24pazdziernika2016Wojcik1

Henryk Wójcik (1947-2018)

Polonia montrealska pożegnała Henryka Wójcika w piątek 07 grudnia 2018 na uroczystej mszy pogrzebowej w kościele More »

Domestic_Goose

Milczenie Gęsi

Wraz z nastaniem pierwszych chłodów w Kanadzie oczy i uwaga konsumentów jest w wielkiej mierze skupiona More »

rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Une rose dans un vase en cristal.

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

Monthly Archives: Luty 2012

Sylwetki Polonii: Mikołaj Warszyński – pianista

DSC_3603

Redakcja Kroniki Montrealskiej rozpoczyna dział  Sylwetki Polonii, prezentacją polskiego pianisty mieszkającego w Montrealu. Prosimy o zapoznanie się z Curiculum Vitae tego artysty, które czyta się jak najlepsze książki Marka Twaine’a.

Mikołaj Warszyński, D.Mus., Doctor Sztuki Muzycznej, koncertował w Holandii, Stanach Zjednoczonych, Austrii, Polsce, we Włoszech i w Kanadzie, w takich salach jak Katedra Laurenskerk w Rotterdamie, Filharmonia w Kielcach, Leopold Mozart Saal w Salzburgu, Sala Falcone Borsellino na Sycylii, Rolston Recital Hall w Banff, Kanada, Salle Claude Champagne & Chapelle Historique du Bon Pasteur w Montrealu.

Zadebiutował z Edmontońską Orkiestrą Symfoniczną III Koncertem Fortepianowym Beethovena. Mikolaj uczestniczył w serii koncertów muzyki Chopina z okazji obchodów dwusetnej rocznicy urodzin kompozytora, wykonując między innymi jego koncert fortepianowe w wersji kameralnej. Warszyński otrzymał złoty medal na Festiwalu Muzycznym w Royaume (Festival de Musique du Royaume au Quebéc).

Mikołaj Warszyński urodził się w Gdańsku i jako czteroletni chłopiec wyemigrował z rodzicami do Kanady. W 2001 roku ukończył z wyróżnieniem studia pianistyczne na University of Alberta w Edmonton, pod kierunkiem Marka Jabłońskiego. Dalsze studia muzyczne kontynuował w Konserwatorium w Rotterdamie, w klasie fortepianu profesora Aquilesa Delle Vigne’a, które ukończył z wyróżnieniem w 2004. W trakcie tych studiów uzyskał prestiżowe stypendium Neuimejer, oraz nagrodę w postaci fortepianu Sautera od Narodowej Fundacji Instrumentów w Amsterdamie. Aktywnie koncertował w Hollandii jako solista oraz kameralista, propagując muzykę współczesnych kompozytorów holenderskich.

Po powrocie do Kanady, Warszyński otrzymał stypendium na indywidualne, roczne studia pianistyczne („artist in residence“) w Międzynarodowym Centrum Sztuki w Banff, w Albercie w Kanadzie.

Mikołaj Warszyński
Fot: Z. P. Wasilewski

W maju 2011 roku, Mikołaj Warszyński ukończył studia doktoranckie na Université de Montréal, gdzie uczył także gry na fortepianie w klasie Marca Duranda oraz Paula Stewarta. W roku 2009 obronił swoją pracę doktorską zatytułowaną Exoticism and intercultural influences in the middle-period compositions of Karol Szymanowski („Egzotyzm i międzykulturowe wpływy w kompozycjch Karola Szymanowskiego z drugiego okresu jego twórczosci“), za którą otrzymał stypendium od Fundacji Towarzystwa Kultury w Quebecu: Fonds de Recherche de la Société et la Culture.

Mikołaj Warszyński brał udział w wielu międzynarodowych festiwalach muzycznych w Ameryce Północnej i Europie, takich jak: IBLA Grand Prize na Sycylii, Festiwal Muzyczny w Aspen, Colorado oraz w Międzynarodowym Centrum Sztuki w Banff, w Albercie. Wielokrotnie otrzymał stypendium od Fundacji Johanna Straussa, co umożliwiło mu bardziej zaawansowane kształcenie się w kierunku gry na fortepianie na letnich kursach w Międzynarodowej Akademii Muzycznej, Mozarteum, w Salzburgu, w Austrii. Pracował z wieloma renomowanymi profesorami, takimi jak Krzysztof Jabłoński, Ewa Pobłocka, Gilbert Kalish, Anton Nel, Bernard Ringeissen, Sergio Perticaroli, Arthur Silverman i Jamie Parker.

Mikołaj Warszyński brał udział w wielu wywiadach w radiu i telewizji w Kanadzie, w programach stacji CBC, CKUA, CJSR, CFMB, OMNI TV oraz w WPRB w U.S.A.
Oprócz kariery pianistycznej, Warszyński jest aktiwny jako profesor fortepianu, ucząc na Uniwersytecie Montrealskim oraz w Konserwatorium Muzycznym Cégepie w Drummondville, Quebec.

Zaproszenie:

Najbliższa okazja, aby posłuchać recitalu chopinowskiego w wykonaniu Mikołaja Warszyńskiego nadarza się w czwartek, 01 marca 2012 r. w Place des Arts.

Kwiatoterapia doktora Bacha

DSC_0558

Czy kwiaty mogą być nośnikami energii? W jaki sposób esencje kwiatowe mogą wpływać na nasze emocje, poprawiać samopoczucie fizyczne i psychiczne, w jakim stopniu mogą przyczyniać się do wewnętrznej równowagi psychicznej oraz jaki mają wpływ na szybszy powrót do zdrowia?

Doktor Edward Bach (1886-1936) był brytyjskim lekarzem, homeopatą, twórcą oryginalnej terapii poprzez eliksiry kwiatowe nazywanymi Kwiatami Bacha.


Doktor Bach, jest autorem 38 kompozycji leczniczych na bazie esencji kwiatowych. Jego eliksiry pochodzą z płatków kwiatowych, składanych w wodzie źródlanej, następnie wystawianych na słońce i  z powrotem zamaczanych w wodzie. W ten sposób uzyskiwał kwintesencję leczniczą z płatków kwiatowych zdolnych czynić cuda. Taka słoneczna maceracja kwiatów jest stabilizowana przez dodatek alkoholu, głównie Brandy, następnie przechowywana w buteleczkach z opisanym przeznaczeniem tzn, działaniem na tego lub innego typu dolegliwości.


Z punktu widzenia naukowego, po przeprowadzonych testach laboratoryjnych Kwiaty Bacha nie wykazują lepszych efektów w leczeniu niż placebo, pomimo tego  zażywanie tych eliksirów staje się coraz bardziej popularne i  i popyt na nie wzrasta nieprzerwanie. Czyżby zdesperowani pacjencji decydowali się coraz częściej zatapiać ich smutki w szklaneczce Brandy o zapachu np. konwalii lub jaśminu?


Od 1930 roku,  dr E.Bach decyduje się opuścić swoją pracę jako homeopata i poświęcić się całkowicie swoim badaniom nad kwiatoterapią. Jedynym dziełem pozostawionym przez Bacha jest rozprawa medyczno-filozoficzna pod tytułem ,,Uzdrowienie poprzez kwiaty lub Lecz się sam,,. W tym dziele  przedstawił  własną teorię na temat choroby, leczenia oraz w ogólnym zarysie  prywatną filozofię życia, którą można porównać do filozofii różokrzyżowców.


Miejsce, w którym Edward Bach się osiedlił w poszukiwaniu dzikich kwiatów, poświęcając się całkowicie na prowadzeniu działalności badawczych, które jak sam twierdził  nie opierał na nauce, polegał wyłącznie na swojej intuicji oraz na tak zwanym przez niego ,,oświeceniu”, stało się dzisiaj prawdziwą maszyną finansową. Mount Vernon w Wielkiej Brytanii , bo o nim tu mowa, staje się The Bach Centre, który produkuje eliksiry kwiatowe sprzedawane na całym świecie.







Przypominam, że wystawa ,,Motyle na Wolności,, w montrealskim insektarium to nie tylko mieniące się wszystkimi barwami motyle, przy okazji można również podziwiać piękną florę tropikalną ze storczykami na czele. Wystawa Les papillons en Liberté będzie trwać do 29 kwietnia 2012 roku. Jeżeli nawet nie będzie można podczas tej wystawy skosztować eliksiru kwiatowego doktora Bacha, to z całą pewnością będzie możliwość zatopić się w przebogatej kolorystyce tropikalnej co jest równie zbawienne dla duszy i ciała.


Autor:  Z. P. Wasilewski
Fot: Z. P. Wasilewski

A. Holland – szansa na Oscara 2012

images

Dziś Oscary, czyli oficjalnie: ceremonia wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Ten tekst jest dla tych, którzy nie wiedzą, a zastanawiali się skąd i po co ten Oscar się w ogóle wziął. Jest dość wiekowym, starszym panem. Nagrodę akademii ufundowano wraz z momentem powstania jej samej, czyli w 1927 roku. Jednak on – stojący na rolce filmu rycerz, który opiera się na oburęcznym mieczu – powstał rok później. Na początku nazywał się inaczej. Mówiono na niego po prostu „Academy Award of Merit”.

 

Imię Oscar nadano mu w 1931 roku, chociaż wpisano je do metryki dopiero osiem lat później. Skąd się ono wzięło? Jak z każdą legendą bywa – przypadkowo. Jeden z przekazów głosi, że bibliotekarka akademii widząc statuetkę stwierdziła, iż przypomina ona jej wuja Oscara. Imię podchwycił jeden z hollywoodzkich dziennikarzy i zaczął używać w swych felietonach. Inna wersja z kolei mówi, że imię nadała statuetce aktorka Bette Davis.


Oscar nie zawsze wyglądał tak jak obecnie. Kilkakrotnie zmieniano zarówno materiał, z jakiego był wykonany, jak i samą formę. Na przykład Walt Disney, odbierający w 1938 roku nagrodę za „Królewnę Śnieżkę” stał się posiadaczem Oscara, któremu towarzyszyło siedem małych Oscarków. W wojennych latach 1942 – 1944 konieczność poczynienia oszczędności spowodowała, że laureaci otrzymywali statuetki wykonane z drewna. Dopiero po wojnie pojawiła się możliwość wymiany na bardziej prestiżową wersję:


Pierwsza gala wręczenia dziadka Oscara odbyła się 16 maja 1929 roku. Miała miejsce w Hollywood Roosevelt Hotel i trwała zaledwie piętnaście minut. Jednym z jej gospodarzy był ówczesny prezydent akademii, aktor Douglas Fairbanks. Zainteresowanie było umiarkowane, a dziennikarze wyszli jeszcze przed zakończeniem ceremonii. Od tego niedocenionego, ale ważnego momentu minęło ponad osiemdziesiąt lat. W historię tego wydarzenia wpisane są setki sławnych nazwisk, wielkich produkcji i korporacji. Przez pierwszą dekadę listy laureatów podawane były do prasy, do publikacji  w czasie gali, o godzinie 23.00. Odstąpiono od tego zwyczaju gdy w 1940 roku Los Angeles Times opublikował zwycięzców przed rozpoczęciem ceremonii. Od tego czasu stosowane są słynne zapieczętowane koperty.


Jaki jest cel organizowania i otrzymywania tych symbolicznych statuetek? Jest ich kilka, ale wszystko polega na symbolach. Od czerwonego dywanu przed wejściem do Kodak Theatre po samą statuetkę. Właśnie po to wypracowywano przez ponad osiemdziesiąt lat prestiż, któremu pomagają legendy i skandale. Jak na przykład ten, gdy w 1973 roku Marlon Brando, nagrodzony za rolę w „Ojcu chrzestnym” nie przyjął statuetki w proteście przeciwko dyskryminacji Indian i przedstawianiu fałszywego ich wizerunku w westernach. Nagrodę odebrała w zastępstwie Sacheen Littlefeather, przedstawicielka plemienia Apaczów. Symbol, gest, który zrobił wrażenie na światku nie tylko filmowym. Dopiero później okazało się, że zastępczyni Brando była wynajętą przez niego aktorką. Laureaci nagród z pewnością poprawiają swój byt materialny po otrzymaniu nagrody. Gaże aktorów uhonorowanych figurką rosną dziesięciokrotnie. Ludzie filmu, których później można zobaczyć w prasie uwiecznionych na czerwonym dywanie, przypominają światu, że jeszcze żyją. Takoż samo zresztą całe Hollywood. Paparazzi – farciarze, na których spłynęła łaska znalezienia się przy wejściu do gmachu, reperują swój budżet. Podobnie, tylko wielokrotnie bardziej – akademia i właściciele Kodak Theatre, dzięki sponsorom. My, szarzy kinomani i telewidzowie… jeszcze nie mamy z tego nic, poza mniejszymi lub większymi emocjami. Każdy ma przecież swojego faworyta, jak w sporcie. Sport już w starożytności budził ogromne zainteresowanie, a Ameryka zawsze papugowała najlepszych.

Swój udział w tych najstarszych nagrodach filmowych świata mają oczywiście również Polacy:

Nominacje:

Nóż w wodzie – reż. Roman Polański (kat. film nieanglojęzyczny, 1963)
Faraon – reż. Jerzy Kawalerowicz (kat. film nieanglojęzyczny, 1966)
Potop – reż. Jerzy Hoffman (kat. film nieanglojęzyczny, 1974)
Noce i dnie – reż. Jerzy Antczak (kat. film nieanglojęzyczny, 1975)
Ziemia obiecana – reż. Andrzej Wajda (kat. film nieanglojęzyczny, 1976)
Panny z Wilka – reż. Andrzej Wajda (kat. film nieanglojęzyczny, 1979)
Człowiek z żelaza – reż. Andrzej Wajda (kat. film nieanglojęzyczny, 1981) Katedra – reż. Tomek Bagiński (kat. krótkometrażowy film animowany, 2002)
Katyń – reż. Andrzej Wajda (kat. film nieanglojęzyczny, 2007)
Piotruś i Wilk – reż. Suzie Templeton (kat. krótkometrażowy film animowany, 2007)

Laureaci:

Leopold Stokowski (kat. najlepsza muzyka, 1941) – „Fantazja”
Bronisław Kaper (kat. najlepsza muzyka, 1953) – „Lili”
Zbigniew Rybczyński (kat. najlepszy krótkometrażowy film animowany, 1982) – „Tango”
Ewa Braun i Allan Starski (kat. najlepsza scenografia, 1993) – „Lista Schindlera”
Janusz Kamiński (najlepsze zdjęcia, 1993) – „Lista Schindlera”
Janusz Kamiński (kat. najlepsze zdjęcia, 1998) – „Szeregowiec Ryan”
Andrzej Wajda (za całokształt twórczości, 2000)
Roman Polański (kat. najlepszy reżyser, 2002) – „Pianista”
Jan A. P. Kaczmarek (kat. najlepsza muzyka, 2005) – „Marzyciel”.

Czy do tej listy dopisze się już za kilkanaście godzin Agnieszka Holland? Ja w każdym razie, zaopatrzony w dziwnie świeżą po kilku dniach od seansu „W ciemności” prażoną kukurydzę będę jej kibicował. Życzę Wam wielu emocji w ten niedzielny wieczór!

Autor: Marcin Śmigielski
Zdjęcia: Internet

 

 

 

Film: “W Ciemności”A. Holland – recenzja

9

Agnieszka Holland przyzwyczaiła już nas (a przynajmniej mnie), że robi filmy ważne, ale nie przynudza jak na przykład Zanussi. Robi filmy wartościowe, ale bez przesadnego patosu jak u Wajdy. Z drugiej strony próżno w jej filmach szukać beztroskich gagów rodem z taśmowo produkowanych tvn-owskich komedyjek. Nie zawyża wartości artystycznej, wzorem Jerzego Hoffmana wstawiając na pierwszy plan olśniewająco piękne skądinąd twarze kobiet (niekoniecznie aktorek). Nie kontrastuje emocji tak jaskrawo jak Kazimierz Kutz. Niezależnie od tego jak banalnie to zabrzmi – w filmach Holland życie jest po prostu życiem. Smutne, tragiczne, pełne nadziei, radosne. Nieważne czy obraz nakręcony jest na podstawie autentycznych wydarzeń, legendy, czy całkowicie wymyślonego scenariusza. Tak jest choćby w jej najbardziej znanych dokonaniach ostatniego okresu: w „Janosiku. Prawdziwej historii”, w „Boisku bezdomnych” (pomysł scenariusza), w serialu „Ekipa” czy w nominowanym do tegorocznego Oscara „In Darkness”. Lub po naszemu – „W ciemności”.

Maksymilian Paradys, omyłkowo zahibernowany na ponad pięćdziesiąt lat główny bohater „Seksmisji” zawołałby: „Ciemność widzę!”. Tutaj nikomu jednak nie jest do śmiechu. „W ciemności” jest rekonstrukcją tego co wydarzyło się we Lwowie siedemdziesiąt lat temu. Scenariusz powstał w oparciu o książkę Roberta Marshalla “W kanałach Lwowa” oraz o wspomnienia spisane przez Krystynę Chigier w książce “Dziewczynka w zielonym sweterku”.

Jest wojna. Lwowskie getto nękane jest ustawicznymi czystkami.


Jego mieszkańcy podczas próby ucieczki spotykają drobnego złodziejaszka (oficjalnie kanalarza) Leopolda Sochę. Socha momentalnie, niemal nosem wyczuwa okazję aby szybko i dużo zarobić. Oferuje Żydom pomoc w ucieczce kanałami ściekowymi, które z racji zawodu zna, jak sam mówi, „lepiej niż własną żonę”. Tu zaczyna się heroiczna walka o życie grupy ludzi, w której znalazła się kilkuletnia wówczas Krystyna Chigier. Perypetie uciekinierów z getta są tu znakomitym tłem do opowiedzenia dwóch interesujących historii: życia grupy ludzi ukrywających się w kanałach pod brukiem lwowskich ulic oraz zmian, jakie zachodzą w głównym bohaterze. Jedenaścioro uciekinierów (w rzeczywistości było ich dwadzieścioro jeden) stanowi idealny przekrój każdego społeczeństwa. W niewielkiej komorze o kubaturze kilku metrów sześciennych (w rzeczywistości była wysoka zaledwie na półtora metra) mają miejsce waśnie, zdrady małżeńskie, miłość, nienawiść, narodziny i śmierć. Wybuchają karczemne awantury, ale jest też poczucie wspólnoty. To najlepiej pokazuje dająca do myślenia scena, w której mieszkańcy kanału przy zaimprowizowanym stole świętują Paschę. Podążająca w górę kamera uświadamia nam, że dzieje się to dokładnie pod podłogą jak najbardziej katolickiego kościoła, w którym właśnie odbywa się msza.

Z kolei główny bohater, Poldek Socha, na skutek przeżyć w czasie opieki nad Żydami, staje się innym człowiekiem. Z cynicznego rzezimieszka w ciągu kilku miesięcy przeistacza się w kogoś, kogo mógłbym nazwać bohaterem, gdyby nie moja niechęć do używania wielkich słów. Ale Socha jest bohaterem. Ryzykuje życiem swoim i swojej rodziny aby jego podopieczni przeżyli. Agnieszce Holland i świetnemu Robertowi Więckiewiczowi, wcielającemu się w postać Poldka udało się pokazać te istotne zmiany bardzo wyraziście, ale bez zbytecznego potoku górnolotnych słów i efektownie heroicznych czynów w rodzaju szarży z szablami na czołgi. Czyli po prostu super.

Właśnie, skoro o aktorach mowa. To, że Więckiewicz znakomitym aktorem jest, wiadomo od wielu lat. Jednak w „W ciemności” przeszedł samego siebie. A co mi tam, polecę klasykiem: Poldek Socha, czyli de facto pochodzący z Dolnego Śląska Więckiewicz posługuje się „bałakiem” – gwarą lwowskiej ulicy. Nie mogę nie porównać go tutaj do wielkiego Ala Pacino i jego legendarnej kreacji w „Człowieku z blizną” („Scarface”). Na jej potrzeby Pacino specjalnie nauczył się kubańskiego akcentu. Efekt? Raczej nie da się opisać, więc kto nie zna lub nie pamięta, niech obejrzy „Scarface”. Albo „W ciemności”, bez różnicy. I proszę: miało być bez wielkich słów, ale nie da rady! Z niecierpliwością czekam na Lecha Wałęsę w wykonaniu pana Roberta.

Co do pozostałych aktorów to mam nadzieję, że nie pogniewaja się odtwórcy głównych ról, że najpierw wymienię Michała Żurawskiego. Ten młody aktor jest zdecydowanie niedoceniany w polskim kinie. Potrafi być zimnym i cynicznym szefem agencji modelek („Egzamin z życia”), nieco narwanym, ale sympatycznym podkomisarzem Policji („Pitbull”) czy groteskowym płatnym zabójcą („Dziki 2. Pojedynek”). Tylko że to wszystko są rólki w serialach, epizody lub, w najlepszym razie, role drugoplanowe! No, może jedynie serial „Pitbull” można wyłączyć z pocztu policyjno-obyczajowej sieczki, jaką raczą nas polskie stacje telewizyjne. Raptowny, wesoły i całkowicie rozwalony w środku podkomisarz Robert Nimski w „Pitbullu” to rola, którą Żurawski pokazał, że ma potencjał nie mniejszy niż na przykład Robert Więckiewicz. Jedna główna rola w offowym obrazie „Czarny” to zdecydowanie za mało. W filmie „W ciemności” Żurawski wcielił się w postać ukraińskiego oficera Bortnika, przyjaciela Sochy z więzienia. Zapamiętajcie to nazwisko.

Agnieszka Grochowska to aktorka młoda, ale mająca już swoje stałe miejsce w krajowej czołówce. Z siłą perswazji pocisku zwróciła na siebie uwagę w filmie „Warszawa” z 2003 roku, debiutując w roli głównej. Co ciekawe, jej postać w „Warszawie” ma na imię tak samo jak w „W ciemności” – Klara. W filmie Holland gra jedną z głównych ról, mieszkankę kanału, którą targa rozpacz po utracie siostry. Ale nie tylko – zobaczcie sami.

Kinga Preis, szerszej publiczności znana jako gosposia plebanii „Ojca Mateusza” tutaj ponownie wciela się w postać kobiety dobrej i pracowitej.


Tylko już nie tak powściągliwej, jak w serialu o sprytnym zakonniku. Gdyby nie wojna, możnaby powiedzieć: wzorowa pani domu. I przykładna żona Poldka. Aktorka ta ma jednak już od dawna ustaloną pozycję w polskiej kinematografii i mimo kilku monotonnych ról kur domowych (obsadzanych zapewne „po warunkach” i to nie jest złośliwość), potrafi wstrząsnąć widzem i to nie mieszając.

Ostatni na mojej liście, co wcale nie znaczy, że najgorszy („last, but not least”, jak mawiają najstarsi górale w Montrealu) to Benjamin „Benno” Fürmann. Absolwent nowojorskiego Instytutu Teatralnego im. Lee Strasberga, od dwudziestu już lat jest uznanym niemieckim aktorem. W polskim kandydacie do Oscara zagrał zakochanego w Klarze Mundka „Korsarza” Marguliesa. Dla niej wychodzi na powierzchnię i daje się zamknąć w obozie, aby odszukać jej siostrę. Czy ją znajdzie i czy wróci?

Mógłbym tak jeszcze przez wiele kilobajtów zachwycać się grą aktorską. „W ciemności” jest znakomicie obsadzonym filmem. Nie ma tu amatorki i zatrudniania gwiazd innych dziedzin niż film. Pełna „profeska”. A poza tym – nareszcie coś bez Borysa Szyca. Nie zamierzam podważać jego zdolności aktorskich, ale ostatnio tego chłopaka było zwyczajnie za dużo.

„W ciemności” nieodparcie przywodzi na myśl „Kanał” Andrzeja Wajdy. Chociaż z pełną odpowiedzialnością mogę przyznać, że najnowsza produkcja Holland „Kanał” wyprzedza. Przy całym szacunku dla kunsztu Wajdy, ten film jest po prostu stary. A nawet przestarzały. Dzisiaj dobry najwyżej dla licealistów, którym warto pokazać naocznie sceny z „Zośki i Parasola” czy też „Pamiętników żołnierzy batalionu ‘Zośka’ ”. A i tak tematykę wojenną i powstańczą traktować będą jak zło konieczne do odbębnienia na ocenę. „W ciemności” wpasowuje się w dzisiejsze gorące tematy stosunków polsko-żydowskich. Warto go zobaczyć tym bardziej, że Holland uniknęła moralizatorstwa. Nikomu nie każe posypywać głowy popiołem, drażliwy temat przedstawia bez zbędnego patosu (może trochę na początku), za to umiejętnie aplikuje wątki pozytywne jak: ciepło, optymizm i wiarę.

Czy film ma w ogóle jakieś wady, zapytacie? Oczywiście. Mógłby być mniej więcej kwadrans krótszy. Tak samo sama scena z nagimi kobietami na początku. Średnio podobały mi się przydługie sceny seksu i rodzącego się dziecka. Tylko tyle. Nie, do pruderyjnego kaznodziei mi daleko jak stąd do Lwowa. Same sceny są w porządku. Tak samo, tylko krócej.

Od kilku dobrych lat Agnieszka Holland wspomagana jest przez swą córkę Kasię Adamik. Pierwsze reżyserskie szlify p. Adamik zdobywała oczywiście pod okiem mamy. Pełnoprawny debiut zaliczyła w 2007 roku, reżyserując kilka odcinków serialu „Ekipa”, którym to obie panie (wspomagane jeszcze przez siostrę Holland, Magdalenę Łazarkiewicz) zdobyły moje serce. Serial reprezentuje niespotykany do tej pory w Polsce gatunek political fiction. Mała rodzinna „firma” Agnieszki Holland ukazała tam kulisy życia pracowników gmachu przy ul. Wiejskiej 4/6/8 w Warszawie. Zahaczyły nieznacznie (tylko tyle ile trzeba!) o ich życie prywatne, a nawet… uśmierciły prezydenta podczas wizyty w Iraku. I to przed kwietniem 2010 roku. Zrobiły to znakomicie, unikając przynudzania i… wdawania się w politykę! Kasia Adamik jest już reżyserem wszechstronnym. Tak samo dobrze wychodzą jej filmy („Boisko bezdomnych”, Janosik. Prawdziwa historia”), jak i seriale kryminalne („Pitbull”) bądź komediowe („Układ warszawski”).Często w filmach bywa, że – dla zaoszczędzenia czasu i środków – zdjęcia kręcą dwie ekipy jednocześnie w różnych miejscach. W oscarowym kandydacie „W ciemności” reżyserem drugiej ekipy była właśnie Kasia Adamik.

Kto pochodzi z województwa łódzkiego, znajdzie w filmie dodatkowe atrakcje. Większość zdjęć realizowana była bowiem na starówce w Piotrkowie Trybunalskim oraz w Łodzi. Poza tym – w Warszawie, Berlinie i Lipsku. Film od prawie dwóch tygodni można oglądać w kinie AMC Forum, usytuowanym naprzeciwko stacji metra Atwater. Bohaterowie filmu mówią pięcioma językami, dodatkowo dołączone są angielskie napisy. Jednak nawet znając tylko polski, bez kłopotu zrozumiemy jego treść.

Film ujrzał światło dzienne w listopadzie ubiegłego roku. Zdążył już zebrać ponad dwadzieścia nagród tak w Polsce, jak i w Kanadzie. W tym czternaście „Orłów”, zwanych polskimi Oscarami. Czy zasłużył teraz na tego prawdziwego? Moim zdaniem skoro mógł Wajda, tym bardziej może i Holland. Trzymajmy kciuki!

Autor: Marcin Śmigielski, Montreal

 

Beata Nawrocki – pisane z Montrealu

72

W grudniu 2011 roku ukazały się w Polsce dwie moje książki: powieść „Żółta sukienka”, mój debiut literacki i książka – album „W jednej walizce”.

Kilka lat temu napisałam krótkie opowiadanie o małej dziewczynce, która przeżyła gwałt i pokazałam je mojemu przyjacielowi, reżyserowi z Los Angeles.

- Byłby z tego świetny film – skomentował.

Na bazie opowiadania powstał scenariusz, ale mimo przetłumaczenia go na język francuski nikt ze świata filmowego nie zwrócił na niego uwagi. Scenariusz poszedł „do szuflady” i zaczęłam pisać powieść. Zajęło mi to dwa lata, chociaż książka ma zaledwie 160 stron. Nie jest łatwo pisać o swoich przeżyciach – książka w dużej mierze jest autobiograficzna.

Na pytanie „o czym jest książka?” można odpowiedzieć w dwóch słowach – „o gwałcie”, ale rzeczywiście tak nie jest. Książka jest wielowątkowa, opowiada o emigracji, o niespełnieniu zawodowym, o przeżyciach z dzieciństwa, które ciążą na nas przez całe życie, o próbie poradzenia sobie z nimi, o ucieczce od miłości, która jest jednocześnie jedyną nadzieją na uzdrowienie psychiczne głównej bohaterki, Anny, byłej polskiej dziennikarki, która uciekła z Polski do Kanady przed „demonami” z przeszłości. Pamiętnik pisany w formie opowiadań  jest jej jedynym powiernikiem. To właśnie z niego zakochany w Annie Paul, sparaliżowany pisarz, dowiaduje się o jej rodzicach, o dzieciństwie i młodości. Wyjazd do Polski staje się dla Anny początkiem nowego życia i  po powrocie jest w stanie wyznać Paulowi swoją największą tajemnicę. Zakończenie książki jest szczęśliwe, chociaż nie w oczywisty sposób. Pozostawia czytelnikowi pole do wyobraźni.

Po wydaniu  „Żółtej sukienki” wydawało mi się, że głównym odbiorcą będą emigranci w dojrzałym wieku, którzy borykają się z tęsknotą za ojczyzną, przeżywają niespełnienia zawodowe oraz ludzie skrzywdzeni przez los.  Okazało się, że książka jest uniwersalna i podobała się zarówno Polakom w kraju jak i zza granicy, a  najbardziej entuzjastyczne recenzje dostałam od dwudziestokilkulatków.  Widocznie tematy poruszane w książce są bliskie wszystkim pokoleniom obu płci.

shczooreczek.blogspot.com

okiem-recenzenta.blog.onet.pl

agnieszkapohl.wordpress.com

Sześć lat temu w ramach pracy dla Queen Art Films, firmy Liliany Komorowskiej  wraz z Kasią Lech wyreżyserowałam film dokumentalny o polskiej szlachcie w Rawdon.  Został on zakupiony przez TV Polonia. Jeszcze przed jego realizacją nosiłam się z zamiarem napisania książki o polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie. Przez cztery lata trwał proces powstawania książki – albumu pt. „W jednej walizce”. Zostały w niej zawarte fascynujące dzieje ludzi, którzy utraciwszy całe mienie, zabrane nielegalnie przez komunistów, zaczęli życie trzymając w ręku symboliczną „jedną walizkę”. Bohaterzy książki pochodzą z rodzin takich jak: Czartoryscy, Czetwertyńscy, Komorowscy, Platerowie, Popielowie, Potoccy, Sapiehowie, Siemieńscy, Tarnowscy, Tyszkiewicze i Zamoyscy.

Okładka książki została  opatrzona wpisem sławnej polskiej aktorki, Beaty hrabianki Tyszkiewicz: „Tak jak inne narody, powinniśmy być dumni ze swojej arystokracji, z której dziedzictwa materialnego i duchowego korzystamy po dzień dzisiejszy – książkę tę gorąco polecam.”

Obie książki są dostępne na stronach internetowych księgarni w Stanach:

thepolishbookstore.com

thepolishbookstore.com/products

Można je kupić w Polsce:  w Empiku album o arystokracji, a „Żółtą sukienkę” w wielu księgarniach internetowych, między innymi na stronie wydawnictwa Novaeres -  zaczytani.pl/ksiazki/beata_golembiowska

oraz u autorki:

beata_nawrocki2003@yahoo.ca

O „W jednej walizce”  ukazało się wiele informacji w radio, telewizji i prasie. Żółta sukienka nie jest jeszcze tak dobrze rozreklamowana, ale mają się o niej ukazać recenzje w Super Express i w kilku czasopismach polonijnych.

Zapraszam na moja stronę internetową, która jest jeszcze w trakcie budowy: beatagolembiowska.studiobim.ca

MUZYCZNI POTENTACI HANDLOWI

music-notes

 

Spośród wielu sklepów muzycznych w Montrealu największym powodzeniem cieszą się dwie najpoteżniejsze placówki: Maison Archambault i Centre de musique Steve. Magazyn Archambault został wybudowany w 1929 roku przez Edmonda Archambault. Nazwisko to stało się z biegiem czasu synonimem życia muzycznego Quebecu,  a jego dzieło zadomowiło się na stałe w Montrealu. Kto z nas nie pomyśli dziś o « Archambault » planując zakupy nut czy instrumentu muzycznego? W sklepie tym można nabyć również gorliwie poszukiwane płyty compactowe: nowo wydane i stare-zapomniane. Sklep imponuje także ogromną ilością nowych i starszych wydawnictw muzycznych, europejskich i amerykańskich. Można tam kupić nuty  na różne instrumenty  dla początkujących i dla zaawansowanych. Przekrój wydawnictw jest niezwykle szeroki od muzyki rozrywkowej po operową.    Edmond Archambault był od roku 1896 nauczycielem fortepianu i sprzedawcą nut, zanim postanowił otworzyć swój olbrzymi, wielopiętrowy sklep przy 500 Sainte Catherine  Est.   Przed śmiercią w 1947 roku przekazał  swój dom w Saint-Paul-l’Ermite – zakonnicom, a sklep – trzem bratankom (Pierre, Rosaire, Edmond). Pierre wycofał się z branży w 1959 roku, sprzedając swe akcje Rosaire i Edmondowi. W latach 60-tych w magazynie sprzedawano głównie płyty europejskie, a w następnej dekadzie, gdy rząd Quebecu zdecydował się doinwestować miejscowy przemysł muzyczny, rozpoczęto dystrybucje płyt lokalnych pod etykietą « Select Alouette ».Dzięki temu wylansowano wówczas wielu artystów quebeckich (np.Jean-Pierre Ferland, Monique Lefebre).Trzecia generacja Archambault to synowie Edmonda (drugiego) i Rosaire. Podczas ich zarządzania sklep osiągnął niespotykany wcześniej rozmach. W ostatnich dwudziestu kilku latach obroty zwielokrotniły się oraz wzrosła liczba nabywców. Dziś podstawową misją sklepu jest sprzedaż instrumentów elektronicznych i wszelkich akcesoriów muzycznych wysokiej jakości (struny, kamertony, mikrofony, wzmacniacze). Prym wiodą keybordy  i syntezatory o różnych wielkościach i możliwościach wykonawczych. Istnieje też duży asortyment tradycyjnych     instrumentów akustycznych – strunowych i perkusyjnych.

Specjalny salon przeznaczony jest na pianina i fortepiany. Pomieszczenia sklepu zajmuja pięć pięter, a w biurze znajduje się księga pamiątkowa gdzie można odnalezć zapiski historyczne i autografy wybitnych artystów, którzy odwiedzili sklep (Maurice Chevalier, Edith Piaff, Charles Aznavour, Fernandel, Louis Mariano). Ten wielopiętrowy gmach staje się więc powoli pomnikiem historycznym.

Drugi potentat handlowy « Centre de musique Steve « liczy 47 lat. Jego założycielem jest Steve Kirman. Sklep otworzył podwoje w 1965 roku przy ulicy  51 Saint-Antoine Ouest  w pobliżu Saint-Laurent.   Lata 70-te charakteryzowały się,  jak wiadomo, odkryciem nowych technologii w produkcji instrumentów. Dzięki temu zwielokrotniły się ich możliwości dzwiękowe i kolorystyczne. Prym w produkcji wiodła Japonia, a sprzęt muzyczny z tego kraju znajdował wielu nabywców,   dzięki wysokiej jakości i niskim cenom. »Steve» szedł z duchem czasu i potrafił dostosować się do nowych wymogów klienteli. Serwował w sprzedaży organy MIDI, syntezatory, gitary i perkusję elektryczną oraz inne instrumenty. Z roku na rok magazyn rozwijał swą działalność zwiększając ustawicznie  obroty. Dziś ogromny asortyment pozwala zaoferować klientom niemal wszystko czego poszukują. Ustępuje on « Archambault » jedynie pod względem oferty wydawnictw nutowych. Sklep zajmuje szereg pomieszczeń i  zatrudnia ponad 50 pracowników, którzy z dużą kulturą i fachowo obsługują klientów.


Wśród pozostałych sklepów muzycznych Montrealu do najbardziej znanych należą Italmelodie, Nantel-Pianos i Centre Musical Ahuntsic..

 

Autor: Radosław Rzepkowski

DUET JUSTYNA I MARTINA

DSC_4548

Niedzielne, słoneczne lecz chłodne popołudnie w Montrealu na miesiąc przed nadejściem wiosny można spędzić na wiele sposobów. Istnieje cała masa propozycji takich jak  kino, teatr, park, kawiarnia, klub jazzowy, jazda na łyżwach na dzielnicowych lodowiskach, wreszcie można pójść na zakupy lub w odwiedziny do znajomych. Można wyjść z psem na spacer, na koncert rockowy, wystawę malarstwa lub fotografii. Jeżeli na weekend pozostaje się w wielkim mieście, liczba propozycji na miłe spędzenie czasu wydaje się nieograniczona.

Martina Govednik

Justyna Gabzdyl


Miłośnicy muzyki klasycznej, tego popołudnia mogli skorzystać ze wspaniałego koncertu zaoferowanego przez Justynę Gabzdyl oraz Martinę Govednikową. Cenne i niepowtarzalne 45 minut koncertu kameralnego, który miał miejsce w Kaplicy St-Louis, przygotowanego i wykonanego na najwyższym poziomie artystycznym, należą do tych wydarzeń unikalnych, które zdarzają się z pewnością co jakiś czas  – tak jak może się przytrafić grzybiarzowi prawdziwek, przywykłemu do zbierania pieczarek.

Koncert tego duetu,  to pieśni Mozarta, Rossiniego, Schumanna, Schuberta, Rachmaninowa, Debussiego, Saint-Saens oraz ku wielkiemu zadowoleniu kameralnej publiczności – dwie kompozycje folkloru serbskiego autorstwa oraz w interpretacji Martiny Govednikovej.

Niedzielne koncerty w Kaplicy St-Louis przy kościele Saint-Jean Baptiste na ulicy 4230 Drolet, odbywają się od stycznia do maja 2012 o godz.16:00. Koncerty są darmowe.

Tekst i fot: Z. P. Wasilewski

 

Cienfuegos – anachronizm kubańskiej rewolucji cz. 2

DSC_4679

Jest też bardzo piękna część tego magicznego miasta – centrum historyczne wpisane w 2005 roku na listę Światowego Dziedzictwa Kultury,  z centralnie usytuowanym parkiem Jose Marti, narodowym bohaterem i poetą kubańskim. Niedaleko tego centrum znajduje się pomnik na jednym z głównych bulwarów poświęcony jednemu z największych piosenkarzy kubańskich wszech czasów oraz mistrzem mambo i salsy, Benny More.


Pomnik Jose Marti.


Przechadzka po bulwarze nad zatoką należy do tych jedynych w swoim rodzaju, ma się wrażenie, że zostało się katapultowanym jakieś 60 lat  wstecz, w lata 50-te ubiegłego stulecia. Chwilami wydaje się, że z nadjeżdżającego srebrnego Chevroleta wysiądzie za chwilę Humphrey Bogart z wielkim cygarem w ręku i zaprosi cię na pogawędkę do pobliskiego parku nad zatoką przy szklaneczce mojito.

Przeciętni Kubańczycy odcięci medialnie i geograficznie od współczesnego świata uważają, że Cienfuegos jest nowoczesnym, prężnym, prosperującym i zadbanym miastem. Tak właśnie się tam życie toczy, wolne od stresu, płaceniu rachunków, widma bezrobocia, spłacania hipoteki, rat za samochód, telewizor, meble. Poza tym jest słońce, plaża, palmy, rum i jest muzyka. Takie bynajmniej wrażenie może odnieść turysta.

Pomnik Benny More na głównym bulwarze miasta.

Ja jednak wiem wiedziony swoją naturalną ciekawością, za którą zapłaciłem trzema dniami, okropnej choroby, którą nie mogę nazwać inaczej jak Zemsta Kolumba – potwornym zatruciem po wizycie w domowej restauracji kubańskiej – że Kubańczycy nie mają łatwego życia. Jest to twarda egzystencjalna i instynktowna walka o przetrwanie, ale o tym aspekcie podywaguję przy innej sposobności.

Regionem Trinidad-Cienfuegos-Playa Ancon nie nasyciłem się w pełni. Powrócę w te strony bez cienia wątpliwości.

Kuba naprawdę da się lubić.

fot. Z. P. Wasilewski

Zobacz również:
Cienfuegos – anachronizm kubańskiej rewolucji cz. 1