rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

seafountain_large

Fabergé – najsłynniejsze wielkanocne pisanki

Znana na całym świecie marka wyrobów czekoladowych Ferrero, nie może niestety szczycić się oryginalnością wprowadzając na More »

Monthly Archives: Marzec 2016

Nikola Tesla – elektryk, który poskromił Niagarę

2

09 lipca 2006 roku,  uroczyście odsłonięto pomnik Nikoli Tesli w Parku Królowej Wiktorii (Queen Victoria Parc), w kanadyjskim miasteczku Niagara Falls. Park znajduje się tuż przy Wodospadzie Niagara, zaś pomnik Tesli jest jakby trochę na uboczu, niepokaźnych rozmiarów i  z dala od bulwaru, po którym przechadzają się turyści. Naprawdę trzeba dziecięcej ciekawości, aby podejść kilka kroków po trawniku do pomnika i odczytać napis u stóp monumentu.

Po pierwsze niewiele osób dzisiaj wie kim był ten człowiek, po drugie jeszcze mniej zada sobie pytanie spośród tych osób dlaczego właśnie w pobliżu Wodospadu Niagara i dlaczego postawiono ten pomnik właśnie w ten konkretny dzień. Mimo to, że w dzisiejszej dobie internetu dostęp do informacji jest błyskawiczny udzielę odpowiedzi na te trzy pytania.

Pasztet z zająca “Pod Stukniętym Królikiem”

TRC_9324_sm1

Dobra restauracja w Montrealu, to niekoniecznie dobra kuchnia i kucharz, który ukończył paryskie szkoły gastronomiczne. Gwarancją sukcesu jest również oryginalność i nie mam zamiaru tutaj się skupiać nad zawiłościami sekretnych przepisów kulinarnych ani nazewnictwem tych kreacji kulinarnych. Zwłaszcza nazwy potraw świadczą o niebywałej wprost wyobraźni oraz subtelnej poetyce kulinarnej, które pozwalają na tworzenie  tasiemcowych nazw doprowadzając klienta-konsumenta do czarnej rozpaczy i frustracji.  Wpędzając go również w kompleksy, no bo na przykład  wszyscy z całą pewnością wiedzą od wieków (o czym z pewnością jest wzmianka również w Mahabharacie),  że potrawa o nazwie “Książę Stawu na indyjską modłę” (fr:Prince de l’étang à la mode des Indes) jest po prostu pieczoną kaczką z Hinduskimi przyprawami  i tak dalej… Przykładów są setki, tysiące lecz zabawa wynikająca z analizy tych nazw jest wprost proporcjonalna do ich ilości. Ja po prostu skupię się tylko na witrynach tych kilku montrealskich restauracji, które wywarły na mnie większe wrażenie niż cała masa innych.

Bistro  La Vache qui Pete (Pierdząca Krowa)

I gdybym bardzo się wysilał, aby przetłumaczyć ten napis z witryny na przykład jako “Brykająca Mućka” albo “Galopująca Krasula” lub nawet gdybym próbował zastąpić, zamaskować, zakamuflować ten francuski czasownik mówiąc niejako do moich polskojęzycznych znajomych – wiecie, dzisiaj was zapraszam do bistro, które się nazywa “Krowa puszczająca Wiatry”. Niestety takie tłumaczenie może wprowadzić zamieszanie i nieporozumienie, ponieważ może sugerować jakąś tawernę marynarską. Zatem zapraszam na kanapki i przepyszną kawę do “Pierdzącej Krowy”. Adres – 1101 rue Rachel Est.

Restauracja O.Noir (W Ciemności)

O.Noir wyróżnia się ponad inne restauracje tym, że proponuje jedyne w swoim rodzaju doświadczenie kulinarne. Gdy spożywamy posiłek w kompletnych ciemnościach nasze inne zmysły wzmagają się, aby lepiej docenić smak i aromat spożywanej potrawy. Koncepcja takiej restauracji zaangażowanej społecznie powstała dzięki oryginalnemu pomysłowi pewnego niewidomego pastora z Zurichu  – Jorge Spielmana, który miał zwyczaj zawiązywać oczy opaską swoim gościom aby w ten sposób mogli w pełni korzystać z walorów kuchni a także pomóc im zrozumieć kalectwo bliźnich. W 1999 roku, pan Spielman otworzył Blindekuh (niem: Ślepa Krowa). Jest to projekt, który ma na celu przybliżyć specyfikę życia niewidomych dla osób widzących oraz zapewnić nowe miejsca pracy niewidomym. W restauracji O.Noir panuje totalny mrok, żadne latarki, świeczki, zapałki, zapalniczki ani świecące telefony komórkowe nie są tolerowane. Po spędzeniu kilku godzin w takiej atmosferze klienci lepiej pojmują co oznacza życie w totalnych ciemnościach, na które są skazani niewidomi. Adres – O.Noir 1631  Ste-Catherine Ouest

Restauracja Św. Huberta

 

Zdawać by się mogło, że ta najsłynniejsza smażalnia kurczaków w Montrealu, która na przestrzeni swojej historii urosła do rangi renomowanej restauracji, obrała sobie za patrona Św. Huberta, który jest również patronem myśliwych. Skojarzenie może być jak najbardziej uzasadnione skoro wiadomo, że sylwetka Huberta z Gaskonii jest ogromnie barwną postacią z Żywota Świętych, jak najbardziej pasującą, aby czuwać nad biznesem związanym ze zwierzyną łowną lub hodowlaną.  Św. Hubert żył na przestrzeni VII-VIII wieku, spędzając czas na hulankach i polowaniach aż do 40-tego roku życia, kiedy to na jednym z jego licznych polowań według legendy miał mu się objawić biały jeleń z promieniejącym krzyżem w porożu. Od tego czasu Hubert się nawraca poświęcając całe swoje życie w pracy nad zjednywaniem  pogańskich ludów do wiary w Chrystusa. W przypadku montrealskiej restauracji Św. Huberta, zbieżność z tym świętym jest całkowicie przypadkowa, prozaiczna i banalna. Otóż okazuje się, że pierwsza smażalnia tego typu została otwarta przez montrealską rodzinę w 1951 roku przy ul. St. Hubert, od której przyjęła swą nazwę. Restauracje St. Hubert były pierwszymi, które oferowały darmową dostawę do domu, oraz pierwszymi z których wyproszono palaczy na długo przed wprowadzeniem ustawy rządowej zakazującej palenia papierosów w przybytkach użyteczności publicznej. Na dzień dzisiejszy sieć tych restauracji działa czynnie na obszarze prowincji Quebec, Ontario i Nowego Brunszwiku, posiada 1400 punktów sprzedaży i zatrudnia 9500 osób. Restauracja ta znajduje się w zasięgu telefonu, wystarczy do niej wykręcić numer, złożyć zamówienie aby po 45 minutach móc się delektować złocistym pieczonym kurczakiem z obowiązkowymi francuskimi frytkami.

Restauracja L’Assommoir  (Mordownia)

Hmm… stojąc przed wejściem do tego przybytku można się tylko zastanawiać czy naprawdę ma się ochotę tam wejść i dać się dorżnąć do reszty, ponieważ jak sama nazwa może sugerować-słowo l’assomoir oznacza po polsku mordownię- żywy z niej nie wyjdzie nikt :) . Nazwa restauracji; “L’Assomoir” jest aluzją do powieści Emila Zoli z 1877 roku (pol: W Matni), opisującej życie najniższych warstw społecznych Paryża w epoce II Cesarstwa. Zapraszam do niej aby sprawdzić czy nie pałęta się po niej duch Gerwazyny Macquart, głównej bohaterki tej powieści. Adres – 112 rue Bernard Ouest oraz 211 rue Notre-Dame Ouest.

Restauracja  Les Cons Servent  (Konserwy lub Serwujący Idioci)

Nazwa tej restauracji jest typowym i często używanym kalamburem w nazewnictwie biznesowym – jeżeli tłumaczy się dwa słowa oddzielnie, wychodzi “Serwujący Idioci”, gdy zaś popatrzy się na ten dziwoląg jak na jedno słowo wychodzi nam: “Konserwy”. Nazwa tej restauracji jest bardzo odważna i z dużą dozą humoru. Taka nazwa może rzeczywiście przyciągać klientelę chociażby z tego względu, że jest intrygująca – zawsze znajdzie się jakiś chętny aby sprawdzić czy dania serwowane w tej restauracji są równie idiotyczne i czy solidnie zakonserwowane. Adres – 5064 Av. Papineau.

Restauracja  Chez Ma Grosse Truie Cherie (U Mojej Drogiej Tłustej Maciory)

Nazwa tej restauracji nie pozostawia cienia wątpliwości co jest jeszcze dodatkowo zobrazowane gigantyczną sylwetką tłustej maciory przykręconej do fasady restauracji. Można jedynie przypuszczać, że właściciel oprócz zamiłowania do krojenia boczków, baleronów szynek, golonek i kiełbasek chciał w ten sposób oddać hołd i wyrazić swoje bezwarunkowe uczucie wybrance jego serca. Adres – 1801 rue Ontario Est.

Restauracja  Zitto e Mangia (Milcz i Jedz)

Tutaj podaję przykład nie istniejącej już niestety dzisiaj włoskiej restauracji w Montrealu. Włosi w Montrealu również mogą się popisać wielką dozą poczucia humoru, na pierwszy rzut oka można mieć wrażenie że to dwoje włoskich maestro della cuccina – pan Zitto i pani Mangia zapraszają do siebie na smaczną michę makaronu. Otóż nie ! Mangia e zitto po włosku może oznaczać: “milcz i jedz”, ale również w zależności od ekspresji z jaką się wymawia tą frazę może także oznaczać: “stul mordę i żryj!”  Restauracja przez wiele lat prosperowała przy: 6660 rue Clark w dzielnicy Mała Italia.

Restauracja Le Lapin Sauté (Pod Stukniętym Królikiem)

Bardzo zręcznym i udanym przykładem w nazewnictwie restauracyjnym może być: “Le Lapin Sauté”. Przymiotnik “sauté” oznacza we francuskim “pieczony” lecz w slangu może oznaczać: “stuknięty”. Zatem, pomimo, że restauracja znajduje się w mieście Quebec może rzeczywiście warto się tam wybrać na pasztet z zająca ? :)


Autor: Zbigniew Wasilewski
Fot: materiały prasowe

Wojna duńsko-kanadyjska o wyspę Hans

GuardianSpiritDecal-Inukshuk

Hans (grenlandzki: Tartupaluk) to niewielka, niezamieszkana wyspa, o powierzchni 1,3 km² leżąca na wodach cieśniny Naresa pomiędzy Wyspą Ellesmera a Grenlandią. Wyspa jest, od 1973, przedmiotem sporu międzynarodowego między Danią i Kanadą.

Wyspę odkrył Hans Heindrik (czasami spotyka się pisownie nazwiska “Heindrich”). Był on grenlandzkim podróżnikiem i tłumaczem dla brytyjskich i amerykańskich badaczy Arktyki. Wyspie nadano imię odkrywcy w 1871 r. podczas ekspedycji Charlesa Halla. Wtedy też wyspa po raz pierwszy pojawiła się na mapach.

“Wojna flagowa”

W 1973 r. Dania i Kanada toczyły dwustronne rozmowy mające na celu uzgodnienie nowych granic w tym rejonie. Obie delegacje twierdziły jednoznacznie, że wyspa w całości stanowi terytorium ich krajów, koniec końców nie podjęto jednoznacznej decyzji na temat jej przynależności: obszar cieśniny przecięto umowną granicą, której długi na 875 metrów fragment, między punktami orientacyjnymi numer 122 a 123 (w sumie było ich 127), przecina wyspę praktycznie w połowie. Od tego czasu duńskie ekspedycje kilkukrotnie przybyły na wyspę zostawiając tam flagę swojego kraju. Stało się tak w 1984 (helikopterem na wyspę przybył grenlandzki minister Tom Hoyem). Flagi te niszczone były systematycznie przez czynniki pogodowe.

W 2004, po publikacjach prasowych w obu krajach, status wyspy ponownie stał się tematem szerszych dyskusji. 13 lipca 2005 kanadyjska armia wylądowała na wyspie i zbudowała inuksuk, u stóp którego umieszczono tabliczkę z kanadyjską flagą. Tydzień później na wyspie symbolicznie postawił stopę minister obrony Kanady Bill Graham. Wywołało to ostry protest dyplomatyczny z Kopenhagi: 25 lipca duńskie ministerstwo spraw zagranicznych po raz pierwszy oficjalnie oświadczyło, że uważa wyspę za terytorium Danii. Dzień później przybyły na wyspę wicepremier Grenlandii Josef Motzfeldt stwierdził, że od lipca wyspa okupowana była przez Kanadę. 16 sierpnia obydwa państwa wznowiły negocjacje na temat przynależności terytorialnej wyspy Hans, do dziś jednak, mimo zaangażowania w rozmowy kanadyjskiego ministra Pierre Petigrew i duńskiego premiera Andersa Rassmussena, nie udało się osiągnąć satysfakcjonującego obie strony porozumienia.Kanadyjski Minister Obrony Gordon O’Connor do Premiera Kanady Stephena Harpera : A więc to jest właśnie ta Wyspa Hans ….

Wyspa sama w sobie ma znikome znaczenie, jednak jej położenie pośrodku cieśniny Naresa sprawia, iż może ona potencjalnie kontrolować ruch morski w całej cieśninie. Kanadyjskie Siły Zbrojne używają jej jako argumentu w składanych petycjach dotyczących otrzymania lodołamaczy, których obecnie – w przeciwieństwie do sił duńskich – nie posiadają. Jednak najważniejszym powodem sporu jest fakt, że może on zostać precedensem dotyczącym własności lądów i wód w Arktyce, która w wyniku ocieplenia klimatu może się stać znacznie ważniejsza niż obecnie. Dodatkowe znaczenie dla Kanady ma tu spór na temat Przejścia Północno-Zachodniego.i zapowiedzi zapewnienia suwerenności terytoriów Północy Kanady.

 

Tabliczka u stóp inuksuka zainstalowana przez kanadyjską armię na Wyspie Hans
 Autor:Z.P.Wasilewski
fot:internet

Katarzyna Musiał – pianistka, założycielka festiwalu Stella Musica. Wywiad

Capture d’écran 2016-03-10 à 20.05.17

Polska pianistka Katarzyna Musiał, obecnie rezydująca w Kanadzie to – zdaniem Chicago Classical Review -„wielki talent obdarzony zdumiewającą techniką i interpretacyjną błyskotliwością”, koncertuje jako solistka, kameralistka, a także z orkiestrami w Ameryce Północnej, Europie i Azji. New York Concert Review określił jej grę jako „czystą rozkosz… cudownie przedstawioną… przejrzyście precyzyjną… interpretację, która sięgała emocjonalnej głębi przy harmonijnej kolorystyce”. Według Beijing Press Katarzyna Musiał to „pianistka, która oczarowuje swoich słuchaczy olśniewającą grą”. Dyrygent orkiestry New York Camerata Richard Owen uważa ją za jedną z najznakomitszych pianistów, jakich kiedykolwiek miał zaszczyt usłyszeć.

Katarzyna Musiał, należąca do elitarnego grona Artystów Steinway zdobyła pierwszą nagrodę na Bradshaw & Buono International Piano Competition (Nowy Jork, 2011), ponadto jest laureatką III Międzynarodowego Konkursu Współczesnej Muzyki Kameralnej im. Krzysztofa Pendereckiego (Kraków), Kay Meek Competition (Vancouver), Nagrody im. Albana Berga przyznanej za najlepsze wykonanie jego utworów (Wiedeń) oraz Nagrody im. Philipa Cohena dla wyróżniającego się instrumentalisty (Montreal).

Ostatnie ważniejsze wydarzenia w karierze pianistki to: debiut w Carnegie Hall, trasa koncertowa po siedmiu największych chińskich miastach, występy na Olimpiadzie Zimowej w Vancouver, Międzynarodowym Festiwalu Beethovenowskim w Chicago, Festiwalu Tempietto w Rzymie i Festiwalu Music in the Mountains w Kalifornii; jako solistka koncertowała także z New York Camerata, Chicago Prometheus Chamber Orchestra, Toronto Sinfonietta, Orchestre Symphonique de L’Isle, McGill Chamber Orchestra, Ensemble Arkea oraz z Bielską Orkiestrą Kameralną na Inauguracji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Jana Sebastiana Bacha. Jej nowy album “Come dance with me” wydany przez wytwórnię Meridian Records otrzymuje bardzo pochlebne recenzje i jest grany w ponad stu stacjach radiowych, w tym w BBC (Wielka Brytania), CBC (Kanada), WQXR, WFMT (USA). Ponadto płyta została wybrana “CD of the week” WGBH w Bostonie i “Download of the week” KDFC w San Francisco.

Capture d’écran 2016-03-10 à 20.05.17

Lynn Rene Bayley w recenzji dla Fanfare Magazine pisze: „To niezwykła, zaskakująca i zachwycająca płyta… zagrana z niezwykle rzadko występującym połączeniem energii i elegancji. Ten rodzaj pianistyki, jaki prezentuje artystka stał się rzadkością w dzisiejszym szablonowym i napędzanym konkurencja świecie… to niezwykle fascynujący i przyjemny album bez wątpienia znakomitej artystki.” A Jerry Dubins podkreśla: „Katarzyna Musiał udawadnia, że artysta ma możliwość przekazania charyzmy poprzez swoją grę. Potrafiła dokonać tego, że każdy z utworów na płycie od początku do końca wciągał mnie, lub, jeśli wolicie, zniewalał – dzięki magicznemu, magnetycznemu sposobowi gry …Polecam nowy album Katarzyny Musiał z z wielkim entuzjazmem.”

Katarzyna Musiał zachwyca publiczność repertuarem, który obejmuje wiele różnych stylów od baroku do współczesności. W ramach zainteresowań muzyką komponowaną obecnie wykonywała utwory awangardowego kompozytora Jay Sydemana i miała światową premierę dedykowanej jej 35 minutowej suity fortepianowej “Nevada County Epitaphs” skomponowanej przez Marka Vance na festiwalu Music in the Mountains w Kalifornii.

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył się 13 marca 2015 r. w Montrealu.

WYWIAD :

Zbigniew Wasilewski : Witaj Kasiu, pozostały już tylko dwa dni do uroczystego koncertu drugiej już edycji Festialu Stella Musica. Czy tym razem towarzy ci mniejsza trema niż za pierwszym  razem?  Minął rok od pierwszego festiwalu, który był niezwykłym wydarzeniem. Czy ten rok potrafiłas wykorzystać aby rozbudować twój festiwal ?

Katarzyna Musiał : Ten rok był dla mnie szczególny, bo moja córeczka Victoria Anna skończyła  właśnie 3 miesiące i jej pojawienie się na tym świecie ma pewien czasowy związek z zeszłorocznym festiwalem,  ale i z obecnym,  z powodu nowych obowiązków, jakie zna każda mama. Do tegorocznych osiągnięć należy miedzy innymi nawiązanie współpracy z Universite de Montreal.

A trema? Ona towarzyszy artystom niemal jak cień, ale też ustawia właściwe proporcje między możliwościami a osiągnięciami, mobilizuje i dodaje napędu, jeśli nie jest oczywiście tak silna, że działa destrukcyjnie.

12800123_10153795845505218_397653272951552192_n

Z.W : Miałem przyjemność bycia na tym historycznym koncercie w ubiegłym roku i byłem oczarowany kreatywnością, wielorakim doborem dzieł z muzyki klasycznej. Sama prezentacja koncertu była nietuzinkowa ponieważ rozmieszczenie czasami wykonawców na balkonach jak to było w ubiegłym roku dodało dynamiki koncertowi. Dla mnie również w ubiegłym roku niespodzianką i odkryciem zarazem był mini recital na nieznanym dotychczas dla mnie instrumencie, na marimbie. Czy w tym roku będzie podobnie, czy szykujesz również jakąś niespodziankę ?

 K.M : Jest ich kilka, ale nie chcę wszystkich już teraz zdradzić. Powiem więc tylko, że będzie niespodzianka, jeśli chodzi o nieznane lub mało znane instrumenty, różnorodność programu i nietypowy dobór wykonawców, w tym kilku kobiet dyrygentów. Promujemy kobiety w muzyce, ale również młodych jeszcze studiujących muzyków  z Uniwersytetu Montreal. Jestem przekonana, że każdy słuchacz, nawet bywalec koncertów muzyki klasycznej odkryje coś nowego dla siebie i zapamięta koncert jako unikalny. Zapraszam więc  serdecznie w sobotę do Theatre Outremont o godz. 20.00

Z.W :  Tytuł festiwalu Stella Musica jest bardzo trafiony, jest przyjemny dla ucha, łatwy do zapamiętania i dobrze się kojarzy melomanom. Proszę nam przybliżyć źródło tej koncepcji. Czy jest to całkowicie twój oryginalny pomysł o wyeksponowaniu i promowaniu kobiet w świecie muzyki. Oczywiście będzie nam miło gdy nam zdradzisz co sie kryje za tytułem festiwalu Stella Musica. Czy to jest ta gwiazda, która ci przyświeca i dodaje sił :)

K.M : Myślałam od dawna, co zrobić, by młodzież muzyczna, w tym oczywiście przede wszystkim kobiety, których w muzyce klasycznej na czołowych pozycjach nie jest tak  wiele, mogły mieć swoje święto,  zaprezentować  swoje muzyczne osiągnięcia i talenty w widoczny dla wszystkich sposób.  Świętu, jakim jest Międzynarodowy Dzień Kobiet chciałam nadać w pewnym sensie nowy wymiar, artystyczny, konkretnie poprzez muzykę, by nie kojarzył się pejoratywnie, szczególnie, że był tak w wielu krajach wykorzystywany.

12698347_10153743116030218_5373638375013869643_o

Stella Musica – to nazwa, którą można rozumieć właśnie tak, jak sugerujesz, gwiazda (przewodnia) po świecie muzyki i nie tylko, ale i jako gwiazda, osoba wybitna w dziedzinie muzyki, tak jak gwiazda na przykład, ekranu czy sceny teatralnej.  Musica – to imię muzy, sztuki, która, jak żadna inna porusza nasze wnętrza, której jezyk jest zrozumiały dla wszystkich, niezależnie jakim językiem narodowym się posługujemy, jest obecna tu i teraz, rozwija się w czasie i znika, ale czyni nas lepszymi, bo przekazuje cos  wyższego.

Z.W : Organizacja, przygotowania, prace nad programem , kontaktowanie artystów, techników oraz sponsorów a także wiele wiele innych osób zabiera wiele czasu przed stworzeniem takiego koncertu o których przeciętny widz-słuchacz nie zdaje sobie najmniejszej sprawy. Czy Festiwal Stella Musica posiada stałą ekipę administracyjną, która pracuje nad rozbudową tego wydarzenia ?

K.M : Pracy jest ogrom, jakiej,  to już wymieniłeś, nie tylko organizacyjnej, ale koncepcyjnej i artystycznej. Jesteśmy niewielką grupką, która liczy zaledwie kilka osób. I to jest  nasze największe zadanie na przyszłość, by zebrać więcej osób zainteresowanych naprawdę tą sprawą i chcących wspierać organizację festiwalu; także urzędów działających dla rozwoju  kultury. Nie jest to łatwe,  bo to przecież wolontariat. Jesteśmy organizacją non profit, więc  trzeba ludzi z pasją, którym ta idea jest jakoś bliska.

Chciałabym w tym miejscu podziękować  wszystkim, którzy nam pomogli także w tym roku, a naleza do nich m. in. Andrzej Chelminski, Strudes Consulting Engineers i Fundation Liliana Komorowska pour les arts.

12794640_10153776514435218_1516976301725946075_n

Z.W : Festiwal jako wydarzenie samo w sobie zawiera elementy takie jak wystawy towarzyszące, spotkania z artystami, konferencje prasowe, warsztaty muzyczne i inne. Czy w twoich planach są poczynanie w tym kierunku ?

K.M : Wiele będzie zależało od tego,  kogo pozyskam do współpracy i oczywiście od sponsorów,  szczególnie sponsora strategicznego festiwalu, którym jest obecnie Desjardin Casse des Versant du Mont Royal. W tym roku współpracujemy artystycznie z wydziałem muzyki Uniwersytetu Montreal, a kto będzie naszym partnerem programowym w przyszłym roku , zobaczymy. Wielki wpływ na przyszłoroczny kształt festiwalu będzie miało też  zainteresowanie i udział publiczności w koncercie tej edycji festiwalu.

Z.W : Droga Kasiu, Pani Dyrektor Festiwalu Stella Musica, życzę  w imieniu czytelników udanego koncertu w tym roku. Sam osobiście polecam gorąco i zachęcam Polonię do przyjścia na to niecodzienne wydarzenie artystyczne. Życzę również organizatorom Stella Musica, niekończącego się zapału,  inwencji twórczej oraz samych sukcesów. POWODZENIA !!!

K.M : Dziękuję za życzenia i zapraszam wszystkich do Theatre Outremont w sobotę o godz. 20.00. Naprawdę warto !

kronikamontrealska.com

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: materiały prasowe, Katarzyna Musiał

 

Dzień Myśli Braterskiej u Harcerzy montrealskich

12744614_673951939374796_7066698410901411747_n

W czwartek 03 marca 2016 roku odbył się kominek z okazji Dnia Myśli Braterskiej, podczas Zimowiska zuchowego w Base de Plein Air w Parc Cap Saint-Jacques. Dzień Myśli Braterskiej jest obchodzony przez harcerzy i harcerki na całym świecie 22 lutego, w dniu urodzin założyciela skautingu Roberta Baden-Powella i jego żony Olave, naczelnej skautki świata. Montrealskie hufce Orlęta i Ogniwo  przy wsparciu Koła Przyjaciół Harcerstwa zorganizowały to wydarzenie w czasie ferii wiosennych na zimowisku zuchowym. Podczas mroźnego wieczoru na kominek przygotowany  przez harcerki i harcerzy przybyli rodzice, organizatorzy, działacze społeczni, goście honorowi oraz sympatycy ruchu harcerskiego. Po bardzo bogatym i wesołym programie artystycznym w wykonaniu zuchów i harcerzy odbyła się wspólna i uroczysta kolacja.

DSC_0212 DSC_0216 DSC_0219 Wśród publiczności obecna była jedna z najstarszych harcerek w Montrealu, w centrum zdjęcia: druhna Maria Wolska, uczestniczka Szarych Szeregów, uczestniczka Powstania Warszawskiego. Obok w mundurze, druhna Klara Elektorowicz

DSC_0224 DSC_0226 DSC_0235 Wśród rozbawionych harcerzy goście honorowi, górny rząd od lewej: OFM Dariusz Dembkowski, OFM Józef Błaszak kustosz Kustodii Franciszkanów w KanadzieDSC_0238

DSC_0251 Wystąpienie hufcowej Ogniwa druhny Stefanie Wlodarczyk

DSC_0257 Przemówienie Prezes Koła Przyjaciół Harcerzy Teresy Włodarczyk

DSC_0271

Wspomnienia o początkach harcerstwa w Montrealu spisane przez harcerza-emeryta, Mariana Wojdana:

Już w roku 1953 druhna Bronia Kawecka, z sierot uratowanych z Rosji przez ks. Królikowskiego, autora książki “Skradzione Dzieciństwo”, założyła zastęp wędrowniczek, który z czasem zamienił się w Krąg Starszoharcerski, “Morskie Oko”.

W roku 1954, z inicjatywy płk. Antoniego Smodlibowskiego powstało Koło Przyjaciól Harcerstwa (KPH), które w roku 1955 zakupiło duży, górzysty teren w okolicy St. Agathe. Ośrodkowi dano nazwę Gniezno. Przy wjeździe do obozu po prawej stronie drogi, żelbetonowa tama zamykała strumień, tworząc małe jezioro.

Akcja obozowa rozpoczynała się 24 czerwca – święto Św. Jana ze świetnie przygowanym przez p. Revelins Zejmowna i p. Tadeusza Slesickiego artystycznym widowiskiem, po którym następowało puszczanie wianków i o północy szukanie “kwiatu paproci.” Zabawę psuły tzw. czarne muszki i plaga niegroźnych węży-zaskrońców.

W latach 1955-57 z magazynów Armii Kanadyjskiej podejmowałem 30 dwu-osobowych namiotów, koce, żelazne łóżka, materace i sprzęt kuchenny. Stan obozu w 1956 roku wynosił 183 uczestników. Jesienią tego roku spłonął 6-cio pokojowy dom mieszkalny. Z uzyskanych z ubezpieczenia pieniędzy KPH zdecydowało rozbudować Ośrodek. Z własnej inicjatywy p. Aleksander Ostrowiecki (Sybirak, żołnierz II Korpusu gen. Andersa) zwerbował grupę cieśli, którzy w krótkim czasie zbudowali dwa 30-to osobowe baraki dla zuchów, dużą jadalnię z

kuchnią i salę rekreacyjną oraz mały szpitalik i pokój administracyjny. Inż. Adam Mercik w różnych punktach na terenie obozu zainstalował 4 głośniki celem komunikowania się z uczestnikami. Przez szereg lat Ośrodek tętnił życiem obozowym. Z latami mlodzież dorastała, kurczyły się szeregi harcerzy. Z powodu braku nadzoru wandale wybijali szyby, niszczyli instalacje sanitarne. W 1977 roku KPH zdecydowało sprzedać Ośrodek. Dzięki staraniom hm. Kazimierza Mileja uzyskano za niego sumę $30, 000.00. Po spłaceniu zaległych podatków i kosztów adwokackich, pozostałe $22,000.00 KPH postanowilo zabezpieczyć, ustanowieniem Fundacji Społeczno-Kulturalnej, która do dziś działa w Montrealu.

Po sprzedaży Ośrodka obozy harcerskie byly urzadząne na terenie Kaszub w Ontario.

Pionierami Harcerstwa w Montrealu byli: Hufiec męski “Orleta” – hm. Bolesław Bahyrycz, hm. Władysław Karasiński, hm. Leszek Misalla, h. Stefan Baryga, hm. Stefan Padowicz. Hufiec żeński “Ogniwo” – hm. Maria Sznajder, hm. Alina Ołowiecka, dh. Jakimik i dh. Tomira Swinarska.

W późniejszych latach dołączyli: harcerki Miszkiewicz, Korwin, Urbanek, Karska, Lempicka i Pokrzywko oraz harcerze Stawski, Pogorzelski i Klima.

Krąg Starszoharcerski Morskie Oko działał 40 lat.

Co ciekawe, tradycje wspólnoty harcerskiej przechodzą na młodsze pokolenia. Rodziny Czyżykiewiczów, Pogorzelskich, Stawskich, Sobol, Włodarczyk i innych kontynuują tę pracę.

Marian Wojdan-harcerz emeritus

DSC_0278

Rozmowy podczas kolacji. Od lewej prof. Adam Skorek-prezes KPKQ oraz Teresa Włodarczyk-prezes Koła Przyjaciół Harcerstwa

Opracował: Zbigniew Wasilewski

Fot: Zbigniew Wasilewski

 

8 marca – zanim pojawiły się kwiatki i czekoladki

aquarelle_gourmand_bouquet_fleurs_chocolats_pralines

Cofnijmy się wstecz o 105 lat, aby przypomnieć co się wydarzyło pewnego marcowego popołudnia 25 marca 1911 roku w Nowym Jorku.The Triangle Shirtwaist Company, która była własnością dwóch przedsiębiorców Maxa Blancka i Isaaca Harrisa, zajmowała trzy ostatnie piętra dziesięciopiętrowego budynku w Nowym Jorku przy skrzyżowaniu Green Street i Washington Place na wschód od placu Washingtona. Fabryka zatrudniała około 500 robotnic, przeważnie młode emigrantki z Włoch oraz ze wschodniej Europy.


Niektóre z młodych robotnic miały po 12-13 lat. Normalnie pracowano po 9 godzin dziennie oraz 7 godzin w soboty szyjąc ubrania za ok. 1,5$ tygodniowo, co jest dzisiejszym  odpowiednikiem ok. 35$ na tydzień.

Warunki pracy w tej fabryce były typowe jak na tamte czasy. Tekstylia były składowane na całej powierzchni fabryki i byle jak, ścinki materiałów były rzucane po prostu na podłogę, papierowe wzory krojów oraz szkice były przypinane do stołów krawieckich, palenie papierosów było na porządku dziennym, oświetlenie zapewniały gazowe lampy z odkrytym ogniem no i oczywiście nigdzie nie było gaśnic.

W sobotnie popołudnie 25 marca 1911 roku, wybucha pożar na ósmym piętrze prawdopodobnie spowodowany iskrą od zapałki, niedopałkiem od papierosa lub iskrą z elektrycznego silnika maszyny do szycia – nigdy nie poznano prawdziwego źródła pożaru. Większość pracowników z ósmego i dziesiątego piętra zostało zaalarmowanych o pożarze i zdołało się ewakuować. Dziewiąte piętro nie zostało zawiadomione na czas i w chwili gdy dym i ogień wdarł się na to piętro było już za późno,wybuchła panika.

Były tylko dwa wyjścia z tego piętra – jedno kompletnie zajęte przez gęsty dym z ogniem i drugie, które niestety było zaryglowane przez właścicieli z obawy przed wynoszeniem materiałów z fabryki, robieniem sobie nielegalnych przerw lub związkowe spiskowanie przeciwko właścicielom. Uwięzione w śmiertelnej pułapce spanikowane  kobiety zaczęły wybijać okna i skakać z dziewiątego piętra po pewną śmierć. Inne otwarły na siłę drzwi nieczynnej windy aby próbować wydostać się z ognia rzucając się w  otwartą czeluść szybu windowego. Pomimo, że straż pożarna przybyła na miejsce bardzo szybko, nie zdołano niestety nikogo wydostać z płonącego piętra ponieważ drabiny strażackie sięgały tylko do piętra szóstego.
Po ugaszonym pożarze policzono 146  martwych kobiet. Właścicieli fabryki po długim procesie nigdy nie uznano za winnych całej tej tragedii. Jedynie w postępowaniu cywilnym zostali skazani na wypłacenie 75$ za każdą pracownicę, która straciła życie w tym pożarze czyli około 1750 $ na dzisiejsze czasy. Towarzystwo ubezpieczeniowe wypłaciło właścicielom kolosalną kwotę jak na tamte czasy: 60 000 $ odszkodowania, tj: 1 400 000 w dzisiejszych dolarach. W 1913 pan Blanck, który kontynuował działalność w biznesie szwalniczym został zaaresztowany za ryglowanie drzwi podczas godzin pracy. Został zwolniony z aresztu po zapłaceniu 20$ kary.

Ta tragedia jest oficjalnie uznana  i czczona jest jej pamięć przez miasto Nowy Jork oraz przez ONZ.  Pomimo, że nie jest ona bezpośrednio związana z ideą ustanowienia Międzynarodowego Dnia Kobiet, to przeszła do historii jako jeden z najtragiczniejszych epizodów eksploatacji kobiet i w związku z tym jest przypominana przy okazji Dnia Kobiet.

Informacje na temat początków ustanowienia Święta Kobiet w dniu 8 marca są różnorodne, niejasne i wiele z nich zaprzecza sobie nawzajem. Nawet potężna skarbnica wiedzy jaką powoli staje się Wikipedia podaje na polskojęzycznej stronie nieprawdziwe fakty i przeinaczenia.

Krótki zarys wydarzeń przed ustanowieniem 8 Marca jako Dnia Kobiet:

1909, 28 luty, Nowy Jork – Partia Socjalistyczna Ameryki świętuje Narodowy Dzień Kobiet na pamiątkę strajku kobiet jaki miał miejsce w tym mieście w 1908.

1910, Kopenhaga, Socjalistyczna Międzynarodówka ustanawia Dzień Kobiet o charakterze międzynarodowym tymczasem żadna data na świętowanie tego dnia nie została ustalona.

1911, 19 marzec, w wyniku inicjatywy kopenhaskiej obchodzono po raz pierwszy ten dzień w Austrii, Danii, Niemczech i Szwajcarii manifestowanych przez ponad milion kobiet i mężczyzn.

1917, Piotrogród, 08 marca (23 luty według kalendarza juliańskiego) odbyła się demonstracja w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet, która bardzo szybko przekształciła się w generalny strajk, w wyniku którego Car Mikołaj II abdykuje a rząd prowizoryczny przyznaje kobietom  4 dni później prawo do głosowania. Te wydarzenia przeszły do historii po nazwą Rewolucji Lutowej.

Zajrzyjmy teraz do własnego ogródka:

1916, Manitoba przyznaje kobietom, jako pierwsza prowincja w Kanadzie prawo do głosowania.

1940, Quebec, jako ostatnia prowincja w Kanadzie przyznaje kobietom prawo do głosowania.

Kim Campbel – pierwsza i jedyna kobieta w Kanadzie sprawująca urząd premiera podczas 132 dni (23 -06-1993  do 04-11-1993) zastępując Briana Mulroneya.

Dotychczas urząd Premiera w rządach prowincjonalnych sprawowało 8 kobiet.

Pierwszą kobietą sprawującą urząd Premiera w prowincji Quebek była Pauline Marois od 19 września 2012 do 23 kwietnia 2014.


Autor:  Z. P. Wasilewski
Archiwalne zdjęcia: Internet

SĄ WŚRÓD NAS – Gość wieczoru:Tomira Swinarska-Bieniecka

tytul

Są Wśród Nas to cykl spotkań pod patronatem Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Montrealu organizowany od marca 2007. Cykl ma na celu przybliżenie działalności niektórych Rodaków z Montrealu. Serdecznie zapraszamy na kolejne, 53-ie spotkanie, które odbędzie się 7 marca 2016 (poniedziałek) o godz. 19:00  -  3501 Av. du Musée (Konsulat RP, Wydział Promocji Handlu i Inwestycji).

Gość wieczoru:Tomira Swinarska-Bieniecka – uczestniczka Powstania Warszawskiego (sanitariuszka na Starówce).

Ilustracja muzyczna:wspólne śpiewanie piosenek z tamtego okresu (teksty na ekranie, akompaniament na fortepianie - Jacek Bacz)

Spotkanie poprowadzi organizator cyklu, Jerzy Adamuszek.

Tomira Swinarska-Bieniecka (z domu Pakowska), plut. pchor. Urodziła się 30 kwietnia 1923 r. w m. Ujazd, woj. łódzkie. Córka Mariana Tadeusza i Cecylii z domu Szmelc. Żona Kajetana Bienieckiego. Po ukończeniu sześciu klas szkoły powszechnej w Brześciu nad Bugiem uczęszczała początkowo do prywatnego gimnazjum im. Macierz w Brześciu nad Bugiem a następnie do gimnazjum Marjówka, połączonego z internatem, w Smogorzowie koło Opoczna. Należała do ZHP. Wojna zastała Ją w trzeciej klasie gimnazjalnej. Maturę zdała na Kompletach Tajnego Nauczania w Warszawie w 1943 r. W zawierusze wojennej spod Brześcia nad Bugiem udała się najpierw do Zamościa a następnie do Warszawy. Zaprzysiężona w ZWZ-AK przyjęła pseudonim „Mirka”. Powstanie Warszawskie zastało Ją na Starówce. Mając przeszkolenie sanitarne w harcerstwie została pielęgniarką w szpitalu polowym na Miodowej 63. Po upadku Starówki kanałami udała się do Śródmieścia i została łączniczką. Po kapitulacji – jeńcem wojennym Oberlangen. Oswobodzona w poniedziałek, 16 kwietnia 1945, o godz. 16.00 przez patrol (motocyklista, Jeep, dwa Scoutcary i czołg) 2 P.Panc. ppłk. dypl. Stanisława Koszutskiego. Po wojnie była świetliczarką (obsługiwała świetlicę) w 8 Batalionie „Krwawych Koszul” w 1 D.Panc. gen. Maczka w Meppen. Po demobilizacji najpierw mieszkała w Anglii a od 1951 na emigracji w Kanadzie. W Montrealu pracowała w biurze w domu handlowym. Czynna społecznie. Kilkakrotnie była komendantką obozu harcerskiego w „Gnieźnie”. Należała do Koła Żołnierzy Armii Krajowej od 1951 r. Członkini Związku Weteranów Polskich im. Mar. Józefa Piłsudskiego od jesieni 1985 r. W 1964 r. wyjechała do Kaliforni, skąd wróciła po dziesięciu latach do Montrealu i nadal udzielała się społecznie.

W końcowej części spotkania odbędzie się krótka promocja tematycznie związanej ze spotkaniem książki Marii Tarnowskiej pt.”The Future Will Tell” (wydana przez Jolantę i Pawła Tarnowskich z Ottawy). 

Materiały: nadesłane do redakcji

Nieustający w Szukaniu, Burzeniu i Budowaniu

IMG_0340

Gomunice – wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie radomszczańskim, w gminie Gomunice. Taka oto sucha notatka z Wikipedii charakteryzuje małą miejscowość rzuconą między Piotrków Trybunalski a Częstochowę. Miejscowość ta nie słynie z niczego. O remoncie niektórych dróg nie myślano tam chyba od dawna, a doba hotelowa w miejscowym, trójgwiazdkowym hotelu nie ma ustalonych godzin. Nie dotarł tam nawet samochód z Google, przez co nie można obejrzeć jej w globalnej usłudze StreetView. Co prawda, na co StreetView, skoro nie ma tam po co jechać? Otóż nie – jest jeden ważny powód. Nosi on nazwę: Club Muzyczny Bogart. Bogart na pierwszy rzut oka wygląda jak setki polskich pubów; jest piwo, pizza i ściana z czerwonej cegły. Ma jednak dwa niepodważalne atuty: kameralną salę koncertową na około dwieście osób i właścicieli zakręconych na punkcie dobrej muzyki. W Bogarcie od kilkunastu lat grają najlepsze kapele muzyki szeroko pojętej jako rockowa, choć nie tylko. Wystąpili tam m.in.: T.Love, KSU, ale też: Jan Ptaszyn Wróblewski, Martyna Jakubowicz i zespół Krzak, żeby nie wymienić licznych przedstawicieli polskiej alternatywy. I w takim właśnie miejscu, w ostatnią sobotę lutego zagrał najlepszy polski zespół rockowy wszech czasów – Silesian Blues Band, czyli po prostu SBB.

10154141_513712218822629_6783833367754331050_n 12512559_513712122155972_4039088890855147442_n

SBB w swych najświetniejszych latach miał oddanych fanów nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech (obydwu), Czechosłowacji, na Węgrzech, w Danii i Finlandii. Świat dowiedział się o nich, gdy byli zespołem towarzyszącym Czesławowi Niemenowi. Po rozstaniu zaopiekował się nimi legendarny menadżer Franciszek Walicki. To on jest autorem ciekawej interpretacji skrótu SBB – „Szukaj, Burz, Buduj”, co równie dobrze pasowało w języku angielskim: „Search, Break, Build”. Dziś, po kilkukrotnych rozstaniach i powrotach na estradę, grają znów w „złotym składzie”: Józef Skrzek, Apostolis Anthimos i Jerzy Piotrowski. Przed koncertem w Gomunicach zjadała mnie ciekawość jak będą brzmieć i jaki dobrali repertuar. Wiadomo, że w kameralnym klubie rozbudowane utwory, z jakich znany jest SBB będą brzmiały zupełnie inaczej niż w monumentalnej hali.

12778712_513712178822633_7456333247634700589_o

Tak jak się spodziewałem, na niewielkiej scenie Bogartu muzycy czuli się się znakomicie. Główną część koncertu stanowiły tytuły, które swego czasu zapewniły im pozycję supergwiazdy w niemal całej Europie. Co prawda nie rozkręcali już ich do półgodzinnych (lub dłuższych!) suit jak dawniej, ale też nie sprawiało to wrażenia muzycznego skąpstwa. Raczej mieliśmy do czynienia ze świetnym gospodarowaniem czasem, który znakomicie został wypełniony co do minuty. Nadal zadziwiają wirtuozerią, z jaką wręcz malują dźwiękiem. Ciągle potrafią intrygować diametralnymi zmianami tempa w dowolnej części utworu. Z których krwi krew moja, Odlot orazsłynne Memento z banalnym tryptykiem, by wymienić tylko część, w dalszym ciągu tchną w słuchacza niebywałą energię, a gdzie trzeba – zadumę. Zasługa to nie tylko wirtuozerii „Lakisa” i Skrzeka, który notabene nieprzerwanie używa swoich oryginalnych moogów, ale też w sporej mierze stylu gry Piotrowskiego. Czołowy polski perkusista nie daje po sobie poznać, że zaliczył dwudziestoletnią przerwę w graniu. W 1994 roku zdecydował się pozostać w Stanach Zjednoczonych po ostatniej trasie koncertowej reaktywowanego SBB. O przygotowaniach do powrotu w 2014 roku opowiada najlepiej on sam w świetnym, godzinnym wywiadzie na kanale Beatit.tv, w Youtube. Podczas jego nieobecności SBB grał kolejno z dwoma perkusistami: Paulem Wertico i Gaborem Nemethem. Ich kunsztu nie sposób przecenić, jednak dopiero powrót „Kety” ukazał, czego brakowało zespołowi do tej pory: żywiołowości, czy wręcz organicznego tętna, które sprawia, że utwór staje się trójwymiarowy. SBB jest – parafrazując słowa pewnego Olgierda – jak palce jednej ręki. I tak powinno pozostać.

DSC_0631 DSC_0634

Słuchając tego koncertu miałem wrażenie, że trzej dżentelmeni polskiego rocka doskonale bawią się muzyką i przebywaniem na scenie w swoim towarzystwie. Widać było to szczególnie podczas słynnego pojedynku Piotrowskiego i Anthimosa na dwie perkusje. Zaczęło się kilkuminutową solówką „Kety”, na którą odpowiedział „Lakis”, po czym obaj panowie zaczęli się przekomarzać w coraz bardziej wymyślnych rytmach. Rywalizacja płynnie przeszła w zgrabną i niebywale energetyczną współpracę dwóch zestawów perkusyjnych. Po krótkim czasie zza kulis wyszedł Skrzek i niemal niepostrzeżenie wpasował się z intrygującymi dźwiękami mooga. Śmiem twierdzić, że utwór miał opracowany jedynie plan ramowy, zaś reszta była mistrzowską improwizacją. Na bis zagrali bluesową wariację nieco podobną do niegdysiejszego Figo-Fago oraz nieznany mi utwór, prawdopodobnie z nowej płyty, którą podczas koncertu zapowiedział Skrzek.

IMG_0340

Osobnym zjawiskiem, wartym odnotowania jest to, co zaobserwowałem przed i po koncercie, a co rzadko zdarza się u innych gwiazd. Zazwyczaj przed koncertem artysta po przebyciu wielu kilometrów i po próbie dźwięku chce odpocząć i na przykład coś zjeść. Wielu z nich zaszywa się w miejscu niedostępnym dla postronnych. Jednak dżentelmeni z SBB nie zabrali swojej pizzy do garderoby, lecz zajęli miejsca przy takich samych, pubowych stolikach, co i my. Bez protestu odkładali kanapki, dawali autografy i pozowali do zdjęć. Oczywiście taktownie poczekałem z moimi płytami aż zakończą koncert, jednak nie uszło to mojej uwadze.  A wszystko to w małym klubie, gdzieś pod Bełchatowem. Wystąpili tu, bo zabłądzili w drodze z występu w Budapeszcie do Poznania na koncert z Michałem Urbaniakiem, a kasa na ulicy nie leży? Nie, wystąpili, zresztą po raz drugi, bo zaprosił ich profesjonalny organizator. Bycie legendą zobowiązuje? Chyba nie w tym przypadku. Oni po prostu tacy są. Najlepsi polscy rockmani czterdziestopięciolecia. Najlepsi muzycy, lecz także niedościgniony wzór dla miliarda sezonowych gwiazdorów i sztucznie, niesłusznie wywindowanych do miana idoli chałturników. Po prostu świetni ludzie. Kto jeszcze nie był – polecam: spieszcie na ich koncerty!

Autor: Marcin Śmigielski

Fot.: Marcin Śmigielski, Artur Popiołek