rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

_DSC0120

Ticonderoga

Całkowicie zrekonstruowany fort z okresu wojen brytyjsko-francuskich o kolonizację terenów Ameryki znajduje się w miejscowości Ticonderoga More »

seafountain_large

Fabergé – najsłynniejsze wielkanocne pisanki

Znana na całym świecie marka wyrobów czekoladowych Ferrero, nie może niestety szczycić się oryginalnością wprowadzając na More »

Monthly Archives: Październik 2014

Dzień Nauczyciela i Pasowanie na pierwszoklasistę

_DSC0481

W ubiegłą sobotę, 18 października 2014 odbyły się dwie uroczystości w nowej siedzibie Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy konsulacie RP w Montrealu Dzień Nauczyciela oraz pasowanie na pierwszoklasistę. Po raz pierwszy w tym roku zajęcia tej szkoły odbywają się poza konsulatem, lecz w pobliskim The Sacred Heart School of Montreal przy ulicy Atwater. Dzień Nauczyciela a właściwie i poprawnie - Dzień Edukacji Narodowej, jest świętem wszystkich pracowników oświaty obchodzonym w dniu 14 października. Na mocy artykułu 74 ustawy z dnia 26 stycznia 1982 roku, zwanej Kartą Nauczyciela, rocznica utworzenia Komisji Edukacji Narodowej (14 października) została uznana za oficjalne święto wszystkich pracowników oświaty.
Dokładne brzmienie artykułu:
Art. 74. W dniu rocznicy utworzenia Komisji Edukacji Narodowej, 14 października każdego roku, obchodzony będzie Dzień Edukacji Narodowej. Dzień ten uznaje się za święto wszystkich pracowników oświaty i jest wolny od zajęć lekcyjnych.
Komisja Edukacji Narodowej. Pierwsze na świecie ministerstwo oświaty powstałe na mocy uchwały Sejmu z dnia 14 października 1773 roku. Pełna, pierowtna nazwa komisji brzmiała : “Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca”. Inicjatorem jej powstania był ksiądz Hugo Kołłątaj. KEN powstała po rozwiązaniu w w 1773 roku zakonu jezuitów, który do tej pory sprawował piecze nad edukacją w Rzeczypospolitej. W pierwszych latach działania komisja opracowała i wprowadziłą trójstopniowy model edukcji. Stopień pierwszy – szkoły parafialne (dla niższych stanów – chłopów i mieszczan), stopień drugi – przeznaczone dla rodzin szlacheckich szkoły powiatowe i stopień trzeci, najwyższy, dla najbardziej uzdolnionych – uniwersytety (w tych czasach istniały dwa : w Krakowie i Wilnie).
Do głównych reform systemu oświaty, obok wprowadzenia trzystopniowego podziału, zaliczyć należy: opracowanie nowych systemów nauczania, wprowadzenie podręczników w języku polskim, wprowadzenie polskiej terminologii naukowej, reformę Akademii Wileńskiej i Krakowskiej, utworzenie seminariów dla nauczycieli, wprowadzenie w szkołach wychowania fizycznego, utworzenie ‘Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych’ (instytucja opracowująca podręczniki i programy nauczania), dopuszczenie dziewcząt do edukacji na równych prawach z chłopcami.

Program sobotniej uroczystości w montrealskim Szkolnym Punkcie Konsultacyjnym był złożony z dwóch części; oficjalnej z krótkimi przemówieniami i gratulacjami pracownikom oświaty oraz z części artystycznej, po której nastąpiło uroczyste zaprzysiężenie nowych uczniów  i pasowanie na pierwszoklasistę.

_DSC0405Kierownik SzPK w Montrealu, Stanisław Chylewski

_DSC0407Przemówienie Konsula Generalnego RP w Montrealu Andrzeja Szydło

_DSC0416Pierwszy od lewej:Konsul Rafał Pawlak  z Wydziału Promocji i Handlu w Montrealu

_DSC0419 Konferansjerka, Julia Trembecka otworzyła część artystyczną:
W imieniu uczniów naszej szkoły, witam serdecznie nauczycieli i przybyłych gości na uroczysty apel z okazji Dnia Nauczyciela. Zapraszamy do obejrzenia części artystycznej, przygotowanej przez uczniów klas 3 i 5. Jak zapewne każdy wie, w każdej szkole można wyróżnić 2 grupy społeczne; jedna to uczniowie a druga nauczyciele. Największą gafę , jaką można popełnić w tej instytucji to pomylić nauczyciela z uczniem. Aby się przed tym ustrzec polecamy instrukcję rozróżniania tych dwóch gatunków.
-Punkt pierwszy: osobnik, który siedzi z przodu za biurkiem i coś tam mówi z mądrą miną lub przechadza się po klasie, zagląda do zeszytów i wymądrza się że ktoś coś źle napisał, przekonuje, że słowo żołnierz piszemy na początku a nie na końcu przez literkę z z kropką, ponieważ to drugie wymienia się na literkę R – to na pewno nie jest uczeń !!!
- Punkt drugi: nauczycielkę klas młodszych można rozpoznać po tym, że jak już jej struny głosowe od ciągłego powtarzania pękną, to stuka linijką w biurkoi szepcze:  cisza… cisza…
-Punkt trzeci: Ci inni, czyli uczniowie, też są bardzo łatwo rozpoznawalni. Jest ich więcej i w tym właśnie tkwi ich siła ! Na lekcjach kręcą się, huśtają na krzesłach, jedzą lub piją pod ławką, rzucają do siebie lub w siebie papierkami, oraz obowiązkowo żują gumę. Niektórzy nic nie robią oprócz nieszczęśliwie znudzonej miny i tylko od czasu do czasu zdobędą się na wysiłek, żeby bąknąć: No przecież ja nic  nie robię !, jakby tego nie było widać gołym okiem.
-Punkt czwarty: Ucznia można bardzo łatwo rozpoznać przy tablicy. Uczeń to osoba, która przy tablicy stoi niepewnie, nasłuchuje czujnie, bo może ktoś się zlituje i coś podpowie, rozglądfa się nieporadnie po klasie. Wydaje przy tym przeciągłe dźwięki typu …yyy, …eee.
-Punkt piąty: osobnik zwany nauczycielem zachowuje się przy tablicy całkiem inaczej. Gdy już zacznie na niej pisać TO NIE WIE KIEDY SKOŃCZYĆ ! TAK TO GO WCIĄGA !!! zamaże całą tablicę, po czym odwraca się do klasy i pyta: rozumiecie ?
Jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał w jaki sposób odróżniamy nauczyciela od ucznia to proponujemy bardziej obrazowy sposób, jakim będzie pokaz mody nauczycielskiej.
_DSC0422
Julia Wołowiec i Julia Oleszczak przeprowadziły pokaz mody:
Dzień dobry. Jesteśmy przedstawicielkami “Absurd Company”. Witamy serdecznie całe grono pedagogiczne oraz zaproszonych gości na okolicznościowym pokazie mody nauczycielskiej. Nasze hasło brzmi: “Z nami łatwiej, a nami raźniej, z nami wygodniej”. Już za chwilę przedstawiamy państwu kilka strojów, bez których nowoczesny nauczyciel nie może się obyć. Nasz oferta zyskała aprobatę Ministerstwa Opieki nad Nauczycielem i zapewniamy, że specjalnie dla państwa obowiązują dzisiaj ceny promocyjne. W dniu dzisiajszym sprzedajemy nasze unikalne kreacje za kilkanaście lub kilkadziesiąt uśmiechów pedagogicznych.
_DSC0423 Strój nauczyciela matematyki.
Współczesny nauczyciel matematyki nosi strój z motywami matematyczno-zoologicznymi. Długotrwałe noszenie tego stroju sprawia, że już wkrótce 100% uczniów kangurzymi skokami przeskoczy do zadań z matematyki wyższej. Duża ilość gwiazdek na stroju można wykorzystać do codziennego treningu arytmetycznego. Można na nich ćwiczyć podstawowe działania matematyczne. Można gwiazdki dodawać, odejmować, mnożyć lub dzielić. Serdecznie namawiamy do zakupu ! Całość kosztuje tylko 50 uśmiechów pedagogicznych.
_DSC0426 Model: Jacob Rumiński
_DSC0429 Funkcjonalny i wygodny strój dla nauczyciela nauczania zintegrowanego.
Ubiór ten zdobył specjalną nagrodę w konkursie: “Czas dla Zielonych”. Kolor stroju nauczyciela jest kolorem nadziei na lepsze jutro oświaty polskiej. Badania potwierdziły, że rozpowszechnienie tego koloru wśród nauczycieli sprawia, że uczniowie samoistnie zdają sobie sprawę jak “zielono mają w głowach” i ochoczo zabierają się do pracy. Strój uzupełnia plecak na potrzebne nauczycielowi akcesoria;misie, kredki, linijki, gumki do mazania i chusteczki higieniczne. Do całości zakładamy kalosze szczęścia zaprojektowane przez firmę Andersen i Spółka. Obuwie to pozwoli robić siedmiomilowe kroki w szerzeniu wiedzy._DSC0432 _DSC0433 Modelka: Emilia Szydło.
_DSC0435 Nauczyciel wiedzy o Polsce. Proponowany strój łączy w sobie elementy ludowo-historyczne. Złota nawiązuje do XVI-tego wieku, epoki złotego okresu kultury polskiej i wyraża nadzieję, że takoweczasy jeszcze nadejdą. Strój uzupełnia podręczna łopatka ułatwiająca dokopywanie się do pokładów uczniowskiej wiedzy wówczas gdy inne sposoby już całkowicie zawiodą. Satysfakcja z tego stroju ogromna !!! Cena tylko 30 uśmiechów pedagogicznych._DSC0436 Model: David Acquaviva.
_DSC0437 A teraz mamy już na wybiegu hit sezonu ! Strój dla nauczyciela polonisty. Zwracamy uwagę na jej anielsko-baśniowy charakter, co niewątpliwie podkreśla anielską cierpliwość polonistów w wysłuchiwaniu bajek na temat przeczytanych lektur. Z przodu kreacji umieszczono wspaniałe narzędzie do wałkowania zasad gramatyki polskiej oraz prostowania stylu uczniowskich wypowiedzi pisemnych. Strój uzupełnia niezawodna w użytkowaniu miotełka służąca do wymiatania błędów ortograficznych z uczniowskich zeszytów. Cena bardzo przystępna, jedynie 40 uśmiechów nauczycielskich!!!_DSC0439 Modelka: Alicia Kuznik
_DSC0441 _DSC0445 _DSC0449 _DSC0450 _DSC0456 _DSC0459 _DSC0460 _DSC0465 Uroczyste zaprzysiężenie pierwszoklasistów.
_DSC0469 _DSC0472 Pasowanie na pierwszoklasistę przez kierownika szkoły.
_DSC0474 _DSC0476
Komitet rodzicielski przygotował okolicznościowe upominki pierwszoklasistom
Autor: Zbigniew Wasilewski
Fot: Zbigniew Wasilewski
Opracowanie scenariusza : Jadwiga Pikuła, nauczycielka SzPK w Montrealu

Uwznioślenie Bazy Wypadowej według Kuby Seguin

JKSE_GUIN_PRESSE_Web

Upłynęły cztery lata od wydania ostatniej płyty formacji ODD LOT. Montrealski trębacz Jacques Kuba Seguin powraca z nowym albumem, w sekstecie tym razem. Album zatytułowany został: L’élévation du point de chute. Pozwoliłem sobie na moje amatorskie tłumaczenia na słowiański, szeleszczący, lecz jednakowoż przepojony jazzem język polski : Uwznioślenie Bazy Wypadowej. Płyta z kompozycjami Kuby jest już dostępna w najlepszych sklepach montrealskich od 23 września tego roku. Aktualnie odbywa się promocja nowej płyty Kuby Seguin, poprzez wiele koncertów w najlepszych kebeckich salach znanych i docenianych przez melomanów tego gatunku muzyki. Niebywałą okazją dla fanów Kuby, oraz miłośników jazzu po prostu, niech będzie właśnie ten jeden jedyny koncert w Montrealu, 25 pażdziernika w sali Astral, będący częścią serii Jazz All Year Long.

JacquesKubaSéguin_pochette-410x410

Jacques Kuba Seguin, trębacz jazzowy, kompozytor i utalentowany aranżator oferuje w swojej nowej płycie wielce wrażliwe melodie, potężną muzykę; wzniosłą, sentymentalną atmosferę wzbogaconą poprzez pryzmat amalgamatu montrealskiej wielokulturowości. Kuba zaprezentuje swój koncert w otoczeniu wspaniałych jazzmanów; Frédéric Alarie (bas), Jean-Pierre Zanella (alt, sopran i flet), André Leroux (saksofon tenorowy i barytonowy) oraz Kevin Warren (perkusja) i Jonathan Cayer (fortepian, Wurlitzer). Poprosił również Stanleya Pean, osobistego przyjaciela Kuby,znanego w Montrealu radiowego kronikarza jazzowego do udziału w swoim nowym albumie.

317567_226399087413201_1342510394_n

Club jazzowy Astral

Album ; Uwznioślenie Bazy Wypadowej (fr: Élevation de Point de Chute) jest bez cienia wątpliwości najbardziej kompletnym dziełem  w jego karierze artystycznej

Capture d’écran 2014-10-22 à 23.21.01

Najnowsze dzieło Kuby to sześć oryginalnych kompozycji oraz nowa adaptacja znanej piosenki montrealskiego barda, Daniela Belanger, La fin de L’homme. Do utworu Dilemme I tekst napisał i recytuje, Stanley Pean. Kubie Seguin towarzyszy pięciu znakomitych montrealskich muzyków jazzowych w następującym składzie :

Jacques Kuba Séguin - trąbka & kompozycje
Jean-Pierre Zanella– saksofon altowy & sopranowy
André Leroux– saksofon tenorowy
Frederic Alarie – kontrabas
Jonathan Cayer - piano, klawisze
Kevin Warren– perkusja
KONCERT :
25 października 2014, godzina 20.00 sala Astral,
305, rue Sainte-Catherine Ouest
Cena biletu : 25$ (wraz z podatkiem)

Opracował: Zbigniew Wasilewski

grafika: materiały prasowe

Film „Bogowie”, czyli profesor od serca

plakat-bogowie-lukasz-palkowski-next-film-2014-680x900

   10 października na ekrany polskich kin wszedł film Bogowie Łukasza Palkowskiego, opowiadający o legendarnym polskim kardiochirurgu, prof. Zbigniewie Relidze i jego zespole. Pomny swych zasad, udałem się do kina nie przeczytawszy ni słowa recenzji i opinii „czy warto?”. Tym samym nieco obawiałem się kolejnej sztampowej produkcji z cyklu: „postać autentyczna – życie i twórczość”, który to gatunek wyznacza jeden z głównych trendów dzisiejszego kina. Nic z tych rzeczy – trafiłem na film, który gdyby powstał w Hollywood, byłby murowanym kandydatem do Oscara. Zresztą w Polsce zdobył już wszystkie najważniejsze statuetki „Złotych Lwów” na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. A Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej przyznaje nagrody nie tylko produkcjom hollywoodzkim…

bogowie-lukasz-palkowski-next-film-2014-001-900x581 bogowie-lukasz-palkowski-next-film-2014-002-900x627

 Zmarły pięć lat temu profesor (a także doktor, senator i minister) Zbigniew Religa był postacią tak barwną, że krótką historyjką wydaje się ów niemal dwugodzinny film. Przedstawia on genezę powstania Kliniki Kardiochirurgii w Zabrzu poprzez pryzmat perypetii głównego bohatera, osobliwego i ekspansywnego docenta Religi. Kierowany wizjonerską misją przeprowadzania transplantacji serca i zniechęcony ograniczeniami w Klinice Kardiochirurgii w stolicy przenosi się do Zabrza. Tam w nietuzinkowy sposób rozpoczyna prowadzenie własnej kliniki, niejako wyprzedzając epokę, w której żyje. W filmie znakomicie bowiem ukazany jest ówczesny chorobliwy konserwatyzm myślenia, który kazał nawet wykształconym lekarzom traktować serce jako relikwię. Oto komisja orzekającaśmierć mózgową dawcy decyduje się… przebadać zwłoki ponownie, gdy dowiaduje się, że chodzi o serce.  Oto pacjent przed zabiegiem wyraża wprost swoją prośbę, aby nie było to serce „jakiegoś pedała albo Żyda”. Religa zmagał się z tym niemal w pojedynkę, bowiem na początku sceptyczni (ale ciekawi oryginalnego wyzwania) byli nawet jego młodzi współpracownicy. Notabene, tych dobierał sobie nie według doświadczenia, ale ze względu na zapał i potencjał, jaki w nich drzemał.

bogowie-lukasz-palkowski-next-film-2014-003-900x581 1 fb-bogowiefilm

Film nie jest jednak laurką i w tym właśnie tkwi jego moc. Przedstawia on człowieka: tytana pracy, wizjonera i znakomitego kardiochirurga. Jednak z drugiej strony jest to człowiek skazany, przynajmniej z początku na niepowodzenia, a z tym radzi sobie o wiele gorzej niż z ratowaniem pacjentów. Oglądając Tomasza Kota w roli „profesora od serca” nieodparcie przychodzi na myśl jego pierwsza duża rola, czyli Skazany na bluesa, gdzie nie tyle wcielił się, co stał się Ryśkiem Riedlem z „Dżemu”. Tu jest prof. Zbigniewem Religą, wyśmienicie okazując pasję i energię, cechujące naturę profesora. Jedną z jego cech był też żelazny charakter, który pomógł mu wydobyć się z początków alkoholizmu. Znakomita gra Kota polega właśnie na konfrontowaniu sukcesów z porażkami. Reakcja na te drugie stanowi niejako drugą twarz głównego bohatera. Nieprzeciętnie zagrali też aktorzy młodszego pokolenia, zwłaszcza: Piotr Głowacki i Szymon Piotr Warszawski, odtwarzający role prof. Mariana Zembali i prof. Andrzeja Bochenka, najbliższych współpracowników Zbigniewa Religi. Ciekawostką jest, że obaj profesorowie pojawili się epizodycznie w Bogach w roli członków komisji etyki lekarskiej. Na uwagę zasługuje także rola Magdaleny Czerwińskiej, wcielającej się w rolę Anny Religi. Ze wspomnień aktorki dotyczących spotkań z panią profesorową wart odnotowania jest fakt, iż opowiadając o mężu unikała, a wręcz obawiała się słowa „poświęcenie”…

7 2

Zważywszy na fakt, że film opowiada o sprawach niezwykle poważnych, reżyser postanowił odciążyć układ emocjonalny widza, serwując mu sporą dawkę humoru. Przejawia się on głównie w dialogach i to również poprzez filtr charakteru profesora Religi. Charakteru niełatwego, nacechowanego brakiem uznania dla kompromisów i nieustannym dążeniem do celu. Stąd wynikają zabawne sytuacje z ustawicznym zwalnianiem i ponownym przyjmowaniem do pracy swoich podwładnych, czy też z wyścigowym stylem jazdy, spowodowanym życiem w pośpiechu. Film znakomicie ukazuje też siermiężne warunki, jakie ówcześnie panowały nie tylko w służbie zdrowia, ale i w całym kraju. Oto, wioząc organ do przeszczepu, karetka zatrzymuje się z pustym bakiem. Jadący nią młodzi lekarze, nie posiadając kartek na benzynę decydują się na kradzież jednego z kanistrów napełnionych przed chwilą przez innego kierowcę. W dodatku humor jest dawkowany tak umiejętnie i bez zbędnych huśtawek, że ponad sto minut filmu mija nie wiedzieć kiedy.

8 galleryhip.com 5

Jeśli ktoś z Was nie stosuje mojej zasady i czyta recenzje przed obejrzeniem filmu, to z czystym sumieniem Bogów mu polecam. Starszym niż młodszym, aby przypomnieli sobie i uzupełnili wiedzę o kulisy powstania kliniki prof. Religi, a jeszcze młodszym – by poszerzyli swój kanon Wielkich Polaków o kolejną osob.

Autor: Marcin Śmigielski

Fot.: James Stanfield, next-film.pl, facebook.com/bogowiefilm

Podolski Katyń

Ojcu

Wywiad z Dianą Skayą i Lilianą Komorowską, reżyserkami krótkometrażowego filmu – “Ojcu”, opartego na prawdziwej historii.

Na przełomie czerwca i lipca 2014 roku dwa opuszczone, zrujnowane domy leżące w miasteczku Rawdon, w Quebecu, przeobraziły się w siedziby polskiej rodziny z Podola. To tutaj został nakręcony film “Ojcu” reżyserii Diany Skayi i Liliany Komorowskiej.

Diana Skaya, urodzona w Armenii pół Polka, pół Armenka, przyjechała do Kanady, do Montrealu w wieku pięciu lat, razem ze swoją matką – Gienią i ciocią – Aliną Bandrowską. Obie siostry urodziły się w Winnicy, na terenie obecnej Ukrainy. Winnica leży blisko Kamieńca Podolskiego, znanego Polakom z “Trylogii” Sienkiewicza. A samo Podole, Kresy – któż o nich nie słyszał! Tak bardzo wryły się w polską historię i kulturę. Przechodziły przez różne ręce, aż w końcu zostały nam odebrane na zawsze, lecz ślady polskości są w nich wyryte tak mocno, że pożogi wojen nie były w stanie ich zatrzeć.

Diana-przy-krzyzu-w-Winnicy-w-Parku-Gorkiego

Diana Skaya przy krzyżu w Parku Gorkiego w Winnicy

Po zakończeniu I wojny światowej Winnica została po stronie Związku Radzieckiego. Zostali w niej też Polacy, nie wyobrażający sobie życia gdzie indziej, niż na swoich Kresach, lub ci, którym nie udało się uciec do Polski. Zwycięzcy komuniści zaprowadzali swój porządek na tych ziemiach, lecz mimo okrutnego jego żniwa, Polacy zachowywali swoją tożsamość, z którą musieli się coraz bardziej kryć. Aż przyszedł czas stalinowskiego Wielkiego Terroru. Objął on również i Winnicę. Tylko w jej rejonie aresztowano w latach 1937 -1938 20 tys. Polaków i Ukraińców. W więzieniach NKWD poddano ich torturom, zmuszając do przyznania się do bycia “wrogiem narodu” lub szpiegiem na rzecz Polski. Na 13 475 z nich wykonano wyrok śmierci, jakże charakterystycznym dla Sowietów – strzałem w tył głowy. Ciała pomordowanych grzebano po kryjomu, nocą, tak, aby ślad po zbrodni nigdy nie wyszedł na jaw.

Jedną z ofiar był Polak, Adam Bandrowski. W 1938 roku Alina Bandrowska miała 3 latka. Jej ojciec – Adam był nauczycielem w technikum rolniczym, pisał też wiersze do polskiej gazety w Kijowie, a mama – Jadwiga, uczyła w gimnazjum. Oboje, Jadwiga i Adam byli młodzi, zakochani, cieszący się swoją małą córeczką, starając się jak najwięcej czasu spędzać w gronie rodzinnym i przyjaciół – Polaków. Nie mogli się obnosić ze swoją polskością. Nauczyli się ukrywać wszystkie oznaki przynależności do kraju, który od wieków traktowali jako swoją ojczyznę. A jednak potrafili wytworzyć małą enklawę szczęścia w tych okrutnych czasach.

Jadwiga-Bandrowska-z-corka-Alina-po-aresztowaniu-Adama

Jadwiga Bandrowska z córką Aliną po aresztowaniu Adama

Została ona przerwana nagle, zimową nocą, łomotaniem kolbami do drzwi. Funkcjonariusze NKWD wtargnęli do domu Adama i Jadwigi Bandrowskich. Polski nauczyciel zdążył pośpiesznie pożegnać się z żoną. Wyprowadzili go, załadowali do słynnego “czarnego worona” – samochodu NKWD i słuch po nim zaginął. Jadwiga chodziła do więzienia, przynosiła czystą odzież, lecz nie zezwolono jej na widzenie się z mężem. Nie mogła też otrzymywać od niego listów. Po dziewięciu miesiącach dowiedziała się, że został wysłany do łagrów bez prawa korespondencji.

Prawda o losie jego i tysięcy innych aresztowanych wyszła na jaw dopiero w 1943 roku, po ataku Niemców na Związek Radziecki. W Parku Winnickim Niemcy odkryli masowe groby i niemalże równocześnie zostały odkryte mogiły w Katyniu, lecz te winnickie nie były zapełnione ciałami oficerów. Leżała w nich ludność cywilna, w większości młodzi mężczyźni. Z całego Podola do Winnicy zaczęły zjeżdżać matki, siostry, żony, aby sprawdzić, czy wśród ekshumowanych ciał nie ma ich bliskich. Jadwiga Bandrowska była jedną z nich. Na płotach powywieszano ubrania zamordowanych. Oszalałe z bólu kobiety przeszukiwały te strzępki, aby rozpoznać znajomą łatę, którą same przyszyły, pocerowaną skarpetkę, kołnierz kożucha, rozdarty w charakterystyczny sposób – znaki, że doły w winnickim parku są miejscem spoczynku tych, na których czekały tak długo. Wśród niezliczonej ilości ubrań Jadwiga odnalazła bieliznę męża. Mała Alinka, już ośmioletnia, towarzyszyła matce. Widziała jej łzy rozpaczy, widziała masowe mogiły.

“O Mordzie w Winnicy wiedzą tylko historycy. Katyń jest już znany, Andrzej Wajda nakręcił o nim film, który obejrzały miliony osób. Winnica była preludium katyńskim, Podolskim Katyniem” – mówi Diana Skaya.

Beata Gołembiewska: Kiedy dowiedziałaś się o losie Adama Bandrowskiego, ojca twojej cioci?
Diana Skaya: U cioci Alinki zawsze wisiał portret jej ojca, Adama. Wiedziałam, że został zabity. Mama i ciocia opowiadały mi jego historię, ale dokładnie ją poznałam, kiedy przeczytałam poemat “Ojcu”. Ciocia Alinka, tak jak niegdyś Adam, jest poetką. Historia jej ojca cały czas w niej tkwiła. Niektóre momenty, szczególnie te tragiczne, jak aresztowanie ojca, a potem szukanie śladów po nim w masowym grobie, wryły się bardziej w jej pamięć, a niektóre znała z opowiadań swojej matki i jej siostry, Broni. Z tych różnych strzępków wspomnień w 2002 roku powstał bardzo wzruszający poemat, który ciocia zatytułowała jednym wyrazem – “Ojcu”. Przeczytałam go dopiero siedem lat po jego powstaniu. Wstrząsnął mną do głębi. Tak go przeżyłam, że zaczęłam się interesować historią Adama i jednocześnie historią Mordu w Winnicy.

B.G.: Czy już wtedy zamierzałaś na podstawie poematu zrobić film?
D.S.: Początkowo chciałam napisać książkę. Po skończeniu studiów na Uniwersytecie Concordia w Montrealu, zaczęłam pracować przy castingu dla filmów. Poznałam wtedy Polaka, Marka Krupę, reżysera, pisarza i producenta filmowego i opowiedziałam mu o poemacie cioci oraz o historii jej ojca. Zrobiło to na nim ogromne wrażenie, zwłaszcza że dziadek Marka został zamordowany w Katyniu. Marek mnie zachęcił, abym na podstawie poematu zrobiła film. Zaczęłam więc pisać scenariusz.

AlinaBandrowska-na-planie-filmu

Alina Bandrowska na planie filmu

B.G.: Jak długo nad nim pracowałaś?
D.S.: Prawie cztery lata! Czułam, że jeśli mam go napisać, to muszę wyjechać z Montrealu. Pojechałam najpierw do Polski, a potem do Armenii. Byłam tam pół roku i cały czas dzwoniłam do mamy, pytając o wszystkie szczegóły z życia Adama. Ciocia Alinka jako bardzo młoda wyjechała z Winnicy do Polski, a potem do Kanady. Moja mama sporo czasu przebywała z babcią Jadwigą, która dużo opowiadała o swoim życiu – tym szczęśliwym przed aresztowaniem Adama, i tym późniejszym – tragicznym. Mama zaczęła sobie coraz więcej przypominać – “aha, babcia tak mówiła, to wspominała”. Mama wywiozła też z Winnicy do Kanady wszystkie pamiątki po babci Jadzi – jej sukienki, koszulę nocną, zegar, gobelin, tkaniny, obrazy, biblię, książki, jak również bieliznę Adama, tę samą, którą babcia znalazła podczas odkopywania grobów w Winnicy. Te rzeczy stały się ważnymi elementami w scenariuszu, a potem już podczas kręcenia filmu. Moje wspomnienia z babcią Jadwigą niestety są bardzo nikłe, gdyż umarła, kiedy miałam sześć lat, ale pamiętam jak uczyła mnie pacierza i czytania z polskiego elementarza. Do dziś wspominam babcine “paciorek i spać”. Po polsku, zawsze po polsku. To był Liliany pomysł, aby scenę wspólnego pacierza włączyć do filmu. Byłam tym zachwycona, że w ten sposób moje drogie wspomnienia zostaną uwiecznione.

B.G.: Wróciłaś do Montrealu z gotowym scenariuszem i co dalej?
D.S.: Wiadomo, że do realizacji filmu potrzebne są pieniądze. Ale też mi bardzo zależało, aby film był pod patronatem polskiego rządu. Dlatego zwróciłam się najpierw do Konsulatu RP w Montrealu, do konsula, pana Andrzeja Szydło. Opowiedziałam mu, że film będzie mówił o podolskim Katyniu, o którym prawie nikt nie wie. Pan Andrzej bardzo przejął się projektem i dostałam od niego list polecający, który otworzył mi drzwi konsulatu w Winnicy i ambasady w Kijowie. Trzy miesiące później, razem z mamą byłam już w Winnicy. Spędziłyśmy tam tylko 4 dni, ale uparłam się, że nie wyjadę dopóki nie dotrę do dokumentów Adama, przechowywanych niegdyś przez NKWD. Konsul z Winnicy Krzysztof Świderek, oraz wice konsulowie Damian Ciarciński, Edyta Niedźwiedzka i Wojciech Mrozowski oraz konsul w Kijowie Rafał Wolski bardzo mi pomogli w odnalezieniu dokumentów. Początkowo były duże trudności, gdyż dostałyśmy wiadomość, że teczka Adama znajduje się w głównej siedzibie byłego NKWD w Winnicy. Na szczęście udało się ją odnaleźć w archiwach winnickich. Zawierała: nakaz aresztowania, akt oskarżenia, protokół przesłuchania, wyrok śmierci, a potem akt rehabilitacji z 1959 roku. Do Winnicy przyjeżdżałam często jako mała dziewczynka w odwiedziny do babci, a potem już jako dorosła. Wtedy chodziłam do parku, spacerowałam po nim, ale nigdy z takim uczuciem, że wędruję tropami Adama i tylu innych, którzy podzielili jego los. Tym razem tak się czułam. W parku jest stadion, dyskoteka. Jedynym elementem, który przypomina, że w tym miejscu są pogrzebane tysiące ofiar czystki stalinowskiej, jest jeden biały krzyż. Przez lata nie było zgody na jego postawienie. Ale Park Rekreacji nadal istnieje. Został specjalnie po to utworzony w 1947 roku, aby zatrzeć ślady zbrodni. I ludzie po nim chodzą, urządzają pikniki, śmieją się, zapominając, że depczą po mogiłach. Oprócz parku odwiedziłam wiele innych miejsc – więzienie, gdzie był przetrzymywany Adam, siedzibę byłego NKWD, cmentarz, gdzie znajdują się groby babci i jej siostry – Broni. Zostałam też zaproszona do Konsulatu na konferencję o Wołyniu, na którą przyjechała młodzież z Polski i z Ukrainy. Oni kręcili film dokumentalny o Wołyniu, a ja o Winnicy.

B.G.: Dlaczego chciałaś nakręcić film w Montrealu? Nie łatwiej było w Polsce, czy na Ukrainie?
D.S.: Ten projekt nie tylko miał opowiedzieć historię ojca cioci Alinki. Moim zamierzeniem było włączyć do niego młodą montrealską Polonię. Chciałam, aby poczuli więź z tym, co stało się z Polakami i Ukraińcami w Winnicy. Gdy uzbierałam potrzebne fundusze, zaczęłam szukać wykonawców. Bardzo mi w tym pomógł Dobromir Jastrzębski, mój przyjaciel jeszcze z dzieciństwa. To on powiedział mi o Janie Belina Brzozowskim, którego rodzina pochodzi z Kresów. Jaś urodził się w Kanadzie, ale skończył Szkołę Filmową w Łodzi. Spotkałam się z nim, przedstawiłam mu swój projekt i od razu się do niego zapalił. Dużo mi pomógł przy dopracowywaniu scenariusza od strony realizacji filmu.

B.G.: Jak zdobyłaś aktorów, a przede wszystkim gdzie znalazłaś lokalizację?
D.S.: Pięć lat temu, kiedy projekt był jeszcze w powijakach, wiedziałam, że muszę mieć dom. Polski, kresowy, winnicki. Zdawałam sobie sprawę, jak trudno będzie coś takiego znaleźć w Kanadzie. A tymczasem znowu pomógł mi Dobromir. Okazało się, że jego rodzice dwa lata temu kupili pod Montrealem, w Rawdon, duży kawałek ziemi z dwoma bardzo zniszczonymi domami. Do Rawdon pojechaliśmy całą grupą. Zobaczyłam pierwszy dom z daleka i już zaczęło mi mocniej bić serce. Gdy do niego weszłam, to doznałam szoku, gdyż tak sobie wyobrażałam dom Jadwigi i Adama! Drugi dom też spełnił moje oczekiwania. “Mam dom Jadzi i Adama, mam dom Broni, mam moją Winnicę!”

Antoni-Porowski-i-Olesja-scena-z-filmu-proba- Antoni-Porowski-Olesja-Achtemijczyk-i-Mayla-w-rodzinnej-scenie

Antoni Porowski, Olesja Achtemijczyk i Maila w rodzinnej scenie

B.G.: A aktorzy?
D.S.: Bardzo mi pomogła moja praca na castingach. W zeszłym roku pracowałam w Bruno Rosato Casting – sam Bruno Rosato nauczył mnie sztuki dobierania aktorów do filmu i wprowadził mnie w kanadyjski świat filmowy. Pierwszego aktora do roli enkawudzisty znalazłam na prowadzonym przeze mnie castingu do dokumentalnego filmu wojennego, produkcji niemiecko-francusko- kanadyjskiej. Film miał być nakręcony z udziałem aktorów rosyjskiego pochodzenia. Na przesłuchanie przyszedł Sasza Cziczagow. Tak dobrze zagrał w próbnej scenie, że od razu pomyślałam “to musi być mój główny oficer NKWD, który w więzieniu będzie przesłuchiwał Adama”. Kilka miesięcy później zaproponowałam mu udział w swoim projekcie, a on bez namysłu się zgodził – “Kanieczno Dianoczka, ja gatow igrac glawnuju rol NKWD” – powiedział obdarzając mnie wielkim uśmiechem. Resztę oficerów NKWD znalazłam wśród aktorów polskiego pochodzenia. Jednym z nich był syn Liliany, Sebastian Duguay, wprawdzie nie aktor, ale absolwent szkoły filmowej na Uniwersytecie Concordia i reżyser filmów krótkometrażowych. Znalezienie głównych aktorów grających Adama, Jadwigę, Bronię, siostrę Jadwigi i małą Alę nie było takie proste Gdy myślałam o Adamie – to pierwszy warunek, że musi być Polakiem i powinien mieć wygląd jak z lat trzydziestych. Przyjaciel opowiedział mi o Antonim Porowskim, mieszkającym w Nowym Jorku aktorze polskiego pochodzenia. Gdy weszłam na jego stronę internetową i zobaczyłam jego czarno-białe zdjęcie, obejrzałam kilka filmów z jego udziałem, wiedziałam, że idealnie pasuje do roli Adama. Antoś zgodził się zagrać, chociaż miała to być jego pierwsza rola w języku polskim. W celu wybrania aktorki do roli Jadwigi ogłosiłam casting w Internecie, w grupach – ukraińskiej i polskiej. Od Olesji Achtemijczyk dostałam maila -“mieszkam w Ottawie, jestem Ukrainką, nie mam za dużego aktorskiego doświadczenia.” Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie w stroju ukraińskim, od razu zafascynowały mnie jej oczy. Takie smutne, pełne ciepła. Zrobiliśmy przesłuchanie aktorek w konsulacie w Montrealu. Olesja wyglądała idealnie, była tak podobna do babci Jadzi! Nie miała doświadczenia przed kamerą, ale była bardzo naturalna. Po zakończonym castingu jednogłośnie ją wybraliśmy. Gdy jej to oznajmiłam, początkowo nie mogła uwierzyć. Niektóre sceny w filmie są po rosyjsku i ukraińsku, a Olesja zna te języki. Ponadto jej polski ma taki piękny, kresowy akcent. Później okazało się, że i ona w swojej rodzinie miała podobną historię.

photo-3

B.G.: Zostały jeszcze Bronia, siostra Jadzi i mała Ala…
D.S.: Przyszłą Bronię, czyli Anetę Wołoszyn też poznałam na castingu. Idealnie wyglądała, ciemne włosy, oczy, rysy twarzy tak podobne do cioci Alinki. Gdy po zakończonym castingu powiedziałam jej o moim projekcie, od razu się zgodziła. Okazało się, że jej rodzina też pochodzi z Podola. Niesamowite, że tyle osób związanych z tym filmem ma kresowe korzenie. Anetka pomogła mi znaleźć dziewczynkę, która miała zagrać małą Alę. W Internecie umieściła ogłoszenie, a ja ją poprosiłam, żeby dołączyła swoje zdjęcie. Powiedziałam jej – “Anetka, Ala musi być do ciebie podobna. Bo ty jesteś kopią młodej cioci Alinki”. W ten sposób znalazłyśmy małą Majlę Desrochers. Przyszła ze swoją mamą do mieszkania Liliany, gdzie już byli Antoś i Olesja. W czasie próby zaczęła się bawić z nimi, tak jakby to byli jej rodzice. Była tak podobna do Antosia, a ponadto śliczna i słodka! Odetchnęłam z ulgą, że mamy perfekcyjną Alinkę. Jej rola była niezmiernie ważna, bo prawie cały film jest tak skonstruowany, jakby był widziany oczyma małej dziewczynki.

Antoni-Porowski-Aneta-Woloszyn-Olesja-scena-z-filmu-proba Antoni Porowski, Aneta Wołoszyn, Olesja , scena z filmuMaila-Desrochers-na-planie

Maila Desrosiers

B.G.: Kiedy w ten projekt włączyła się Liliana Komorowska?
D.S.: Pragnęłam znaleźć polską fundację, która zajmuje się sponsorowaniem wydarzeń kulturalnych, a jednocześnie działa w Montrealu. Natknęłam się na Fundację Liliany Komorowskiej dla sztuki. Potem dowiedziałam się, że Liliana jest aktorką i występuje w Salonach Poezji w Konsulacie w Montrealu. Niestety przez dwa lata nie mogłyśmy się spotkać, gdyż Liliana często jeździła do Polski, a ponadto była zajęta pracą nad swoim filmem dokumentalnym “Piękne i bestia” o raku piersi. Wiosną tego roku Liliana dowiedziała się od konsula Andrzeja Szydło o projekcie i przeczytała poemat Ojcu. Zrobił na niej duże wrażenie. Umówiłyśmy się na spotkanie w jej biurze i gdy przeczytała na głos fragmenty poematu, to z takim samym akcentem jak ciocia Alina! Zaczęłyśmy razem dopracowywać scenariusz, aż w końcu powstał taki, jaki jest. Moim zdaniem perfekcyjny. Liliana została również współreżyserem. Na planie filmu bardzo dobrze nam się współpracowało. Miałyśmy tę samą energię, upierałyśmy się, że pewne sceny muszą być nakręcona, czy jest na to czas, czy nie.

Diana-Skaya-Jan-Belina-Brzozowski-Liliana-Komorowska

Diana Skaya, Jan Belina-Brzozowski, Liliana Komorowska

B.G.: Liliano, Diana poznała ciebie dzięki znalezionej w Internecie informacji o Fundacji Liliany Komorowskiej dla sztuki. Dostałaś od konsula Andrzeja Szydło poemat “Ojcu”, przeczytałaś go i co było potem…
Liliana Komorowska: Moja fundacja działa już od 2004 roku i wiele razy sponsorowała projekty osób polskiego pochodzenia i Polaków z Polski. Mam również inną firmę, QueenArt Films, która zajmuje się produkcją filmów dokumentalnych. Dotychczas udało mi się wyprodukować dwa filmy, a jeden – Piękne i bestia, o którym wspomniała Diana, był moim debiutem reżyserskim. Pierwszy film – Raj utracony, raj odzyskany, reżyserii Beaty Gołembiowskiej i Katarzyny Lech był filmem opowiadającym o przedstawicielach polskiej arystokracji i ziemiaństwa, którzy wyemigrowali do Kanady i osiedlili się w Rawdon. Traf chciał, że film Ojcu miał być również kręcony w Rawdon, a jego tematem także były losy Polaków.

Liliana-Komorowska-na-planie

Liliana Komorowska

B.G.: O wiele bardziej tragiczne…
L.K.: Uświadomiłam to sobie po przeczytaniu poematu Aliny Bandrowskiej, cioci Diany, a szczególnie, gdy zdobyłam więcej informacji o mordzie w Winnicy. Poemat bardzo mnie wzruszył, gdyż i w mojej rodzinie jest historia masowego grobu, w którym są pochowani mój dziadek i jego brat, uczestnicy Powstania Warszawskiego. Do tej pory nie wiem, gdzie jest ich mogiła. Mam na swoim koncie duże doświadczenie aktorskie, posiadam firmę produkującą filmy dokumentalne, mój debiut filmowy pomógł mi zdobyć doświadczenie reżyserskie i producenckie, ale przede wszystkim mam wielki zapał do propagowania naszej polskiej historii i kultury. Projekt Diany idealnie wiązał się z moimi wszystkimi zainteresowaniami, a Antoni Porowski, Aneta Woloszyn, Olesja na próbie ponadto opowiadał tę część polskiej i ukraińskiej historii, która jest bardzo mało znana. Do tej pory nie powstał ani jeden film na temat mordu w Winnicy. Film Ojcu będzie pierwszym.

B.G.: Diana wspomniała, że już przy pierwszym spotkaniu spodobał ci się jej projekt.
L.K.: Rzeczywiście, poemat zapadł mi w serce, z jego kresową melodyką, prostotą i wzruszającym opisem losów jednej polskiej rodziny, która padła ofiarą terroru Stalina.

B.G.: Do roli jednego z enkawudzistów został wybrany twój syn, Sebastian…
L.K.: To był dodatkowy powód, dla którego chciałam z Dianą zrobić ten film. Moje dzieci – Natalia i Sebastian nie mają zbyt dużego kontaktu z polską historią. Oczywiście znają niektóre jej fragmenty, ale wiele kart polskiej historii jest dla nich jeszcze nieodkrytych. Ucieszyłam się, że Sebastian dołączył się do projektu. Powierzyłyśmy mu również montaż filmu i wierzę, że wywiąże się z niego znakomicie. Moja córa, Natalia, na okres kręcenia została moją asystentką. Spisała się dzielnie, zwłaszcza, że była to jej pierwsza tego typu praca.

B.G.: Liliano, ostatnie pytanie, bo artykuł zaczyna urastać do objętości powieści, a mam nadzieję, że będę mogła przeprowadzić z tobą i Dianą wywiad na temat dalszych losów filmu “Oj-cu”. Na jakim etapie jest obecnie film i czy są jakieś przeszkody, aby go skończyć i pokazać światu?
L.K.: Diana zebrała potrzebne fundusze na wstępną produkcję. Film jest sponsorowany przez: Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Polsce, Towarzystwo Białego Orła, The Chelminski Family Foundation w Montrealu, jak również przez prywatne osoby mieszkające w Montrealu. Moja Fundacja Liliany Komorowskiej dla Sztuki też dołoży się do współfinansowania. Niestety, produkcja filmu jest drogim przedsięwzięciem, dlatego szukamy sponsorów wśród organizacji polonijnych, polskiej telewizji, przedsiębiorstw i osób prywatnych. Mamy nadzieję, że nasi Rodacy poprą ten tak ważny projekt, mówiącym o Podolskim Katyniu. Świat powinien się o nim dowiedzieć.

Cala-Ekipa-filmu-Ojcu

Cała ekipa filmowa w komplecie przy produkcji filmu krótkometrażowego pod tytułem: OJCU.

Dziękuję Dianie Skayi i Lilianie Komorowskiej za rozmowę. Mam nadzieję, że jeszcze raz będę mogła opowiedzieć o ich projekcie, tym razem już o gotowym filmie “Ojcu”.

Autor: Beata Gołembiowska

 

Miłość ci wszystko wybaczy

z8319094Q,Hanka-Ordonowna

W ubiegłą niedzielę  05 pażdziernika 2014  odbył się spektakl Tajemnice Ordonki dzięki spólnemu wysiłkowi Fundacji Liliany Komorowskiej dla sztuki, Fundacji Wiesława Dymnego, Towarzystwa Białego Orła, Radia CFMB i polskiej audycji Jedynka oraz  patrona  i sponsora tego wydarzenia – Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Montrealu. Wielkie słowa uznania należą się Januszowi Mazurowi, inicjatorowi tego wydarzenia kulturalnego za niezłomną determinację oraz wielkie zaangażowanie w realizacji tego przedsięwzięcia, Beacie Gołębiowskiej , montrealskiej pisarce za zaangażowanie i pomoc w realizacji a także Bożenie Szarej z radia Jedynka za wkład medialny w celu promowania tego wydarzenia

Autorem  spektaklu jest także emigrant, wybitny reżyser teatralny, dramatopisarz -  Kazimierz Braun. W spektaklu zagrały dwie emigrantki: Maria Nowotarska  i Agata Pilitowska. Obie aktorki:  matka i córka , swoją ciężką pracą, determinacją i talentem udowodniły, że poza ojczyzną można kontynuować swoją pasję i pracować w swoim zawodzie.  Salon Poezji, Muzyki i Teatru im. Jerzego Pilitowskiego, założony przez Marię Nowotarską,  na przestrzeni 23 lat swojej działalności wystawił ponad 100 spektakli prezentowanych przed polską publicznością na całym świecie. Spektakl „Tajemnice Ordonki” opowiada o losach niezwykłej kobiety, która z córki kolejarza wybiła się na wielką aktorkę, piosenkarkę i tancerkę, uznaną nie tylko w Polsce ale i poza jej granicami. Od początku lat 30-tych nie ma młodej Polki, Polaka, którzy nie znaliby jej głosu. Jako filmowa kobieta szpieg śpiewa “Miłość Ci wszystko wybaczy…”. Tekst Tuwima i interpretacja Ordonki są takie, że widzom ciarki chodzą po plecach, w oczach stają łzy. Wielki przebój, który się nuci w pracy i na spacerach. W latach 30-tych ubiegłego wieku nie ma artystki, która lśni mocniej niż Hanka Ordonówna. W Montrealu odbyło się wydarzenie teatralne niezwykłe, ponieważ Montreal pomimo, iż chłonny i otwarty  na najlepszą sztukę , na ostatnie wydarzenie artystyczne  był jakby nie przygotowany i zaskoczony. Mówiąc Montreal, mam oczywiście na myśli Polonię Montrealską, czyli ten polski Montreal. W ubiegłą niedzielę, 03 października 2014 roku w sali Towarzystwa Białego Orła miał miejsce spektakl niecodzienny, poświęcony Mega Gwiaździe piosenki POP, jakbyśmy to mogli wyrazić współczesnym językiem; Hanki Ordonówny. Realizatorzy tego przedsięwzięcia nałożyli na siebie niezwykle ryzykowne wyzwanie, aby przedstawić historię  artystki, odtworzyć atmosferę międzywojennej epoki oraz pogodzić dwa odrębne gatunki sztuki jakim jest kabaret i teatr. Polonijna publiczność ,  można z całą śmiałością podkreślić, dopisała, ok. 200 osób przyszło na ten spektakl.

_DSC0406Konferansjerka, Liliana Komorowska, prezes fundacji Liliana Komorowska Dla Sztuki oraz Edward Śliz, prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej na okręg Quebec

_DSC0416Uroczyste powitanie

_DSC0418 Każdy z nas ma całkiem odmienne pojęcie miłości. To właśnie dlatego tak wiele emocji budzi w nas to magiczne słowo: Miłość. Staramy się dowiedzieć czym zacz jest ta tajemnicza miłość, jaką ona siłą potężną  jest, czym ona jest i ….. po co ona w ogóle jest , czemu ona jest potrzebna.  Kto wymyślił miłość ???

_DSC0419 Przyjaciółka Hanki Ordonówny, starsza pani, rozkapryszona czasami, zgorzkniała staruszka, która opowiada to co chce , tyle ile według jej kaprysów wypada opowiedzieć oraz nasuwająca się przemożna analogia z filmu ” Amadeusz ” w reżyserii wielkiego Milosza Formana,kiedy to największy wielbiciel, właśnie składa hołd geniuszowi, podobnie jak Antonio Salieri,troszkę pogubiona przyjaciółka pełna podziwu dla Ordonki, lecz stanowcza, przygłuchawa,,dowcipna, opowiadająca starą historię, prawdziwą, autentyczną..

_DSC0421Agata Pilitowska w roli Hanki Ordonówny

_DSC0422 Dwie aktorki dokonały czynu cudownego;wypełniły scenę wieloma personalitami z epoki dzięki swojemu niekwestionowanemu kunsztowi teatralnemu. Był kabaret, wodewil, była odtworzona atmosfera szalonej przedwojennej Warszawy włącznie z całą oprawą melodyczną tamtych odległych czasów.. a także dźwięków z ulicy międzywojennej stolicy, klok,klok klok,późną nocą, klok,klok,klok,leniwie wleczącej się dorożki._DSC0424 _DSC0427 Istoty były dwie; jedna realna, aktualna, starsza pani ,przyjaciółka opowiadająca ze swadą losy swojej kumpelki z tamtych lat i … ta inna, nieobecna, spoza kurtyny, spoza tego obecnego wymiaru, spoza czasu, lecz ponadczasowa Ordonka._DSC0428 _DSC0430 _DSC0431 _DSC0433 _DSC0434 Spotkanie dwóch światów; ślicznej , młodej Ordonki z tamtych lat, o magicznym głosie  i jej przyjaciółki,która była świadkiem narodzin gwiazdy  i przy tym symbolicznym spotkaniu jak po dotknięciu różdżki magicznej ożywa tamta atmosfera , dwóch szczebioczących przyjaciółek, młodych, pięknych, pełnych werwy, entuzjazmu..

_DSC0436 _DSC0437 Agata Pilitowska jest niezwykle utalentowaną aktorką,posiada wiele talentów; śpiew, czysty i czarujący głos, niebywałą wręcz siłę ekspresji oraz posiada naturalny dar transformacji. Podczas spektaklu w bardzo jaskrawy sposób dała się poznać jako, początkowo “zwykła prowincjonalna  dupka”, cytując słowa narratorki, przeistacza się w gwiazdę estrady światowej, stając się damą, aktorką oraz utytułowaną szlachcianką i w końcu…staje się zwykłym człowiekiem ,który pojął istotę człowieczeństwa.

_DSC0441 _DSC0445 Scena końcowa; interpretacja patriotycznej,jednej z ostatnich kompozycji Ordonki, słowa napisane przez nią samą, zaśpiewane przy melodii największego z największych kompozytorów Ludwiga van Beethovena , finał tej symfonii został nazwany Odą do Radości do słów i na cześć Fryderyka Schillera. Scena alegoryczna, zamierzona czy też nie, ponieważ dzisiaj zjednoczona Europa zaadaptowała ten utwór jako jej hymn._DSC0454

_DSC0458Towarzystwo Białego Orła w Montrealu; zakończenie spektaklu torontońskiego Teatru Polskiego “Tajemnice Ordonki”. Od Lewej ; Edward Śliz-prezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg Quebec,Agata Pilitowska-aktorka, Maria Nowotarska-Aktorka, Liliana Komorowska-aktorka, reżyser, producent filmowy, prezes fundacji Liliana Komorowska dla sztuki. Wielkie brawa dla organizatorów za zorganizowanie tego spektaklu dla Polonii montrealskiej a przede wszystkim największe brawa dla doskonałych aktorek A. Pilitowskiej i M. Nowotarskiej za mistrzowską grę. Wyrazy największego uznania dla kunsztu aktorskiego. Niezapomniany wieczór, niezapomniane wrażenia, prawdziwy sukces w sferze życia kulturalnego montrealskiej Polonii.

 

_DSC0471 Agata Pilitowska_DSC0473 Maria Nowotarsska

de78b11be9b91f5cgen Hanka Ordonówna
z8319094Q,Hanka-Ordonowna

Scena finałowa całego spektaklu była niezwykle wzruszająca. Cała zabawa, cały ten beztroski i odległy świat, którego widz miał przyjemność być świadkiem, lub nawet  jego uczestnikiem….. urywa się nagle. Przyjaciółka opowiadająca losy Ordonki , oznajmia, że Hanka 08 września 1950 roku umarła na gruźlicę.  Na jej grobie w Bejrucie wykuto napis: ŚP Maria Hanna Tyszkiewiczowa Hanka Ordonówna Ur. 25 IX 1902 zm. 8 IX 1950 Tyś jest ucieczką moją od ucieśnienia zachowasz mię i piosenkami radosnego wybawienia uraczysz mię Ps. XXXII. 7. W 1990 jej prochy przeniesiono i pochowano na warszawskich Powązkach. W tym samym roku jej imię nadano Szkole Podstawowej nr 209 w Warszawie.  A jeżeli chodzi o definicję miłości.. to życzę powodzenia w poszukiwaniu najlepszej jej definicji. Mogę jedynie podać pewien trop znajdujący się w tej samej piosence, dokładnie w jej refrenie : ….Bo miłość, mój miły to JA :)

Autor: Zbigniew Wasilewski

Fot: Zbigniew Wasilewski

Magnifique Paris….

0f7651c88da0734692a72210.L

Czy jest jakis przepis na to miasto?

Może tak… szary bruk Montmartre’u należy nasycić czerwienią Moulin Rouge, dodać garść świateł Champs Elysées i wieży Eiffla. Uzupełnić paryskimi dźwiękami, bo dźwieki są najważniejsze, a więc trochę kawiarnianego gwaru, stukot obcasów wytwornych paryżanek, dostojny dźwięk dzwonów Katedry Notre Dame i szczyptę akordeonu z piosenek Edith Piaf. Wszystko to, należy przyprawić tesknotą zawartą w poezji Jacquesa Brela i niepowtarzalnym nastrojem piosenek Charlesa Aznavoura. Gotowe? Chyba jednak nie. Na Paryż nie ma dobrego przepisu. Tu trzeba po prostu być.

1960941_726340420737056_7446905584688695661_o 10631148_726336530737445_7212721103485496622_o

Tydzień, nawet miesiąc spędzony w Paryżu nie wystarczy, by powiedzieć: znam to miasto, niczym mnie nie zaskoczy. Bo ono zaskakuje zawsze. Choć symetryczne, promieniste i uporządkowane – a jednak nieprzewidywalne. Dwieście lat temu pewien urbanista wpadł na pomysł, by Paryż przebudować. Tak, żeby nie mogła tu już stanąć żadna barykada. Wyburzono całe dzielnice, ulice poszerzono. A mimo to Paryż zachował duszę, ciało i wszystkie swoje tajemnice. Jest trochę niepokojący, a przy tym pociągający. Każdy, kto był choć raz w Paryżu, wie o czym mówię.

1888883_726345477403217_8947193906278987519_o 1956911_726355337402231_3240586380701539784_o 1982250_726346234069808_4811993758549137703_n 10375507_726343204070111_7286773547856365921_n
A jeśli ktoś wybiera się po raz pierwszy niech zapomni o tym, co przeczytał
w przewodnikach. Nie radzę wyznaczać sobie tras z obowiązkowymi punktami programu: Wieża Eiffla, Louvre, Centrum Pompidou. To zawsze zdąży się zobaczyć. Najpierw trzeba zanurzć się w miasto. Poznawać je na swój sposób, warto pospacerować bocznymi uliczkami, pozaglądać do klatek schodowych, odkryć ogrody za murami, posiedzieć w kawiarniach. Tylko tak można dotknąć tego wyjątkowego miasta, poczuć jego aurę i powietrze.
To, o którym pisał Wictor Hugo, że nim oddycha dusza.

1053062_726353214069110_3248055804946662003_o 1973887_726342320736866_7022872346302430510_o 10592802_726341057403659_5039502475490153783_n 10668686_726344437403321_8324891960126712302_o 10679689_726345087403256_4619001074144855388_o 10700194_726340864070345_3599901707446955700_o

Gdy przylatuję do Paryża wczesnym rankiem nie odpoczywam po całonocnej podróży, bo nie mogę doczekać się by wyruszyć w miasto.
Zazwyczaj witam się z nim na wzgórzu Montmartre. Można tam dojechać metrem albo kolejką turystyczną, ale ja wolę iść pieszo. Od hotelu, gdzie zwykle zatrzymuję się, to tylko kilka przecznic. Wspinam się zakrętami uliczki Lepic, mijam bar „Pod dwoma wiatrakami”, w którym kręcono „Amelię”. Czy ktoś pamięta ten film? Tuż po świcie Montmartre. jest jeszcze pusty i senny.10258191_726345337403231_5284913922708916168_n
Na górze śnieżnobiała Bazylika Sacré Coeur odbija słońce, a ja, mrużąc oczy, spoglądam w dół. Stokroć wolę ten widok niż panoramę z Wieży Eiffla. Dwa kroki od bazyliki jest Place du Tertre. Powoli zapełnia się ludźmi. Kelnerzy rozstawiają krzesła, sklepikarze towary: pocztówki, pamiątki różnego sortu. Siadam przy kawiarnianym stoliku, twarzą do ulicy i przechodniów – tak jak mają w zwyczaju paryżanie. Obserwuję. Turystów jeszcze niewielu, ale przychodzą już malarze. Stawiają sztalugi, parasole i swoje prace: głównie portrety robione na zamówienie, dla pieniędzy, ale i trochę dla zabawy. Jakoś mnie nie razi, że to czysta komercja. Może dlatego, że wciąż czuje się tu ducha paryskiej bohemy. A może to sprawka Toulouse-Lautreca, który po pijaku odgrażał się, że będzie na Montmartre wracał i po śmierci.

10686952_726344934069938_8707037900470432738_n

10688206_726340637403701_5331538975841335464_o

Piję kawę, kruszę croissanta. Francuskie śniadanie: rogalik lub bagietka z masłem i dżemem w Paryżu smakuje najlepiej. Podobnie jak kawa serwowana do stolika wystawionego na ulicę. Kawa pod chmurką kosztuje znacznie więcej niż ta sama podana w kawiarni albo przy bufecie. Taki jest Paryż. Napój bogów serwowany przy stoliku ustawionym na chodniku i swieżutki croisant to czysta poezja.
Z Placu Tertre niedaleko do innego placu – tego, którego nazwę każdy Polak natychmiast skojarzy z kasztanami i….z serialem telewizyjnym „Stawka większa niż życie”. Hasło: „Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle” Odzew: “Zuzanna lubi je tylko jesienią”. I jeszcze odpowiedz. „Przesyła Ci swieżą partię”. Czy istotnie kasztany na Placu Pigalle są najlepsze? No cóż. Nigdy nie widziałam tam żadnego straganu. Za to stoiska z gorącym przysmakiem w charakterystycznych papierowych torebkach można spotkać w wielu miejscach miasta. Mnie, podobnie jak Zuzannie, kasztany najlepiej smakują jesienią, ale ponoć zimą są smaczniejsze, bo świetnie rozgrzewają….:-)))

Po sąsiedzku Placu Pigalle mieści się sławny Moulin Rouge. Kabaret nie ma już świetności dawnej rewii, ale ciągle szerokim strumieniem leje się tu szampan i pracują najładniejsze dziewczyny w Europie. I można zobaczyć spektakl ten sam od ponad stu lat: „La Nouvelle révue Féerie” – show z udziałem kilkudziesięciu tancerek i tancerzy. Zostawmy jednak klimat bohemy, malarzy, kabaretowych tancerek i bukinistów.

10655412_726342087403556_3385864825117521568_o 10708513_726342697403495_294729740347111755_o

1973887_726342320736866_7022872346302430510_o
Nie można będąc w Paryżu, nie wybrać się do Louvru… Wszyscy wiedzą, że Louvre jest największym muzeum sztuki na świecie, ale mało kto wie, że gdyby nie Florian Trawiński, zostałyby po nim tylko zgliszcza. W 1871 roku miał miejsce rewolucyjny zryw ludności Paryża, która za cel postawiła sobie gruntową przebudowę ustoju Francji. W Komunie Paryskiej brało udział również wielu Polaków, z czego najczęściej przywołuje się postać Jarosława Dąbrowskiego. Często zapomina się o powołanym przez władze rewolucyjne na stanowisko kierownika resortu kultury i sztuki Florianie Trawińskim. A to on, na przekór rozkazom wydanym przez swoich zwierzchników, zamienił beczki z naftą na beczki z wodą, chroniąc w ten sposób Louvre przed całkowitym spaleniem. Po stłumieniu Komuny Paryskiej, Polak w przeciwieństwie do większości rewolucjonistów, którzy trafili do więzień lub zostali skazani na karę śmierci, dzięki swojemu czynowi zdobył wielki szacunek i uznanie. W ramach podziękowania został powołany na stanowisko dyrektora Louvre, które pełnił przez wiele lat.

Wiosną odwiedzam obowiązkowo Ogrody Tuileries, które rozpościerają się na zachód od Louvru. Mówią o nich zielony salon Paryża. A z największego muzeum świata do zielonego salonu tylko kilka kroków. Wychodząc z parku trafiam na majestatyczny Plac de la Concorde. Niegdyś scena krwawych egzekucji, teraz miejsce spotkań turystów i jeden z punków arientacyjnych. Środek tego przestrzennego, brukowanego placu wyznacza gigantyczny obelisk z różowego granitu sprzed 3 tysięcy 300 lat (sprowadzony ze światyni Ramzesa w Luksorze), a w jego czterech narożnikach stoi osiem posągów kobiet, symbolizujących główne miasta Francji.

1234201_726350380736060_7884675892172236183_n 10415703_726347704069661_4627008238604893770_n 10629794_726352520735846_181224002402124769_n

Z Place de la Concorde już niedaleko (kilka przecznic) do muzeum Rodina, zgodnie z nazwą poświęcone temu wybitnemu rzeźbiarzowi. Mam do tego miejsca szczególny sentyment. Piękny pałac pełen rzeźb stoi w ogromnym, cienistym parku. To świątynia rzeźby. Przechadzając się alejkami ogrodu przypominam sobie sceny z filmu o Auguste Rodinie. Ten z Gerardem Depardieu i Isabelle Adjani, która grała Camille Claudel, uczennicę, modelkę i kochankę Rodina. Postać niezwykła i tragiczna. Była mu wierna do obłędu, ale on nigdy nie zgodził się, by była w jego życiu jedyną. Chciała mu dać dziecko, ale została zmuszona do aborcji. Opowiadała swoją rozpacz w kamieniu i w brązie – genialnie! W paryskim światku mówiło się potem, że mistrz wzorował się na jej pracach. A nawet, że to Camille była prawdziwą autorką niektórych dzieł Rodina. Swego czasu spotykali się potajemnie w „Cygańskiej zagrodzie” przy bulwarze d’Italie. Co ciekawe, kiedyś bywał tam też Alfred de Musset z George Sand, nim jeszcze poznała Chopina.

10371455_726352204069211_7534086287580637422_n 10628046_726350490736049_6997999048064251414_n

Paryż to dwadzieścia odrębnych dzielnic. Każda ma swój charakter i klimat. By zobaczyć jak najwięcej, najlepiej jeździć metrem. Sieć podziemnej kolei jest imponująca i tak gęsta, jak w żadnym innym mieście europejskim. Lecz wielkość i rozmach miasta ponoć najlepiej docenić ze statku pływającego po Sekwanie. Ale ja od pływania barką wolę wędrować legendarnymi nadrzecznymi bulwarami.10668933_726341647403600_4233202299287018986_o

Gdy jestem w Paryżu w maju, idę na spacer nad romantyczny kanał Świętego Marcina, który wije się wśród drzew, spięty malowniczymi mostami. Kwitnące szpalery kasztanowców płoną jak pochodnie. A ja przyglądam się statkom czekającym na otwarcie śluzy. Nikt się nie spieszy, spokojna rzeka przekonuje, że na wszystko jest czas…

10689478_726341510736947_182287615979962988_n

Ah Paris…. Magnifique…. Au revoir….. :)

Autor: Bożena Szara

Fot: Bożena Szara

Służby specjalne, czyli stary (dobry) Vega

SSS

Patryk Vega, jako młody i zdolny reżyser wszedł przebojem, a nawet powiedziałbym: hitem w światek polskiej fabuły filmem i serialem Pitbull. Takiego kina nie było nigdy przedtem. Natomiast potem Vega popełnił takie dzieła jak: Magda M., Twarzą w twarz, Ciacho, czy – znakomity od strony technicznej, ale trochę nie wiadomo po co – Hans Kloss. Żyć trzeba, komedie romantyczne i kryminałki dla gospodyń domowych to intratne fuchy, a hitami nie da się sypać jak asami z rękawa. Dlatego też z zaciekawieniem przyjąłem wiadomość, że obecny w kinach od 3 października film Służby specjalne będzie przedstawiać wreszcie tego starego, dobrego Vegę z czasów Pitbulla. I tak rzeczywiście jest, choć nie do końca.

10689792_833713403346974_8409325496305504096_n

Pitbull był jeden. Natomiast trudno nie traktować go jako punktu odniesienia dla talentu i możliwości Patryka Vegi. Trzydziestosiedmioletni reżyser jest tytanem pracy, nie tylko na planie, ale i poza nim. Do zrobienia filmu o policjantach z wydziału zabójstw przygotowywał się spędzając z nimi wiele czasu. Obserwował ich pracę, nie tylko biurową, podobno wypił z nimi morze wódki i to w jego obecności łamali się najtwardsi przestępcy. Ma znakomite zdolności psychologiczne, co bardzo pomaga mu w pracy z aktorami. Słowem, gestem, prośbą lub groźbą wydobędzie z nich najskrytsze emocje i niespodziewane zachowania. Do swego najnowszego filmu dokumentację gromadził dwa lata. Efekty widać na ekranie.

a58745c1fc7f8565062aeaa5dae8ca85 10653690_833714763346838_484815579444906265_n

Służby specjalne jest świetnym powrotem Vegi do kryminalnej konwencji. Podobnie jak w znakomitym pierwowzorze akcja toczy się wartko, przełożona jest wątkami romantyczno-osobistymi każdego z bohaterów i obfituje w zaskakujące, nierzadko szokujące zwroty. Osią fabuły filmu jest likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych. W miejsce zniesionych stanowisk powstaje tajna jednostka złożona z kilkorga byłych oficerów WSI i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Janusz Chabior – płk Marian Bońko, Wojciech Zieliński – kpt. Janusz Cerat i Olga Bołądź – ppor. Aleksandra Lach). Do wiadomości publicznej dostaje się lista informatorów byłych WSI (m.in. afgańskich cywili), a pierwszym zadaniem nieoficjalnej grupy jest rozprawienie się z tymi, którzy sprzedają nazwiska mediom. Jako wyszkoleni i doświadczeni oficerowie służb zmieniają wygląd i metody pracy częściej niż mechanicy koła w bolidzie Formuły 1. I z tak samo zimną precyzją tę pracę wykonują. Sytuacja rozwija się żwawo, aż dochodzi do punktu zwrotnego, który zaskakuje tak nagłym pojawieniem się, jak i swą przyziemnością. Nadzwyczajnym punktem filmu jest uderzające podobieństwo kilkorga postaci do nazwisk z pierwszych stron gazet ubiegłej dekady. Człowiek odpowiedzialny za likwidację WSI jest zdumiewająco podobny do Antoniego Macierewicza. Porwanym w wozie meblowym jest istny sobowtór Romana Giertycha, a powieszonym przez płk Bońkę – człowiek o fizjonomii chłoporobotnika, w biało-czerwonym krawacie… Nie da się ukryć, że Vega piętnuje pewne niefortunne, a właściwie idiotyczne decyzje. Likwidacja stanowisk i wyrzucenie na bruk znakomitych fachowców najwyższej klasy, i zastąpienie ich strażnikami miejskimi (!) musi się w końcu zemścić. Dodajmy do tego fakt, że zawodowych aktorów jest w filmie mniej więcej dwadzieścioro. Reszta to najprawdziwsi naturszczycy, ale co jest całkowicie zaskakujące – w filmie pojawiają się autentyczni oficerowie służb specjalnych i… przestępcy. Szerokie znajomości Vegi dodają filmowi dość mrocznego uroku.

28e16914188046bf72710b941b54770d 99978a22f82093abb4e70d7200fb933e 7c8143c73f02ed8a4b034c98bfaea449

Jest jednak coś, co odróżnia trafność i nietuzinkowość Pitbulla od niemniej przecież ciekawej historii przedstawionej w Służbach specjalnych. Wydaje się, że jest to spowodowane próbą „upopowienia” dość nieznanego (bo tajnego!) szerokiemu gronu tematu działalności służb specjalnych, zwłaszcza wojskowych. Vega próbował moim zdaniem zmieścić to w łatwej do przełknięcia dla widza pigułce i stąd czasami zbyt zawrotne tempo oraz drętwawa deklamacja-opis zadań w wykonaniu przełożonego głównych bohaterów, gen. bryg. Romana Światły (lodowato doskonały Wojciech Machnicki). Można jednak uznać ją za oryginalną formę narracji, a wtedy całość nabiera interesujących barw. Pewnym novum, choć znanym już ze znakomitego debiutu fabularnego Vegi są pojawiające się na ekranie pisemne objaśnienia postaci, wydarzeń i osobliwego, nieoficjalnego słownika służb. Tym razem jest ich jednak więcej i sprawiają wrażenie lekko natrętnych.

Mimo pewnych niedociągnięć Służby specjalne wart jest polecenia. Ciekaw jestem czy po obejrzeniu nasunie się Wam pytanie, którym lekko prowokuje sam reżyser w wywiadach: „Na miejscu widza zastanawiałoby mnie z kim rozmawiał twórca, kto przekazał mu informacje”.

Autor: Marcin Śmigielski

fot: materiały prasowe