24pazdziernika2016Wojcik1

Henryk Wójcik (1947-2018)

Polonia montrealska pożegnała Henryka Wójcika w piątek 07 grudnia 2018 na uroczystej mszy pogrzebowej w kościele More »

Domestic_Goose

Milczenie Gęsi

Wraz z nastaniem pierwszych chłodów w Kanadzie oczy i uwaga konsumentów jest w wielkiej mierze skupiona More »

rok-ireny-sendlerowej-logo

2018 rok Sendlerowej

Uchwała Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 8 czerwca 2017 r.w sprawie ustanowienia roku 2018 Rokiem Ireny More »

Parc-Oméga1

Mega przygoda w parku Omega

Park Omega znajduje się w miejscowości Montebello w połowie drogi między Gatineau i Montrealem. Został założony More »

homer-simpson-krzyk-munch

Bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.Nowela

Nie tak bardzo dawno temu w wielkiej światowej metropolii na kontynencie północno-amerykanskim w nowoczesnym państwie Kanadzie, More »

Flower-for-mother

Dzień Matki

Dzień Matki obchodzony jest w ponad 40 krajach na świecie. W Polsce mamy świętują 26 maja, More »

DSC_0307

Christo Stefanoff- zapomniany mistrz światła i koloru

W kanadyjskiej prowincji Quebek, znajduje się miasteczko Val David otoczone malowniczymi Górami Laurentyńskimi. W miasteczku tym More »

2970793045_55ef312ed8

Ta Karczma Wilno się nazywa

Rzecz o pierwszych osadnikach polskich w Kanadzie. W kanadyjskich archiwach jako pierwszy Polak imigrant z polski More »

Capture d’écran 2018-04-01 à 20.00.04

Rezurekcja w Parafii Św. Krzyża w Montrealu

W Montrealu oprócz czterech polskich parafii katolickich, zarządzanych przez Franciszkanów jest jeszcze jedna polska parafia należąca More »

Capture d’écran 2018-03-25 à 12.47.16

Wielkanoc w Domu Seniora

W sobotę 24 marca 2018 uczniowie z montrealskiego Szkolnego Punktu Konsultacyjnego przy Konsulacie RP w Montrealu More »

DSC_4819

Gęsie pipki i długi lot do punktu lęgu

Jak się mają gęsie pipki do długiego gęsiego lotu ? A jak się ma piernik do More »

embleme-insecte-montreal

Montrealski admirał

Entomologicznym emblematem prowincji Quebek  jest motyl admirał. W 1998 roku, Quebeckie Stowarzyszenie Entomologów zorganizowało publiczne głosowanie More »

Capture d’écran 2018-03-20 à 15.21.11

XVII Konkurs Recytatorski w Montrealu

W robotę 17 marca 2018 r. odbył  się XVII Konkurs recytatorski w Montrealu. W konkursie brały More »

herb templariuszy

Sekret Templariuszy

Krucjata albigeńska, jaką zorganizował przeciwko heretykom Kościół Katolicki w XIII wieku, zniszczyła doszczętnie społeczność Katarów, dzięki More »

Capture d’écran 2018-03-14 à 17.54.19

IV Edycja Festiwalu Stella Musica

Katarzyna Musiał jest współzałożycielką i dyrektorem Festivalu Stella Musica, promującego kobiety w muzyce. Inauguracyjny koncert odbył More »

800px-August_Franz_Globensky_by_Roy-Audy

Saga rodu Globenskich

August France (Franz) Globensky, Globenski, Glanbenkind, Glaubenskindt, właśc. August Franciszek Głąbiński (ur. 1 stycznia 1754 pod More »

Bez-nazwy-2

Błękitna Armia Generała Hallera

Armia Polska we Francji zwana Armią Błękitną (od koloru mundurów) powstała w czasie I wojny światowej z inicjatywy More »

DSC_4568

Polowanie na jelenia wirginijskiego, czyli jak skrócić zimę w Montrealu

Jest z pewnością wiele osób nie tylko w Montrealu, którym dokuczają niedogodności kanadyjskiej zimy. Istnieje jednak More »

CD-corps-diplomatique

Konsulat Generalny RP w Montrealu-krótki zarys historyczny

Konsulat Generalny w Montrealu jest jednym z trzech pierwszych przedstawicielstw dyplomatycznych powołanych przez rząd polski na More »

Capture d’écran 2018-03-07 à 08.47.09

Spotkania Podróżnicze: Krzysztof Tumanowicz

We wtorek, 06 marca w sali recepcyjnej Konsulatu Generalnego w Montrealu odbyło się 135 Spotkanie Podróżnicze. More »

Capture d’écran 2018-02-24 à 09.30.00

Polsko Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu

Polsko-Kanadyjskie Towarzystwo Wzajemnej Pomocy w Montrealu ( PKTWP) powstało w 1934 roku jako nieformalna grupa. Towarzystwo More »

poutine 2

Pudding Kebecki,czyli gastronomiczna masakra

Poutine jest bardzo popularnym daniem kebeckim. Jest to bardzo prosta potrawa złożona generalnie z trzech składników;frytki,świeże kawałki More »

original.1836

Sir Casimir-rzecz o gubernatorze pułkowniku jej królewskiej mości

Przy okazji 205 rocznicy urodzin przypominamy sylwetkę Kazimierza Gzowskiego (1813 Petersburg-1898 Toronto),najsłynniejszego Kanadyjczyka polskiego pochodzenia – More »

Syrop-klonowy

Kanada miodem płynąca

Syrop klonowy powstaje z soku klonowego. Pierwotnie zbierany przez Indian, dziś stanowi istotny element kanadyjskiego przemysłu More »

Capture d’écran 2018-02-22 à 12.57.23

Nowy Konsul Generalny RP w Montrealu, Dariusz Wiśniewski

Dariusz Wiśniewski jest związany z Ministerstwem Spraw Zagranicznych od roku 1994.  Pracę swą rozpoczął w Departamencie More »

24 marzec 2015

Chronologia sprzedaży budynków Konsulatu Generalnego w Montrealu

20 lutego 2018 roku, środowisko polonijne w Montrealu zostało poinformowane bardzo lapidarną wiadomością rozesłaną do polonijnych More »

DSC_0016

Rzeźby lodowe

Miasteczko Saint-Côme, byłoby jednym z wielu dziesiątek podobnych i nie wyróżniających się miasteczek w całej prowincji More »

png_5139-Cowboy-Riding-Bull-In-Rodeo-Royalty-Free-RF-Clipart-Image

Panna Maria z Teksasu-rzecz o amerykańskich kowbojach z Górnego Śląska

Chicago jest największym skupiskiem Polonii amerykańskiej, ale nie pierwszym miejscem w Ameryce, w którym osiedlili się More »

Słońce. Słońce, słońce…

Słońce Mieliśmy wsiąść do tego pociągu, aby nas zawiózł nad brzegi… Oceanu błękitnego, Odległego, Naszego, Oceanu… More »

Une rose dans un vase en cristal.

Hymn-serce lubi w parze iść…

  Ja znam wszystkie tajemnice, kręte i ciemne szlaki
 Wszystkie Madonny i Świątki na rozdrożach
 Chylące More »

Monthly Archives: Lipiec 2012

Kto pijonszki ma pojedzie nad morze-wywiad z Paulem Kunigisem

Zbigniew Wasilewski:Witaj Paul,czy mam się do ciebie zwracać w tym francuskim imieniu,czy jesteś także przyzwyczajony do polskiego odpowiednika Paweł ? Dziękuję serdecznie za przyjęcie zaproszenia w celu udzielenia wywiadu czytelnikom Kroniki Montrealskiej.

Paul Kunigis: Zawsze identyfikowałem się bardziej jako Paweł niż Paul.W Izraelu moi przyjaciele nazywali mnie Pavlo,w szkole francuskiej Paul lecz w domu, w kościele i w rodzinie zawsze byłem Pawłem. Jest mi bardzo miło,że mogę udzielić tego wywiadu czytelnikom Kroniki Montreealskiej.

ZW: Wśród polonii montrealskiej jesteś ogromnie popularny,znany I lubiany.Wiele razy spotkałem się ze znajomymi,którzy potrafią zanucić kilka twoich piosenek oraz czasami ogromnie zabawne słowa w lekko zdeformowanym języku polskim typu:kto pijonszki ma pojedzie nad morze a kto pijonszków nie ma pojechać nie może.Skąd ten pomysł wtrącenia do twoich kompozycji polskich słów,które i tak są niezrozumiałe dla większości twojej publiczności ?

PK: Tak naprawdę to nigdy się nie zastanawiałem nad tym dlaczego zdecydowałem się komponować lub tworzyć w języku polskim.Nadmienię tylko bardzo szczerze,że to prawdopodobnie moje polskie korzenie,którymi jestem przesiąknięty na wskroś zadecydowały o tym aspekcie mojej twórczości.To jest bardzo spontaniczne i wolne od jakichkolwiek kompleksów.Śpiewałem bluesa po angielsku,lecz zdałem sobie sprawę w pewnym momencie,że w w mojej duszy jednak język polski jest dominującym.To było naprawdę niesamowite odkrycie w moim przypadku.Gdy zacząłem śpiewać po polsku;powiedziałbym, że cała moja prawdziwa natura moje prawdziwe emocje jakby ożyły i nagle stały się autentyczne.Prawdę mówiąc,nie byłem nawet świadomy tego,że moja znajomość języka polskiego była powierzchowna ,zasłyszana ,zdeformowana lecz przecież zrozumiała.Dopiero mój ojciec dał mi do zrozumienia,kiedy usłyszał moją pierwszą płytę PAMIĘTAM,skomentował ją z lekkim zażenowaniem mówiąc mi,że nie postarał się o lepszą znajomość mojego polskiego.Po tym komentarzu ze strony mojego taty ,starałem się za wszelką cenę poprawić moje teksty w języku polskim,lecz w pewnym momencie zadecydowałem,że pozostawię ten mój polski w stopniu w takim jaki go znam.Po prostu.Pomimo tego zawsze starałem się udoskonalić mój polski,który dla mnie pozostanie na zawsze językiem podstawowym.Staram się poznać zawiłości tego fascynującego języka. Uwolnił mnie od tej lingwistycznej pułapki pewien polski piosenkarz-kompozytor,jednocześnie dziennikarz radiowy i wielu innych Polaków,którzy mi zasugerowali,abym niczego nie zmieniał w moich kompozycjach,ponieważ w tych kilku słowach bardzo barwnych ,zapamiętanych z dzieciństwa i zrozumiałych-tak mi się wydaje-udało mi się oddać i wyrazić stany ducha w sposób bardzo prosty za pomocą słów bardzo prostych.Reasumując powyższe dywagacje i opierając się na moim doświadczeniu życiowym śmiem twierdzić że:Nie sposób opuścić swój kraj ojczysty z wolnej woli lub z przymusu i pozbyć się swoich korzeni na zawsze.To jest po prostu niemożliwe.Stąd właśnie tytuły moich płyt: PAMIĘTAM oraz piosenka ;Jeszcze Raz w hołdzie dla mojej rodziny,mojej ojczyzny,moich korzeni…

ZW: Pamiętamy wszyscy twój występ na Miedzynarodowym Festiwalu Jazzowym w Montrealu z 2007 roku na głównej scenie,kiedy to zdołałeś sprawić wiele radości około 20 tysiącom zebranych widzów na tym koncercie.Twoja muzyka czasami jest melancholijna a czasami bardzo radosna i dynamiczna.Jak ty sam określasz rodzaj muzyki ,którą uprawiasz ?

PK: Dorastałem w Izraelu w Ramat-gan w pobliżu Tel-Avivu,mój ojciec był Żydem ,moja mam była katoliczką. Wszyscy moi przyjaciele byli w większości Żydami.Chodziłem do francuskiej szkoły w arabskim mieście Jaffa,gdzie przyjaźniłem się z Arabami,Polakami,Francuzami,Włochami i wieloma innymi nacjami.Móje letnie obo.zy były organizowane przez włoskich zakonników i spędzaliśmy wiele czasu w Kibucach w północnej Galilei.Gdy byłem mały ,często słyszałem mamę i tatę jak śpiewali po polsku,rosyjsku, w yiddish. W szkole z kolei była to przede wszytkim piosenka francuska w wersji hebrajskiej, angielskiej, arabskiej i innej.Gdy przybyłem do Toronto;nauczyłem się języka angielskiego na uniwersytecie oraz odkryłem muzykę country, blues oraz jazz.Obecnie,kiedy komponuję będąc bogaty w te wszystkie naleciałości z młodych lat ,możliwość obcowania z tak zróżnicowanymi kulturami,pozwala mi tworzyć mieszankę bluesa,jazzu,dixie,klezmera oraz wplatać w to wszystko polski folklor.

ZW:W 2006 roku Polski rząd przyznał ci Srebrny Krzyż Zasługi w uznaniu twojej działalności artystycznej oraz za krzewienie kultury polskiej na świecie.Skąd u ciebie pochodzi tak silne przywiązanie do polskiej kultury I tradycji ?

Okładka płyty Balagane (Bałagan)

PK: Myślę,że moje przywiązanie i miłość do Polski zostały mi przekazane przez moich rodziców oraz przez mojego brata.Dzień,w którym udekorowano mnie tym medalem,był dniem baśniowym,ponieważ całkowicie nieoczekiwanym.To wydarzenie było dla mnie niezmiernie wzruszające,magiczne wypełnione radością bezdenną i wdzięcznością.W tamtych chwilach moje myśli były bardzo blisko moich rodziców,którzy niestety już odeszli za tamtą stronę tęczy.Jestem przekonany, że aby bardziej zrozumieć odwieczne pytanie :kim jesteśmy i dokąd zmierzamy,należy przede wszystkim być świadomym naszych korzeni.Dla mnie będzie zawsze wielką przyjemnością usłyszeć ludzi,którzy śpiewają po polsku bez zrozumienia tekstu tylko i wyłącznie z przyjemności uczestniczenia w wydarzeniu.

ZW: Polski Festiwal w Montrealu jest dumny,że może gościć tego roku ciebie wraz z Kubą Seguin-tegorocznym Odkryciem Jazzowym Radio Canada na koncercie finałowym.Oczekujemy oryginalnego i eksplodującego Show ,w którym z pewnością każdy znajdzie uniwersalne elementy łączące kulturę polską i kanadyjską. Przy okazji chciałby zapytać jak ty oceniasz poziom kuturalny polonii montrealskiej ?

Okładka płyty Jeszcze raz

PK:My jesteśmy narodem ,który jest całkowicie odmienny od innych.Posiadamy tą naturalną łatwość do asymilacji,jesteśmy wdzięczni za przyjęcie nas do nowego społeczeństwa.Należy wspomnieć,że emigracja polska w Kanadzie jest bardzo zróżnicowana.Należy podkreślić,że były napływy Plaków w różnych epokach.To co mnie najbardziej zdumiewa to jest fakt,że Polacy,urodzeni już tutaj na tej kanadyjskiej ziemi obiecanej,potrafią mówić bardzo ale to bardzo dobrze po polsku,którzy dorastają w polskim otoczeniu i są dumni z ich pochodzenia. Kuba Seguin z którym wystąpię na Polskim Festiwalu w Montrealu jest najlepszym przykładem Polaka,urodzonego ,lub wychowanego całkowicie poza Polską,czy ktoś może wątpić w jego polskie pochodzenie ? Mamy polskich artystów rozsianych na całym świecie.Nieraz ma się wrażenie,że oni zapominają że są Polakami lub,że mówią zbyt mało o ich pochodzeniu.Polski Festiwal w Montrealu jest doskonałą okazją aby w bardzo przyjemny sposób dać się poznać,pokazać Kanadyjczykom,że my Polacy istniejemy od bardzo dawna w kulturze kanadyjskiej jako artyści i twórcy.

ZW:Paul,jakie są twoje najbliższe plany ? Ostatnio się mówi ,że poświęcasz coraz więcej czasu na kompozycję w związku z czym mniejsza sposobność zobaczenia i usłyszenia ciebie na scenie?

PK: W ostatnich latach rzeczywiście wiele czasu poświęciłem na realizację projektów muzycznych dla dzieci,wydałem kilka płyt dla tej młodej publiczności.Odbyłem również wiele tournee w Polsce,Francji,Maroku,Izraelu między innymi.Zajmowałem się również komponowaniem muzyki teatralnej. Obecnie pracuję nad moją najnowszą płytą ” 1 MOMENT ” która ukaże się w lutym 2013 roku. Jestem rzeczywiście mniej obecny na montrealskiej scenie i to wcale nie jest złe ,ponieważ pozwoli zatęsknić artyście za publicznością i odwrotnie :)

ZW: Jeszcze raz serdecznie dziękuję za twój cenny czas oraz życzę samych sukcesów w karierze. Do zobaczenia na Polskim Festiwalu.

PK: Cała przyjemność po mojej stronie i mam nadzieję ,że zobaczę tłumy Polaków na Festiwalu Polskim.

Autor:Z.P.Wasilewski
Fot:internet

„Oddajcie nam Glacę”, czyli Projekt Republika na DVD, Przystanek Woodstock 2011

Gorączka eurokibicowania już za nami, można zatem na chwilę pochylić się nad czymś bardziej krzepiącym niż poczynania PZPN i bardziej niezawodnym niż nasza reprezentacja. Czyli nad muzyką.

Rok 1981 był szczególny w historii muzyki. To właśnie wtedy, z inicjatywy dwóch nastolatków: Larsa Ulricha i Jamesa Hetfielda powstał w Los Angeles zespół Metallica. W tym samym roku i całkiem niedaleko, bo na przedmieściach Miasta Aniołów rodzi się trashmetalowy Slayer. W Teksasie bracia Abbott zakładają metalową Panterę. Nadchodzi mocne uderzenie; dni ery disco są policzone. Tymczasem w oddalonej o kilkanaście tysięcy kilometrów i nękanej niepewnością Polsce, zachodzą podobne procesy, choć na naszą, swojską skalę. Oprócz wyrastających jak grzyby po deszczu zespołów punkowych i reggae, powstaje m.in. Lady Pank, Lombard i Republika. I podobnie jak ich amerykańscy „bracia”, również nie tylko urozmaicają słuchaczom nieciekawy byt, ale pozostawiają po sobie wiele nieśmiertelnych piosenek. O ile Lady Pank, Lombard, Bajm i im podobne są produktami szytymi na miarę i na konkretne zamówienie, w celu zabawiania publiczności, o tyle Republika, na czele ze swym charyzmatycznym liderem Grzegorzem Ciechowskim tworzy bezkompromisowe utwory w zyskującym wówczas coraz większą popularność stylu new romantic. Na szczególną uwagę zasługują odważne i nieprzeciętne teksty Ciechowskiego, które wraz z awangardową muzyką szybko zapewniają Republice spore grono oddanych fanów.

Zespół działał dwadzieścia lat. Jego istnienie zakończyła przedwczesna śmierć Grzegorza Ciechowskiego. Dla upamiętnienia dwóch okrągłych rocznic: odejścia lidera (2001) i założenia zespołu (1981), pozostali muzycy Republiki (Zbigniew Krzywański, Leszek Biolik z towarzyszeniem Bartka Gasiula i Andrzeja Rajskiego) otrzymali rok temu od Jurka Owsiaka zaproszenie na Przystanek Woodstock. Zagrali specjalny koncert pod nazwą Projekt Republika. Oprócz muzyków Republiki wystąpili znakomici goście, a całość została uwieczniona na płytach DVD i CD, wydanych przez Złoty Melon. I to właśnie wydawnictwo dostałem w swe łapki, aby przeprowadzić na nim dokładny rekonesans, a następnie opisać. Od razu mogę powiedzieć, że tu, po obejrzeniu, nie będzie potrzeby śpiewania sobie cichutko niczym requiem: „Nic się nie stało Polacy, nic się nie stało” oraz „Już za cztery lata…”. Za to w głowach pozostaną nam kolorowe światła Przystanku Woodstock i przepiękne wykonanie legendarnych numerów Republiki.

Jak zwykle w przypadku Złotego Melona, o okładce DVD można powiedzieć wiele, tylko nie to, że jest nudna. Znakomicie zapowiada wybuchową zawartość. Menu główne, tradycyjnie zaczyna sie reklamą książki „Róbta co chceta, czyli z sercem jak na dłoni – 20 lat grania”. Kto chce, może pogrzebać w ustawieniach dźwięku lub obejrzeć sobie na początek fotosy z koncertu oraz wywiad z muzykami.

Pierwszy na scenę wchodzi Andrzej Kraiński. Nic Wam to nazwisko nie mówi? Kobranocka…? „Kocham cię jak Irlandię” – i wszystko jasne. Obdarzony nieprzeciętnym głosem „Kobra” rozpoczyna koncert utworem „Paryż Moskwa 17.15”. Po nim na scenie zjawia się Tomek Lipnicki z niegdysiejszej kapeli Illusion. „Gadające głowy” w jego wykonaniu brzmi równie energetycznie jak w oryginale, aczkolwiek trochę do życzenia pozostawia dykcja „Lipy”. Taki mój fetysz lingwistyczny… Tego wieczoru wystąpili również: Tomek Makowiecki w utworze „Reinkarnacje”, Kasia Kowalska w legendarnym „Tak, tak, to ja”, jeden z laureatów polskiego „Idola”, Maciej Silski w „Sam na linie” i Jacek Bończyk w „Halucynacjach”.

Najbardziej poruszające, niekoniecznie ze względu na energię występy zaliczyli: Ania Dąbrowska, która zaśpiewała najbardziej bujający utwór wieczoru, „Sexy doll”, charyzmatyczny lider Acid Drinkers, czyli Titus, który ostrym jak igła głosem zaprezentował „Kombinat”, i Piotr „Glaca” Mohamed ze Sweet Noise, który zaproponował heavymetalową interpretację „Białej flagi”. Jego występ był niezapomniany nie tylko ze względu na zadziorny głos.

Otóż pod koniec utworu Glaca po prostu… skoczył z trzymetrowej sceny w publiczność. Ta niezawodnie poniosła go na ramionach po woodstockowym polu. W obawie o zdrowie wokalisty, harmonogram imprezy oraz o wartościowy mikrofon, trzymany przez niego w ręku jeszcze przed chwilą, na scenę wkroczył sam dyrygent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a tym razem szef Woodstocku, Jurek Owsiak. Jego uprzejma prośba: „I oddajcie nam Glacę…”, powtórzona kilkakrotnie, w końcu odniosła skutek. Glaca przy pomocy ochroniarzy z góry i dzielnych woodstockowiczów z dołu, został wywindowany z powrotem na deski. Przedostatni kawałek, „Psy Pawłowa” zaśpiewał wieloletni basista Republiki, Leszek Biolik. Na zakończenie koncertu wszyscy artyści, którzy pojawili się tego wieczoru na scenie, wykonali wspólnie jeden z najpiękniejszych utworów nie tylko Republiki, ale i w historii polskiej muzyki w ogóle – „Nie pytaj o Polskę”. Zanim to jednak nastąpiło, Leszek Biolik i Zbyszek Krzywański, w podziękowaniu za zaproszenie wręczyli Jurkowi Owsiakowi gitarę basową, z udziałem której nagrano trzy ostatnie płyty Repubilki. Puenta Biolika: „Wiesz co z nią zrobić, prawda?” każe domyślać się, że podczas XXI finału w styczniu 2013, gitarę będzie można wylicytować na internetowej aukcji.
Myli się ten, kto myślał, że to koniec koncertu. Złoty Melon nie sępi i nie wstawia komercyjnej „atrapy dla turystów”. Ta oferta zawiera jeszcze niespodzianki. Wystarczy wyjść do menu i wybrać „Dodatki”. Oprócz zdjęć z koncertu i wywiadu z muzykami, znajdziemy tam jeszcze intrygujące projekty zatytułowane: Depresjoniści i RGB (obecnie Elements). Są to kapele związane z dawną Republiką głównie przez jej muzyków i pamięć Grzegorza Ciechowskiego. One również wystąpiły na Woodstocku 2011.

Jak zwykle w przypadku wydawnictw Złotego Melona, cena „Projektu Republika”, jak i innych woodstockowych wydawnictw trzyma się na średnim pułapie cen płyt CD w dobrych sklepach muzycznych w Polsce – 34,99 zł. Różnica polega jednak na tym, że tutaj dostajemy obie płyty (DVD + CD) jednocześnie, w estetycznym opakowaniu, przebogatym w zdjęcia i informacje. Do nabycia na stronie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i w największych sklepach muzycznych w Polsce. Miłego odbioru!

Autor:Marcin Śmigielski
Fot.: Internet

Dni mijają,lecz ja pozostaję…

The-muse-The-Muse-Erato-greek-mythology-17860288-300-300

Guillaume Albert Vladimir Alexandre Apollinaire de Kostrowitzky (fr. ɡijom apɔliˈnɛʁ) właściwie Wilhelm Apolinary Kostrowicki (ur. 26 sierpnia 1880 w Rzymie, zm. 9 listopada 1918 w Paryżu) – francuski poeta polskiego pochodzenia. Jeden z głównych przedstawicieli francuskiej awangardy poetyckiej.
Pochodził ze szlacheckiej rodziny herbu Wąż. Najprawdopodobniejsza wersja (tzw. “hipoteza rzymska”) dotycząca pochodzenia jego ojca, proponowana przez biografa poety Marcela Adéma, mówi, iż był nim włoski arystokrata o szwajcarskich korzeniach, rzymianin Francesco Flugi d’Aspermont. Inne, mniej prawdopodobne, hipotezy utrzymywały, iż ojcem mógł być pewien duchowny wyższego stopnia lub Alzatczyk Juliusz Weil, późniejszy towarzysz życia matki poety.
Henri Rousseau; portret Apolinarego.

Pewne jest natomiast to, iż matką Guillaume’a była polska szlachcianka Angelika Kostrowicka, o 20 lat młodsza od d’Aspermonta. W dzieciństwie mówiono o niej, iż jest dzieckiem “niezwykle trudnym”, zaś w latach późniejszych przejawiała zamiłowanie do hazardu. Poeta był wnukiem Apolinarego Kostrowickiego, byłego kapitana rosyjskiego wojska, papieskiego Szambelana Szpady i Płaszcza.

Le Pont Mirabeau

Sous le pont Mirabeau coule la Seine
Et nos amours
Faut-il qu’il m’en souvienne
La joie venait toujours après la peine

Vienne la nuit sonne l’heure
Les jours s’en vont je demeure

Les mains dans les mains restons face à face
Tandis que sous
Le pont de nos bras passe
Des éternels regards l’onde si lasse

Vienne la nuit sonne l’heure
Les jours s’en vont je demeure

L’amour s’en va comme cette eau courante
L’amour s’en va
Comme la vie est lente
Et comme l’Espérance est violente

Vienne la nuit sonne l’heure
Les jours s’en vont je demeure

Passent les jours et passent les semaines
Ni temps passé
Ni les amours reviennent
Sous le pont Mirabeau coule la Seine

Vienne la nuit sonne l’heure
Les jours s’en vont je demeure

Most Mirabeau

Guillaume Apollinaire dzieciństwo spędził w Rzymie z matką i młodszym o dwa lata bratem Albertem. Przez pewien czas rodzina przebywała także w Bolonii. Związek Angeliki z Francesco Flugi d’Aspermontem został zerwany pod presją jego rodziny, po czym matka wraz z dziećmi przeprowadziła się do Monako. Początkowo Guillaume uczył się w kolegium Saint-Charles, następnie w kolegium Stanislas w Cannes, a później w liceum w Nicei. W tych latach przeszedł okres wielkiej żarliwości religijnej; następnie zaczął interesować się literaturą, a w szczególności poezją symbolistów. Wtedy też napisał pierwsze swoje utwory, które wydawał z przyjacielem Ange Toussaint-Luca. Poeta przyjął wtedy pseudonim Guillaume Macabre. Uczył się dobrze, jednak maturę, którą pisał w 1897 – oblał. Po tym wydarzeniu jego zainteresowanie literaturą wzrosło jeszcze bardziej. Matka, wraz ze swym towarzyszem życia – Juliuszem Weilem i synami, postanowiła opuścić Niceę. Rodzina przebywała krótko w Aix-les-Bains i Lyonie, po czym wiosną 1899 osiedliła się w Paryżu. Jeszcze w tym samym roku Angelika i Juliusz wyjechali do Belgii (do Spa), umieszczając chłopców na kilka miesięcy w niedalekim pensjonacie w Stavelot. To tu Guillaume napisał swoje pierwsze opowiadania i szkic do Gnijącego czarnoksiężnika (L’Enchanteur pourrissant). Gdy poeta powrócił do Paryża, postanowił znaleźć pracę; ukończył także kurs scenografii, jednak nie znalazł zatrudnienia w tym zawodzie. Pracował jako asystent pewnego literata, a także w piśmie “Tabarin”. Ok. 1899-1901 zaczął pisać Poetę zamordowanego (Le poète assassiné); wtedy też powstało kilka wierszy, które później miały wejść do Alkoholi (Alcools). W sierpniu 1901 wyjechał do Nadrenii, gdzie napisał jeden ze swych ważniejszych cykli Wiersze nadreńskie (Rhénanes). Podczas tego pobytu doświadczył również pierwszej wielkiej, lecz nieszczęśliwej miłości; zakochał się w Annie Playden, ona jednak nie przyjęła jego oświadczyn. Następnie udał się w podróż do Niemiec, Czech i Austrii. Szczególnie istotny dla jego twórczości okazał się pobyt w Wiedniu i Pradze (gdzie napisał opowiadania Przechodzień z Pragi – Le passant de Prague i Polowanie na orła – La chasse à l’aigle).
15 września 1901 w miesięczniku “La Grande France” przypadł jego debiut poetycki, zaś jako prozaik debiutował w marcu 1902 w piśmie “La Revue blanche” opowiadaniem L’Hérésiargue (Herezjarcha) pod pseudonimem Guillaume Apollinaire. W tym czasie następują również początki jego kariery jako dziennikarza. W 1902 wrócił do Paryża. Zaczął wchodzić w środowisko literackie, coraz częściej publikować (m.in. w tygodniku “L’Européen”), a także bywać na Wieczorach (Soirées) organizowanych przez miesięcznik “Le Plume” (podczas których czytał swoje Wiersze reńskie), gdzie nawiązał liczne znajomości. Podczas wieczorów powstał zarys przyszłej grupy literackiej; osoby te łączyła chęć odnowienia poezji, a także założenia własnego pisma. Apollinaire był jednym z najważniejszych członków artystycznej społeczności paryskiego Montparnasse’u. Jego przyjaciółmi i współpracownikami byli między innymi Pablo Picasso, Ludwik Marcoussis, Max Jacob, André Salmon, Marie Laurencin, André Breton, André Derain, Faik Konica, Blaise Cendrars, Pierre Reverdy, Jean Cocteau, Erik Satie, Ossip Zadkine, Marc Chagall i Marcel Duchamp. W roku 1911, przyłączył się do Szkoły z Puteaux będącej forpocztą kubizmu. Krótko po wybuchu pierwszej wojny światowej zaciągnął się do wojska. W roku 1916, z powodu rany głowy po wybuchu granatu, został przeniesiony do rezerwy. W 1918 roku zmarł w Paryżu z powodu grypy “hiszpanki”.Został pochowany na Cmentarzu Père-Lachaise.
Grób poety na paryskim cmentarzu Pere Lachaise

Most Mirabeau

Pod mostem Mirabeau płynie Sekwana
I miłość nasza
Niech mi przypomina o naszej miłości
Pierwszym cierpieniu, późniejszej radości

Niech wybija godzina i noc nastaje
Dni mijają ja pozostaję

Dłonie złączone twarz do twarzy przyklejona
Podczas gdy
Spod naszego ramiona
Przechodzi fala od wiecznych spojrzeń znużona

Niech wybija godzina i noc nastaje
Dni mijają ja pozostaję

Miłość jak bieżąca woda odpłynie
Miłość przemija
Tak jak życie wolno płynie
I nadzieja szybko ginie

Niech wybija godzina i noc nastaje
Dni mijają ja pozostaję

Niech mijają dni tygodnie
Ni czas nie powróci
Ni miłość stracona
Pod mostem Mirabeau płynie Sekwana.

Niech wybija godzina i noc nastaje
Dni mijają ja pozostaję

Autor:Z.P.Wasilewski
grafika:internet

Metro:Paryż-Montreal

400px-Metro-M.svg

Jednym z oryginalnych dzieł, którym się chlubi galeria sztuki metra montrealskiego jest secesyjny portyk podarowany przez rząd francuski dla miasta Montrealu . Dar został przekazany montrealczykom w 1967 roku przy okazji oficjalnego otwarcia metra w Montrealu oraz jako podkreślenie współpracy inżynierów francuskich i kanadyjskich przy realizacji projektu budowy metra w tym mieście. Charakterystyczna forma tego żeliwnego wejścia do stacji metra weszła na stałe w pejzaż skweru Wiktorii. Lekkość konstrukcji z dwoma latarniami w formie stylizowanych konwalii w kolorze zielonym z charakterystycznymi pomarańczowymi lampionami w kształcie łezki  harmonizuje się zadziwiająco łatwo z otaczającą nowoczesną architekturą.

Montreal,stacja metra Sqaure Victoria

Paryż,stacja metra Ternes

Montreal,detal portyku

Montreal,detal latarni

W Paryżu wejścia do stacji metra noszą nazwę ich kreatora,francuskiego architekta Hectora Guimard. Montrealski Guimard jest jedynym, oryginalnym egzemplarzem poza Paryżem tych uznanych na całym świecie dzieł sztuki jakimi są wejścia do metra paryskiego.

Hector Guimard (1867 Paryż- 1942 Nowy Jork) - francuski architekt tworzący w stylu secesji. Wybitny przedstawiciel Art Nouveau we Francji. Zaprojektowane przez niego stylowe wejścia na wielu stacjach paryskiego metra (1899-1900) są doskonałymi przykładami sztuki użytkowej okresu. W kamienicy Castel Béranger w Paryżu (1894-1898), akcentując znaczenie szczegółu, każde mieszkanie zaprojektował indywidualnie – styl Art Nouveau jest reprezentowany przez wszystkie elementy budynku, od wykończeń kamieniarskich po klamki. Jego sztukę cechuje fantazja, dekoracyjność. Często wykorzystywał przestylizowane, asymetryczne motywy roślinne i zwierząt.

Montreal,Square Victoria

Paryż,stacja metra Palais Royal

Idea sprowadzenia jednego oryginalnego Guimarda do Montrealu pojawiła się podczas wizyty ówczesnego mera Montrealu w Paryżu. Mer Jean Drapeau obserwując rozbiórkę stacji Etoile paryskiego metra,dzisiaj noszącą nazwę Charles de Gaule-Etoile zasugerował,że Montreal również mógłby mieć swojego Guimarda.

Montreal,oryginalny Guimard podarowany przez Paryżan.

Autor:Z.P.Wasilewski

Photo:Z.P.Wasilewski

Człowiek,który się Messerschmittom nie kłaniał

600px-roundel_of_the_royal_canadian_air_force_1946-1965-svg

Janusz Żurakowski 1914-2004 był niezwykle skromnym czlowiekiem i nikt kto go spotkał po raz pierwszy nie przypuszczałby że życie tego spokojnego człowieka było tak nieprawdopodobne i że jest on jednym z najznakomitszych pilotów na świecie. Żurakowski urodził się 12 września 1914 r. w polskiej rodzinie zamieszkałej w Ryżawce, niewielkiej miejscowości na dalekich kresach wschodnich. Po rewolucji w Rosji, gdy powstała wolna Polska, ojciec Janusza, lekarz dr Żurakowski postanowił przedostać sie wraz z rodziną do Polski. Wkrótce po przybyciu do kraju, dr Żurakowski objął w 1921 stanowisko lekarza powiatowego w Garwolinie niedaleko Warszawy, a dzieci rozpoczęły naukę w tamtejszej szkole. W 1927 rodzina przeniosła się do Lublina.


Pierwszy kontakt z lotnictwem Janusz zawdziecza swemu starszemu bratu, Bronisławowi, ktory namówił go do budowania modeli latających. W wieku 15 lat Janusz zdobywa cenną nagrodę za budowę swoich modeli : lot na samolocie w Lubelskim Klubie Lotniczym. W życiu młodego harcerza rozpoczął się nowy etap. W początku lat trzydziestych jest już uczestnikiem szkolenia szybowcowego w Polichnie. W 1934, po zdaniu matury zgłasza się na ochotnika do służby w lotnictwie wojskowym. Rozpoczyna naukę w Szkole Podchorążych Rezerwy Lotnictwa w Dęblinie, a po roku przechodzi do Zawodowej Szkoły Podchorążych Lotnictwa, tak zwanej “Szkoły Orląt”, którą kończy w 1937 r jako podporucznik pilot.

W okresie tym, dużo wolnego czasu spędza latając na szybowcach  jeden z Jego lotów na szybowcu Komar trwa 15 godzin!

Po skonczeniu szkoły zostaje przydzielony do 161 Eskadry Myśliwskiej 6 Pułku Lotniczego we Lwowie, a w marcu 1939, gdy zaczęło narastać niebezpieczeństwo wybuchu wojny zostaje przeniesiony jako instruktor do Dywizjonu Specjalizacji Myśliwskiej w Ułężu pod Dęblinem. Bierze udział w szkoleniu podchorążych w przyśpieszonym tempie. Sprzętem używanym do tego celu były samoloty myśliwskie polskiej produkcji PZL P-7. Gdy 1 września 1939  niemiecka Luftwaffe zaatakowała Szkołę Orląt, Janusz przechodzi swój chrzest bojowy właśnie na P-7.

We wrześniu 1939, polski personel lotniczy zostaje zgrupowany blisko granicy  rumuńskiej. Zgodnie z umowami rządowymi, miał on przejąć w Rumunii transport angielskich samolotów bojowych dla Polski. W dniu 17 września 1939, gdy Rosja Sowiecka zaatakowała Polskę, oddziały lotnicze otrzymują rozkaz natychmiastowego przekroczenia granicy rumuńskiej. Wraz z innymi, Żurakowski trafia do obozu internowanych w Rumunii, skąd dzięki staraniom polskiej ambasady w Bukareszcie polscy piloci, po przebraniu w cywilne ubrania, przedostają sie do portu Balczik nad Morzem Czarnym. Stamtąd, Żurakowski dociera, poprzez Bejrut do Francji. W styczniu 1940 zostaje wysłany do Wielkiej Brytanii.Tam rozpoczął naukę języka angielskiego i zapoznał się z samolotami RAF (Royal Air Force). Wkrótce rozpoczyna loty bojowe na samolocie Spitfire w 234 Dywizjonie Myśliwskim RAF. W połowie sierpnia ’40 rozpoczyna swój udział w najbardziej zażartych walkach z Luftwaffe podczas sławnej Bitwy o Wielką Brytanię. W czasie walk zestrzelił 3 samoloty niemieckie, ale i  sam też był zestrzelony , uratował się skokiem na spadochronie.

Po Bitwie o Wielką Brytanię powstaje coraz więcej polskich jednostek lotniczych. W grudniu 1941 Żurakowski zostaje przeniesiony do 315 Polskiego Dywizjonu Myśliwskiego, nastepnie zostaje dowódcą eskadry w 306 Polskim Dywizjonie, a potem dowódcą 316 Dywizjonu. W lipcu 1943 r obejmuje funkcje Zastępcy Dowódcy Skrzydła w Northolt i dowodzi Skrzydłem w 44 lotach bojowych. W grudniu 1943 zostaje przeniesiony do Dowództwa Lotnictwa Myśliwskiego RAF jako oficer taktyczno-treningowy. Praca za sztabowym biurkiem to nie było jednak to o czym marzył 29-letni major. Gdy dowiedział się, że jest jedno miejsce dla Polaka w Królewskiej Szkole Pilotów Doświadczalnych (Imperial Test Pilots School), wpisał swoje nazwisko na listę. Roczne szkolenie, w którym brali udział piloci niemal z całego świata rozpoczęło się w marcu 1944.

Po skończeniu ETPS, Żurakowski został skierowany do Instytutu Doświadczalnego Samolotów i Uzbrojenia (Aircraft and Armament Experimental Establishment) w Boscombe Down, gdzie oblatuje angielskie i amerykańskie samoloty przeznaczone do operowania z lotniskowców. W kilka miesięcy później,  rozpoczyna loty doświadczalne na  pierwszych angielskich odrzutowcach : “De Havilland Vampire” i “Gloster Meteor”.W ciągu następnych dwóch lat, pilotuje w lotach doświadczalnych ponad 40 typów różnych samolotów. W 1947 Janusz Żurakowski przechodzi do cywila i przyjmuje ofertę firmy Gloster, by pracować w niej jako główny pilot doświadczalny, zwłaszcza przy udoskonalaniu dwu-silnikowego myśliwca Gloster Meteor.

Loty Żurakowskiego na tym samolocie sprawiły że nazwisko jego stało się dobrze znane. Przyczyniły się do tego miedzynarodowe rekordy jakie na Meteorze ustanowił Żurakowski (szybkość wznoszenia na wysokość 12 km w 7,5 min- 1949, prędkość przelotu trasy Londyn-Kopenhaga-1950), ale nade wszystko pokazy możliwości samolotu. Podczas pokazów w Farnborough w 1951 wykonał na Meteorze nową, pierwszą od 20 lat, nieznaną figurę akrobatyczną – obrócenie samolotu w płaszczyźnie pionowej łącznie o 540 stopni ( ! ).  Pełni uznania Anglicy nazwali ją “Kołem Zurobatycznym” (“Zurobatic Cartwheel”), aby upamiętnić nazwisko pilota.

Meteor okazał się  jednym z najlepszych myśliwców pierwszych lat powojennych – do 1955 wyprodukowano 3500 egz i sprzedano je do 7 krajów. Była w tym duża zasługa Żurakowskiego.

Równolegle z doskonaleniem Meteora firma Gloster pracowała nad nowoczesnym myśliwcem odrzutowym ze skrzydłem delta  Javelin, którego oblatano w listopadzie 1951. Ze względu na swój układ, Javelin miał nieco odmienne od klasycznych samolotów właściwości, zwłaszcza stateczność podłużna przy małych szybkościach. Różnica w ocenie tego zjawiska między pilotem, a Biurem Konstrukcyjnym, które opóźniało dokonanie modyfikacji, stała sie jedną z przyczyn wyjazdu Żurakowskiego do Kanady, gdzie  po wojnie,  rozwijał się przemysł lotniczy o dużym potencjale.

Avro Arrow

Żurakowski przybył  z  rodziną do Kanady 21 kwietnia 1952, a już nastepnego dnia rozpoczął w firmie Avro Aircraft  w Malton pod Toronto, swą pracę pilota doświadczalnego. Avro, na początku lat ’50 przystąpiło do interesujacych przedsięwzięć latały już prototypy odzrutowego samolotu pasażerskiego “Jetliner”,  rozpoczynano produkcję pierwszego kanadyjskiego myśliwca odrzutowego CF-100. Żurakowski został skierowany do badań wysokich prędkości lotu właśnie na CF-100.

Był to dwu-miejscowy myśliwiec przechwytujący, napędzany dwoma silnikami Rolls Royce Avon. Maksymalna prędkość lotu wynosiła Mach 0,85. Żurakowski osiągnął na tym samolocie, w locie nurkowym, rekordową szybkość Mach 1,08. Jako pierwszy w Kanadzie, testując kanadyjski samolot leciał z szybkością dźwięku. Wydarzenie to upamiętniono wydaniem srebrnej monety dwudziesto dolarowej z wizerunkiem Żurakowskiego i CF-100.

Równolegle z pracami nad CF-100 w firmie Avro przygotowywano prototyp samolotu, który miał zrewolucjonizowac system obrony Kanady CF-105 “Arrow” (Strzała). Byl to samolot reprezentujący zupełnie nowy poziom rozwiązań technicznych: bez-ogonowy, rozwijający szybkość Mach 2,0,wypełniony elektroniką i wyrafinowanym uzbrojeniem. Dla pilotów doświadczalnych stanowił ambitne wyzwanie. Prototypów Arrow zbudowano sześć, z których w próbach w locie brało pięć. Oblotu pierwszego o numerze RL 201 dokonal 25 marca 1958  Janusz Żurakowski jako szef cztero-osobowego zespołu pilotów doświadczalnych, był wykonawcą większości lotów próbnych na Arrow. W pracy tej wspomagal go inny polski pilot doświadczalny Władysław “Spud” Potocki, który później został jego następcą.

Prędkość naddźwiękową, Żurakowski osiągnął już w siódmym locie prototypu RL 201. W sierpniu 1958 oblatał prototyp Rl 202, a we wrześniu RL 203, przy czym na tym ostatnim prędkość dźwięku przekroczył już w pierwszym locie.

Po roku od chwili pierwszego lotu Arrow, 19 lutego 1959, premier rzadu Kanady powziął kontrowersyjną decyzję zaprzestania  dalszych badań i produkcji. Wkrótce też nadeszło zarządzenie zniszczenia wszystkich zbudowanych już samolotów, a także całej dokumentacji technicznej. Decyzja zezłomowania samolotu, który tak dobrze się zapowiadał w próbach i który stanowił w owym czasie wyróżniające się osiągnięcie techniczne, była wstrząsem nie tylko dla ponad 14 tysięcy ludzi związanych z Arrow, którzy stracili zajęcie, ale i dla szerokiej opinii publicznej. Na temat Arrow ukazało się 5 książek, napisano dziesiątki artykułów. Dziś decyzja premiera Diefenbankera oceniana jest jako błąd, jako “zabicie narodowych marzeń i aspiracji”.

Koniec samolotu Arrow stał się dla Janusza Żurakowskiego końcem jego pracy w lotnictwie. W 1960 razem z żoną i dwójką synów wyjechał z Toronto 300 km na północ Ontario w kanadyjskie Kaszuby, aby zmienić zupełnie styl życia i osiedlić się w pobliżu malowniczej miejscowości Barry’s Bay. Zbudował tam niewielki ośrodek turystyczny o swojskiej nazwie “Kartuzy Lodge”, w którym gospodarzył do śmierci.

Janusz Żurakowski otrzymał wiele prestiżowych nagród i odznaczeń. Są wśród nich: Krzyż Virtuti Militari, trzykrotny Krzyż Walecznych a także złotą odznakę Polskiego Klubu Pilotów Doświadczalnych z numerem 2, którą przyznano Żurakowskiemu podczas Jego wizyty w Polsce w 1990 (odznakę z numerem 1 nadano Bolesławowi Orlińskiemu). W 1973 Janusz Żurakowski uhonorowany został przyjęciem do Izby Sławy Lotnictwa Kanady (Canada’s Aviation Hall of Fame), a w 1996 Kanadyjska Mennica wydała srebrną monetę 20-dolarową z wizerunkiem Żurakowskiego i samolotu CF-100, na którym Polak jako pierwszy w Kanadzie przekroczył barierę dźwięku.

Jego imieniem został nazwany także główny budynek badawczy Kanadyjskiego Centrum Lotów Doświadczalnych (Canadian Flight Test Centre) w Cold Lake, Alberta (lipiec 1999).

We wrześniu 2000, nadano Januszowi Żurakowskiemu, jako jedynemu Polakowi i Kanadyjczykowi tytuł honorowego członka (Honorary Fellow) miedzynarodowego Towarzystwa Pilotów Doświadczalnych (The Society of Experimental Test Pilots) z siedzibą w Kaliforni. Jego nazwisko znajduje się tam obok takich lotników jak:Lindbergh (pierwszy lot przez Atlantyk), Sikorski (twórca nowoczesnego helikoptera), Armstrong (misja księżycowa Appollo)… Latem 2003 mieszkańcy miasteczka Barry’s Bay zbudowali tam park i muzeum dedykowane Januszowi Żurakowskiemu: “Zurakowski Park”.

Janusz Żurakowski-ZURA zmarł w “Kartuzy Lodge” 9 lutego 2004 po dwuletniej walce z białaczką. Ostatnie chwile spędził w otoczeniu żony Anny i dwóch synów, Georga i Marka. Pozostawił pięcioro wnucząt. Dzień po jego śmierci, 20-letnia wnuczka Krysia, która właśnie uzyskała licencję pilota powiedziała: “(…) Tak bardzo zawsze chciałam zabrać dziadka ze sobą do szybowca, ale wcześniej było to niemożliwe, potem rozpoczęła się choroba… Zawsze gdy jestem w powietrzu, moje myśli są z nim”.

Powyższe informacje bazują głównie na artykule Billa Bialkowskiego a także na bezpośredniej rozmowie autora  z Januszem Zurakowskim i jego żoną Anną.

Autor:Piotr Grajda,Toronto,Ontario

Więcej o Januszu Żurakowskim na stronie Piotra Grajdy : http://zurakowskiavroarrow.weebly.com/index.html

foto:Z.P.Wasilewski

Blokhauz w Coteau-du-Lac

logo

Blokhauz  (niem. BlockhausBlock - blokada; Haus - dom) jest  niewielką wojskową , ufortyfikowaną budowlą lub schronem bojowym ze strzelnicami, służącą do samodzielnej obrony z kilku stron. Stosowany jest zazwyczaj do ochrony mostów, tuneli, przejść i innych ważnych punktów strategicznych. Samodzielne blokhauzy były również wykorzystywane w terenach słabo zaludnionych, szczególnie w czasie wojen kolonialnych. W miejscowości Coteau du-Lac oddalonej o 30 kilometrów na zachód od Montrealu można zobaczyć rekonstrukcję drewnianego blokhauzu z epoki wojny angielsko-amerykańskiej z 1812 na kontynencie północej Ameryki.


Geneza konfliktu angielsko-amerykańskiego z 1812 r.

Począwszy od początku XIX wieku Stany Zjednoczone  zaczęły być aktywne na scenie międzynarodowej jako partner polityczny i gospodarczy krajów europejskich. Naturalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych na kontynencie była Francja, tak z powodów strategicznych, jak i ideologicznych, przeciwnik Wielkiej Brytanii.

Chociaż Stany Zjednoczone zadeklarowały formalnie neutralność, w roku 1807 Jerzy III zatwierdził serię ustaw, zabraniających statkom amerykańskim przybijania do portów pod władzą Napoleona. Tomasz Jefferson, ówczesny prezydent USA, nie chcąc zaogniać sytuacji, również ze swojej strony zakazał kupcom amerykańskim jakiegokolwiek handlu zagranicznego. Embargo wywołało jednak falę protestów, skarg i zażaleń. W efekcie, następca Jeffersona,James Madison, pozwolił w 1810 r. aby zakaz wygasł. Nie chcąc jednak konfliktu wysłał listy do Francji i Brytanii, w których zapowiedział, że to państwo które jako pierwsze zniesie wszelkie ograniczenia dla żeglugi dostanie wyłączność na handel ze Stanami.

Tymczasem Amerykanie zaczęli dostarczać materiały i żywność dla Francji. W wyniku tego amerykańska flota handlowa stała się obiektem ataków floty brytyjskiej. Statki wraz z ładunkiem były zajmowane, a członkowie załóg siłą wcielani do Royal Navy. Bezpośrednim powodem wypowiedzenia wojny był incydent ze statkiem Chesapeake. Został on zatrzymany przez brytyjską fregatę wojenną Leopard. Gdy Chesapeake odmówił zatrzymania i poddania się rewizji, Brytyjczycy otworzyli w jego kierunku ogień, zabijając i raniąc wielu marynarzy na jego pokładzie.

Drugą przyczyną wojny było wprowadzenie niekorzystnych taryf celnych na towary amerykańskie w Anglii. Wprawdzie na dzień przed datą oficjalnego wypowiedzenia wojny, 17 czerwca 1812 parlament brytyjski zniósł taryfy celne oraz uchwalił ustawę o zaprzestaniu aresztowań statków amerykańskich wiozących zaopatrzenie dla Francji, lecz nastąpiło to najmniej o dzień za późno. Kolejną przyczyną wojny były amerykańskie problemy z ludnością indiańską. W okresie pierwszych lat XIX wieku osadnictwo amerykańskie przekroczyło Apallachy. Bezpośrednio zagrażało to indiańskim plemionom Algonkinów oraz Indianom z tzw. Pięciu Cywilizowanych Narodów czyli: Krikom (ang. Creek), Czirokezom (ang. Cherokee), Czoktawom (ang. Choctaw), Seminolom (ang. Seminole) i Czikasawom (ang. Chickasaw). W 1812 plemiona algonkińskie zawiązały ligę pod wodzą Tecumseha i w listopadzie 1811 zaatakowały oddziały amerykańskie . Indianie ponieśli klęskę, a sam Tecumseh zbiegł do Górnej Kanady. Nasunęło to Amerykanom niczym nie uzasadnione podejrzenie, iż “bunt” indiański był zainspirowany przez Brytyjczyków oraz już bardziej uzasadnioną obawę, że Kanada może się stać bazą politycznej działalności Tecumseha. Wszczynając wojnę Stany Zjednoczone miały też nadzieję na zniszczenie brytyjskich kolonii i włączenie prowincji Kanady do USA.

Efektem wojny było utrzymanie status quo. Strony nie osiągnęły żadnych korzyści terytorialnych. Taryfy celne oraz praktyka aresztowania i utrudniania handlu amerykańskiego zostały zarzucone jeszcze przed wybuchem wojny. Amerykanie zobowiązali się przestrzegać suwerenności Kanady (odtąd zrezygnowali z prób „wyzwalania” tego kraju).

Dla Wielkiej Brytanii wojna również miała niewielkie znaczenie, jeśli nie liczyć kilku upokarzających porażek w końcowej fazie wojny oraz konieczności ostatecznego pogodzenia się z utratą wpływów w niekanadyjskiej Ameryce.

Dla Stanów Zjednoczonych wojna nie przyniosła zasadniczych korzyści. Pomogła jednak zbudować mit niezwyciężonej armii. Ważna też była z punktu widzenia tworzenia “narodu amerykańskiego”. W niektórych źródłach amerykańskich wojna ta wręcz nazywana jest “drugą wojną o niepodległość”. Wojna ta leżała u podłoża zmian w amerykańskich siłach zbrojnych. Po pierwsze rozpoczęto rozbudowę ilościową floty wystawianej przez rząd federalny i zarzucono koncepcję, że wystarczające będzie utrzymywanie wyłącznie garstki fregat do ewentualnych działań antypirackich. Po drugie w siłach lądowych główną rolę przyznano armii zawodowej utrzymywanej przez rząd federalny a zaczęto ograniczać rolę milicji stanowych.

W miejscu dzisiejszych pozostałości po brytyjskich fortyfikacjach wojskowych odkryto ślady obecności Indian już w czasach paleolitu.W okresie pomiędzy 6000-4000 p.n.e .Indianie zajmowali to miejsce bardziej intensywnie.Miejsce to w języku Indian zwane jest jako; ti-ion-wakwhta czyli “Miejsce gdzie nosi się kanoe” ,aby ominąć kaskady na rzece.

W Coteau-Du-Lac można oprócz tego zobaczyć pierwszy kanał ze śluzami wybudowany na kontynencie północno-amerykańskim pozwalający małym łodziom transportowym ominąć kaskady .Kanał został wybudowany w 1781 roku.

Doskonałą okazją do zwiedzenia tego miejsca będzie weekend  14-15 lipiec kiedy to będzie demonstracja obozowiska batalionu brytyjskiej armii w strojach z epoki, między innymi: zwiedzanie blokhauzu, pokazy musztry, strzałów armatnich , pokaz potyczki wojennej. Idealna okazja na piknik oraz spotkanie z historią.

Adres:Lieu historique national de Coteau-du-Lac
308 A, Chemin du Fleuve
Coteau-du-Lac (Québec)

autor:Z. P. Wasilewski

foto: Z. P. Wasilewski

U Św.Stanisława Kostki na zapiecku

Saint-Stanislas_logo_vC

Quebec,kanadyjska prowincja Wszystkich Świętych.Jakże mogłoby zabraknąć polskiego świętego na mapie  administracyjnej tej prowincji ? Saint-Stanislas-de-Kostka jest kanadyjską gminą w prowincji Quebec w regionie Monteregie w odległości 30 minut od Montrealu.Nazwę gmina zawdzięcza polskiemu jezuicie Stanisławowi Kostce.Liczba mieszkańców gminy Saint-Stanislas-de-Kostka wynosi 1 668. Język francuski jest językiem ojczystym dla 94,9%, angielski dla 3,9% mieszkańców (2006)

Witamy W Saint-Stanislas-de-Kostka

Centralna a zarazem największa budowla tej miejscowości ;kościół parafialny pod wezwaniem Św Stanisława Kostki

Przyszły święty Stanisław Kostka urodził się prawdopodobnie końcem grudnia 1550 roku we wsi Rostków niedaleko Przasnysza na Mazowszu. Rodziny obojga jego rodziców należały do rodów szlacheckich, znanych z piastowania wielu ważnych funkcji w Rzeczpospolitej. Zarówno ojciec Jan – od 1564 kasztelan zakroczymski, jak i matka Małgorzata z Kryskich, byli ludźmi głęboko przywiązanymi do wiary katolickiej i w takim też duchu wychowywali szóstkę swoich dzieci.

Edukacja małego Stanisława początkowo prowadzona była w domu rodzinnym W 1564 roku rodzice wysyłają go razem ze starszym synem Pawłem po naukę do Wiednia. Wybierają dla nich cieszącą się świetną opinią szkołę – gimnazjum prowadzone przez ojców Jezuitów. Szkoła ta, oprócz nauki, oferowała ścisły regulamin mający na celu ćwiczenie się w pobożności i dyscyplinie. Wysoki poziom nauczania początkowo przerastał możliwości Stanisława mimo to w trzecim, końcowym roku nauki późniejszy święty należy już do najlepszych uczniów. Okres edukacji wiedeńskiej to dla Stanisława czas ostatecznego ukształtowania charakteru i zainteresowań – od najmłodszych lat szczególnie religijny, tutaj pogłębia swoje skłonności. Wszystkie wolne od nauki chwile poświęca modlitwie i surowej pokucie, polegającej między innymi na biczowaniu się. Taki tryb życia, fizyczne oraz psychiczne wyczerpanie (ze względu na swoje religijne upodobania Stanisław jest szykanowany i odrzucony przez kolegów, którzy takie zachowanie uznają za nienormalne) doprowadzają go do poważnej choroby. W grudniu 1565 jest umierający, gorąco pragnie przyjąć Komunię Świętą, jednak protestancki właściciel domu, w którym mieszka nie chce wpuścić katolickiego księdza. Stanisław modli się, więc do Św. Barbary patronki dobrej śmierci. Staje się cud i święta ukazuje mu się, a towarzyszący jej dwaj aniołowie zaopatrują Stanisława w Wiatyk, czyli komunię świętą podawaną chorym w sytuacji krytycznej, kiedy w każdej chwili grozi im śmierć. Nasz bohater jednak nie umiera, co więcej dostępuje jeszcze jednego cudu- ukazuje mu się Matka Boska z Dzieciątkiem, która ostatecznie uzdrawia go i wskazuje mu cel życia -ma całkowicie poświęcić się życiu duchowemu i wstąpić do klasztoru jezuitów.

Od tego momentu zaczyna się dramatyczna walka Stanisława o realizację własnych dążeń i własnej drogi życiowej. Wstąpienie do jezuitów okazuje się nie być prostą sprawą – aby zostać przyjętym do zakonu potrzebna jest zgoda rodziców kandydata, a takiej Stanisław nie uzyskał. Odmówiono mu więc przyjęcia do zakonu we Wiedniu. Postanawia szukać przyjęcia do klasztoru jezuitów w jakimkolwiek kraju w Europie. W sierpniu 1567 w przebraniu i w tajemnicy przed bratem ucieka z Wiednia. Zmierza do Dylingii w Niemczech, aby prosić o przyjęcie do tamtejszego zakonu. Piotr Kanizjusz przełożony niemieckich jezuitów uznaje za autentyczne duchowe skłonności Stanisława. Obawiając się jednak protestów ze strony rodziny młodzieńca, jeszcze tego samego roku odsyła go do Rzymu, polecając go generałowi Towarzystwa Jezusowego Franciszkowi Borgiaszowi. Przebywszy pieszo całą, długa drogę z Niemiec do Rzymu Stanisław Kostka zostaje wreszcie nagrodzony za swoja cierpliwość i uparte dążenie do celu – 28 października 1567 zostaje przyjęty do nowicjatu zakonu jezuitów przy kościele Św. Andrzeja na Kwirynale. Początkiem roku 1568 Stanisław składa śluby zakonne. Jego głęboka religijność rozkwita. Poświęca się modlitwie i pracy fizycznej w szpitalach.

Jego posługa nie trwa jednak długo, już w pierwszych dniach sierpnia 1568 jako całkowicie zdrowy przepowiada swoja śmierć, która nastąpi w dniu Wniebowzięcia Matki Boskiej (15 sierpnia). Tak też się dzieje, kilka dni przed tym świętem Stanisław nagle popada w chorobę. Umierając relacjonuję współbraciom, że widzi orszak świętych z Matka Boską, którzy przychodzą po niego.

Kult świętego zrodził się niemal natychmiast po jego śmierci; początkowo panujący w samym Rzymie, szybko się rozszerzał. W 1670 Stanisław został ogłoszony błogosławionym, a w 1726 świętym. W 1962 papież Jana XXIII uczynił go jednym z głównych patronów Polski. Należy także do najpopularniejszych polskich świętych, jest patronem polskiej młodzieży i Katolickiego Stowarzyszenia Młodych. Jego wspomnienie obchodzimy w kościele 18 września.

Wizerunki świętego pokazują go zazwyczaj jako młodzieńca, ubranego w strój jezuity, często z Dzieciątkiem Jezus na ręku, bądź aniołem podającym mu Komunię. Jego atrybutami są także laska pielgrzyma i różaniec.

Cmentarz przykościelny .Po drugiej stronie ulicy znajdują się domki jednorodzinne z widokiem na…cmentarz.

Jednym z mało znanych działów historii Kościoła są misje jezuitów w Ameryce Północnej. W przeciwieństwie do sytuacji w koloniach hiszpańskich, czy portugalskich zakonnicy nie musieli chronić autochtonów przed Europejczykami. Dobrym opisem sytuacji są słowa XIX-wiecznego protestanckiego historyka Francisa Parkmana: „hiszpańska cywilizacja zmiażdżyła indiańską, angielska zlekceważyła i zaniedbała, zaś francuska przytuliła i zadbała”. Relacje między tubylcami a europejskimi przybyszami są rzeczywiście nietypowe jak na standardy epoki kolonialnej. Mimo, że Francja utraciła Kanadę w 1763 r., to do dziś wielu Indian Québecu pozostało katolikami. Najciężej autochtonów potraktowano w sąsiednich Stanach Zjednoczonych, gdzie protestanci poczuli się do roli „Nowego Izraela” i traktowali ich jak gorszą rasę „Nowych Kanaanejczyków”, których można wybić i wypędzić. Niestety to sąsiedztwo, intensywna polityka antykatolicka i antyjezuicka spowodowały, że dziś poza Kanadą niewielu słyszało o tych misjach w Ameryce Północnej.

Pierwsze trzy próby założenia misji w latach 1609-13 zakończyły się fiaskiem ze względu na ataki protestantów z Virginii, którzy wypędzili, lub zamordowali misjonarzy. Kolejny raz jezuici dotarli do Kanady w 1625 r., ale znów musieli uciec przed anglikami cztery lata później. Od 1632 r. udało się prowadzić misje skuteczniej, między innymi dzięki powołanemu przez Societas Jesu koło miasta Québec w 1635 r. seminarium Nôtre-Dame-des-Anges. Pierwsze misje rozpoczęto wśród Huronów, później Mohikanów, Irokezów i innych. Zakonnicy chrystianizowali Indian w różny sposób, począwszy od zakładania misji, przez wędrówki, po życie w ich wioskach. Uczyli się ich obyczajów i języków, aby móc im lepiej głosić Słowo Boże. Jednym z najcenniejszych owoców ich pracy są „Relacje” – corocznie wysyłane sprawozdania do Paryża, które są bodaj najcenniejszym źródłem wiedzy o kulturach północnoamerykańskich tamtej epoki. Misje rozwijały się bardzo dobrze a misjonarze docierali w odległe zakątki kontynentu, od Luizjany po Labrador.

Niestety w 1763 r. Brytyjczycy przejęli Kanadę, a w dekadę później zakon rozwiązano. Ostatni kanadyjski jezuita zmarł w 1800 r. Oprócz wspomnianych pism, poza doliną rzeki Św. Wawrzyńca niewiele przetrwało z tego wspaniałego dzieła misyjnego. Terytoria Indian zostały najechane przez rzesze europejczyków, a ich cywilizacja przygnieciona anglosaskim butem, gdzie przez długi czas katolicyzm traktowano jako dzieło antychrysta. Tylko w Kanadzie, tam gdzie do dziś przetrwała kultura frankofońska, owoce pracy misjonarskiej zachowały się do dziś. Warto wspomnieć, że w 1842 r. jezuici wrócili w ten region świata, zaproszeni przez biskupa Montréalu. Co więcej, ośmiu zakonników którzy zginęli śmiercią męczeńską w 1649 r. kanonizowano w 1930 r. jako św. Męczenników Kanadyjskich, a sanktuarium pobliżu miejsca ich śmierci przyciąga rocznie 100 tysięcy pielgrzymów.

Opus Citatum: fronda.pl

Budynek poczty kanadyjskiej wprost proporcjonalny do wielkości gminy.W Montrealu budki z lodami są odrobinę większe od budynku tej poczty.

Pozostałości po dworcu kolejowym z pocz.XX wieku

Urząd gminy

Budynki urzędu gminy mieszczą straż pożarną,bibliotekę oraz halę sportowa.

Panorama przy pogodnej popołuniowej niedzieli.

Mieszkańcy tej miejscowości sprawiają wrażenie że jeśli nawet już im nie jest tak dobrze jak u pana Boga za piecem to z całą pewnością mają się dobrze jak u Świętego na zapiecku.

Autor:Z.P.Wasilewski

Zdjęcia:Z.P.Wasilewski

 

Kanadyjskie Kaszuby w Ontario

264131-1

Około 400 kilometrów od Montrealu na zachód od Ottawy wśród malowniczych wzgórz porośniętych lasami leży dolina Madawaska.Zbliżając się po drodze mijamy nazwy dróg,które przypominają polskie zniekształcone nazwiska.Był rok 1858, gdy ok. 300 emigrantów z kaszubskich wsi spod Bytowa i Kościerzyny przybyło do Kanady pod pokładem żaglowca przypominającego karawelę Kolumba. Kanadyjski rząd przydzielił im 20-hektarowe działki wzdłuż drogi kolonizacyjnej Opeongo Road, wiodącej z Otawy na zachód. Skalistą, porośniętą gęstym lasem ziemię przybysze musieli przygotować pod uprawy, karczując kilkusetletnie drzewa i usuwając głazy. Potem zbudowali drogi i domostwa, dysponując jedynie siłą własnych rąk.

Pierwszą polską osadą nie tylko w Dolinie Madawaska, ale w całej Kanadzie, było Hagarty, w 1885 r. nazwane Wilnem na cześć ówczesnego proboszcza ks. Władysława Dembskiego, pochodzącego z Wileńszczyzny. Przez kilkanaście pierwszych lat na kanadyjskiej ziemi pobożni Kaszubi na niedzielne nabożeństwa chodzili do odległej o 15 km irlandzkiej osady Brundenell. Dopiero w 1875 r. zbudowali drewnianą kaplicę i wytyczyli przy niej miejsce na cmentarz. Wkrótce przyjechał tu ks. Józef Specht i powstała pierwsza polska parafia katolicka w Kanadzie, przy której założono pierwszą polską szkołę. Prawdziwy kościół zaczął budować w 1880 r. ks. Władysław Dembski, ale jego konsekracji dokonano dopiero 15 lat później, kiedy inicjator budowy już nie żył.

Kanadyjska nazwa Kaszuby została oficjalnie uznana przez rząd kanadyjski 9 czerwca 1960 r. na cześć pierwszych polskich osadników pochodzących z polskich Kaszub.Do dzisiaj można tam zauważyć pozostałości po pierwszych polskich osadnikach w Kanadzie.Duch polskich emigrantów jest łatwo rozpoznawalny w zabytkowej architekturze drewnianej,polskie kościoły,kapliczki przydrożne,nazwy ulic w miasteczkach,polskie groby na cmentarzach,gwara kaszubska,muzyka,meble,koronkarstwo i innne.

Miejscowości  takie jak Combermere,Wilno,Round Lake Centre oraz Barry’s Bay otoczone gęstymi lasami są uważane za Region kanadyjskich Kaszubów.Cały region jest usiany wieloma jeziorami takimi jak: Wadsworth, Kuiack, Long, Dam, Frank i Gun. Proponuję kilka zapierających dech w piersiach widoków kanadyjskiej  dziewiczej natury z tego regionu oraz gorąco polecam odwiedzenie tego miejsca.

Autor:Z.P.Wasilewski

foto:Z.P.Wasilewski