24pazdziernika2016Wojcik1

Henryk Wójcik (1947-2018)

Polonia montrealska pożegnała Henryka Wójcika w piątek 07 grudnia 2018 na uroczystej mszy pogrzebowej w kościele More »

Domestic_Goose

Milczenie Gęsi

Wraz z nastaniem pierwszych chłodów w Kanadzie oczy i uwaga konsumentów jest w wielkiej mierze skupiona More »

rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Une rose dans un vase en cristal.

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

Monthly Archives: Sierpień 2012

SUKCESY MUZYCZNE MŁODYCH POLAKÓW

successo

Miesiąc  lipiec obfitował w Quebecu w  liczne imprezy muzyczne. Odbywały się koncerty  również z udziałem młodych  polskich artystów,  co przysparza dumy naszemu polonijnemu środowisku. 19 VII w Centre Pierre-Charbonneau,  a 20 VII w Theatre Verdure w Montrealu miały miejsce koncerty Orkiestry Metropolitain na których wystąpiła jako solistka Andrea Tyniec- młoda skrzypaczka z Quebecu,  polskiego pochodzenia. Wykonała ona Koncert D-dur Piotra Czajkowskiego,  jeden z najtrudniejszych w literaturze skrzypcowej.  Grała pewnie i stylowo świetnie radząc sobie z trudnymi partiami technicznymi.

Andrea Tyniec z jej cennym Gagliano

Jej piękny, głęboki dzwięk szczególnie w odcinkach lirycznych zachwycił słuchaczy. Artystka uwypukliła też  rosyjski koloryt tej muzyki oraz jej specyficzny temperament. Andrea uznana przez prasę jako wyjątkowy talent  jest na drodze obiecującej kariery. Występowała już we Włoszech, USA, Szwajcarii, Holandii, Niemczech, Francji, Polsce i oczywiście w Kanadzie. Zdobyła szereg prestiżowych nagród. Na konkursie  ,, Postacchini International Violon Competition” zdobyła I nagrodę(2008), III nagrodę wywalczyła) na ,,Michelangelo-Abbado  Concours Violon” (2006),  a specjalną nagrodę zdobyła  na montrealskim konkursie OSM (2001) oraz Prix d’EUROPE Competition (2006) i nagrodę na konkursie Fundacji Schenka w Szwajcarii (2006). Ostatnio nagrodzona została przez europejską Fundację Kulturalną ,,Pro Europe”  W bieżącym  sezonie włączyła do swojego repertuaru  Koncert Podwójny na skrzypce i wiolonczelę J.Brahmsa i Koncert skrzypcowy A.Głazunowa. Jej zainteresowania  dotyczą również muzyki współczesnej.  Od dzieciństwa wykonuje    utwory kompozytorów współczesnych, w tym kanadyjskich. Dziś występuje w Europie i  Ameryce  z bogatym repertuarem. Andrea kształciła się w zakresie interpretacji  u prof.Soni Jelinkowej w Konserwatorium Montrealskim, a tytuł magisterski otrzymała  w Michigan State University. Była też stypendystką Fundacji Waltera Stauffera w Cremonie gdzie przez kilka lat uczestniczyła w klasie mistrzowskiej prof. Salvadore Accardo. Udoskonalała swą sztukę również u prof.Anny Chumachenko  i  Josepha  Rissina  w  Wyższej Szkole Muzycznej w Karlsruhe. Artystka gra na wspaniałym instrumencie wykonanym przez Januariusa Gagliano (1747) i  wypożyczonym jej przez Conseil des Arts du Canada.

Drugim  ważnym wydarzeniem ubiegłego miesiąca był występ znanego już w Montrealu młodego polskiego pianisty  z Calgary- Jana Lisieckiego. Pamiętamy  jeszcze jak gorący aplauz  wywołała  jego  interpretacja koncertów Chopina na Place des-Arts. Tym razem artysta  zaprezentował  się  28 VII na Międzynarodowym  Festiwalu Lanaudiere w Joliette  z Koncertem fortepianowym G-dur Ludwiga van Beethovena. Akompaniowała mu Orkiestra Metropolitain. Słuchaczy  zdumiała dojrzałość i wielka muzykalność  młodego solisty, który  ukończył dopiero 17 lat. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku 5 lat, a mając 9 lat wystąpił po raz pierwszy z orkiestrą. W 2009 roku wygrał Konkurs OSM w Montrealu. Od tego czasu otworzyły się przed nim sale koncertowe całego świata.Podróżuje zawsze w towarzystwie mamy bo jako niepełnoletni nie może samodzielnie zamieszkiwać w hotelach.  Jan występował już w Carnegie Hall, Salle Corcot, Salle Pleyel, Kaufmann Hall, Seoul Arts Centre i wielu innych miejscach. Odwiedził USA, Włochy, Wielką Brytanię, Szkocję, Francję, Polskę, Japonię koncertując z najbardziej  renomowanymi orkiestrami. Recenzenci są zgodni co do  zdumiewającej poetyki muzycznej  która wyłania się z pod jego palców. Koncerty na których występował były transmitowane przez  rozgłośnie całego świata m.in. BBC, Austrian Radio, French Radio, German Radio itd.  Narodowy Instytut Chopina wydał płytę z dwoma koncertami Chopina w  jego wykonaniu. Recenzentów nagrania uwiodła wielka wrażliwość artysty i subtelność interpretacji.  Niedawno Jan Lisiecki podpisał kontrakt  z prestiżową firmą Deutsche Grammophon. Pierwsze CD poświęcone zostanie twórczości Mozarta. W roku przyszłym pianista  odbędzie   tournee po Japonii z  Orkiestrą Filharmonii Rotterdamskiej.

Autor: Radosław Rzepkowski

Subiektywny obiektyw Sylwii Skibińskiej-wywiad

1291896032Ssj3Pm

Zbigniew Wasilewski :Witaj Sylwia,dziękuję za przyjęcie zaproszenia do udzielenia wywiadu dla czytelników Kroniki Montrealskiej.W języku polskim istnieją dwie kategorie ludzi,którzy zawodowo uprawiają fotografię. Fotograf, czyli rzemieślnik wykonujący zdjęcia na różne potrzeby takie jak zdjęcia do dokumentów,zdjęcia pamiątkowe i.t.p. Drugą kategorią jest fotografik,który zajmuje się fotografią artystyczną. Czy uważasz ,że ten podział jest słuszny ze względu na dzisiejsze możliwości jakie oferuje obecna technologia oraz programy komputerowe,bardzo pomocne do obróbki zdjęć. Jednym zdaniem;czy dzisiaj każdy kto ma dobry sprzęt fotograficzny i zna się na komputerze może może być fotografikiem i tworzyć sztukę ?

Sylwia Skibińska : Myśle, że nie sprzet tworzy sztukę, lecz podejście do całego znaczenia fotografii. Fotografia, szczególnie praca z ludźmi, jest przede wszystkim relacją, która się tworzy z człowiekiem z którym sie współpracuje. Każda sytuacja wymaga innego podejścia, nie pracuję z kobietą w ciąży w ten sam sposób, jak z małymi dziećmi czy z parą. Każdy może tworzyć swoją sztukę… jeśli ma w tym przyjemność. Ktoś mi powiedział że nie same garnki gotują… Również liczy sie kreatywność…ja cały czas szukam nowych pomysłów i daję zdjęcia z życia , z historii.

ZW : Kiedy dla ciebie zaczęła się przygoda z fotografią,czy pamiętasz swój pierwszy aparat fotograficzny ?  a może trzymasz go jeszcze w swoich pamiątkach J

SS : Tam mam mój aparat Minolta na film. Zaczynałam naukę na Uniwersytecie i chodziłam poogladac sobie go do sklepu….aż wreszcie kupiłam!  Przygda fotograficzna zaczęła się  już bardzo dawno, wydaje mi się że zawsze siedziała we mnie i czekała na odpowiedni moment aby się wykluć !  Nawet jako mała dziewczynka, oglądałam wszystkie albumy rodziców , babci czy koleżanek. Wyobrażałam sobie moment kiedy zdjęcie było zrobione, kim sa ludzie na tych zdjeciach.

ZW : Czy masz jakichś swoich ulubionych renomowanych artystów z twojej branży ?

SS : Mam, Heidi Hollinger, zawsze jej zdjęcia ilustrują osobowość człowieka, którego fotografuje i jeszcze do tego najczęściej pracuje tylko z jedną lampą ! To jest talent ! Ale kocham rownież prace pewnego małżeństwa z Karoliny Południowej; Landon Jacob Productions.

ZW : Widziałem na twim portalu internetowym zdjęcia i muszę przyznać,że masz bardzo oryginalne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość oraz bardzo różnorodną tematykę. Czy posiadasz ulubiony obiekt fotografi np zwierzęta,dzieci,kwiaty architekturę ?

SS : Kocham to co robię, uwielbiam pracować z dziećmi, ich « naiwność», takie czyste spojrzenie na świat, stawia mnie twardo na ziemii, wtedy po prostu żyję, a wszystko inne jest drobnostką!

ZW : Co w twojej pracy artystycznej cenisz sobie najbardziej ?

SS : Wolność artystyczna, to że nie ma granic, że dziś robię zdjęcia w moim studio w domu, a jutro jadę do Nowego Yorku i pstrykam tam…. Lecz najbardziej lubie gdy klient zadzwoni mi po sesji zdjęciowej i powie że bardzo mu się podobało nowe doświadcznie, lub że nie przypuszczał że tak można się czuć na luzie przed aparatem fotograficznym.  Najwazniejsze jest dla mnie to, że mieliśmy ogromną przyjemność pracując razem.

ZW : Doskonałą okazją aby dać się poznać w polonijnym środowisku w Montrealu będzie z pewnością dla ciebie wystawa na Polskim Festiwalu 11-12 sierpnia. Co cię skłoniło,aby brać udział w tym wydarzeniu ?

SS : Co mnie skloniło ???… Leszek Kaczor, hahahahahha . Nie…. poważnie- sprawia mi wielką przyjemność aby polonia i nie tylko, była dumna z tego co osiągamy na obczyźnie!

ZW : Podziel się proszę z czytelnikami kilkoma twoimi sukcesami artystycznymi

SS : Jest mi zawsze trudno mówić o sukcesach… każda sesja jest dla mnie udanym wydarzeniem!

ZW : Serdecznie dziękuję za rozmowę a czytelników Kroniki zapraszam na wystawę Sylwii Skibińskiej w nadchodzący weekend : 11-12 sierpnia w Montrealu ,w parku Des Faubourg.

SS : Zapraszam serdecznie czytelników do odkrycia bogatych talentów w polonii montrealskiej!

Dziekuje  slicznie!

Autor:Z.P.Wasilewski

Zdjęcia:Sylwia Skibińska

magia agi

selfportrait

Agnieszka Rajewska,polska artystka-malarka mieszkająca na stałe w Montrealu. Agnieszka urodziła się i wychowała w Krakowie. Pochodzi z rodziny artystów plastyków;ojciec  malarz i grafik,matka również jest artystką tworzącą w tkaninie.Uczęszczała do I Liceum Ogólnokształcącego im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie (znane jako Kolegium Nowodworskie) jednej z najstarszych istniejących i nieprzerwanie działających w Polsce szkół średnich o charakterze świeckim. Kontynuowała swoją edukację w Instytucie Sztuk Wizualnych w Orleanie w pobliżu Paryża we Francji.Aga uważa,że jej przeznaczeniem było aby po wielu latach spędzonych we Francji pojawić się w Montrealu w Kanadzie gdzie mogła zgłębiać tajniki sztuki i odkrywać takich artystów jak;Frieda Kahlo,Francesco Clemente,Lucien Freud i in. Jest dumna,że mogła dojrzewać pod okiem takich sław jak malarka Marion Wagschal lub wybitnego fotografa kebeckiego Gabora Szilasi pochodzenia węgierskiego.

Inspiracja Johannesem Vermeerem

Gdy się stawiłem na umówione spotkanie z Agnieszką w jej ulubionej kafejce przy bulwarze Monkland, spóźniony ponad cały akademicki kwadrans poprzez przeszkody letniego Montrealu,typu;wypadki na ulicach,roboty drogowe i objazdy,miałem wątła nadzieję na jej spotkanie w wyznaczonym miejscu.Nie tracąc nadziei dobiegłem do kafejki,i rozglądając się spanikowanym wzrokiem zacząłem szukać artystki w najdalszych zakątkach aby bardzo szybko zostać powitanym machaniem jej ręki tuż przy stoliku przy którym stałem. :) Agnieszka ma ten uśmiech naturalny,który uspokaja i przebacza.

Po krótkiej wymianie uprzejmości,przechodzimy do wywiadu,lecz wywiedzieć się konkretów nie da od tej nietuzinkowej artystki. Na pytanie czym jest dla niej sztuka,lub kto jest upoważniony na kwalifikowanie jakiejś kreacji do rangi sztuki odpowiada mi z rozbrajającą wręcz szczerością że tak naprawdę to nie zastanawiała się nad tym nigdy. Sztuka według Agi to jest właśnie ta wolność kreacji wyzwolona,kiedy się tworzy to co się chce,kiedy się chce i maluje się to co się chce bez zależności od panujących trendów,popytu na taki lub inny rodzaj ekspresji artystycznej.W latach 1990-1995 była właścicielką galerii sztuki Portraits International. Ma swoich ulubionych malarzy do których należą Diego Velazquez,Aleksander Gierymski,Jan Stanisławski,Lucien Freud.

2007-wyróżnienie na konkursie miasta Candiac

2007-wystawa w konsulacie RP

2011-wystawa,klub sportowy MAA

2012-Wystawa w Centre d’interpretation Multiethnique ,Rawdon

Strona internetowa: agnieszkarajewska.com

Dziękuję Ci serdecznie Agnieszko,za możliwość porozmawiania o sztuce,o twojej wizji ,o możliwości podzielenia się z szerszym gronem ludzi interesujących się sztuką. Do miłego spotkania na Polskim Festiwalu w Montrealu. Festiwal zaczyna się w sobotę 11 sierpnia. Podczas festiwalu będzie można zobaczyć 8 oryginalnych prac Agnieszki. Obiecuję;będę na czas :) .

Artyści należą do tej uprzywilejowanej grupy ludzi,którzy widzą niewidzialne ,słyszą niesłyszalne i czują niewyczuwalne. Aga Rajewska do nich należy i chętnie podzieli się swoimi spostrzeżeniami z publicznością na swojej wystawie prac podczas Polskiego Festiwalu w Montrealu w dniach 11-12 sierpnia w Parku Des Faubourgs.

 

Autor:Z.P.Wasilewski

2012 rok janusza korczaka

Janusz_Korczak

Janusz Korczak (prawdziwe nazwisko – Henryk Goldszmit),z pochodzenia Żyd. Urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 roku w Warszawie. Jego ojciec adwokat zmarł, gdy ten był jeszcze młodym chłopcem. Z wykształcenia był pedagogiem i lekarzem, ale swoje życie w całości poświęcił dzieciom i ich problemom. Był także pisarzem. Jego debiut miał miejsce na łamach tygodnika satyrycznego pod tytułem “Kolce”. Stworzył i był kierownikiem żydowskiego Domu Sierot w Warszawie (działał od 1911 do 1942 roku) i sierocińca Nasz Dom (do 1926 roku).Był zagorzałym obrońcą Praw Dziecka. Zginął 6 sierpnia 1942 roku wraz z wychowankami sierocińców i pracownikami w obozie zagłady w Treblince. Do końca pozostał z dziećmi, dla których był jak prawdziwy ojciec…


Janusz Korczak był pedagogiem i pisarzem dla dzieci i młodzieży. Urodził się w zamożnej rodzinie inteligenckiej żydowskiego pochodzenia, ale na skutek choroby i śmierci ojca wcześnie zetknął się z niedostatkiem. Studiował medycynę na Uniwersytecie Warszawskim, później studia uzupełnił w Berlinie i Paryżu. W 1903 roku objął posadę lekarza w szpitalu dziecięcym w Warszawie. Podczas wojny rosyjsko-japońskiej i I wojny światowej był lekarzem wojskowym. Pracę literacką zaczął od dramatu “Którędy”, wyróżnionego w 1898 roku na konkursie Kuriera Warszawskiego. W 1900 roku zaczął współpracować z pismem humorystycznym Kolce. W 1901 roku wyszła pierwsza książka Korczaka “Dzieci Ulicy”, wskazująca już na jego przyszłe zainteresowania. W latach 1902-1905 Korczak współpracował z Głosem J.W.Dawida. Rozgłos przyniosła mu nie wolna od młodopolskich naleciałości powieść “Dziecko salonu”, wydana w 1906 roku. Zawarł w niej krytykę mieszczańskiej rodziny i jej metod wychowawczych. Owocem pierwszej bezpośredniej pracy z dziećmi na koloniach są “Jośki”, “Mośki” i “Srule” (1910) oraz “Józki”, “Jaśki” i “Franki” (1911). W książkach tych, zdradzających charakterystyczne dla całej twórczości Korczaka znakomite wyczucie i znajomość psychiki dziecięcej, zarysowuje się już pełen szacunku i zaufania stosunek do dzieci, który stanie się podstawą jego systemu pedagogicznego. System ten realizował praktycznie jako kierownik Domu Sierot (1911-1942) i najbliższy współpracownik Naszego Domu, prowadzonego przez Marię Falską. Oba te zakłady przekształcił w małe społeczeństwa dziecięce o szeroko rozwiniętym samorządzie. Swoje zasady wychowawcze Korczak wyłożył w pismach pedagogicznych, z których najważniejszy jest cykl “Jak kochać dziecko” (1919-1921). Był również wykładowcą Instytutu Pedagogiki Specjalnej i Wolnej Wszechnicy.

Pomnik Korczaka w Warszawie

W latach 1926-1930 redagował Mały Przegląd – eksperymentalne pismo dziecięce, którego był jedynym dorosłym współpracownikiem. W latach 1935-1936 prowadził jako Stary Doktor gawędy radiowe. Jego książki dla dzieci, m.in. “Sława”, “Bankructwo małego Dżeka”, “Kajtuś czarodziej”, “Król Maciuś Pierwszy” i “Król Maciuś na bezludnej 0wyspie” należą do arcydzieł gatunku. Łączą w sobie harmonijnie walory artystyczne i wychowawcze. W 1942 roku Korczak zostaje zamknięty w getcie z wychowankami Domu Sierot. Odrzuca propozycję ocalenia i w sierpniu 1942 roku zostaje wywieziony wraz z dziećmi do obozu zagłady w Treblince, gdzie zginął. Janusz Korczak był prekursorem walki o prawa dziecka. Zwracał szczególną uwagę na nierównoprawną pozycję dzieci w społeczeństwie, ich niewolniczą zależność od dorosłych. Domagał się uznania dziecka za pełnowartościowego człowieka od chwili narodzin i na każdym etapie swego istnienia. Uważał, że dziecko ma prawo być sobą, być takim, jakim jest. Poglądy te znalazły odbicie w nowoczesnym antyautorytarnym systemie wychowania, który respektował potrzeby i dążenia dziecka, a zarazem skłaniał dziecko do pracy nad sobą.

“Bądź sobą – szukaj własnej drogi,
poznaj siebie, zanim dzieci zechcesz poznać.
Zdaj sobie sprawę z tego do czego sam jesteś zdolny
zanim dzieciom poczniesz wykreślać
zakres ich praw i obowiązków”   Op. cit. J.Korczak

Opracował:Z.P.Wasilewski

źródła:internet

Angkor Wat – zaginione miasto

264807992

Premiera na Kronice Montrealskiej !!! Reportaż korespondentki z Polski;Edyta Buchert-globtroterka,pasjonatka fotografii i podróży .

ANGKOR WAT-ZAGINIONE MIASTO

Przed przylotem do Kambodży długo zastanawiałam się, czy kraj, który pamięta tak świeżą i tragiczną historię może rozkochać w sobie podróżnika. Co ma do zaoferowania globtroterom spragnionym przygód i wyjątkowych miejsc? Prócz serdecznych ludzi, wyjątkowe miejsce – Angkor Wat. Ukryte w dżungli pozostałości ponad stu wspaniałych świątyń są atrakcją turystyczną o światowym znaczeniu. Wzbudzają zachwyt, napawają lękiem i oddają hołd azjatyckim budowniczym sprzed ośmiu wieków.

Angkor znaczy święte miasto

Słowo „angkor” pochodzi z sanskrytu i oznacza  ”stolicę” lub “święte miasto”. Najważniejsza świątynia kompleksu nosi nazwę Angkor Wat (miejską świątynia), zaś położony w jej pobliżu zespół miejski określany jest mianem Angkor Thom, czyli wspaniałe miasto. Dziś mianem Angor określa się sławny na całym świecie zespół ruin  rozpostarty w pobliżu miejscowości Siem Reap w Kambodży. Dawniej znajdowała się tu siedziba władców Khmerów, którym poddani oddawali tu cześć religijną. Budowle miasta były niezwykle bogato zdobione, a płaskorzeźby do dziś stanowią cenne źródło wiedzy o dawnym mocarstwie Khmerów.

Z archeologicznego punktu widzenia Angkor jest przede wszystkim ogromnym systemem wodnym, złożonym ze sztucznych kanałów i grobli, w których  magazynowano wodę . Stąd kierowano ją na pola ryżowe. Tym sposobem Khmerowie zbierali plony dwa razy w roku i powiększali potencjał gospodarczy. Ponoć  w okresie największej świetności Angkor liczył ponad milion mieszkańców i był największym miastem świata. Dla porównania, Londyn w tym samym czasie miał zaledwie 50 tys. mieszkańców.

Zapomniana potęga

To wspaniałe kamienne miasto przez prawie czterysta lat pozostawało w zapomnieniu. Od XV w., kiedy państwo Khmerów zostało pokonane przez rozwijające się królestwo Tajów Ajutthaja, Angkor Wat odeszło w zapomnienie. Wprawdzie tereny Angkoru były nadal zasiedlane i użytkowane rolniczo, ale większość świątyń porosła tropikalnym lasem.  Dopiero w latach 60 XIX w., kiedy francuski podróżnik  Henri Monuhit opublikował relacje ze swoich niezwykłych podróży do Azji Południowo-Wschodniej, świat zainteresował się Angkorem. Przez kolejne lata trwały intensywne prace nad wydobywaniem monumentalnych, bezcennych pamiątek dawnej potęgi Kambodży spod gęstych konarów drzew, lian i korzeni, które na przestrzeni wieków porosły kamienne miasto.

Gdy zobaczyłam to na własne oczy, nie mogłam się  oprzeć wrażeniu, że dżungla  chce ukryć to magiczne miasto przed zwiedzającymi i przed postępującym rozwojem cywilizacji, która tak bardzo mu zagraża. Wydawało mi się, ze silne, rozłożyste konary i korzenie drzew starają się schować Angkor przed tymi, którzy bezczeszczą święte miejsce Khmerów wykradają posążki, rzeźby po to, by później sprzedać je na czarnym rynku. Czy naprawdę natura chce zabrać te bezcenne zabytki po to, by ochronić je przed nami samymi?

Skuterem wokół historii

Na powierzchni  400 km² wybudowano prawie 250 unikalnych na skalę światową świątyń, a odległości pomiędzy poszczególnymi obiektami wynoszą nawet  kilkanaście kilometrów. Nie da się go zwiedzać  na piechotę. Zastanawiałam się nad wypożyczeniem roweru,  jednak doskwierające upały skutecznie zniechęciły mnie do wysiłku fizycznego.

Dlatego ucieszyłam się, gdy Tonle, mój przewodnik,  zaoferował, że odbierze mnie z hostelu o godz. 6 rano i wypożyczonym skuterem zwiedzimy razem najważniejsze świątynie. Zgodziłam się natychmiast. Mimo iż wykupiłam 3-dniowy bilet wstępu na teren kompleksu świątyń, to postanowiliśmy skupić się na najważniejszych budowlach w obawie, że na wszystkie może zabraknąć nam czasu. Podczas wycieczki codziennie towarzyszyły nam gromadki dzieci, które biegając za turystami, starają się im sprzedać pamiątki.

Droczą się i targują, ale nie są nachalne, a raczej serdeczne i przyjacielskie. Często wprawiały mnie w osłupienie np. umiejętnością liczenia pocztówek, które oferowały na sprzedaż we wszystkich najbardziej popularnych językach! Zakamarki tego kompleksu świątyń stwarzają idealne warunki nie tylko do zwiedzania, nie tylko do handlu, ale także do psot i zabaw.

Nasze zwiedzanie było zatem przeplecione targowaniem, które szybko zamieniało się w wyścigi i zabawę w chowanego z khmerskimi dziećmi :)

Angkor Wat – arcydzieło architektury

To najważniejsza i wg mnie najwspanialsza świątynia całego kompleksu. Nic dziwnego zatem, że jej symbol widnieje także na fladze narodowej. Pojawiała się ona na każdej fladze Kambodży, z wyjątkiem flagi z lat 1991-1993. Ta świątynia powstała na początku XII w. jako siedziba Surjawarmana II władcy-boga, a później  stała się miejscem jego wiecznego spoczynku. Ponoć przy jej budowie pracowało ok. 5 tysięcy rzemieślników i aż 50 tysięcy robotników.

Już z daleka dostrzegłam licznych mnichów ubranych w pomarańczowe szaty na tle charakterystycznych, typowo khmerskich wież, do złudzenia przypominających mi pąki lotosu, symbolizujące czystość Buddy. Świątynia składa się z trzech poziomów zwieńczonych centralną wieżą wznoszącą się na wysokość 65,5 m. Tę fascynującą budowlę otacza ogromna prostokątna fosa i zewnętrzne mury o wymiarach 1300 m na 1500 m i zajmuje ona obszar o powierzchni aż 1 km kw. Mój podziw wzbudziło rozmieszczenie i wykonanie świątyni,  które świadczy o doskonałym zrozumieniu bryły i zmyśle artystycznym. Ściany budowli zostały ozdobione misternymi płaskorzeźbami i aż trudno uwierzyć, ze wykuto je w kamieniu. Przyglądając im się  nie mogę oprzeć się wrażeniu, że niemal tętnią  życiem, zawierają bowiem tak wiele detali i dynamiki. Szczególne wrażenie wywierają  na mnie jeden z największych skarbów Angkor Wat tzw. „ kamienny arras”. Ciągnie się na długości ponad 900 metrów i widnieje na nim prawie 20 tysięcy postaci przedstawiających realistyczne sceny z eposów indyjskich Ramajany i Mahabharaty oraz życie dworu.

Nie mogę wprost uwierzyć, że ta bogato zdobiona świątynia  powstała w ciągu zaledwie 37 lat. Opuszczając ją mam nieodparte wrażenie, że właśnie zobaczyłam najwspanialszą budowlę na świecie. Dopada mnie nawet swoisty smutek i nostalgia, gdyż boję się, że już nigdy nie zobaczę nic równie pięknego.

Ta Prohm

To miejsce znają  o nawet laicy. Skąd? Jedni z fascynujących fotografii przedstawiających konary drzew ciasno oplatające ruiny świątyni. Inni… ze srebrnych ekranów!  Niektóre sceny  np. do filmu „Tomb Raider” z Angelina Jolie w roli głównej zostały  nakręcone właśnie w świątyni Ta Prohm. Bardziej od  ról filmowych, fascynuje mnie jej historia i misterna architektura. Podziwiam fakt, że ta świątynia od wieków prowadzi nierówną walkę z siłami natury. Niestety dżungla jest bezlitosna i olbrzymie drzewa porastają kamienie, łamią płaskorzeźby i wdzierają się do wnętrz budowli. To sprawia, że świątynia Ta Prohm popada w ruinę, ale jeszcze się nie poddaje.

Wprawdzie niektóre jej fragmenty wyłączono z możliwości zwiedzania z powodu ryzyka zawalenia, ale inne przyciągają swą tajemniczością. Czy Ta Prohm wygra nierówną walkę z siłami natury i przetrwa dla następnych pokoleń? Od czasu obalenia zbrodniczego reżimu Czerwonych Khmerów, zabytki w Kambodży poddawane są stopniowej konserwacji i restauracji. Biorą w tym udział liczne organizacje międzynarodowe, m.in.: francuskie, japońskie, niemieckie i amerykańskie, a także … polskie. T o daje  mi nadzieję na uratowanie tej i innych wyjątkowych budowli od zapomnienia i zniszczeń, którym tak dzielnie opierały się przez stulecia.

Świątynia o wielu twarzach

We wspaniałych wnętrzach świątyni Bayon aż 216 twarzy śledzi każdy mój krok. Kompleks Bayon znacznie różni się od innych świątyń Angkoru. Zespół świątynny był przez stulecia rozbudowywany i rozszerzany, przez co zyskał bardziej skomplikowany plan, niż inne budowle. Świątynia jest okrągła, a nie kwadratowa jak większość z tego okresu. Zamiast  muru otacza ją otwarta kolumnada, a na wieżach wykuto w kamieniu ponad 216 uśmiechniętych twarzy Buddy.

O poranku lub wieczorem, przemykające promienie światła sprawiają, że kamienne oblicza mają  niesamowity, tajemniczy wyraz. Na większości  z 37 zachowanych wież widnieją cztery twarze skierowane w cztery strony świata, podczas gdy na innych są tylko dwa albo trzy boskie oblicza. Wielu badaczy sądzi, twarze o lodowatym uśmiechu należą do króla Kambodży, Dżajawarman VII, który zlecił budowę tej świątyni. Legenda głosi także, że podczas trwającej 40 lat budowy plany świątyni zmieniały się kilkakrotnie. Podobno w czasach świetności twarze były pozłacane, a zdaniem niektórych archeologów nad czterema obliczami znajdowało się jeszcze piąte – ze złota.  Czy to prawda? Nie wiadomo.  Zwiedzając tę świątynię, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że każdy mój ruch śledzi nieobecny wzrok i delikatny uśmiech Buddy. Mój lekki niepokój wywołują też olbrzymie korzenie wbijające się w kamienne mury świątyni i tworzące niezwykłe korytarze. Tajemnicza aury,  Bayon, podobnie jak pozostałych świątyń, uwodzi swym czarem i sprawia, że opuszczając  ruiny zaginionego miasta, wiem na pewno, że jeszcze kiedyś tu wrócę.

 Na ratunek ginącej świetności

Dopiero pod koniec XIX w. europejscy naukowcy zainteresowali się tą, nieco już zapomnianą, częścią francuskich kolonii w Indochinach. Kolejne wojny i niepokoje wewnętrzne przez długie dziesięciolecia przerwały prace archeologiczne prowadzone na terenie Kambodży.Obecnie zespoły świątynne Angkoru poddawane są stopniowej konserwacji i restauracji. W latach 1980-1990 w pracach konserwatorskich nad świątynią Bayon brały udział polskie Pracownie Konserwacji Zabytków, z czego jestem bardzo dumna. Od 1992 świątynia Bayon, jako część Angkoru, widnieje na liście kulturowego dziedzictwa UNESCO, co daje nadzieję na uratowanie tych wyjątkowych zabytków i bogatej historii od zapomnienia i zniszczeń, którym tak dzielnie opierała się przez stulecia.

Informacje praktyczne

Dojazd: z Warszawy najlepiej samolotem do stolicy Phnom Penh liniami np. LOT, KLM lub Air France (ok. 3200 PLN w obie strony), a następnie albo łodzią (od 15 do 25 USD)do Siem Reap albo autobusem (ok. 10 USD) albo samolotem linii Siem Reap Airways (ok. 100 USD w obie strony

Kiedy najlepiej jechać: najlepiej w porze suchej, która trwa od listopada do kwietnia.

Waluta: 1 nowy riel (CR) = 100 sen, 1EUR=4860 CR, 1 USD =3636 CR, 1 PLN =1111 CR

Turyści mogą posługiwać się również dolarami lub bez problemu wymienia je w największych miastach Phnom Penh i Siem Reap

Polaków obowiązują wizy pobytowe (nie ma wiz tranzytowych) z ważnością do 30 dni. Można je otrzymać po  przylocie na lotnisku lub na drogowych przejściach granicznych po wypełnieniu kwestionariusza , załączeniu dwóch zdjęć i uiszczeniu opłaty 20 USD.

Bilet wstępu do kompleksu Angkor Wat to odpowiednio 1 dzień – 20 USD, 3 dni- 40 USD, 7 dni – 60USD.

Noclegi: podstawowy standard już od 5 USD ,nocleg w klimatyzowanym pokoju to koszt ok. 20 USD, a za ok. 50 USD można sobie zafundować bardzo elegancki hotel porównywalny do światowego standardu 3- 4 gwiazdek.

Warto wiedzieć: kompleks świątynny można zwiedzać rowerem (ok. 2 USD za dzień), skuterem

10 USD (za dzień). Bardzo popularnym środkiem transportu jest riksza. Można ją wynająć za 12 USD (dla dwóch osób na dzień ) lub około 15 USD (dla  3- 4 osób). Najlepiej zwiedza się bardzo wczesnym rankiem lub pod wieczór, kiedy nie ma zbyt wielu turystów i upały nie są tak uciążliwe.

Ciekawe strony www: www.cambodia.com

Autor: Edyta Buchert

Fot: Edyta Buchert

Tanite nana etutamin nitassi ?

IDLP-Properties

Innu , spolszczenie : Innuici lub Innuitowie, w innu-aimun : “Istoty ludzkie”) – grupa leśnych Indian Ameryki Północnej z rozproszonych osiedli wschodniego Quebecu i Labradoru w Kanadzie, złożona ze spokrewnionych ze sobą algonkińskich plemion Montagnais (większego, żyjącego zasadniczo bardziej na południu) oraz Naskapi (mniejszego, zamieszkującego bardziej na północy). Spokrewnieni językowo i kulturowo z Indianami Kri. Innuici liczą obecnie ok. 18 tys. członków (z czego ok. 15 tys. w Kebecku). Niegdyś wędrowni myśliwi i zbieracze, żyjący w namiotach okrywanych zwierzęcymi skórami. W XX wieku przesiedleni – czasem przymusowo – do stałych osiedli (głównie na północnym brzegu Zatoki Św.Wawrzyńca  i w głębi Labradoru). Utrzymują się głównie z dorywczych prac leśnych, myślistwa, rybołówstwa i opieki socjalnej, na skutek gwałtownych przemian społecznych, kulturowych i ekonomicznych zmagając się przy tym z licznymi przypadkami alkoholizmu, narkomanii, przemocy w rodzinie i samobójstw. Ok. 80% populacji posługuje się nadal jednym z języków rodziny algonkińskiej. Praktycznie wszyscy znają też angielski. Z wyjątkiem społeczności Naskapi Nation of Kawawachikamach z Quebeku, która w 1978 roku podpisała porozumienie z rządem, pozostałe społeczności Innu nigdy oficjalnie nie zrzekły się swoich ziem na rzecz Kanady na mocy traktatu i systematycznie występują z roszczeniami terytorialnymi i wnioskami o rekompensatę. Najbardziej znanymi członkami ludu Innu są członkowie istniejącej od 1984 folk-rockowej grupy Kasztin, jednej z najpopularniejszych tubylczych grup muzycznych Kanady, znanej m.in. ze wspólnych występów z Robbie Robertsonem oraz albumów KashtinInnu i Akua TutaInnu nie należy mylić z Inuit (nazwa własna i ang. Inuit, spolszczenie: Inuici), znanymi wraz z ludem Yupik jako Eskimosi. Jedni i drudzy to tubylcze ludy Ameryki, ale tylko Innu to Indianie. Poza tym, o ile Innu żyją we wschodniej Kanadzie, to Inuici zamieszkują Arktykę od Alaski po Grenlandię, a Yupik zamieszkują Alaskę i północno-zachodnią Syberię w Rosji.

Festiwal PRESENCE  AUTOCHTONE  (pol: OBECNOŚĆ AUTOCHTOŃSKA) jest wydarzeniem organizowanym w Montrealu od 1990 roku mającym na celu przybliżenie kultury ludności tubylczej rozproszonej na terenach trzech Ameryk. Podczas tego wydarzenia można zapoznać się z ich sztuką, historią i tradycjami oraz rękodzielnictwem a także gastronomią.

Plac festiwalowy zamieniony w stylizowaną wioskę indiańskąPokaz tańców w tradycyjnych strojach

Występ Innuitki śpiewającej w języku innu-aimun,która dała popis typowego dla ludów na Dalekiej Północy gardłowego śpiewu (fr:chant de gorge )

Florent Vollant,lider zespołu Kashtin,zaangażowany społecznie w swojej wspólnocie i ogromnie popularny również wśród Kebeków.Cała idea wolności tego autochtońskiego plemienia została wyrażona w bardzo jasny i typowy dla Indian sposób. Zwracając się ze sceny do zgromadzonej publiczności jeden  z Innuitów powiedział;urodziliśmy się tutaj na naszej ziemi,nasi przodkowie byli tutaj tysiące lat temu,mamy nasz język,naszą historię,nasze prawa ,tradycje . Wszyscy płyniemy po rzece do tego samego ostatecznego celu jakim  jest pokój. Wy płyniecie statkiem ,my płyniemy naszym canoe i dopłyniemy spokojnie do celu jeżeli żadne ze stron nie będzie sobie zajeżdżać drogi. Bardzo krótkie i jasne przemówienie,które zostało przyjęte z aplauzem przez wszystkie blade,śniade,żółte,brązowe i czerwone skóry :)

Festiwal Presence Autochtone kończy się 8 sierpnia.

Tanite nana etutamin nitassi ? w języku innu-aimun oznacza; Co uczyniłeś z moją ziemią ?

Autor:Z.P.Wasilewski

fot:Z.P.Wasilewski

Świat według Marioli Nykiel

1

Mariola Nykiel,artystka malarka polskiego pochodzenia mieszkająca na stałe w Montrealu.Jest absolwentką Liceum Plastycznego w Łodzi (1984) oraz College Lassalle w Montrealu na kierunku projektowanie mody (1993). Wystawiała swoje prace na wystawach sztuki w Polsce,Włoszech i w Kanadzie. Jej prace znajdują się w wielu kolekcjach prywatnych w Europie,Kanadzie i Stanach zjednoczonych.W ubiegłym roku Mariola Nykiel miała wystawę swoich prac w Konsulacie RP w Montrealu. W tym roku okazją na zapoznanie się z twórczością Marioli będzie wystawa jej prac wraz z innymi polskimi artystami podczas Festiwalu Polskiego w Montrealu. Poski Festiwal w Montrealu odbędzie się w dniach 11-12 lipca. Oprócz Marioli Nykiel na festiwalu wystawiać będą swoje prace również:Agnieszka Rajewska – malarstwo,Teresa Kastelik – malarstwo-technika mieszana-kolaże,Jacek Tomczak – rzeźba,Silvia Skibinska – fotografia artystyczna,Gosia Babiarz – fotografia artystyczna

Kilka prac Marioli Nykiel:

Oto  w jaki sposób artystka wyraża się o swojej sztuce:

Moje obrazy są zwierciadłem bogatej palety kolorów życia. Przebogate barwy języka wizualnego ,które natura tchnie w nas są odbite w sztuce aby uchwycić i zatrzymać emocje. Jestem cała zanurzona w naturze,której jestem nieodłącznym elementem. Pejzaże odkrywają i szepczą nieznane niespodzianki. Ruch w naturze zapisuje więź miedzy przeszłością i teraźniejszością. Mieszkam w pobliżu rzeki Świętego Wawrzyńca,która przenosi emocje świata,nieustannie i bez możliwości  ucieczki przed przeznaczeniem,przed moim przeznaczeniem. Malarstwo w pewnym momencie stało się dla mnie naturalną potrzebą wyrażania myśli. Odzwierciedla radość płynącą z obserwacji natury. Malowanie w plenerze jest konwersacją,dialogiem z naturą, wzbudza  emocje,zbliża i łączy mnie z jej nastrojem. Każda pora dnia i roku , nie traktowana obojętnie,ma swoją wartość, godna zapamiętania. W potędze rzeki Świętego Wawrzyńca , którą często obserwuję,widzę od czasu do czasu emocje , które płyną we mnie jak przeznaczenie. Ruch jej, jest połączeniem przeszłości z teraźniejszością dając mi dalsze natchnienie.

Opracował:Z.P.Wasilewski

źródła: http://www.nykielart.com/