeba płacić. Tylko emigranci mają za darmo francuski. Możesz sie uczyć sam, z TV.’

Hugo zaczął od przełączania radia na kanał angielski. Przychodziło mu to z oporem. Dla równowagi  kibicował separatystom i w lokalnych francuskich gazetach przeglądał ogłoszenia o pracę. Pewnego dnia znalazł ogłoszenie o naborze na kurs zawodowy do jednego z dużych, montrealskich szpitali. Szpital miał status dwujęzyczny a to oznaczało, że współrządzili nim anglos.

Duma rozpierała Hugona  gdy na rozmowie wstępnej usłyszał że jego angielski jest wystarczający i że zostaje przyjęty. Tego dnia nawet nie zauważył  kiedy przełączył radio na angielski kanał.

keep-calm-and-love-quebec-4

Kurs był prowadzony po francusku, ale na przerwach często można było usłyszeć angielski. Hugo zauważył że jego radość ze znajomości angielskiego była przedwczesna,  ale przynajmniej już nie wkurzała go obecność tego języka . Wszyscy w grupie dogadywali się dobrze…mieli wspólny cel.

To od kolegi z kursu Hugo dowiedział się o atrakcyjnym mieszkanku do wynajęcia, blisko szpitala, na spokojnej ulicy w zachodniej częsci miasta. Przeprowadził się w dniu rozpoczęcia pracy. Ucieszył sie że sąsiedzi mówią po francusku, tylko jedni, ci z naprzeciwka, to byli typowi anglos chociaż nie byli bogaci, za to dość życzliwi. Pierwszy szef Huguesa był fajny, za to szef szefa, chociaż rodak, okazał się być wyniosłym, zamożnym sknerą.

plaque

‘Czy życie nie jest pełne paradoksów?’, opowiadał  Hugo w swym rodzinnym domu koło St-Célestin. ‘ Zdobyłem  zawód. Nauczyłem się drugiego języka. Poznałem dziewczynę z Armenii. Pracuję z franco-, z anglo- i z takimi z rożnych krańcow świata. Mieszkam w zachodniej części Montrealu. I… czuję się prawdziwym i dumnym Quebekiem , być może bardziej dumnym niż kiedykolwiek przedtem.’

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z-GRZEGORZ I PRZYJACIELE.

Poland

Grzegorz pochylił się lekko do przodu i zmrużył oczy.

“Słyszeliście jak Cugowski wypowiadał sie ostatnio o polonii ? Powiedział że to przegrani ludzie, że są rozdarci wewnętrznie, pozbawieni osobistego sukcesu i pograżeni w porażkach.”

“Bo może nie wszystkim powiodło się poza krajem?” Pośpieszyła z wyjaśnieniem Halinka – drobna, szczupła, o rozmarzonym spojrzeniu.

“ A w Polsce to wszystkim się powiodło?” Grzegorz nie dawał za wygraną.

“ Tęsknota to jedna rzecz, każdy troche tęskni za ojczyzną, ale żeby zaraz… rozdarty?” Grzegorz, w niepewnym geście oparł szeroką dłoń o brzeg stołu.

“Ależ Grzesiu,” rozległ się donośny głos Mariana. “On o sobie mówił. Nie powiodło mu się za granicą więc wrócił do kraju i takie rzeczy opowiada. Nam się tu przecież dobrze wiedzie…no nie jest tak?”

22

Oczy Grzegorza nabrały blasku.

“My też mieliśmy marzenia, każdy kto wyjeżdżał z kraju miał jakieś marzenia, za czymś gonił, albo przed czymś uciekał…Niektórym się lepiej udało, innym gorzej, ale żeby zaraz o porażkach?”

“Kiedyś wybrałam się tu do lasu,” wtrąciła Halinka.

A las był piekny, chociaż inny jak w Polsce. Widziałam tam jakieś grzyby, ale przypomniały mi się nasze polskie rydze. Zaczęłam ich szukać…na prożno,” westchnęła Halinka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 11 111

“Halinko, znam miejsce gdzie bywają taaakie rydze, tylko… do Polski trzeba pojechać,” przypomniał radosnie Marian.

“A po co wam rydze, rude są, mogą być zdradliwe. Prawdziwki, podgrzybki, kozaczki…to są dobre grzybki. Ponoć niedaleko Rawdon jest takie miejsce gdzie maślaków bywa zatrzęsienie,” i na myśl o podsmażanych maślaczkach, Grzegorz przełknął ślinkę.

1111

“ A kurki też tam bywają?” Zainteresowała się Halinka. “Takie złociutkie, kruchutkie. One świetnie nadają sie na marynatę.”

“ Tak szybko z rydzów rezygnujesz? Rude jest piekne,” głośno roześmiał się Marian. “

„A ja się założę że rydze też by się tu znalazło,” upierał się Grzegorz.“Tylko tradycji grzybobrania tu nie ma. Ktoś mi mówił że tutaj grzyby zbieraja tylko Polacy i Chińczycy.”

“Tak?”  Marian zdziwił się. “Mój znajomy, Chorwat, mówił mi kiedyś że należy tu do związku zbieraczy grzybów.”

Grzegorz

“Może mógłbyś go zapytać o ten związek?” zainteresował sie Grzegorz, a Halinka skwapliwie mu przytaknęła.

“ Właściwie dlaczego do tej pory nie dowiadywaliśmy się ?”

2

“ Nie miałam kogo zapytać,” tlumaczyła Halina. “Kupowało się w sklepie pieczarki albo portobellę i wspominało polskie grzybobrania.”

“To co…planujemy wycieczkę na grzyby?”, rozochocił się Grzegorz. “ A jak znajdziesz, Halinko, pierwszego rydza to…”

“ Wystarczy że znajdę złociutką kurkę to ogłoszę wtedy mój osobisty sukces,” szczerze roześmiała się Halinka.

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z – Camila

italia

“Obiad !” zawołała z kuchni Camila, drobna, energiczna, zawsze gustownie ubrana. Gęste, ciemne włosy opadły jej na czoło zasłaniając duże, brązowe oczy.

W jadalni zaczeło się szuranie krzeseł i rozległ się donośny głos Sebastiana: “Oby nie ryba… tabernusz!”

“Dzisiaj jest Risotto Milanese z pomidorami suszonymi na słońcu,” Camila postawiła na stole półmisek z pachnącą potrawą.

“Te pomidory to aż na Słońcu trzeba suszyć?”, zażartował Jean.

„A gdzie jest Paul? Nie bedę trzymała obiadu specjalnie dla niego,”odgrażała się Camila przekładając pokaźną porcję na osobny talerz.

“Ja nie mam dzisiaj apetytu,” głos Maggie brzmiał ciszej niż zwykle.

Camila spojrzała na nią z troską w oczach: “ Maggie, jak chcesz to porozmawiamy po obiedzie.”

risotto-ai-3-pomodori-1-of-14

W drzwiach pojawił się Li, “Muszę pójść na pocztę, zjem obiad jak wrócę.”

“Co się dzieje?” Camila uniosła charakterystycznie dłonie.

“N…nic,” Li przestępował z nogi na nogę, a jego mina wyrażała zniecierpliwienie.

“No…idź już, skoro to takie pilne.”

 

“Mamma Camila! Obiad jest już na stole?” głos Paula był jak zwykle donośny, “Ciao rodzina!”

Camila rozłożyła ręce w geście bezradności i roześmiała się głośno.

“Porca miseria, gdybyśmy byli prawdziwą rodziną to ja już bym was nauczyła punktualności.”

“Ależ my jesteśmy rodziną. My nikogo oprócz siebie nie mamy.

A Camila dzieli serce na pół. Jedna część jest dla jej wlasnej rodziny, a druga dla nas.”

Camila

“Paul, pamiętasz że lekarstwa bierzesz przed jedzeniem?” Camila przygotowała leki i spojrzała na siedzącego obok Leone. Był nowy w grupie, nieśmiały, cichy, przestraszony, siadał zawsze na rogu stołu. Jego rodzice przybyli z Sardynii. Camila cieszyła się że bedą mogli rozmawiać po włosku, ale Leone mówił dialektem i często łatwiej im było porozumiewac się po francusku.

“Leone, dzisiaj od 17-tej do 18-tej porządkujemy ogródek, przyłączysz sie do nas?”

Leone rozejrzał się bezradnie dookoła. Z pomocą pospieszył mu Jean.

“Camila hoduje tu pomidory i bazylię, jak w jej rodzinnej Kalabrii. A jak mamy w Montrealu deszczowe lato, to suszy je na Słońcu,” wyjaśnił z uśmiechem.

“Z tych pomidorów gotuje nam minestrone, piecze w nich bakłażany, robi omlety w sosie pomidorowym, i różnego rodzaju makarony.”

“Albo rybę… ,” dodał Sebastian.

“Czy możemy porozmawiać, Camila?”, przypomniała się Maggie, wstając od stołu.

Spaghetti club

Zadzwonił telefon. Francesca chciała wiedzieć czy Camila będzie dzisiaj o 20-tej w montrealskim klubie włoskich kobiet.

“Oczywiście, przyjdę. Wiesz jak lubię te nasze pogaduszki,” zapewniła przyjaciółkę Camila.

 

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Montrealczycy od A do Z

jamaica

AMY

Od tygodnia Amy szykowała się do wyjazdu. Każdego dnia przed pracą układała na stoliku w kuchni plastikowe torby na zakupienie prezentów. Od dziesieciu lat nie była w swojej rodzinnej wsi na Jamajce.

“Nie tęsknię,”mawiała.“ Mój ex tęsknił, nie mógł sobie znaleźć miejsca tu, w Montrealu. Pojechał kiedyś na Jamajkę i wrócić juz nie chciał.Wysyłałam mu pieniądze na bilet powrotny, a on tam siedział, rum pił i palił różne świństwa. Po roku umarł. Wysłałam dla rodziny pieniądze na pogrzeb. Syn bez ojca się tu wychowuje, ale widzę ze charakter ma do ojca podobny, dlatego nie zabieram go ze sobą do mojej wsi. Tu, w Montrealu moge go upilnować. Do szkoły tu chodzi, w trzech językach mówi, po francusku mówi bez akcentu.”

800px-Air_Jamaica_Boeing_737-800_Heisterkamp

Amy, w geście zakłopotania pogładziła ręką swoje króciutkie włosy.

“Też chodziłam na francuski, ale młodym jest łatwiej. Pracuję w nocy, w domu dla bezdomnych. Czasem boję się że mnie napadną, ale psycholog powiedział że przywiozłam te lęki z mojej wsi.”

Zamilkła i pochyliła się lekko do przodu bacznie przyglądając się twarzom słuchajacych. Jej duże,ciemne oczy przez moment wyrażały nieufność.

IMG_2838

Portret Amy,autorka szkicu: Elżbieta Uher

“To prawda że na Jamajce może być niebezpiecznie,” kontynuowała. “Trzeba znać miejscową kulturę. Jak przyjechałam do Montrealu, też musiałam poznać nową kulturę i daję sobie radę. W każdą niedzielę chodzę do kościoła. Na początku chodziłam do naszego, z Jamajki – lubię śpiewać pieśni kościelne – ale tak jak na Jamajce, celebrowało się tu w kościele cały dzień, a ja miałam dużo zajęć. Poszłam do montrealskiego kościoła i  polubiłam ten styl. Czasem tylko odwiedzam dawny kościół, staję z tyłu, pomodlę sie za rodzinę na Jamajce, posłucham śpiewów…W tygodniu dużo pracuję, ale tak trzeba.

Jamaïque-Chemin-de-campagne

Mówię bezdomnym z którymi pracuję, żeby nie pili i nie palili marihuany bo to powoli zabija. Marihuana z tutejszego czarnego rynku to trucizna z domieszkami. Na Jamajce była inna, czysta jak zioło. Wystarczy w palcach szczyptę rozetrzeć żeby poznać różnicę.”

Twarz Amy rozpromieniała szerokim uśmiechem.

“Nie martwię się tu o mojego syna. On chce się wyuczyć zawodu kucharza. Bedzie mu dobrze.”

Autor: Elżbieta Uher