Montrealczycy od A do Z – Camila

italia

“Obiad !” zawołała z kuchni Camila, drobna, energiczna, zawsze gustownie ubrana. Gęste, ciemne włosy opadły jej na czoło zasłaniając duże, brązowe oczy.

W jadalni zaczeło się szuranie krzeseł i rozległ się donośny głos Sebastiana: “Oby nie ryba… tabernusz!”

“Dzisiaj jest Risotto Milanese z pomidorami suszonymi na słońcu,” Camila postawiła na stole półmisek z pachnącą potrawą.

“Te pomidory to aż na Słońcu trzeba suszyć?”, zażartował Jean.

„A gdzie jest Paul? Nie bedę trzymała obiadu specjalnie dla niego,”odgrażała się Camila przekładając pokaźną porcję na osobny talerz.

“Ja nie mam dzisiaj apetytu,” głos Maggie brzmiał ciszej niż zwykle.

Camila spojrzała na nią z troską w oczach: “ Maggie, jak chcesz to porozmawiamy po obiedzie.”

risotto-ai-3-pomodori-1-of-14

W drzwiach pojawił się Li, “Muszę pójść na pocztę, zjem obiad jak wrócę.”

“Co się dzieje?” Camila uniosła charakterystycznie dłonie.

“N…nic,” Li przestępował z nogi na nogę, a jego mina wyrażała zniecierpliwienie.

“No…idź już, skoro to takie pilne.”

 

“Mamma Camila! Obiad jest już na stole?” głos Paula był jak zwykle donośny, “Ciao rodzina!”

Camila rozłożyła ręce w geście bezradności i roześmiała się głośno.

“Porca miseria, gdybyśmy byli prawdziwą rodziną to ja już bym was nauczyła punktualności.”

“Ależ my jesteśmy rodziną. My nikogo oprócz siebie nie mamy.

A Camila dzieli serce na pół. Jedna część jest dla jej wlasnej rodziny, a druga dla nas.”

Camila

“Paul, pamiętasz że lekarstwa bierzesz przed jedzeniem?” Camila przygotowała leki i spojrzała na siedzącego obok Leone. Był nowy w grupie, nieśmiały, cichy, przestraszony, siadał zawsze na rogu stołu. Jego rodzice przybyli z Sardynii. Camila cieszyła się że bedą mogli rozmawiać po włosku, ale Leone mówił dialektem i często łatwiej im było porozumiewac się po francusku.

“Leone, dzisiaj od 17-tej do 18-tej porządkujemy ogródek, przyłączysz sie do nas?”

Leone rozejrzał się bezradnie dookoła. Z pomocą pospieszył mu Jean.

“Camila hoduje tu pomidory i bazylię, jak w jej rodzinnej Kalabrii. A jak mamy w Montrealu deszczowe lato, to suszy je na Słońcu,” wyjaśnił z uśmiechem.

“Z tych pomidorów gotuje nam minestrone, piecze w nich bakłażany, robi omlety w sosie pomidorowym, i różnego rodzaju makarony.”

“Albo rybę… ,” dodał Sebastian.

“Czy możemy porozmawiać, Camila?”, przypomniała się Maggie, wstając od stołu.

Spaghetti club

Zadzwonił telefon. Francesca chciała wiedzieć czy Camila będzie dzisiaj o 20-tej w montrealskim klubie włoskich kobiet.

“Oczywiście, przyjdę. Wiesz jak lubię te nasze pogaduszki,” zapewniła przyjaciółkę Camila.

 

Autor: Elżbieta Uher

Szkic ołówkiem: Elżbieta Uher

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>